profil

Kultura i oswiata w II RP

poleca 85% 219 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Drogi rozwoju oświaty i kultury masowej w II Rzeczypospolitej

Z rozległej problematyki rozwoju oświaty i kultury w dwudziestoleciu międzywojennym mowa będzie w rozważaniach poniższych, o niektórych zjawiskach, których oddziaływanie na masy w szczególnym stopniu wpływało na kształtowanie ich postaw i świadomości politycznej. Z tego punktu widzenia na uwagę zasługuje to wszystko, w czego odbiorze partycypowały maksymalnie liczne i różnorodne warstwy i środowiska społeczne, a więc przede wszystkim szkoła, prasa, radio, czytelnictwo książki itp.

Przesłanki rozwoju kultury masowej

Oczywiście rozwój, nośność i wpływ wszystkich tych czynników pozostawały w ścisłym związku i zależności od rozwoju szeroko rozumianej infrastruktury społeczno – gospodarczej i organizacyjno – technicznej kraju, poczynając od postępów jego industrializacji i urbanizacji, a kończąc na sprawności systemów komunikacji wewnętrznej. Były to, bowiem niezbędne przesłanki, bez których spełnienia trudno było myśleć o przekształceniu charakteru kultury narodowej, dotychczas przeważnie izolowanej w mniej lub więcej zamkniętych kręgach kulturowych, głównie inteligenckich, w kulturę naprawdę narodową, w kulturę masową. Właśnie w latach międzywojennych (ale raczej dopiero w drugiej połowie) społeczeństwo polskie przekroczyło pierwszy próg umasowienia kultury. Umożliwił to fakt, że zbiegły się wówczas wspomniane wyżej przesłanki natury materialnej i technicznej z przesłankami natury politycznej, to znaczy oczywiście przede wszystkim z odzyskaniem przez Polskę niepodległego bytu państwowego. Był to bodziec o zasadniczym znaczeniu dla rozwoju i umasowieniu kultury narodowej, m.in. przez to, że wyzwalał tłumioną często pod zaborczymi rządami walkę poglądów i postaw – niezbędny warunek wszelkiego postępu. Niepodległość Polski – pisał o tym S. Żółkiewski – usuwając w stosunku do Polaków dawne konflikty uciemiężenia narodowego sprzyjała obnażaniu przeciwieństw klasowych. Zjednoczony państwowo kraj, kształtujący swój własny, jeden rynek wewnętrzny tworzył warunki dla integracji - zdezintegrowanej przez warunki zaborcze – kultury narodowej, wyzwalał przy tym nowe siły kulturotwórcze nowoczesnych konfliktów klasowych.
Procesy te nie przebiegały rzecz jasna w sposób żywiołowy, w społeczno – politycznej próżni. Determinował je charakter ustrojowy państwa kapitalistycznego, stwarzającego określone preferencje dla klas i warstw, trzymających w swych rękach dźwignie dyspozycji ekonomicznej i władzę polityczną. Niektóre dziedziny – jak szkolnictwo, a w latach późniejszych radiofonia – były bezpośrednio kierowane i kontrolowane przez to państwo. Inne, jak prasa, narażone na jego dokuczliwe ingerencje, posiadały tylko względną swobodę i niezależność. W stosunkowo najmniejszym stopniu te pośrednie lub bezpośrednie skrępowania dotykały literatury, filmu, teatru i innych gałęzi sztuki. I one jednak musiały przezwyciężać trudności, innej natury, w szczególności wiążące się z problemem mecenatu, w niewielkiej tylko mierze roztaczanego nad nimi ze środków publicznych.

Oświata w II Rzeczypospolitej.

