profil

Dorota Terakowska

poleca 84% 1770 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Przeglądając najważniejsze pozycje wśród współczesnych utworów polskich, trudno przeoczyć jedną ze szczególnych książek, które ukazały się w ciągu kilku ostatnich lat, a mianowicie rewelacyjne studium ludzkich uczuć napisane przez Dorotę Terakowską. Każde kolejne dzieło tej autorki zawiera niespotykane ujęcie tematów nurtujących ludzi u progu XXI wieku, ponadto porusza problemy, z którymi stykamy się na co dzień, a tym przede wszystkim charakteryzuje się „Poczwarka”.
Nie spotkałam się dotąd z tak sugestywnym przekazem zawartym w tak nieskomplikowanym sposobie wypowiedzi, aby z różnych względów nie rzec- wręcz ograniczonym. Gdyż oto mamy przed sobą Myszkę, której nie rozumie otaczający ją świat i która również ma ogromny problem ze zrozumieniem tego świata. Od samego początku jest odrzucona przez otoczenie, nie spełnia nadziei, jakich w niej pokładano i nie jest gwiazdką z nieba, wyczekiwaną przez kogoś przez bardzo długi czas. Takiej Myszki nie spodziewali się jej rodzice, ale przewidział ją Bóg, decydując, że będzie ona najpiękniejszym Darem, jaki kiedykolwiek wypłynie z Jego rąk.
Tak trudno wczuć się w sytuację dziecka chorego na Zespół Downa, tak trudno zrozumieć, dlaczego w dziele stworzenia jest miejsce na istoty, dla których życie będzie niczym niekończąca się walka o każdy kolejny dzień w otoczeniu niezrozumiałych słów i gestów, nieżyczliwych spojrzeń, braku akceptacji. Czy takie dziecko jest karą, czy może największym z możliwych Darów? Ile takich Myszek jest zamykanych przed krzywdzącym, niczego nie rozumiejącym światem?
Przyglądnijmy się bliżej modelowemu małżeństwu Adama i Ewy. Trudno oddalić nasuwające się skojarzenie z biblijnymi rodzicami wszystkich ludzi, o których w tej książce również jest mowa. Kojarzą się nam oni ściśle z biblijnym stworzeniem świata i człowieka. On, Adam, jest dojrzałym mężczyzną, spełniającym się zawodowo, posiadającym ogromne ambicje dotyczące przyszłości swojej rodziny, a przede wszystkim córeczki, która niebawem ma przyjść na świat. Cały trud robienia kariery i zdobycia uznania wśród najlepszych biznesmenów poświęca z myślą o potomku. Adam chce zapewnić mu lepsze życie i lepszy start niż sam miał niegdyś, w tak odległej przeszłości, że już sam nawet o niej nie pamięta. Za to Ona, Ewa, ma idealny dom i idealnego męża, z którym buduje swój idealny świat. W tym świecie nie ma miejsca na nietrafnie skomponowane kolory ścian w pokojach, krzywo przystrzyżony trawnik, meble z drugiej ręki, a nawet pamiątki z dzieciństwa. W tym świecie wszystko jest takie, jak być powinno- zaplanowane od początku do końca, bez żadnych niespodzianek. W tym wszystkim przewidzieli wszystko z wyjątkiem Daru, a tym Darem była właśnie chora Myszka.
W ich starannie zaplanowany świat wkracza dziecko, wymagające większej uwagi i troski niż myśleli, które dłużej się uczy i ma problem z przyswojeniem zasad rządzących otoczeniem. To dziecko nigdy nie pójdzie do normalnej szkoły, nie dostanie się na studia i nie zrobi oszałamiającej kariery w filmie lub reklamie, jak to przewidywali jego rodzice. To dziecko będzie miało ogromny problem z integracją z rówieśnikami, ponieważ zdrowe dzieci raczej nie będą chciały z nim przebywać i się z nim bawić. To dziecko nigdy nie zatańczy, będzie chronicznie chorować i może kiedyś nauczy się wyplatać koszyki. Co najgorsze, to dziecko szybciej umrze, zostawiając po sobie żal, pustkę i wiecznie brzmiące pytanie „Dlaczego?”.
Przedstawmy taki opis jakiemukolwiek rodzicowi oczekującemu na narodziny dziecka. Najpierw uśmiechnie się, przecząc głową, że jego dziecko na pewno nie będzie takie. Po dłuższej chwili zastanowienia w jego umyśle pojawi się obraz małej, nieforemnej istotki, która przez całe swoje krótkie życie będzie wypowiadać tylko urywane zdania. Ten obraz doprowadzi najpierw do złości, potem do rozpaczy, później w końcu do bezsilnej rezygnacji. Rodzicom trudno będzie zrozumieć, że Bóg obdarował ich najhojniej, jak tylko potrafił.
