profil

Lekarz – zawód czy posłannictwo? Analiza fragmentu „Ludzi Bezdomnych”, przedstawienie poglądów uczestników dyskusji i ocena wierności ideałom doktora Judyma.

drukuj
poleca 81% 434 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

„Ludzie bezdomni” to powieść autorstwa Stefana Żeromskiego, napisana w roku 1899, a wydana rok później. Opowiada o pewnym okresie w życiu doktora Tomasza Judyma i jego miłości do dziewczyny z wyższego stanu. Książka została osadzona w czasach współczesnych autorowi.
Tomasz Judym jest stosunkowo młodym doktorem – na początku książki pobiera jeszcze nauki w Paryżu, a w analizowanym fragmencie – po upływie roku - przebywa w Warszawie, by rozpocząć tam swoją zawodową karierę. Ma ogromne ambicje, chce bowiem stworzyć zakład, który ludziom zamieszkującym stolicę pomagałby utrzymywać higienę – a nie tylko leczyć skutki jej nieprzestrzegania. Robi to też dlatego, że jest przerażony kontrastem, jaki zachodzi między bogatymi mieszkańcami Warszawy, a równie liczną grupą ludzi zniszczonych, biednych i chorych.
Realizację swojego planu próbuje rozpocząć od przekonania do niego innych lekarzy. Przygotowuje ognistą przemowę, którą wygłasza na spotkaniu. Jego ostre słowa oburzają zgromadzonych na sali lekarzy.
Dr Kalecki uważa, że uczenie chłopów higieny nie należy do obowiązków lekarzy. Podaje też – niezbyt trafny, swoją drogą – przykład: „Tak to wygląda, jakby lekarz pogotowia ratunkowego wezwany do dwu szefców, którzy się skłuli nożami, zamiast ich opatrzeć, rozpoczął prelekcję o szkodliwości bójek”. Wypomina Judymowi, że ten nie docenia wielkiego wysiłku wielu medyków, którzy robią wszystko, by ocalić swoich pacjentów przed śmiercią. Stwierdza także, że opieka nad klasami niższymi należy do bardzo rozwiniętych, bo „oto powstają wystawy higieniczne, towarzystwa przeciwżebracze, urządza się przytułki noclegowe, funduje kąpiele dla ludu, zabawy”. Ostatecznie wybacza Judymowi jego młodzieńczą naiwność i „krzywdzący osąd”.
Tak naprawdę, większość wypowiedzi Kaleckiego mija się z prawdą, bo jeśli nawet istniały towarzystwa zwalczające brud i biedę, to przedstawieni w „Ludziach bezdomnich” mieszkańcy dobitnie dowodzą, że nie spełniały one dobrze swojej roli.
Następnie głos zabiera dr Płowicz, rozwijający myśl swojego poprzednika. Wypowiedź opiera się w dużym stopniu na atakach personalnych wymierzonych w stronę Judyma. Poucza go, że takie idealistyczne podejście znika bardzo szybko, gdy człowiek chce się ustatkować, założyć rodzinę i zapewnić jej bezpieczeństwo. Niejako w naturalnej konsekwencji tego rozumowania, Płowicz nie widzi nic złego, by leczyć głównie bogatych i dzięki bogatym samemu poprawiać swój stan materialny. Konkludując, stwierdza jeszcze, że grupa lekarzy wcale nie ma władzy na tyle dużej, by móc szczytne idee Judyma wprowadzać („Gdyby (lekarze) najszczerzej i najusilniej chcieli zmusić szynkarza do zastosowania tak zwanych wymagań higieny, to im się to w żadnym razie nie uda”).
Po kłopotliwej ciszy, raz jeszcze przemawia dr Judym. Wyraża ubolewanie, że został źle zrozumiany i odpowiada na kilka zarzutów (np. „Nie należy służyć <<mamonie>>. Mieć ją można – mnie to ani grzeje, ani ziębi”).
W mojej opinii, Judymowi udało się zachować wierność swoim ideałom. Oczywiście, można mieć pewne obiekcje co do „siły przebicia” drugiej wypowiedzi, ale jej defensywny ton został spowodowany tylko i wyłącznie ofensywną reakcją lekarzy przyzwyczajonych do starego ładu i gotowych za wszelką cenę owego ładu bronić. Jednak pomimo tak ostrych słów krytyki, Judym nie wycofał się ze swoich pomysłów i idei, a co więcej – jak wiemy z dalszych fragmentów powieści – aktywnie starał się je realizować.
Zaś w odniesieniu do tytułowego pytania – czy zawód lekarza jest tylko zawodem – nie będę szczególnie oryginalny, ale w tej sprawie nie widzę innej odpowiedzi. Bycie lekarzem, tak jak bycie księdzem, to posłannictwo, przy którym dobro nawet najnędzniejszej jednostki staje się dobrem najwyższym.


Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Teksty kultury