profil

Obóz hitlerowski na Błoniach w Inowrocławiu – obóz koncentracyjny w Auschwitz.

poleca 85% 146 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Hitlerowskie Niemcy stworzyły bardzo skuteczną machinę terroru. Hitlerowskie obozy koncentracyjne stały się, obok stalinowskich łagrów, miejscem największego ludobójstwa w historii.
Pierwszy obóz został stworzony już w 1933 roku w Dachau i stał się wzorcem dla później zakładanych obozów.
Do obozów kierowano Żydów, antynazistów, komunistów. Więźniowie byli różnej narodowości. W latach 1939 – 1945 na terenie III Rzeszy i państw okupowanych znajdowało się około 9 tysięcy obozów i podobozów.
W 1939 roku powstał pierwszy obóz dla Polaków oraz obywateli Wolnego Miasta Gdańsk – obóz znajdował się w Stutthofie (dziś Sztutowo – polskie miasto, wówczas będące częścią Prus Wschodnich). Po Kampanii Wrześniowej zaczęto tworzyć obozy bezpośrednio na ziemiach polskich.
W 1941 roku część obozów koncentracyjnych, których głównym celem było pozyskanie taniej siły roboczej, zamieniło się w obozy zagłady. Początkowo stosowano masowe egzekucje, a do plutonów egzekucyjnych pozyskiwano m.in. miejscową ludność bądź ochotników.
Po reformie systemu obozowego można było wyróżnić zasadniczo 3 rodzaje obozów:

1. Obozy pracy – zazwyczaj będące filiami obozów zagłady; więźniów wycieńczano ciężką pracą fizyczną; np. Treblinka
2. Obozy koncentracyjne i zagłady – pełniły trojaką funkcję: obozów pracy, były miejscem gazowania więźniów oraz funkcję więzienną; np. Oświęcim – Brzezinka
3. Obozy zagłady – przybyłych więźniów praktycznie natychmiast mordowano; np. Bełżec.

W dwóch ostatnich grupach obozów zginęło najwięcej ludzi – tam właśnie instalowano komory gazowe. Najpopularniejszym gazem był cyklon B. – tani w produkcji i efektywny. W lecie 1944 roku, kiedy dokonano eksterminacji 400 tysięcy węgierskich Żydów, liczba zagazowanych i spalonych w Oświęcimiu ludzi sięgnęła 20 tysięcy osób w ciągu doby.

Oświęcim. Brzezinka.

Obóz.