Narodziny Myszki miały być najważniejszym i najszczęśliwszym dniem w życiu Ewy i Adama, cóż, tak istotnie było do momentu, aż ich uwagę przykuła dziwna, nieco dłuższa i grubsza niż zwykle górna powieka dziecka. To było jak wyrok; niczym kara za dotychczasowe sukcesy w życiu zawodowym i osobistym; zapewnienie, że za ogromne szczęście i powodzenie trzeba zapłacić równie ogromnym cierpieniem. Adam znajduje bardzo szybkie i zdecydowane wyjście z sytuacji- wystarczy jeden podpis, a ich nieudane dziecko trafi do zakładu, oni wrócą do domu jakby nic się nie stało, a później urodzi się ich potomek idealny. Trudno nam nie zauważyć, że jest to decyzja bezduszna, traktująca żywą istotę zupełnie przedmiotowo... jakby nie należał się jej szacunek... jakby nie miała osobowości. Taka była decyzja Adama. Ciosem dla niego i wielkim upokorzeniem był fakt, że jego żona tego nie zaakceptowała i pewnego pięknego popołudnia w ich idealnym domu pojawił się wózek, a w nim Myszka, która miała być zupełnie inna. Ten dom przestał już być wymarzonym domem, stał się rzeczywisty aż do bólu. Zmaterializowało się w nim cierpienie, porażki, nigdy niespełnione marzenia, a wszystko to uosabiała malutka, uzależniona całkowicie od rodziców Myszka.
Podobno czas leczy rany, natomiast w ich domu czas powodował, że te dotychczas skrywane uczucia niezadowolenia oraz bezsilności rosły i były rozdrapywane wciąż na nowo, dzień po dniu. Ewa przyzwyczajała się do myśli, że Myszka jest dzieckiem upośledzonym, obciążonym nieuleczalną chorobą genetyczną, z którą musi się uporać, nie tracąc przy tym cierpliwości i chęci życia. Natomiast Adam oddalał się i oddalał od nich z każdą mijającą chwilą, aż któregoś dnia z własnego gabinetu utworzył twierdzę, gdzie nie było już miejsca dla Myszki i dla jej świata, którego pojąć nie chciał i pojąć nie potrafił. Ich dom tracił swoje bezosobowe wyidealizowanie- na kanapie dopasowanej do wnętrza salonu pojawiało się coraz więcej plam, półki zapełniały książki o różnych formatach i kolorach, a wszystko oscylowało wokół jednego tematu, jakim była Myszka. Moglibyśmy stwierdzić, że imię było zupełnie chybione, ale cóż bardziej mylnego! Właśnie to imię Marysia- Myszka dodawało dziewczynce tego, czego jej najbardziej brakowało- zwinności, wdzięku i prostego, ludzkiego zrozumienia dla pięknej duszy, kryjącej się w niedoskonałym ciele. Każdego dnia Myszka próbowała wyrazić uczucia tej istotki, która była w niej uwięziona, ale z marnym skutkiem, gdyż z jej ust wydobywały się tylko bełkotliwe sylaby, czasami zrozumiałe z ogromnym trudem tylko przez jej matkę. Nauka każdej czynności była długa, żmudna i nie zawsze przynosząca od razu rezultaty. Myszce wszystko przychodziło trudniej- od samodzielnego jedzenia zaczynając, a na chodzeniu kończąc. Czasami dochodziło do krótkich, ale intensywnych scysji pomiędzy Adamem i Ewą, po których Adam był zły, że nie oddał dziecka do zakładu bez pytania żony o zdanie, a Ewa czuła bezsilną rozpacz, że jej córka nigdy nie będzie taka, jak wszystkie inne dziewczynki dookoła. Zanim urodziła się Myszka, pragnęła dziecka wybitnego i zadziwiającego, teraz marzyła tylko o tym, aby jej córka niczym się nie wyróżniała. W tej atmosferze dorastała Myszka, odkrywając, że świat nie jest tak prosty, jak na początku myślała.
