profil

Polacy wobec demokracji

poleca 85% 415 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

?Polacy wobec demokracji?. Scharakteryzuj stosunek współczesnych Polaków do funkcjonowania demokracji w naszym kraju. Przeanalizuj polityczne przyczyny tego stanu rzeczy. Przedstaw inne zjawiska, które Twoim zdaniem mają wpływ na ocenę polskiej demokracji. Oceń skutki nastawienia obywateli do polskiej demokracji.

Na samym wstępie należały wyjaśnić pojęcie demokracji.
Demokracja [gr. demokratia, od demos = lud kratos = władza], w znaczeniu ogólnym ? władza ludu, ludowładztwo; w znaczeniu politycznym ? ustrój przeciwstawiany jednowładztwu.
Twierdzenie, że lud sprawuje władzę poprzez swoich przedstawicieli, jest oczywiście stwierdzeniem bałamutnym i jawnie nieprawdziwym. Fakt wybieralności oligarchów bynajmniej nie czyni jeszcze ustroju demokratycznym. Pomiędzy elekcją króla
w przedrozbiorowej Polsce a wyborami prezydenckimi w Polsce początku XXI wieku nie ma żadnej istotnej różnicy, władzę i tu, i tam sprawuje nie lud, ale klasa rządząca. Sposób dojścia do władzy nie można utożsamiać z władzą! Autokrata może przecież władzę dziedziczyć, zdobyć siłą lub może ona mu być nadana w drodze wyborów. Nie zmienia to jednak faktu, że pozostaje on autokratą, a rządzeni przez niego ludzie są zależni od jego decyzji. Nazywanie ustroju RP demokracją jest zwykłym myleniem pojęć.
Grupa ludzi, która z własnej woli rezygnuje z wpływu na życie publiczne, jest ogromna. To nie są wyłącznie ludzie szeroko rozumianego marginesu. Są wśród nich również tacy, którzy do życia publicznego zrazili się ostatnio. Aferami i nieudolnością kolejnych rządów, kłamstwem i krętactwem polityków, korupcją i kapitalizmem politycznym, upadkiem wszelkich norm moralnych, brakiem poczucia sprawiedliwości i przyzwoitości.
Skrywana i broniona wiedza o państwie, jego instytucjach, ludziach je reprezentujących, funkcjonowaniu gospodarki się destrukcyjna. Ale fakt, że kawałek po kawałku udaje się ją wyrywać z rąk dzisiejszych elit, daje nadzieje.
Jednym ze standardów współczesnej demokracji są pięcioprzymiotnikowe wybory do parlamentu, który ustanawia prawa. Dogmat demokratyczny głosi, że dobra władza może być wybrana tylko poprzez pięcioprzymiotnikowe wybory do parlamentu. Innym jeszcze standardem współczesnej demokracji jest jej totalizm. Chodzi o to, że wszystkie nawet najdrobniejsze problemy ludzi muszą być rozwiązywane demokratycznie i rozwiązanie musi być zastosowane do wszystkich.
W dzisiejszej Polsce brakuje uczciwości i rzetelności we wszystkich dziedzinach.
W polityce, w gospodarce, w życiu codziennym. Jeżeli założymy, że demokracja to kultura polityczna, rządy prawa, wolności obywatelskie, kontrola nad politykami, udział obywateli
w życiu społecznym, to czy można z czystym sumieniem powiedzieć, że któryś z tych punktów jest dzisiaj w pełni realizowany? Demokrację w Polsce należy mierzyć porównując ją z krajami Zachodu, nie z komunistyczną przeszłością czy innymi krajami postkomunistycznymi. Dlaczego dziś boimy się o pięćdziesięcioprocentową frekwencje
w głosowaniu dotyczącym tak fundamentalnej sprawy jak wejście do Unii Europejskiej?
Demokracja to wolny rynek idei, ale nie ma to wiele wspólnego z wolnym rynkiem
w znaczeniu ekonomicznym. Różnica miedzy wolnym rynkiem idei a towarów jest taka, że towary są obojętne moralnie i można nimi handlować. Idee mogą być dobre lub złe (moralnie) i nie da się nimi handlować. O ile każdy towar jest akceptowalny moralnie, to nie każda idea jest do zaakceptowania i swobodny wybór idei nie jest wolnością, ale zniewoleniem. Idee musimy weryfikować pod względem moralnym, towarów nie. Wolny rynek towarów to wytwór naturalny, a wolny rynek idei (czyli demokracja to tez idea i to wytworzona sztucznie przez człowieka (w przeciwieństwie do np. monarchii, która jest naturalna
Przeciwnicy demokracji uważają często, że najgorszą spośród jej wad jest powolność