Obóz w Oświęcimiu jest chyba najbardziej znanym hitlerowskim obozem. W 1940 roku Oświęcim został zmieniony na niemieckie Auschwitz dając jednocześnie nazwę obozowi. Idea założenia tego największego kombinatu do zadawania śmierci narodziła się w Urzędzie Wyższego Dowódcy SS i policji nadokręgu SS „Sd – Ost”. Z inicjatywą budowy obozu wystąpił Inspektor Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa we Wrocławiu SS-Oberfhrer Apard Wigand, pod koniec 1939 roku. Bezpośrednią przyczyną były raporty o przepełnieniu więzień na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim. Wigand kładł nacisk również na to, że na Górnym Śląsku i w Generalnej Guberni wzmaga się ruch oporu, wobec czego konieczne będą kolejne masowe aresztowania. Wybrano Oświęcim – zabudowania pokoszarowe armii polskiej nadawały się po adaptacji do przeznaczonego celu, a miasto miało dobre połączenia ze Śląskiem, Generalną Gubernią, Czechosłowacją i Austrią. Rozkaz o założeniu obozu został wydany 27 kwietnia 1940 roku. Obóz oświęcimski liczył w momencie założenia 20 budynków murowanych: 14 parterowych, 6 piętrowych. W okresie od maja 1940 roku do 1 marca 1941 roku osadzono w nim łącznie 10 900 więźniów – głównie narodowości polskiej.
W myśl rozkazów Himmlera, które wydał po inspekcji obozu w marcu 1941 roku, rozpoczęto rozbudowę obozu.
Realizację pierwszych planów rozbudowy rozpoczęto w lecie 1941 roku. Siłami więźniów, przy wykorzystaniu materiałów z rozbiórki wyburzonych domów w dzielnicy Zasole, przystąpiono do budowy 8 budynków jednopiętrowych na placu apelowym.
Do 1942 roku zaopatrzono w sieć kanalizacyjną teren przewidziany do rozbudowy obozu. Rozpoczęto budowę stacji pomp, budynków wodociągowych oraz ciepłowni. Wybudowano 20 budynków jednopiętrowych dla więźniów na tzw. przedłużeniu obozu. Wiosną 1942 roku urządzono tam w pięciu budynkach magazyny i warsztaty odzieżowe. Dwa budynki oddano do dyspozycji lekarza SS, prof. Carla Clauberga. Wystawiono budynek przyjęć więźniów do obozu, gdzie w lecie 1942 roku uruchomiono instalację do kąpieli oraz komory z aparaturą dezynfekcyjną.
W październiku 1941 roku rozpoczęto budowę obozu w Brzezince (Birkenau), rozbierając zabudowania tej wsi i gromadząc materiały do jego budowy. Do tych prac SS użyła więźniów i jeńców, których codziennie pędzono do Brzezinki z oddalonego o 3 km obozu macierzystego. Obóz w Brzezince był przewidziany początkowo na 100 tysięcy więźniów.
Do sierpnia 1942 roku zakończono budowę w Brzezince, w miejscu przewidzianym pod obóz kwarantanny, dwóch odrębnych obozów (BI a i BI b), które zostały mianowane na filie obozu KL Auschwitz. BI b został przeznaczony dla mężczyzn, natomiast BI a dla kobiet. Tam też przeniesiono cały oddział kobiecy z obozu macierzystego. Następnie na mocy następnych rozkazów, dalej rozbudowywano obóz, który miał nowe przeznaczenie – miał stać się miejscem masowej zagłady Żydów. Między marcem a czerwcem 1943 roku ukończono budowę czterech wielkich krematoriów wraz z komorami gazowymi i po rozruchu, niezwłocznie przekazano je do użytku komendanturze KL Auschwitz. Obozy posiadały m.in. baraki typu „stajnie końskie”. Były one przeznaczone do trzymania w nich 52 koni, w Birkenau planowano umieścić w nich 800 – 1000 ludzi.
Do listopada 1943 roku rozbudowa obozu w Oświęcimiu doszła do takich rozmiarów, że miał on wielkość olbrzymiego kombinatu. W jego skład wchodził obóz macierzysty, wszystkie obozy w Brzezince, obozy filialne przy gospodarstwach rolnych w Babicach, Budach, Harmężach, Rajsku, obozy filialne przy zakładach przemysłowych w Monowicach, Jaworznie, Jawiszowicach, Świętochłowicach, Łagiszy, Goleszowie, Libiążu, Sosnowcu i Brnie.

Więźniowie.

Liczba więźniów poszczególnych narodowości ulegała ustawicznym zmianom i zależała od transportów, które kierowano do KL Auschwitz. W latach 1940 – 1941 większość stanowi Polacy, którzy wraz z Żydami polskiego pochodzenia, byli najliczniejszą grupą narodowościową.
Oprócz nich w obozie przebywali obywatele:

- Ameryki,
- Anglii,
- Austrii,
- Belgii,
- Bułgarii,
- Chin,
- Chorwacji,
- Czechosłowacji,
- Egiptu,
- Francji,
- Grecji,
- Holandii,
- Hiszpanii,
- Jugosławii,
- Litwy,
- Łotwy,
- Niemiec,
- Norwegii,
- Rosji,
- Rumunii,
- Szwajcarii,
- Turcji,
- Węgier,
- Włoch,
- Cyganie,
- Persowie i inni.

Struktura narodowościowa jest więc bardzo różna i zmieniała się we względu na wysoką śmiertelność oraz selekcje, w trakcie których w krótkim czasie ginęły dziesiątki tysięcy ludzi.
Równie zróżnicowana jest struktura wiekowa więźniów – w obozie przebywali więźniowie w różnym wieku: dzieci, młodzież, dorośli, starcy.
Oprócz polskich dzieci do obozu trafiały również dzieci rosyjskie (z okolic Mińska i Witebska), dzieci Cyganów oraz dzieci żydowskie. Większość z nich ginęła od razu w komorach gazowych, bądź też była zabijana zastrzykiem z fenolu.
Młodzież (14 – 18 lat) była kierowana do licznych podobozów KL Auschwitz, gdzie zatrudniano ich m.in. przy wydobyciu węgla.
Każdy zarejestrowany w obozie więzień otrzymywał numer obozowy, który musiał nosić w ściśle określonym miejscu na pasiaku. Poza tym, w celu ułatwienia identyfikacji straconych lub zmarłych więźniów oraz rozpoznania ujętych zbiegów, wprowadzono tatuowanie numerów obozowych.
W Auschwitz, jak we wszystkich obozach, istniały ściśle określone kategorie więźniów. Oznaczenia były początkowo naszywane na pasiaki obok płótna z numerem obozowym, później malowane na tym samym płótnie.
I tak:

