profil

Zygmunt Korczyński, Benedykt Korczyński, Witold Korczyński charakterystyka postaci.

poleca 85% 530 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Zygmunt
Zygmunt Korczyński jest bohaterem powieści Elizy Orzeszkowej Nad Niemnem. Jego ojciec, Andrzej, zginął w powstaniu styczniowym. Matka zajęła się wychowaniem Zygmunta i jego gruntownym wykształceniem. Są zamożni. Teraz mieszkają sami w posiadłości rodzinnej w Osowcach. Andrzejowa pogrążona jest w żałobie po mężu, Zygmunt zaś podróżuje po Europie i korzysta z uroków świata. Nawiązuje romans z Justyną Orzelską. Matka nie akceptuje tego związku. W uzdrowisku poznaje młodszą od siebie Klotyldę. Biorą ślub. Kiedy po latach jednak znudzony małżeństwem mężczyzna próbuje odnowić flirt z Justyną, zostaje definitywnie odrzucony przez dziewczynę. Namawia wtedy matkę na sprzedaż posiadłości i wyjazd za granicę. Kobieta sprzeciwia się jednak. Ma do siebie żal, że wychowała syna na kosmopolitę i egoistę. Zygmunt wychowywany był w doskonałych warunkach. Miał od dzieciństwa możliwość rozwijania swoich zainteresowań i uzdolnień, m.in. odkrytego wcześnie rzekomego talentu malarskiego. Matka sprowadzała dla niego coraz to droższych nauczycieli, cała jej uwaga skierowana była na kształcenie syna i dogadzanie zachciankom,
był środkowym punktem świata”
Tak wyrósł na mężczyznę obojętnego, cynicznego i z tupetem. Widoczne jest to na przykład w jego zachowaniu wobec żony, Klotyldy. Ignoruje ją, jest obojętny na jej uczucia i potrzeby, bez zażenowania kokietuje Justynę w jej obecności. Przychodzi nawet taki moment, że samej Orzelskiej Zygmunt proponuje trójkąt małżeński. Chce, by dziewczyna zamieszkała w Osowcach. Justyna kategorycznie odmawia, a Klotylda skarży się na swój los Andrzejowej, w której budzi się refleksja:
czy on naprawdę kogokolwiek i cokolwiek kochał?
Zygmunt szybko nudzi się otoczeniem, ludźmi, domem, najbliższą rodziną. Staje się obojętny, czuje zrezygnowanie, znużenie, a nawet pogardę do tego, co polskie, a tym bardziej do tego, co wiejskie i chłopskie. Kiedy próbuje malować obraz natury nadniemieńskiej, stwierdza: wszystko tu takie proste, pospolite, ubogie, blade. wszystko tu, na tej ziemi, jest takie biedne, marne, prozaiczne.
Nudzi go swoją „wieczną czułością” Klotylda, mierzi go rozmowa z zarządcą o gospodarstwie, drażni matka ciągłymi wspomnieniami o ojcu-powstańcu, nie może patrzeć na miejscowych ludzi i unika kontaktu z nimi, zaś służącymi w domu pogardza. Ma o sobie tak wysokie mniemanie, że swoją twórczą niemoc tłumaczy pospolitością i prymitywizmem środowiska, w którym teraz przebywa:
Nudzi go swoją „wieczną czułością” Klotylda, mierzi go rozmowa z zarządcą o gospodarstwie, drażni matka ciągłymi wspomnieniami o ojcu-powstańcu, nie może patrzeć na miejscowych ludzi i unika kontaktu z nimi, zaś służącymi w domu pogardza. Ma o sobie tak wysokie mniemanie, że swoją twórczą niemoc tłumaczy pospolitością i prymitywizmem środowiska, w którym teraz przebywa Nic nie czyniło na nim wrażenia żadnego: matce, że każe mu żyć w atmosferze ciągłych wspomnień i powrotami do przeszłości. Kiedy rozmowa przybiera ostrzejszy wymiar, Zygmunt staje się arogancki, niegrzeczny i oschły. Rzuca oskarżenia od adresem ojca, nazywa go szaleńcem, nie rozumie idei walk powstańczych, nie pojmuje bohaterskiej śmierci uczestników powstania z 1863 r., zupełnie obce mu są ideały patriotyczne. Ujawnia swój głęboki kosmopolityzm. Rujnuje tym psychicznie swoją matkę, która teraz widzi błędy wychowawcze i obwinia siebie za egoizm syna.