i brak skuteczności. Podział władz i skomplikowane wieloetapowe procedury sprawiają, że od zgłoszenia jakiegokolwiek pomysłu do jego realizacji mija bardzo wiele czasu. A często dzieje się jeszcze gorzej: do realizacji nigdy nie dochodzi, bo dajmy na to sprawa utknęła w którejś z niezliczonych parlamentarnych komisji albo w szufladach jakiegoś ministerialnego biurka?
Omawiając naszą demokracje należy poruszyć sprawy związane z polską integracją
z Unią Europejską. Kiedy rozpoczynaliśmy naszą drogę do członkostwa w UE w kwietniu 1994r. nikt się zapewne nie spodziewał, że droga do zjednoczenia Europy będzie tak długa
i kręta. Przez okres kolejnych rządów w Polsce nasi negocjatorzy pertraktowali warunki przystąpienia do Wspólnoty Europejskiej, a polskie media próbowały prezentować na bieżąco wyniki tych negocjacji. Media publiczne realizując politykę rządów RP opowiedziały się za integracją z Unią Europejską, ignorując wszelką krytykę tego procesu. Czy tak powinna wyglądać prezentacja informacji dla Polaków w demokratycznym państwie? Z integracją Polski z UE związane są przecież nie tylko same pozytywy! Media państwowe wydają się tego nie dostrzegać i są pod przemożnym wpływem lobbingu sił pro unijnych. Uważam, że w negocjacjach Polski z UE nie zadbano należycie o polski interes narodowy - nie wykorzystano wielu koniunkturalnych szans. Po szczycie w Kopenhadze telewizja i prasa ogłosiły zwycięstwo Polaków i spełnienie naszych postulatów. Teraz wiemy, że nie ma to pokrycia w rzeczywistości, gdyż uzyskane warunki wcale nie były takie dobre, a nasze negocjacje i stosunki z UE mało przypominają zasady partnerstwa i wzajemnego poszanowania dwóch stron.
Polska demokracja przeżywa obecnie poważny kryzys. Coraz to nowe afery są ujawniane. Znana nam dobrze jest tzw. afera Rywina, która ukazuje smutną prawdę o tym, że w Polsce dzieje się źle. Być może Polska rządzi tylko małą grupką ludzi elit politycznych
i nie jest to wcale kraj demokratyczny. Czyżby polska demokracja była tylko fasadą dla rządów oligarchii politycznej, która przejęła władze nad państwem po 1989r.?
Społeczeństwo doskonale zdaje sobie sprawę, że nie żyje wcale w ustroju, który umożliwiałby mu rządzenie (jakby to sugerowało określenie "demokracja"). Dlatego na przykład ostatnio sporo mówi się o tzw. czwartej władzy, którą mają przedstawiciele środków masowego przekazu. Prasa, radio i telewizja stanowią coś w rodzaju namiastki władzy społeczeństwa, a właściwie organ kontrolujący poczynania oligarchów. Rzeczywiście,
w ujawnieniu wielkich afer gospodarczych ostatnich czasów wielką rolę odegrała czwarta władza.
Należy przy okazji zauważyć, że nawet czwarta władza nie jest organem demokracji. W rzeczywistości dziennikarze tropią afery nie, dlatego aby zmusić oligarchów do podejmowania decyzji zgodnych z oczekiwaniami społeczeństwa, ale dlatego, aby zbić kapitał na głoszeniu sensacji i dostarczaniu tym sposobem rozrywki masom. Często zresztą czwarta władza jawnie stara się realizować własną politykę, niezgodną ze zdaniem większości społeczeństwa, a więc niedemokratyczną.
W Polsce często mamy do czynienia z jakimiś strajkami, manifestacjami, czy innymi niepokojami społecznymi. Jest to normalne zjawisko występujące prawie w każdym kraju demokratycznym. W Polsce jest jednak tak, że ludzie ?wychodzą na ulice?, bo nie mają pieniędzy na podstawowe artykuły konsumpcyjne, a na Zachodzie społeczeństwie chodzi raczej o poprawę warunków pracy itp. sprawy.
Można oczywiście argumentować, że jeżeli lud jest niezadowolony, to tylko jego wina, bo takich sobie wybrał przedstawicieli. Tymczasem często jest tak, że wybiera się między Scyllą a Charybdą: obojętnie, który kandydat przejdzie, i tak będzie podejmował decyzje niezgodne z oczekiwaniami wyborców.
Dla przeciętnego wyborcy wystarczających dowodów dostarczają ugrupowania polityczne, które przystępowały do wyborów z populistycznymi hasłami lub przynajmniej
z hasłami zgodnymi z oczekiwaniami dużej części społeczeństwa- gdy grupy te już uzyskały władzę, odeszły od obietnic wyborczych i zaczęły realizować politykę napychania własnych kieszeni. Jeżeli nasz kraj jest krajem demokratycznym, lub choćby zachowuje pozory demokracji, dlaczego rządzą nim ludzie, którym ufa np. zaledwie 10% społeczeństwa? Jaki jest mechanizm, który pozwoliłby ludowi odsunąć tych ludzi od władzy?