Spokojne życie Myszki opierało się na niezmienności i codziennym powtarzaniu tych samych czynności o określonych porach dnia. W rzeczywistości, niekiedy nawet rytm dnia i nocy był zaburzony; czasami wtedy, gdy zapadała noc, Myszka budziła się do życia. Jakakolwiek drobna zmiana wywoływała krzyk i płacz, bo to burzyło pewny, nieskomplikowany świat dziecka. Któregoś dnia Myszka odkryła Strych- dla nas strych nie jest niczym ważnym, ot, po prostu pewna część domu, zwykle zagracona, gdzie nie ma nic ciekawego, a jedynie mnóstwo niepotrzebnych rzeczy- ale dla niej jest to świat, jakiego nikt oprócz Myszki nie potrafi zrozumieć. Wszystko to, co tworzy się w jej umyśle z urywków zdań, które tak trudno jest skleić w całość oraz to, co przydarza się jej w ciągu dnia, znajduje swoje odbicie na Strychu w postaci nieustannego Stwarzania, gdzie najważniejsza decyzja należy do Myszki. To ona potwierdza, że „TO JEST DOBRE” albo niepewnie zaprzecza, bo wyobrażenie Stwórcy nie zgadza się z jej wyobrażeniem. Po zgaszeniu światła Strych żyje własnym życiem; rozsuwają się kolejne zasłony i oczom Myszki ukazuje się obraz Stwarzania Świata, dzień po dniu, obfitującym w Dary, jakim jest i ona. Myszka jest świadkiem kreowania nowej rzeczywistości- z Księżycem rogalem, Słońcem o dziwnym kolorze, z drzewami nie przypominającymi kształtem tych istniejących na ziemi. Pan daje jej możliwość poprawienia własnej wizji, daje jej możliwość STWARZANIA i przez to Myszka czuje się ważna, zauważa ją Ktoś, kto nie jest jak jej ojciec- wiecznie w biegu z wzrokiem utkwionym powyżej Myszki, aby jej tylko nie zauważyć. Na Strychu staje się równie ważna jak On, gdyż to do niej należy ostatnie słowo.
Wiemy, że biblijne Stwarzanie Świata, do którego cały czas odwołuje się autorka powieści, trwało sześć dni, natomiast siódmego dnia Bóg odpoczywał. Tak też jest w „Poczwarce”, z tym że każdy dzień nie trwa tam według czasu ludzkiego, lecz takiego, którego nam, ludziom, trudno jest pojąć. Poszczególne dni oznaczają etapy dojrzewania Myszki, a zarazem jej udział w boskim dziele stworzenia. Ta finezyjna symbolika sprawia, że książka ta zadziwia jeszcze bardziej już nie tylko jasnością wypowiedzi, ale głębią zawartych uczuć i przemyśleń. W ten sposób Myszka poznaje nie tylko Węża, ale i Adama i Ewę, którzy ku jej przerażeniu bardziej przypominają lalkę Barbie i Kena, stanowiących prezent, jaki dostała niespodziewanie od ojca na ósme urodziny. Ich uczucia są zbyt płytkie, aby pojąć, co oznacza chociażby miłość, przyjaźń i troska, dlatego to właśnie Myszka ma ich tego nauczyć. Ogród, po którym się przechadzają, jest tak idealny i nierealny, że chwilami Myszka czuje się tam obco. W Ogrodzie znajduje się również nietypowe Drzewo, właśnie to, z którego Bóg nie pozwolił zrywać owoców, a było ono ukryte w bardzo zaskakujący sposób- pod postacią jedynego, chorego drzewa, rodzącego zgniłe i niesmaczne owoce. Dopiero po zjedzeniu tych owoców Adam i Ewa mogą stać się prawdziwymi ludźmi, odczuwającymi cierpienie oraz radość. Wieczność, a także niezmienność Ogrodu powodowała, że był on nieinteresujący, nie miał smaku realnego życia.
Dziewczynka otrzymuje w Ogrodzie wielki Dar, gdyż po zjedzeniu jabłka darowanego przez Węża może tańczyć tak, jak zawsze marzyła. Ogromny smutek sprawiało jej to, że nie może być równie zwinna i lekka po wyjściu z Ogrodu, aby pokazać się matce i ojcu, który może wreszcie wtedy zatrzymałby się i powiedział: „Myszko, jak ty ślicznie tańczysz”.
