profil

Czy współczesna rodzina przeżywa kryzys?

poleca 85% 926 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Jan Paweł II w swojej adhortacji Familiaris consortio zwraca uwagę na konieczność rozeznania rzeczywistej sytuacji rodziny, czyli poznania prawdy dotyczącej miłości, małżeństwa i rodziny. Rozeznanie to jest niezbędnym wymogiem dzieła ewangelizacji”, a także warunkiem koniecznym nowej ewangelizacji, bowiem „Kościół ma dzisiaj zanieść niezmienną a zawsze nową Ewangelię Jezusa Chrystusa, gdyż właśnie rodziny powołane są do przyjęcia i przeżywania planu Bożego wobec nich, w zależności od obecnych warunków świata, w jakich żyją.... Kościół może głębiej poznawać niewyczerpaną tajemnicę małżeństwa i rodziny również poprzez sytuacje, nurtujące pytania, niepokoje i nadzieje młodzieży, małżonków i rodziców żyjących dzisiaj.. Rozeznanie teologiczne rzeczywistości rodziny ma szeroki kontekst, jaki stanowi niebezpieczeństwo, na jakie narażona jest osoba ludzka. Światłem rozeznania rodziny, a co za tym idzie, miłości i małżeństwa, jest osąd ewangeliczny czyli kierunek zmierzający do ocalenia i urzeczywistnienia całej prawdy i pełnej godności małżeństwa i rodzin, a także odwołanie się do nadprzyrodzonego zmysłu wiary nie gardząc badaniami naukowymi, głównie socjologii czy psychologii. Jan Paweł II wyraża swoje rozeznanie na temat sytuacji rodziny w naszych czasach, rozgraniczając aspekty pozytywne i negatywne.
Aspekty pozytywne są – zdaniem Jana Pawła II – „ znakiem zbawienia Chrystusowego działającego w świecie”, czyli mamy do czynienia z „żywszym poczuciem wolności osobistej, jak również ze zwróceniem większej uwagi na jakość stosunków międzyosobowych w małżeństwie, na podnoszenie godności kobiety, na odpowiedzialne rodzicielstwo, na wychowanie dzieci; prócz tego obserwuje się świadomość potrzeby zacieśnienia więzów między rodzinami celem niesienia wzajemnej pomocy duchowej i materialnej, pełniejsze odkrycie posłannictwa kościelnego właściwego rodzinie i jej odpowiedzialności za budowanie społeczeństwa bardziej sprawiedliwego.
Aspekty negatywne są – zdaniem Jana Pawła II – są znakiem odrzucenia przez człowieka miłości Boga (tamże) czego przejawem jest fakt, iż we współczesnym świecie nie brakuje niepokojących objawów degradacji niektórych podstawowych wartości: błędne pojmowanie w teorii i praktyce niezależności małżonków we wzajemnych odniesieniach; duży zamęt w pojmowaniu autorytetu rodziców i dzieci; praktyczne trudności, na które często napotyka rodzina w przekazywaniu wartości; stale wzrastająca liczba rozwodów, plaga przerywania ciąży, coraz częstsze uciekanie się do sterylizacji; faktyczne utrwalanie się mentalności przeciwnej poczęciu nowego życia. U korzeni tych negatywnych objawów często leży skażone pojęcie i przeżywanie wolności, rozumianej nie jako zdolność do realizowania prawdziwego zamysłu Bożego wobec małżeństwa i rodziny, ale jako autonomiczna siła, utwierdzająca w dążeniu do osiągnięcia własnego egoistycznego dobra, nierzadko przeciwko innym. (...) w krajach tak zwanego Trzeciego Świata rodziny nie mają podstawowych środków do życia, takich, jak pożywienie, praca, mieszkanie, lekarstwa, często brakuje im też najbardziej elementarnych swobód. W krajach bogatszych natomiast, nadmierny dobrobyt i nastawienie konsumpcyjne, paradoksalnie połączone z pewnym lękiem i niepewnością co do przyszłości, odbierają małżonkom wielkoduszność i odwagę do przekazywania życia nowym istotom ludzkim: w ten sposób życie bywa często pojmowane nie jako błogosławieństwo, lecz jako niebezpieczeństwo, przed którym należy się bronić (tamże).


Świat współczesny bardzo chętnie w swej retoryce odwołuje się do rzeczywistości rodziny i jak się wydaje obowiązuje we współczesnym świecie określenie rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa. Jednak tendencje sekularystyczne w znacznym stopniu wynaturzają samą rodzinę a więc jej naturę, miejsce, rolę i przeznaczenie w społeczności ludzkiej.