1. Czerwonym trójkątem oznaczano więźniów politycznych, wobec których zastosowano tzw. areszt ochronny. Do 1944 roku była to najliczniejsza kategoria więźniów obozu oświęcimskiego, wśród której przeważali Polacy, m.in. aresztowani za działalność antyhitlerowską. Liczba więźniów tej kategorii zależała od sytuacji okupowanego kraju i wielkość akcji represyjnych wymierzonych w ludność cywilną.

2. Zielonym trójkątem byli oznaczeni więźniowie określeni jako „zawodowi przestępcy kryminalni”. Choć była to stosunkowo nieliczna grupa, narodowości głównie niemieckiej, to właśnie spośród nich władze obozowe wybierały więźniów funkcyjnych, odpowiedzialnych za część spraw porządkowych na terenie obozu, w barakach i nadzór w czasie pracy. Tzw. „zieloni” więźniowie szybko stali się postrachem współwięźniów. Ci, którzy utrzymywali dość zażyłe kontakty z funkcjonariuszami SS, stworzyli niejako zamknięty klan (było ich ok. 130 więźniów przewiezionych z Sachsenhausen). Faworyzowani przez władze obozowe, gorliwie wypełniali swoje obowiązki, stając się doskonałym narzędziem w zbrodniczej działalności SS.

3. Trójkątem czarnym oznaczano więźniów „aspołecznych”. Określenie to było nieprecyzyjne i szeroko pojmowane przez władze III Rzeszy. W Auschwitz takie miano otrzymywały głównie niemieckie prostytutki... i Cyganie (około 20 tysięcy).

4. Fioletowym trójkątem byli oznaczeni więźniowie określenie jako „badacze Pisma Świętego” oraz duchowni. Była to raczej nieliczna grupa więźniów. Duchowni katoliccy (głównie księża i zakonnicy narodowości polskiej) byli oznaczeni trójkątem czerwonym.

5. Trójkątem różowym oznaczano więźniów aresztowanych pod zarzutem uprawiania homoseksualizmu. Więźniowie z takim oznaczeniem nie stanowili licznej grupy. W praktyce jednak homoseksualizm był dość powszechny wśród długoletnich więźniów.

6. Trójkątem koloru zielonego (ale osadzonym na podstawie; nie zaś jak reszta oznaczeń – podstawą ku górze), byli oznaczani więźniowie aresztowani prewencyjnie, po dobyciu kary orzeczonej przez sąd i osadzeni w obozie koncentracyjnym.

7. Inną kategorię stanowi więźniowie „wychowawczy” oznaczani literą „E” (Erziehunshaftling). Więźniowie Ci mieli być kierowani do specjalnych obozów wychowawczych, jednak w Oświęcimiu tego zarządzenia nie przestrzegano – wydzielano jedynie dla nich część któregoś z bloków. Początkowo więźniom tym przy rejestracji pozostawiano na czubku ostrzyżonej głowy pasmo włosów, stąd też powstało dość powszechne określenie „koguty”. Więźniowie ci kierowani byli do najcięższych prac i podlegali wszystkim rygorom panującym w KL Auschwitz.
„Więźniowie wychowawczy”, szczególnie ci osadzeni w Oświęcimiu w latach 1941 – 1942, za zwyczaj nie dożywali 56 dni, po których miało nastąpić zwolnienie z obozu. Zabijały ich prymitywne warunki, w jakich przebywali, głodowe racje żywnościowe, szerzące się epidemie tyfusu oraz wycieńczenie ciężką pracą.

8. Możemy też wyróżnić osobną kategorię dla jeńców radzieckich. Pierwszy taki transport zarejestrowano w październiku 1941 roku. Przeznaczono dla nich 9 bloków w obozie macierzystym, a ich status niczym nie różnił się od statusu pozostałych więźniów. Co prawda zachowali oni swoje mundury, jednak fakt ten nie miał istotnego znaczenia, a sposób traktowania jeńców radzieckich dowodził, że osadzono ich z przeznaczeniem na szybką zagładę.