Benedykt Korczyński jest jednym z głównych bohaterów powieści Elizy Orzeszkowej Nad Niemnem. Pochodzi ze średnio zamożnej rodziny ziemiańskiej o tradycji napoleońskiej. Jego dziadek, Dominik, był legionistą, a ojciec, Stanisław, wychowankiem akademii wileńskiej. Ma dwóch braci, Andrzeja i Dominika oraz siostrę, Jadwigę. Ojciec zadbał o ich gruntowne wykształcenie. Wszyscy synowie ukończyli studia wyższe. Benedykta upoważnił do prowadzenia Korczyna, ich rodzinnej posiadłości. Pomaga mu w tym Marta, dziś dojrzała kobieta, kiedyś osierocona i wychowywana przez rodziców Benedykta. Jego żona, Emilia, jest hipochondryczką, nie zajmuje się domem. Opiekuje się nią Teresa Plińska. Korczyńscy mają dwoje dzieci, Witolda i Leonię. Benedykt to mężczyzna wysoki, barczysty, siwiejący, z długim wąsem i opaloną twarzą o smutnym raczej wyrazie. Ma ciemne posępne oczy i zmarszczone czoło. Dłonie spracowane i duże, „zgrubiałe” od opalenia słońcem. Od konnego jeżdżenia po polach rozrosły mu się kości i muskuły, stąpa dość ciężko. Chodzi w wysokich butach, nosi na sobie płócienny surdut.Światem Benedykta jest Korczyn, wielohektarowa posiadłość jego rodziców. Wywiązuje się doskonale z prowadzenia gospodarstwa: co roku obsiewa zbożem i trawami pastewnymi, sadzi ziemniaki, a potem je sprzedaje gorzelniom, ma inwentarz żywy i kilka zabudowań gospodarskich, o które pieczołowicie dba. Zarobione przez tę ciężką pracę pieniądze inwestuje w naprawę budynków, utrzymanie domu, opłaca synowi studia, a córce szkołę i stancję w Warszawie. Wolny czas spędza na polowaniu, doskonale jeździ konno, chętnie też czyta lokalną prasę. Jest jednak cały czas niespokojny, ciągle jakiś zamyślony i czymś zafrasowany. Przygnębia go m.in. myśl, że tak naprawdę nie ma już żadnego rodzeństwa: Jadwiga wyszła za snoba i materialistę i nie może na nią liczyć; Dominik sprzedał się Rosjanom i nagabuje go teraz, by pozbył się Korczyna i rodzinnej ziemi i przyjechał do niego, a listy od brata przytłaczają go coraz mocniej. Andrzeja z kolei stracił w powstaniu. Rodzice dawno nie żyją, a żona absolutnie nie może być dla niego żadnym wsparciem. Bardziej to on sam musi o nią dbać i tolerować jej fanaberie. Został sam, a za cel swojego życia przyjął walkę o utrzymanie ziemi, by nie przeszła w ręce Rosjan. Tym bardziej, że za udział Korczyńskich w powstaniu część majątku skonfiskowano. Za swój obowiązek patriotyczny uznaje więc oddłużenie gospodarstwa i takie wydźwignięcie go z kłopotów finansowych, by nie było konieczności sprzedaży ziemi.Nie potrafi poradzić sobie z przekonaniem do siebie syna. Witold bowiem nie zgadza się z niektórymi poglądami ojca, a w szczególności jego stosunkiem do chłopów i uporem wobec Bohatyrowiczów. Kiedy Anzelm z Fabianem proszą o zwrot koni pochwyconych na jego polu, ten wybucha gniewem: tylko mi z oczu ruszajcie! Zaraz!
Jest na tyle zawzięty, że doprowadza konflikt z synem do granic wytrzymałości. Wyzywa Witolda: milcz! milcz, błaźnie!
Sytuacja w domu jest więc dla niego ogromnym obciążeniem. Zamyka się w sobie i pozwala, by prowadzenie gospodarstwa zajmowało cały jego czas wolny. Justyna na przykład jest świadkiem, kiedy nocą Benedykt siedzi przy biurku nad księgami inwentarskimi: było coś smutnego i bardzo poważnego w tym człowieku, samotnie o północy w głębi wielkiego, starego domu pracującym.
W czasie kolejnej, najostrzejszej kłótni z synem przechodzi metamorfozę: widzi zrozpaczoną i zdeterminowaną twarz Witolda, jego łzy i słyszy kłujące ojcowskie serce słowa: coś mam w sobie (…) co mię ku ciemnym otchłaniom popycha… Opamiętuje się. W swojej wrodzonej wrażliwości tuli ukochanego syna z oczami pełnymi łez. Odnajduje w synu bratnią duszę. Od tej pory odzyskuje chęć do życia.