Określenie rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa wprawdzie znajduje się w preambułach wielu znaczących dokumentów współczesnego świata, jednak rodzina jako podstawowa komórka społeczeństwa nie jest brana pod uwagę jako taka rzeczywistość w tworzeniu współczesnej rzeczywistości świata, czyli prawa, ekonomii, polityki, kultury itd. Rodzina jako taka często jest „brana w nawias”. Z jednej strony jest wyrazem zakłamania świata współczesnego nie tylko w swym przekonaniu, ale i w swych strukturach, natomiast z drugiej strony branie rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa w nawias szkodzi jej samej.
Fiasko programów prorodzinnych w demokratyzującym się świecie
Współczesny świat idący w kierunku globalizacji, coraz bardziej się demokratyzuje i liberalizuje. W podstawowych założeniach demokracji nie brak miejsca na problemy rodziny. W praktyce życia demokratycznego jednak coraz bardziej mamy do czynienia z fiaskiem programów polityki prorodzinnej.
W źle funkcjonującym demokratycznym państwie i społeczeństwie sprawy rodziny – podobnie jak sprawy socjalne – wymykają się z reguł ekonomii wolnego rynku, jak też tendencjom obyczajowym wolnościowym, pojmowanym bardzo szeroko aż po samowolę czy swobodę. Koszty demokratyzacji i liberalizacji społeczeństwa domagają się osłony socjalnej m.in. rodziny, co napotyka niemałe trudności w ogólnym rachunku ekonomicznym czy społecznym społeczeństwa wolnorynkowego. W związku z tymi trudnościami wiele stronnictw i partii politycznych w swej kadencyjności rządzenia chce pomijać czy wręcz lekceważyć sprawy rodziny, przemilczając jej problemy lub też pozostawiając ich rozwiązanie samej rodzinie, co nierzadko czyni rodzinę nieudolną z powodu wcześniejszych procesów cywilizacyjnego stopniowego wyręczania rodziny.
Podstawowym problemem dla problematyki rodzinnej wydaje się niekonsekwencja społeczeństwa demokratyczno-liberalnego, które w swoim prawodawstwie próbuje w sposób niefrasobliwy czy wręcz tendencyjny wyręczać rodzinę, w efekcie czego czyni ją niewydolną pod względem ekonomicznym, wychowawczym czy kulturowym. Społeczeństwo demokratyczno-liberalne popełnia błąd cywilizacyjnej nadopiekuńczości, podobnie zresztą jak społeczeństwa totalitarne.
Liczne współczesne propozycje prorodzinne w społeczeństwie demokratyczno-liberalnym napotykają dzisiaj trudności natury ekonomicznej, a co za tym idzie, prawnej i politycznej, w efekcie sprawiając wielkie trudności natury społecznej. Przejawem tego jest tzw. patologia rodziny w społeczeństwie demokratycznym: rodzina dysfunkcyjna, rodzina niepełna, rodzina trudna oraz kryzys tradycyjnego modelu rodziny. Jeszcze gorsza pod tym względem jest sytuacja rodziny w krajach tzw. transformacji od ustroju totalitarnego do demokracji. Problemy rodziny nasilają się w nich jeszcze bardziej, bowiem dają o sobie znać pozostałości po nadopiekuńczości systemu totalitarnego, takie jak kryzys pracy, kryzys własności, kryzys wartości itd.
Nawet programy prawicowych frakcji i stronnictw politycznych, które bardzo mocno akcentują wartość rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa w ideologii i praktyce nie wytrzymują jednak próby ekonomicznej wyjścia naprzeciw rodzinie. W efekcie założenia polityki prorodzinnej pozostają jedynie w sferze deklaracji, co prędzej czy później podważa wiarygodność nieraz całego systemu politycznego określonej frakcji politycznej. W praktyce frakcje prawicowe niemal już w następnej kadencji tracą władzę w wyborach czyli możliwość wprowadzenia słusznej deklaracji prorodzinnej w konkretny czyn i realizację.
Wulgarny kontekst podejmowania problematyki rodzinnej.
Współczesny świat coraz częściej odczytuje rodzinę w zawężonym kontekście demograficznym, co w znacznym stopniu deprecjonuje i wulgaryzuje wartość samej rodziny. Nie można widzieć wartości rodziny jedynie w jej wielodzietności czy małodzietności.
Choć rodzina jest naturalną matnią dla państwa, społeczeństwa i Kościoła nowych obywateli czy wiernych, nie wolno jednak widzieć rodziny tylko w tym zawężonym aspekcie, jak też nie wolno podnosić wartości samej rodziny tylko wówczas, gdy spada wskaźnik urodzeń a rośnie wskaźnik zgonów (por. problem starzenia się społeczeństwa). Tak postrzegana rodzina jawi się zbyt utylitarystycznie w kategoriach nie wartości samej w sobie, lecz w kategoriach przydatności dla społeczeństwa, państwa czy Kościoła.