Wprowadzono także dodatkowe oznaczenia dla Żydów – na trójkąt danego koloru naszywano drugi – żółty, w taki sposób, aby tworzyły one sześcioramienną gwiazdę. Od połowy 1944 roku zmieniono oznakowania więźniów żydowskich na identyczne z oznakowaniami pozostałych więźniów, jedynie nad trójkątem umieszczając żółty prostokątny pasek.

Istniała jeszcze jedna kategoria więźniów w obozach koncentracyjnych (nie wiadomo, czy kategoria istniała w KL Auschwitz, ale na pewno w innych obozach). Do „Zivilarbaiten” – czyli pracowników cywilnych, zaliczano Rosjan i nie nadających się do zniemczenia Polaków.

Od lutego 1942 roku w Auschwitz przetrzymywano tzw. „więźniów policyjnych”, których umieszczono w tym obozie ze względu na przepełnienie więzienia śledczego w Mysłowicach. Zostawiono im ubrania cywilne i nie tatuowano numerów. Nie mogli oni opuszczać przeznaczonych dla nich pomieszczeń, a obóz koncentracyjny pełnił w ich przypadku funkcję zastępczego więzienia śledczego. Po zakończeniu śledztwa i pseudo-rozprawie przed Policyjnym Sądem Doraźnym wyroki śmierci wykonywano zazwyczaj w trybie natychmiastowym na miejscu.

Jak w większości obozów, w Oświęcimiu istniała także grupa „więźniów uprzywilejowanych”. Teoretycznie takim więźniem mógł stać się każdy więzień, który przebywając dłuższy czas w obozie, zachowywał się nienagannie i zgodnie z regulaminem obozu. Więźniowie uprzywilejowani byli obdarzeni szeroką gamą władzy.

Warunki bytowe.

Więźniowie otrzymywali 3 posiłki dziennie. Na podstawie norm wyżywienia obowiązujących w obozach koncentracyjnych, były opracowywane jadłospisy dziennie i tygodniowe, w których wyszególniano składniki żywności i produkty przewidziane do sporządzenia posiłków oraz ich wartość kaloryczną.
... tak kwestia wyżywienia wyglądała oficjalnie. Praktyka jednak pokazała zupełnie coś innego. Magazyny z żywnością były regularnie rabowane przez funkcjonariuszy Totenkopf. Stąd też nieprawidłowości nawet w ilości produktów wydawanych do sporządzenia posiłków. Inną sprawą była jakość tych produktów. Na podstawie akt Instytutu Higieny SS w Rajsku, który badał próbki żywności wydawanej więźniom, stwierdzono, że w zupie brakowało 60 – 90 % tłuszczu przewidzianego w oficjalnej recepturze, chleb był kwaśny i ciężkostrawny, natomiast kiełbasa zawierała o połowę mniej tłuszczu od tej, którą spożywali SS-mani, mimo, że pochodziła z tej samej rzeźni.
Zgodnie z systemem obowiązującym w hitlerowskich obozach koncentracyjnych wydawaniem żywności zajmowali się więźniowie funkcyjni. Pobierali oni kotły z zupą, kawą i herbatą oraz inne produkty, które następnie rozdzielali wśród więźniów. Funkcyjni systematycznie i bez większych problemów zmniejszali racje, kradnąc żywność dla siebie i swoich protegowanych. Dlatego też zamiast około 2 tysięcy kalorii więźniowie otrzymywali około 1 300 kalorii.
Dzienny wikt przeciętego więźnia wyglądał następująco:

1. Śniadanie – pół litra czarnej kawy, gotowanej z namiastki kawy bądź wywar z ziół, nazywany „herbatą”. Płyny niesłodzone.
2. Obiad – cztery razy w tygodniu zupy z bardzo skąpą racją mięsną oraz trzy zupy bezmięsne. W skład zupy bezmięsnej (jarzynowej) wchodziła za zwyczaj tylko brukiew, mąka żytnia oraz niewielkie ilości dodatków takich jak na przykład kasza jaglana. Zupa była wodnista, niesmaczna i często zimna.
3. Kolacja – wieczorem więźniowie dostawali około 300 gram chleba oraz dodatek w postaci około 25 gram kiełbasy, margaryny bądź też łyżki marmolady. Wydawany wieczorem chleb był przeznaczony do spożycia także rano, jednak mało który więzień potrafił powstrzymać się od natychmiastowego jego spożycia.