Ileż razy ojciec obserwował ją przez dziurkę od kluczka, kiedy to Myszka próbowała nieudolnie naśladować ruchy tancerek oglądanych w telewizorze? Tylko on rozumiał jej pragnienie, jakim było zrzucenie tego nieforemnego ciała, ograniczającego to piękne stworzenie wewnątrz, aby mogło zatańczyć, poszybować lekko i zwinnie jak ptak. On to zauważał, ale nie chciał uświadomić Myszce, że rozumie ją, gdyż bał się, że może poczuć do córki inne, głębsze uczucie niż tylko odrazę. Chciał jej unikać, czasami zdarzały się sytuacje, że musiał się do niej przyznać, ale wstydził się tego. Jej obecność była dla niego jak skaza na ślicznym obrazku, który kiedyś miał przedstawiać jego dom i rodzinę. Przeczytał wszystkie publikacje na temat Zespołu Downa i dowiedział się, że choroba ta jest genetyczna, stąd też wywnioskował, że z pewnością Ewa była obciążona tym dziedzictwem i przekazała je dalej, burząc jednocześnie ich idealnie ułożony świat. Musiał jednak sprawdzić i mieć pewność, że jego geny nie są niczemu winne, że jest zdrowym człowiekiem, mogącym mieć równie zdrowe dzieci. Po nitce do kłębka Adam dociera do swojej przeszłości; odwiedza babcię, która wychowywała go, gdy jeszcze był dzieckiem, a teraz znajdowała się w domu opieki, jednocześnie przeżywa szok, gdy babcia oświadcza mu, że miała dwóch wnuków. Jest przekonany, że na starość przestała kojarzyć i pewne wspomnienia pozacierały się jej lub pomieszały. Po to, aby się upewnić, odwiedza dawną przyjaciółkę babci, która przypomina mu wszystko. Adam uświadamia sobie, że miał brata, jakże podobnego do Myszki, z równie okrągłą buzią i skośnymi oczami, którego bardzo kochał, ale zapomniał o nim zaraz po tym, jak jego rodzice i braciszek zginęli w wypadku. We wspomnieniach brat zamienił się w ukochanego, brązowego psa. Dopiero wtedy, daleko od domu, poszukując prawdy o swojej przeszłości, Adam uświadamia sobie, że nikt inny nie jest tak ważny w jego życiu, jak właśnie Myszka.
Jesteśmy świadkami zdarzeń, jakie rozgrywają się w Dniu Ósmym, dniu nieistniejącym w Biblii, ale wprowadzonym do książki przez autorkę w celu podkreślenia wagi skomplikowanych uczuć, którymi kieruje się trójka bohaterów. Jest on niczym Dzień Prawdy, kiedy to Adam dostrzega istotę, dotychczas będącą tak blisko niego, a teraz, gdy już to sobie uświadomił, oddalającą się na zawsze; Dzień, w którym Ewa przestaje myśleć o niezmienności tych kilku długich lat, a zastanawia się nad tym, jak bardzo Myszka była dla niej ważna i ostatecznie Dzień, w którym Myszka odchodzi, aby na zawsze tańczyć w Ogrodzie wśród innych Darów Pana.
Moim zdaniem taka konstrukcja powieści uświadamia nam, czego najbardziej brakowało Myszce. Była postrzegana jako brzydka, toporna dziewczynka, a w niej krył się motyl, znajdujący się tylko chwilowo w ciele poczwarki. Sam tytuł jest niezwykle sugestywny, zwracający uwagę na to, że w każdym człowieku, niekoniecznie ciężko upośledzonym i chorym, znajduje się istota domagająca się uwagi i troski, która jest zdolna do głębokich i silnych uczuć.
Dorota Terakowska napisała książkę doskonałą pod każdym względem, będącą wnikliwą obserwacją zachowań ludzi; ich ukrytych pragnień, sukcesów, którymi chwalą się dookoła oraz wstydliwych porażek, zamkniętych w czterech ścianach domu. Ze względu na treść, poruszającą bardzo wrażliwy, a jednocześnie jasno i delikatnie ujęty temat, jest książką niezwykłą. Nie wiem, czy znalazłoby się wielu pisarzy zdolnych do tego, aby napisać o problemie, jakim jest mówienie o dzieciach z Zespołem Downa– Darach Pana, z taką prostotą, przy jednoczesnym zawarciu bardzo ważnego przesłania o Cudzie stwarzania wszystkich istot. Myślę, że „Poczwarka” Doroty Terakowskiej byłaby świetną lekturą dla młodzieży w każdej klasie, niezwykle kształtującą charakter, wrażliwość, spojrzenie na dotkniętych nieszczęściem ludzi żyjących dookoła. Taka książka powoduje trwałą zmianę w postrzeganiu świata, a ponadto potrafi ułożyć system wartości moralnych, którymi powinien kierować się młody człowiek. Łzy płynące przy czytaniu „Poczwarki” uświadamiają nas, że człowiek jest istotą kruchą ciałem, ale mocną duchem, stworzoną na podobieństwo Boga.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 13 minuty

Ciekawostki ze świata
Teksty kultury