Utylitarystyczne patrzenie na rodzinę i uzależnianie od tego jej wartości odwraca naturalny porządek, czyli pierwszeństwo rodziny przed państwem, społeczeństwem czy Kościołem. Odwrócony porządek naturalny sprawia, iż rodzina zaczyna pełnić funkcję służebną wobec państwa, społeczeństwa czy Kościoła, czyli zaczyna być jedynie na ich usługach.
Rodzina jako podstawowa komórka społeczeństwa staje się przedmiotem troski i zabiegania ze strony państwa, społeczeństwa i Kościoła i jako taka nie może stanowić li tylko punktu wyjścia dla takich rzeczywistości, jak państwo, społeczeństwo czy Kościół. Te rzeczywistości mają być na usługach rodziny, bowiem do naturalnego porządku rzeczy należy pierwszeństwo małżeństwa i rodziny przed rzeczywistością państwa, społeczeństwa czy Kościoła.
Odchodzenie od tradycyjnego modelu rodziny
Współczesny świat promuje alternatywy tradycyjnego modelu rodziny i społeczeństwa. Można odnieść wrażenie, że współczesny świat znudził się monogamicznością i nierozerwalnością małżeństwa, a nawet związkiem mężczyzny i kobiety, a także tradycyjnym układem wewnątrzrodzinnym.
Coraz bardziej zaczynają do głosu dochodzić niepokojące alternatywy tradycyjnego modelu małżeństwa i rodziny: tendencja do legalizacji związków homoseksualnych i lesbijskich; tendencja do legalizacji konkubinatu; tendencja do legalizacji wolnych związków pomiędzy mężczyzną a kobietą; partnerstwo w wychowaniu; demokratyzacja życia wewnątrzrodzinnego. Jak się wydaje, alternatywy te są pochodną skrajnego neoindywidualizmu, skrajnego subiektywizmu, naturalizmu oraz libertynizmu, wymierzonego przeciwko zasadom uniwersalnej etyki i kulturze chrześcijańskiej.
W dobie kryzysu cywilizacji zachodniej – w tym kultury grecko-rzymskiej i chrześcijańskiej – powyższe poglądy znajdują dogodny grunt, by na nowo z mocą zakorzenić się w świadomości współczesnej Europy odwracającej się od chrześcijańskiego sytemu wartości. Można postawić pytanie: dlaczego nie przyjąć proponowanych alternatyw w dobie coraz bardziej zwiększającej się świadomości wolności wyborów, na jakie przyzwala współczesna epoka? Dlaczego nie pozwolić na szukanie nowych dróg, skoro tradycyjne przeżywają widoczny kryzys, a może nawet i swoją dekadencję? Odpowiedź wydaje się jednoznaczna i uniwersalna: wolność tak, ale nie w oderwaniu od odpowiedzialności i miłości. Poczucie i postawa pełnej odpowiedzialności i miłości jako punkt wyjścia zakłada istnienie drugiego podmiotu w relacji „ja–ty”. Nie mieści się w takim układzie skrajny subiektywizm, skrajny indywidualizm, naturalizm czy libertynizm.
Nurty promujące alternatywne modele i wzorce małżeństwa i rodziny w znacznym stopniu zamykają człowieka w samym sobie, hołdując przy tym wrodzonemu egoizmowi („liczę się tylko i wyłącznie ja”) czy też egocentryzmowi („liczę się tylko ja”). W praktyce poprzestawanie człowieka na etapie egoizmu czy egocentryzmu nie daje możliwości czy wręcz uniemożliwia odpowiedzialność za swój własny indywidualny rozwój, ale również utrudnia wyjście ku drugiemu człowiekowi oraz odpowiedzialności za drugiego człowieka, za środowisko, państwo, społeczeństwo czy za Kościół. I tutaj zaczynają się problemy swoistego status quo, którego nie da się usprawiedliwić.
Nie da się usprawiedliwić we współczesnym świecie alternatywnych modeli małżeństwa i rodziny prawem do wolności ( rozumianej raczej w oderwaniu od odpowiedzialności i miłości). Zwolennicy nurtów alternatywnych do tradycyjnego modelu rodziny rozumieją bowiem wolność jako rzeczywistość bez żadnych ograniczeń (na zasadzie „róbta co chceta”), co jest egzystencjalnym złudzeniem, bowiem człowiek nie wszystko może, czego pragnie, a jeśli nawet może, to nie w każdych warunkach mu wolno. Człowiek wolny, jeśli chce być prawdziwie odpowiedzialny i chce prawdziwie kochać widzi i akceptuje granice swej wolności, bowiem szczytem wolności, odpowiedzialności i miłości jest zdolność do samoograniczenia się (por. wyrzeczenie, poświęcenie).