Przerażająco niewielkie i ubogie w wartości spożywcze racje żywieniowe doprowadzały więźniów do wyczerpania już po kilku tygodniach. Tysiące wychudzonych do granic możliwości więźniów przy każdej okazji próbowało zorganizować jakieś jedzenie. Grzebanie w odpadkach, jedzenie surowych obierzyn, nadgniłych brukwi czy buraków prowadziło do tzw. „biegunek głodowych”, zamiast to oczekiwanego zaspokojenia głodu.
Przerażającą sytuację żywieniową poprawiło nieco zniesienie w 1942 roku zakazu wysyłania do obozu paczek żywnościowych dla więźniów. Zakaz obowiązywał nadal jeńców wojennych, Żydów oraz więźniów, których rodziny przebywały na terenach wyzwolonych spod okupacji niemieckiej.
Więźniowie w początkowym okresie istnienia obozu, byli ubierani przy rejestracji. Swoje cywilne ubrani zdawali, a dostawali wyróżniające się ubranie obozowe. Odzież więzienna produkowana była z materiałów drelichowych w niebiesko – szare pasy. Mężczyźni otrzymywali: koszulę, długie kalesony, bluzę i spodnie. W zależności od pory roku były to ubrania letnie albo zimowe, różniące się jedynie grubością materiału, z jakiego zostały wykonane. W zimie wydawano także pasiaste płaszcze wykonane z grubszego materiału (bez warstwy ocieplającej). Obuwie stanowiły drewniaki typu holenderskiego wykonane z jednego kawałka drewna, bądź ze skórzanym wierzchem.
Odzież więzienna była praktycznie zawsze brudna i zawszona. Niedopasowane do wzrostu i sztywniejące po deszczu pasiaki oraz drewniaki, były dodatkową udręką dla osadzonych. Przepełnienie i nadmierne zagęszczenie w barakach, brak urządzeń sanitarnych, dolegliwości takie jak „biegunka głodowa”, brak możliwości utrzymania higieny osobistej powodowały, że odzież noszona przez więźniów była często obdarta, zanieczyszczona kałem i moczem. Niewystarczająca ilość pralni oraz mała ich wydajność, a także brak odpowiednich urządzeń dezynfekujących do zawszonej bielizny i odzieży, powodowały, że więźniom nie zmieniano bielizny tygodniami, czy nawet miesiącami, a stosowane półśrodki obracały się przeciwko więźniom – tzw. „odwszenia” były w praktyce jeszcze jednym sposobem zabijania.
W obozie koncentracyjnym Auschwitz – Birkenau, praktycznie przez cały okres jego funkcjonowania, istniało zagrożenie epidemiologiczne. Jedną z głównych przyczyn były między innymi fatalne warunki mieszkaniowe, różne w poszczególnych okresach istnienia obozu i odmienne w każdej z jego części.
Liczba przebywających w jednym bloku więźniów była różna i zależała od ogólnej liczny więźniów przebywających w obozie. Osadzenie, jesienią 1941 r., kilkunastu tysięcy jeńców radzieckich (9 bloków) i w marcu 1942 roku kobiet – więźniarek (10 bloków) pogorszyły warunki mieszkaniowe w drastyczny sposób.
Przez pierwszych kilkanaście tygodni istnienia obozu więźniowie spali na siennikach rozkładanych w poszczególnych salach. Rano sienniki musiały być zebrane i ułożone w kącie sali. Sale te, zwane sztubami, miały 5 m szerokości a więźniowie spali w 3 rzędach, ściśnięci tak bardzo, że możliwy był sen tylko na jednym boku.
Pierwsze drewniane, trzypiętrowe łóżka dostarczono do KL Auschwitz w lutym 1941 roku. Jedno takie łóżko, o wymiarach 80 cm x 200 cm i wysokości 225 cm, wraz z trzema siennikami, przeznaczone było dla 3 osób. W rzeczywistości na jednym sienniku spało dwóch a często i więcej więźniów. Przykładem ciasnoty, jaka panowała w obozie może być spis inwentarzowy z 1943 r. Według tego zestawienia w bloku nr 2 znajdowały się 234 łóżka z 702 siennikami, na których było umieszczonych 1193 więźniów.
Na pojedynczych, żelaznych łóżkach spali tylko więźniowie funkcyjni, dla których wydzielano oddzielne, niewielkie pomieszczenia w blokach.
Ze względu na przepełnienie w obozie macierzystym, instalowano w nim, na okres przejściowy drewniane baraki typu stajennego oraz wykorzystywano na pomieszczenia mieszkalne piwnice i strychy.
W pomieszczeniach przeznaczonych do mieszkania na jednego więźnia przypadało 2,5 metra sześciennego powietrza. Oprócz łóżek i sienników wyposażeniem bloków były również opalane węglem piece, kilkanaście drewnianych szaf, kilka drewnianych stołów oraz kilkadziesiąt prymitywnych stołków. W większości bloków na piętrze znajdowały się dwie duże sale, typu halowego, zaś parter był podzielony na mniejsze pomieszczenia. Wspólne były pomieszczenia sanitarne, które znajdowały się zazwyczaj tylko na parterze (ustęp z 22 sedesami, pisuarami i 42 krany).
Na terenie Auschwitz II (Birkenau) na pomieszczenia mieszkalne przeznaczono dwa rodzaje baraków: murowane oraz drewniane.
We wnętrzu każdego z baraków wymurowano 60 przegród, w których znajdowały się trzy poziomy do spania, łącznie 180 legowisk, o powierzchni 4 metry kwadratowe każde. Na każdym z tych legowisk miało spać po czterech więźniów, co przy 700 więźniach na barak dawało 1,7 metra sześciennego powietrza na jednego. Baraki te nie posiadały praktycznie żadnego ogrzewania, jakkolwiek w każdym z nich zainstalowano dwa żelazne piecyki dla zachowania pozorów. Zamiast podłogi było początkowo klepisko, które następnie zastąpiono warstwą cegieł lub wylewką z cienkiej warstwy betonu. Zupełnie brakowało urządzeń sanitarnych.
W barakach drewnianych (typu stajennego) wnętrze podzielone było na 18 przegród. W jednej takich takiej przegrody było miejsce do spania dla więźnia funkcjonalnego, zaś z tyłu baraku jedna przegroda była przeznaczona na pojemniki na fekalia. W pozostałych przegrodach znajdowały się trzypiętrowe łóżka drewniane, bądź trzypiętrowe drewniane prycze o rozmiarach 280 cm x 185 cm i o wysokości 200 cm, na których miało spać po 15 więźniów. W barakach tych nie było żadnych urządzeń sanitarnych.
W sytuacjach, gdy do obozu oświęcimskiego przybywały potężne transporty, liczące po kilka tysięcy osób, na drewnianych pryczach, zamiast 15 więźniów spało nawet 45!

