profil

Na śmierć i życie, za przyjaciół i ojczyznę

drukuj
poleca 85% 101 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Pierwsza próba
Był słoneczny dzień. Siedziałem na ławce przy ulicy Bielańskiej i obserwowałem podejrzaną grupę młodych ludzi. Byli spięci, ich prawe dłonie spoczywały pod połami kurtek. Wpatrywali się w wylot ulicy Długiej. Zlustrowałem okolicę jeszcze raz i naliczyłem jeszcze dwie podobne grupki oraz kilku młodych mężczyzn także zachowujących się dość nienaturalnie. W pewnym momencie wszyscy po kolei porzucili stanowiska. Zza zakrętu wyłoniła się gestapowska furgonetka. Wszyscy się spięli i z żalem w oczach śledzili jej trasę, aż zniknęła za następnym zakrętem. Nic się nie wydarzyło. Byłem świadkiem odwołanej akurat akcji odbicia Jana Bytnara.

Wyjaśnienia
Kolejne grupki mijały mnie. Wstałem i podążyłem za ostatnią. Minęliśmy kilka ulic. Po dziesięciu minutach grupa skręciła w boczną uliczkę i zniknęła mi z oczu. Skręciłem za nią. Przeszedłem kilka kroków i poczułem silne szarpnięcie za ramię. Zostałem wciągnięty w zaułek przez młodego charyzmatycznego mężczyznę. Do brzucha przyłożono mi lufę pistoletu.
-Kim jesteś, szpiegu?
-Piotr Kwiatkowski, dziennikarz. - Sięgnąłem pod połę marynarki i pokazałem plakietkę Polski Walczącej – Polak.
-Czego chcesz?
-Chcę wiedzieć czego byłem świadkiem, przed chwilą, przy Długiej.
Mężczyzna rozluźnił się trochę, schował broń i bez słowa wskazał drogę. Po kilku minutach dotarliśmy do małego, pustego mieszkania.
-Nazywam się Tadeusz Zawadzki - podjął opowieść, usiadłszy na fotelu, pokazał, żebym zrobił to samo. - Kilka dni temu Gestapo zabrało jednego z naszych, Rudego. Był moim najbliższym przyjacielem, kto wie, co go spotkało na Szucha. Przekonaliśmy dowództwo, żeby odbić go, że to bardzo ważne. W końcu się zgodzili, akcja miała się odbyć dzisiaj, ale w górze nie padł rozkaz, musieliśmy wszystko odwołać. Ale nie tracę nadziei, spróbujemy jeszcze raz.
Tadeusz, Rudy i ich trzeci bliski przyjaciel Aleksy działają w polskiej podziemnej organizacji Mały Sabotaż, walczącej o wolność. To oni odbili jeńców przewożonych z Warszawy do Lublina, oni też odpowiedzialni byli za wszelkie akcje propagandowe, jak kolportaż prasy polskiej, rozwieszanie flag narodowych, zrywanie swastyk. To dzięki nim morale Polaków nie spada, ludzie mają nadzieję na wolną Polskę.

Walka na śmierć, za przyjaciela
Przygotowania do odbicia Jana Rudego Bytnara trwają. Do mieszkania Tadeusza Zawadzkiego przychodzi wielu ludzi. Ustalają szczegóły odbicia. W czwartek przyszła wiadomość: furgonetka transportująca będzie przejeżdżała jutro ulicą Bielańską, koło piątej po południu. Informacja podchodzi od wtyczki Małego Sabotażu w gestapo, człowieka o przewrotnym pseudonimie Wesoły. Dowiedział się kiedy przewozi się Rudego, którędy, oraz poznał nazwiska ludzi odpowiedzialnych za przetrzymywanie i przesłuchiwanie Jana. W piątek przychodzi potwierdzenie, zostają trzy godziny do akcji, ostatnie oddziały otrzymują odprawy i spieszą zajmować pozycje.
Stoję przy gmachu uniwersytetu. Przede mną ciągnie się ulica Długa, czterdzieści metrów dalej jest skrzyżowanie. Furgonetka ma wyjechać z lewej i skręcić w moją stronę. Widzę trzy oddziały Sił Zbrojnych. Dowodzi nimi nie Tadeusz, lecz komendant Stanisław Broniecki. Ulicą przejeżdża patrol żandarmerii niemieckiej, na chodnikach widać dwa mundury niemieckie. W pewnym momencie z miejsca stanowiska Tadeusza słychać strzał. Niemal w tym samym momencie wyjeżdża furgonetka. Tknięty przeczuciem kierowca zamiast w prawo skręca w lewo. Do akcji ruszają oddziały. Kabina kierowców staje w płomieniach, pojazd hamując wtacza się pod arkady Arsenału. Z samochodu wypada dwóch Niemców, z bocznej uliczki dołącza SS-man rozpoczyna się strzelanina. Po chwili przy życiu zostaje już tylko jeden gestapowiec, doskonale ukryty ostrzeliwują arkady Arsenału za którymi kryje się grupka atakujących. Zza filaru wyskakuje Tadeusz, woła na swoich. Niemiec odwraca się i ucieka, zaraz pada od kuli. Do płonącego pojazdu dobiegają Polacy, Alek otwiera drzwi. Uwolniono dwudziestu pięciu więźniów. Akcja zakończyła się sukcesem.

Radość mimo bólu
Gdy dotarłem do mieszkania na Mokotowie, Rudy już tam był. Nie wchodziłem, nie rozmawiałem z nim, inni mi wszystko zrelacjonowali. Był w strasznym stanie, pobity na całym ciele. Przyjaciele wiedzieli, że umiera, panowała ponura atmosfera żalu i bezsilności. Mimo wszystko Rudy cieszył się, że jest wśród przyjaciół, że swoje ostatnie chwile spędzi z najbliższymi. Dowiedziałem też, że podczas powrotu został postrzelony Alek. Odwiedziłem go, wyglądał słabo, ale samopoczucie miał znakomite. Bez przerwy pytał co u Rudego. Cieszył się, że go odbito. Mimo wszystko słabł z dnia na dzień. Jego śmierć była już pewna.
Jan Bytnar i Aleksy Dawidowski odeszli tego samego dnia. Radość z odbicia dobrego przyjaciela została zastąpiona przez wszechogarniający smutek.
Śmierć Polaków została pomszczona. Miesiąc po śmierci Rudego Zabito oberscharführera Shultza, odpowiedzialnego za wydział badający Rudego, a trzy tygodnie potem, dwudziestego drugiego maja zabito Langego, prowadzącego sprawą Jana. W tym czasie Wesoły częściej niż zwykle przebywał na Szucha.
-----------
Dodałem załącznik, w którym reportaż jest w "gazetowym kroju", z obrazkami. Praca na 6.


Załączniki:
Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Formy wypowiedzi