Witold Korczyński jest bohaterem powieści Elizy Orzeszkowej Nad Niemnem. Jest synem Benedykta i Emilii Korczyńskich. Ma dwadzieścia lat. Kończy drugi kurs agronomiki, a po odbyciu praktyki zjawia się w Korczynie na wakacje. Tu jest świadkiem sporu Korczyńskich z Bohatyrowiczami. Próba ingerencji nie przynosi skutku. Wchodzi więc w ostry konflikt z ojcem. W decydującej rozmowie, pełnej dramatyzmu, wyjaśniają sobie jednak wszystkie różniące ich wątpliwości i przebaczają sobie. Dochodzi do zgody.Witold jest średniego wzrostu, „bardzo zgrabny”, przystojny, niezmiernie żywy i energiczny. Ma delikatne rysy twarzy, ale cerę dość bladą i zmęczoną. Nosi drobny, jasny wąsik, oczy ma duże, w kolorze piwnym. Podobny jest do ojca, Benedykta. W zachowaniu jego przejawia się młodość i żywiołowość.Witold jest entuzjastą haseł pozytywistycznych. Przy pierwszym już spotkaniu z Zygmuntem wypytuje go o losy ludu wiejskiego w Osowcach i jak się mają sprawy pod względem „oświaty, moralności i bytu ekonomicznego” najbiedniejszych. Zaraz potem, podczas odwiedzin u Kirłów, zapoznaje panią Marynię z założeniami nowego programu reform społecznych, z pracą u podstaw i pracą organiczną. Niezmiernie jest zdumiony i wzruszony, kiedy widzi Justynę pracującą razem z ludem Bohatyrowicz przy żniwach, powie: bo przecież na świecie każdemu coś robić trzeba! znudziłaś się klepaniem po klawiszach i romansowymi książkami i żąć poszłaś – brawo! Chętnie pobiegł też na spotkanie z Anzelmem. Spacerował z nim po ogrodzie i dyskutował o nowych sposobach gospodarowania, m.in. o hodowaniu drzewek owocowych. A wprost zdumiał starego Bohatyrowicza projektem budowy wspólnego młyna, który zastąpiłby żarna i odciążyłby ludzi oraz czterech wspólnych studni, by „woda tak prawie krwawa nie była”. Również w zakłopotanie wprowadził swojego ojca. Pewnego dnia bowiem, kiedy Benedykt karcił parobka za zepsucie żniwiarki, Witold stanął w jego obronie i wyjaśnił parobkowi szczegółową budowę maszyny: mówił przez dobry kwadrans, składowe części narzędzia i połączenia ich żywymi gestami pokazywał. Potem z entuzjazmem i gorączkowym wręcz ożywieniem stwierdził: jutro obydwa wstaniemy o świcie, maszynę do kowala zawieziemy, a w jaką godzinę po wschodzie słońca będziesz już mógł w pole z nią wyjechać. W finałowej jednak scenie dramatycznej sprzeczki z ojcem Witold ujawnił w całej pełni swój entuzjazm ideologią pozytywistyczną, m.in. wiarą w moc nauki, demokracją, równością, zbrataniem się i odrodzeniem narodów, pragmatyzmem, utylitaryzmem, wartością pracy i wszelkiego działania. Nie raz dawał dowody swojego uznania dla ludu, prostych ludzi żyjących z pracy swoich rąk i uprawiania ziemi: mnie nikt zabronić nie może przestawać z wami i być przyjacielem waszym. – powie Julkowi Bohatyrowiczowi podczas swojej konnej przejażdżki po okolicy. W swych poglądach jest tak głęboko zakorzeniony i tak mocno wierzy w ich słuszność, że w czasie rozmowy z ojcem, nie widząc żadnych szans porozumienia się, nie może opanować emocji: szał bólu zaświecił mu w oczachcoś mu głos zerwało, może łzy z całej siły powstrzymywane czy ściśnięcie się serca oddech tamujące W takiej determinacji widzi tylko jedno rozwiązanie: wyciąga rękę „ku jednej z wiszących na ścianie strzelb”.
Ojciec mu przebacza, ale i on szybko wyciąga rękę do zgody.
Witold jest w swoim zachowaniu bardzo stanowczy, zbyt może porywczy, ale na pewno autentyczny. Mocno wierzy w to, czego sam doświadczył i czego się nauczył

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 9 minut

Teksty kultury