Eksterminacja.

Przypominający szkielety więźniowie umierali na ulicach obozowych, w blokach mieszkalnych, a także masowo zabijano ich w pracy.
Tylko nieliczni mogli być przyjęci do szpitala obozowego, który jednak tylko z nazwy przypominał instytucję do ratowania życia. Przywilejem tych, którzy znaleźli się w szpitalu, było tylko to, że zwolnieni od obowiązku pracy i uciążliwych apeli, mogli umierać we względnym spokoju. Oprócz biegunki głodowej, która była najczęstszą chorobą dotykającą więźniów, równie brzemienną w skutkach była epidemia tyfusu plamistego, która trwała praktycznie nieprzerwanie od 1941 do 1944 roku. W kwietniu 1942 roku w wyniku epidemii tyfusu zmarło 2 190 osób, w maju liczba ta wzrosła do 2 982, w czerwcu do 3 688, by w lipcu osiągnąć 4 124 osoby.
Bardzo skutecznym i przez III Rzeszę doprowadzonym do perfekcji narzędziem do zabijania więźniów w obozie była praca. Była ona obowiązkiem każdego osadzonego, dlatego w razie braku konkretnych zajęć, wymyślano prace zupełnie bezsensowne. W pierwszych latach istnienia obozu większa część więźniów była zatrudniona przy jego rozbudowie. Prace wykonywano przy użyciu prymitywnych narzędzi i przy zupełnym braku użycia jakichkolwiek rozwiązań technicznych. Stosowano je jedynie w przypadku bardzo pilnych przypadków, na przykład podczas budowy komór gazowych lub krematoriów. Na terenie magazynów był stosowany system transportu wahadłowego, polegający na tym, że więźniowie przenosili z jego miejsca na drugie worki z cementem, cegły, deski i tym podobne, biegnąc przy tym wzdłuż szpaleru SS-manów i kapo, którzy biciem zmuszali ich do ciągłego pośpiechu.
Ten sposób stosowano także przy kopcowaniu ziemniaków i brukwi, które w dużych ilościach nadchodziły co jesień do obozu. Do przenoszenia tych towarów używano wielkich drewnianych skrzyń z uchwytami, których waga łącznie z ładunkiem przekraczała 150 kg, a więźniowie byli zmuszani do dźwigania tego ciężaru tylko we dwóch. Była to więc praca niezwykle ciężka nawet dla człowieka zdrowego i dobrze odżywionego, a dla więźnia – mordercza.