Ze wszystkich spraw, jakie miały na głowie władze w II Rzeczypospolitej duże znaczenie miała oświata, gdyż rządy zaborcze pozostawiły ją w opłakanym stanie. Dotyczyło to zwłaszcza ziem byłego zaboru rosyjskiego, a więc trzonu niepodległego państwa nie obowiązywał tu przed wojną przymus szkolny, a rusyfikacyjna polityka rządów carskich dodatkowo odstręczała ludność polską od oświaty. W zaborze austriackim uczono w szkołach po polsku, istniał też obowiązek szkolny, ale jego realizacja w praktyce odbiegała dość daleko od prawnego nakazu. W zaborze pruskim obowiązek szkolny istniał i był też wykonywany w praktyce, ale tylko w języku niemieckim.
Sytuacje te można wyrazić w liczbach następująco: w 1913 r. w Królestwie przypadało na 100 mieszkańców zaledwie 3 dzieci w szkołach elementarnych, w Galicji (1911) – 14, w Poznańskiem – ponad 19. W zaborze pruskim prawie 100% dzieci w wieku szkolnym faktycznie uczęszczało do szkoły elementarnej. Jeśli chodzi o Galicję, to szacunkowy odsetek dzieci faktycznie wykonujących obowiązek szkolny sięgał przed wojną ok. 85%, a w Królestwie zaledwie ok. 20%. Ponadto szkoły, do których dzieci uczęszczały, należały do kategorii najniżej zorganizowanych, w ogromnej większości jedno– lub dwuklasowych.
Odpowiednio do tego kształtował się odsetek analfabetów w poszczególnych zaborach. W Królestwie sięgał on na początku XX wieku 65% ludności (począwszy od wieku szkolnego); w Galicji – niewiele mniej, bo 56%, w zaborze pruskim wśród ludności polskiej – tylko 0,6%.
Do odrabiania tej pozaborczej spuścizny przystąpiło niepodległe państwo polskie niemal od pierwszych tygodni swego istnienia. Już 7 lutego 1919 roku ukazał się dekret o powszechnym obowiązku szkolnym. Liczba szkół z 18404 i 431838 dzieci w roku szkolnym 1910/11 (na obszarach późniejszego państwa polskiego) wzrosła do 27515 szkół z 3222900 dzieci w roku szkolnym 1922/23. Mimo tego ogromnego postępu realizacja powszechnego obowiązku szkolnego objęła w tymże roku zaledwie 68,9% dzieci, przy czym w województwach wschodnich jeszcze w roku 1923/24 wynosiła ona zaledwie 41,8% (natomiast w województwach zachodnich 100%). Rozwój szkolnictwa powszechnego w latach późniejszych postępował już wolniej i nigdy nie osiągnął stanu zapewniającego pełną realizację powszechnego obowiązku szkolnego. W roku szkolnym 1937/38 liczba szkół powszechnych nawet nieco zmalała – do 27235, ale były to szkoły wyżej zorganizowane, w których uczyło się 4701200 dzieci. Oznaczało to, że w szkołach znalazło się wówczas równo 90% dzieci objętych obowiązkiem szkolnym.
I wtedy jednak utrzymywała się jeszcze ostra dysproporcja między stopniem realizacji obowiązku szkolnego w Polsce A i w Polsce B. Gdy w województwach zachodnich i niektórych centralnych wahał się on w granicach 95 – 100% dzieci, to w województwach wschodnich wynosił od 71,6% (woj. wołyńskie) do 84,1% (woj. wileńskie). W tej sytuacji nie mogło być też mowy o zwycięstwie nad analfabetyzmem. Przypomnijmy, że według spisu ludności z 1921 roku było w Polsce 33,1% analfabetów (wśród ludności powyżej 10 lat), a w 1931 roku jeszcze 23,1% - czyli prawie ¼ ogółu ludności. I znowu wynikało to przede wszystkim z sytuacji na kresach wschodnich, gdzie w niektórych województwach (wołyńskie, poleskie) odsetek analfabetów sięgał 48% ludności, a wśród samych kobiet nawet 68% i 71%.
Obok sprawy jak najszybszego poszerzenia i zagęszczenia sieci szkół powszechnych podjęto też rychło prace nad stworzeniem jednolitego typu i organizacji szkół oraz zniesieniem w ten sposób poważnych często różnic między szkolnictwem w poszczególnych zaborach. Regulowały to m.in. dekrety i ustawy z lat 1919 i 1922. Rozwiązania wymagały też trudne problemy finansowe (budownictwo nowych szkół) oraz silne braki w zakresie kadry nauczycielskiej.
Wspomniane wyżej ustawy przewidywały m.in., że należy dążyć nie tylko do pełnej realizacji powszechnego obowiązku szkolnego, lecz także do zapewnienia tego w szkołach najwyższego szczebla organizacyjnego, o najwyższym poziomie, mianowicie w szkołach powszechnych siedmioklasowych. Spełnienie tego drugiego postulatu okazało się jeszcze trudniejsze niż pierwszego. W dziesięć lat po odzyskaniu niepodległości absolwenci szkół siedmioklasowych stanowili zaledwie 22,3% absolwentów szkół powszechnych. Znaczna ich większość kończyła szkoły najniżej zorganizowane tzn. jedno- lub dwuklasowe. Dotyczyło to zwłaszcza wsi i województw wschodnich. Utrudniało to poważnie młodzieży wiejskiej dostęp do szkół średnich oraz wyższych i w dużej mierze zmieniało w fikcji zasadę równego startu młodzieży, stanowiącej około 75% młodzieży całego kraju.
Szkoły, szczególnie wiejskie, mieściły się często w lokalach nieodpowiednich, w wynajętych izbach chłopskich zagród. Budownictwo nowych szkół nie pokrywało nawet w przybliżeniu potrzeb wynikających nie tylko z konieczności nadrobienia zaniedbań pozaborczych, ale i z wysokiego przyrostu naturalnego (w latach 1926 – 1935 od 15.5 do 13.0%). Nie mogła sprostać tym potrzebom liczba 1451 izb szkolnych, budowanych przeciętnie rocznie w okresie od 1925/26 do 1936/37. Szkolnictwo podlegało Ministerstwu Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (MWRiOP). Budżet tego ministerstwa osiągnął swoje apogeum w roku 1929/30 (wydatki na sumę 450,2 mln zł). W latach następnych wydatki na cele szkolne zdecydowanie zmalały: w roku 1937/38 – do 78% w porównaniu z rokiem 1929/30.
Poważną przeszkodę w rozwoju szkolnictwa, szczególnie w początkach niepodległości, stanowił niedobór kadry nauczycielskiej. Nie występował on jedynie w Galicji, natomiast w Królestwie – mimo bardzo skąpej sieci szkolnictwa – brakowało ok. 15 tys. nauczycieli. W Wielkopolsce w 1910 roku było 12358 nauczycieli, a w roku szkolnym 1919/20 było ich zaledwie 5970. Jeśli chodzi wykwalifikowaną kadrę nauczycielską dla szkół średnich, to sprowadzała się ona na terenie Wielkopolski do kilkunastu osób. Wskutek tego musiano tam zatrudnić jeszcze przez pewien czas dużą liczbę nauczycieli niemieckich. Dlatego też już we wspomnianym dekrecie o powszechnym obowiązku szkolnym przewidziano tworzenie specjalnych szkół w celu kształcenia nauczycieli w postaci tzw. seminariów nauczycielskich.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 7 minut