Alternatyw wobec tradycyjnych modeli zachowań ludzkich nie da się usprawiedliwić tolerancją ewidentnych zachowań. Zachowania i szeroko pojęta obyczajowość, jaką próbują wprowadzać ideolodzy modeli alternatywnych do tradycyjnego modelu rodziny, jeśli nawet w rezultacie nie krzywdzą kogoś drugiego (choćby z jego wyraźnym przyzwoleniem), to przynajmniej dezintegrują drugiego człowieka (por. demoralizujące postawy i zachowania) czy też całe społeczeństwo ( por. demoralizujące struktury, prawodawstwo czy instytucje).
Tendencji, które próbują zastąpić tradycyjny model społeczeństwa czy rodziny, nie da się usprawiedliwić emancypacją, bowiem nie wolno człowiekowi ani siebie samego, ani innych oddzielać od tego, co naturalne, co normalne, co moralnie godziwe, czy też od życiowego powołania, od łaski Bożej oraz od pełni ludzkiego rozwoju i przeznaczenia.
Propozycji alternatywnych do tradycyjnego modelu rodziny nie da się usprawiedliwić np. zawłaszczeniem mediów publicznych, wpływami politycznymi czy też odwracaniem procesów i wyzwań dziejowych.


Rodzina tematem zastępczym
Współczesny świat, nie radząc sobie z wieloma istotnymi problemami, ucieka od nich w niebezpieczny kanał tematów zastępczych. W pakiecie problemów trudnych do rozwiązania znajduje się wiele kwestii dotyczących małżeństwa, rodziny czy społeczeństwa. Omijając zderzenie się z nimi, wykorzystuje się ku temu coraz większe możliwości komunikacji i coraz łatwiejszy dostęp do informacji, a więc skuteczniejszą możliwość wpływania na opinię publiczną i w znacznym stopniu oddziaływania na nią.
Wśród tematów zastępczych świata współczesnego wiele dotyczy albo ma bezpośredni związek z rodziną: emancypacja kobiety, partnerstwo w rodzinie, problem zbyt wczesnej inicjacji seksualnej, problem molestowania dzieci czy przemocy w rodzinie. Chociaż są to problemy ogromnej wagi indywidualnej czy społecznej, jeśli wyrwie się je z właściwego kontekstu, stają się tematami zastępczymi.
W praktycznym rozwiązywaniu problemów tzw. zastępczych najczęściej nie chodzi o osoby bezpośrednio nimi dotknięte czy zainteresowane, lecz o coś zgoła innego. Rozpatrywane problemy są tylko pretekstem do dochodzenia czy załatwiania całkiem innych kwestii.
W związku z tym rodzą się pytania: czy w podnoszeniu kwestii emancypacji kobiet chodzi o prawdziwą godność każdej kobiety czy też o promowanie pewnych środowisk czy wzorców kobiecych (np. kobiet pragnących się wyzwolić od pełni swego rozwoju, jakie stwarza im macierzyństwo)? Czy w podnoszonej kwestii partnerstwa w rodzinie chodzi o cementowanie rodziny w jej tradycyjnym modelu przełożeństwa i posłuszeństwa motywowanego miłością (por. myślenie kategoriami wspólnoty) czy raczej o rozchwianie rodziny: autorytetu rodziców, fundamentalnych więzów, atmosfery, systemu wartości, by stała się bardziej chłonna na zewnętrzne oddziaływanie licznych prądów, narzucających się drogą choćby medialną ( myślenie kategoriami hotelowymi)? Czy w podnoszonej kwestii molestowania dzieci czy przemocy w rodzinie chodzi tak naprawdę o poszanowanie godności dziecka jako osoby ludzkiej, realizującej swą godność w miłości tj. relacji ) do rodziców, do rodzeństwa, do pozostałych członków rodziny, do szerszej wspólnoty, czy raczej o podsycanie walki egoizmów („nie licz się z nikim”), czyli niesubordynacji („nie pozwól sobą kierować”), do nieufności („pamiętaj każdy to twój wróg”), do przedmiotowego traktowania drugiego człowieka („używaj i wykorzystuj, ile się tylko da”)?
W świecie współczesnym problematyka rodziny wydaje się kluczowa dla wszystkich areopagów, którym bliski jest problem przyszłości – tej najbliższej, „na jutro”, i tej dalszej, „na następne pokolenia” i tej najdalszej przyszłości samej „cywilizacji”. Wypływa to bowiem z faktu, iż sytuacja wydatnie wpływa na kształtowanie sumienia człowieka, jak i odsłania przed człowiekiem potrzebę ludzkiej mądrości retrospektywnej i progresywnej

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 13 minuty