Kary i egzekucje.

W obozie wszelkie, nawet najdrobniejsze objawy jawnego opory spotykały się z najsurowszymi represjami. Każdy SS-man mógł zabić więźnia, nie ponosząc za to jakiejkolwiek odpowiedzialności. W przeciwieństwie do wzorcowego obozu w Dachau, w Oświęcimiu nie było spisanego rejestru zakazów, nakazów i kar, a tego, co wolno, a czego nie, uczono za pomocą bicia pałką lub kijem.
Wśród najczęściej spotykanych przyczyn ukarania więźniów znajdują się :

- nie wyruszenie z komandem do pracy,
- uchylanie się od pracy,
- samowolne oddalenie się z miejsca pracy,
- sabotaż podczas pracy,
- gotowanie posiłku w czasie pracy,
- zdobywanie żywności lub odzieży,
- handel z robotnikami cywilnymi,
- nielegalne wysyłanie listu,
- palenie papierosów w czasie zakazanym.

Najpowszechniejszą karą było doraźne bicie na miejscu „przestępstwa”. Więźnia miał prawo bić a nawet zabić każdy SS-man czy więzień funkcyjny.
Często wymierzaną karą była także chłosta. Wykonywano ją zwykle publicznie w czasie apelu na specjalnym stole , skonstruowanym w ten sposób, ze leżący na nim więzień miał unieruchomione nogi. Bito pałką, rzadziej pejczem, a liczba uderzeń nie mogła przekroczyć jednorazowo 25 uderzeń. Faktycznie jednak zależała od humoru SS-mana nadzorującego wymierzenie kary. Karą tą objęte były także kobiety.
Inną równie dotkliwą karą była kara "słupka", polegająca na powieszeniu więźnia za wykręcone do tyłu ręce tak, aby nie mógł dotknąć stopami ziemi. Była to kara bardzo bolesna, w czasie której więźniowie z bólu tracili przytomność i która w swoich następstwach była bardzo niebezpieczna. Na skutek długotrwałego wiszenia na słupku zrywały się ścięgna ramion, w wyniku czego więzień przestawał władać rękami i jako niezdolny do pracy padał ofiarą selekcji.
Do bardzo ciężkich kar należało osadzenie w tzw. celi stania. Każda z cel miała niespełna metr kwadratowy powierzchni, w środku panowała zupełna ciemność. W jednej takiej celi zamykano jednocześnie czterech więźniów co całkowicie uniemożliwiało jakikolwiek ruch czy zmianę pozycji. Po całonocnym staniu więźniów wyprowadzano z innymi do pracy. Kara trwała nawet do kilkunastu nocy.
Jedną z najcięższych kar było zesłanie do karnej kompanii (Strafkompanie). Ogółem przeszło przez nią około 6 000 więźniów, przy przeciętnym stanie wynoszącym 150 - 600 osób. Byli oni zakwaterowani oddzielnie, nie wolno im było kontaktować się z innymi więźniami ani prowadzić korespondencji. Spali na gołych pryczach lub betonowej posadzce w samej bieliźnie. Członkowie tego komanda otrzymywali gorsze wyżywienie, chociaż zatrudniano ich przy najcięższych pracach, m. in. w żwirowniach. Praca odbywała się cały czas w przyspieszonym tempie. Członkowie karnej kompanii musieli pracować nawet wówczas, kiedy inni, po zakończeniu wieczornego apelu, mieli czas wolny.
Innym rodzajem kary, stosowanym w obozie była musztra, zwana w żargonie obozowym "sportem". Stosowano ją albo w formie represji karnej, bądź też profilaktycznie w czasie kwarantanny odbywanej przez nowo przybyłych więźniów przed skierowaniem ich do pracy. Polegała ona na wykonywaniu przez więźniów, na rozkaz różnego rodzaju ćwiczeń fizycznych takich jak: marsz ze śpiewem, bieg, czołganie się na łokciach i czubkach palców od nóg, toczenie się po ziemi pokrytej żwirem i tłuczonymi cegłami, kręcenie się w kółko z podniesionymi rękami. Ćwiczenia te wykonywane były w szybkim tempie, bez względu na wiek i zdrowie więźniów.