Czy Polska jest państwem demokratycznym? Odpowiedź na to pytanie jest przecząca zgodnie ze wszelką logiką i z semantyką słowa "demokracja". Mało tego, nie sądzę, aby
w dającej się przewidzieć przyszłości Polska stała się krajem demokratycznym.
Moim zdaniem Polska nie dojrzała jeszcze do demokracji, w naszym kraju wciąż jest dużo rzeczy podobnych do tych sprzed roku 1989. Skutkiem tego demokracja staje się zagrożeniem dla Polski i jej mieszkańców. Jeśli Polska rządzi pewien zamknięty układ polityczny (poszerzany czasem o nowe siły polityczne) to nasz kraj jest przykładem rządów oligarchii, a nie demokracji. Taki ustrój nie sprawdza się w Polsce, widać to na przykładzie afer korupcyjnych, nieudolnej prywatyzacji, strajków, a nawet zmian zachodzących
w służbach specjalnych- reformowanych przez kolejne ekipy rządzące.
Przede wszystkim powinno się nieco zmodyfikować konstytucje RP. Sądzę, iż należy zmienić strukturę senatu. Według mnie powinien reprezentować on interesy społeczności lokalnych. W skład senatu wchodziliby wówczas deputowani z sejmików wojewódzkich (np. po trzech z każdego sejmiku). Należy również ukierunkować program edukacji w szkole na kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego - kreowanie jednostek świadomych swych obowiązków wobec państwa, o wyrobionej kulturze politycznej. Rozszerzyłabym zasięg demokracji bezpośredniej tak, aby naród miał większą możliwość wyrażania swojej opinii (referendum) jak ma to miejsce np. w Szwajcarii. Powołałabym komisje, która sprawdzałaby wypełnianie obietnic wyborczych przez kandydatów do władzy i karałaby ?oszustów? wyborczych. Czas antenowy powinien być przydzielony wszystkim grupom politycznym
w Polsce, przestrzeganie tego kontrolowałaby również specjalna komisja. Państwo powinno przedstawić publicznie plany i rezultaty wszystkich większych inwestycji i innych przedsięwzięć gospodarczych o dużej randze społecznej. Poza tym wszyscy politycy i inni ludzie podejrzani o udział w jakiejś aferze gospodarczej lub politycznej powinni podawać się do dymisji, aż do czasu wyjaśnienia całej sprawy.
Jeżeli nasz kraj miałby rzeczywiście być demokratyczny choćby na tym najniższym, "zakładowym" poziomie, należałoby skodyfikować reguły głosowań, i to albo w samej konstytucji, albo w towarzyszącym jej załączniku. Przecież istota demokracji opiera się na głosowaniach i na sposobie liczenia głosów, a więc są to kwestie nawet bardziej fundamentalne niż zakres władzy prezydenta czy ilość senatorów. Powinno się unieważnić statuty wszelkich demokratycznie zarządzanych organizacji, w których użyto sformułowania "50% 1" lub podobnego, albo nawet sformułowanie to wykreślić z urzędu i zastąpić przez "większość głosów znaczących". Demokratyczna decyzja powinna zapadać na podstawie liczenia jedynie głosów "tak" lub "nie?. Powinno się ustalić reguły postępowania
z przypadkami głosujących, którzy wstrzymują się od głosu lub oddają głos nieważny. Demokratycznie podjęta decyzja nie może tych głosów uwzględniać, w szczególności nie wolno tych głosów traktować jako równoznacznych z głosami oddanymi przeciwko głosowanemu projektowi. W rzeczywistości wstrzymanie się od głosu jest równoznaczne
z nieprzystąpieniem do głosowania i z oddaniem decyzji w ręce tych, którzy mają jakieś zdanie w głosowanej sprawie.
Myślę, że wprowadzenie powyższych zasad pomogłoby Polsce wejść na drogę tej prawdziwej demokracji, jednakże potrzeba na to czasu - może dziesięciu, czterdziestu, a może i więcej lat. Zależy to od zmiany sposobu myślenia ludzi. Naród do pewnych zasad musi po prostu dojrzeć mentalnie, mieć świadomość decydowania osobiście o swoim losie, nie ulegać demagogii polityków ani wpływom mediów sterowanych przez różnych nie zawsze przechylnych Polsce ludzi.
Zmiany muszą nadejść, nasz kraj przeszedł już wiele przemian politycznych, czas się przebudzić i zacząć decydować zgodnie z zasadą ?nic o nas bez nas?!

Podoba się? Tak Nie