W obozie kobiecym często stosowaną karą było klęczenie z podniesionymi rękami, w których więźniarka musiała trzymać kamienie. Wśród innych kar były także: zakaz pisania i otrzymywania listów, pozbawienie obiadu przy pełnym zatrudnieniu, karna praca w czasie wolnym od zajęć i tym podobne.
Najokrutniejszymi ze wszystkich formami represji w obozie były egzekucje. Formalnie utrzymywano, że o egzekucji decydował Reichsfhrer SS, jednak większość egzekucji obozowych przeprowadzono na rozkaz władz obozowych.
Egzekucje przez rozstrzelanie miały charakter tajny. W czasie ich wykonywania i wywożenia zwłok z dziedzińca bloku 11 do krematorium nikomu nie wolno było opuszczać bloku. Okna sąsiadującego z "blokiem śmierci" bloku 10 były zasłonięte specjalnym osłonami z desek, a w bloku 11 częściowo zamurowane. Przed egzekucją więźniów z sal od strony dziedzińca przenoszono do pomieszczeń po przeciwnej stronie.
W przypadku szczególnie głośnych i śmiałych ucieczek, egzekucji schwytanych uciekinierów dokonywano przez powieszenie. W przeciwieństwie do egzekucji przez rozstrzelanie, te egzekucje miały charakter publiczny. Ich celem było sterroryzowanie i przekonanie więźniów o bezcelowości wszelkich prób oporu. Przeprowadzano je w czasie apeli, tak aby wszyscy byli przy nich obecni. Do tego celu służyły specjalne dwie przenośne szubienice.
Szczególną grozę wśród więźniów budziły egzekucje przez zagłodzenie. W przypadku ucieczki więźnia z bloku, w którym mieszkał, albo z komanda w którym pracował, Komendant lub też kierownik obozu wybierał w czasie apelu dziesięciu lub więcej więźniów, których następnie zamykano w jednej celi bloku jedenastego. Tam nie otrzymując ani jedzenia, ani picia umierali po kilku, do kilkunastu dniach w straszliwych męczarniach.

Komory gazowe i krematoria.

W dniu 3 września 1941 roku, na rozkaz kierownika obozu, zagazowano grupę 600 jeńców radzieckich oraz 350 chorych z obozowego rewiru, używając do tego gazu dotychczas wykorzystywanego do dezynfekcji, który nosił nazwę Cyklon B. Początkowo proces uśmiercania więźniów i wietrzenia komór trwał kilka godzin. Później przez zastosowanie wentylatorów czas ten został skrócony do kilkudziesięciu minut. Po upływie tego czasu więźniowie z obsługi krematorium przystępowali do palenia zwłok. Wszystko odbywało się w najgłębszej tajemnicy, przy udziale ograniczonego do minimum kręgu SS-manów z kierownictwa obozu oraz funkcjonariuszy Wydziału Politycznego.
Niewielka "wydajność" krematorium w obozie macierzystym, w którym w czasie doby można było spalić około 340 zwłok, oraz trudność w utrzymaniu całego procederu w tajemnicy spowodowały jego przerzucenie do Brzezinki. Od lipca 1942 roku zaczęto przeprowadzać selekcję przybywających transportów. Po otoczeniu pociągu szczelnym kordonem posterunków SS otwierano wagony, polecano ludziom wychodzić na zewnątrz i przystępowano natychmiast do ich rozdzielania. Nowo przybyli musieli następnie stanąć przed obliczem lekarza SS, który na podstawie wyglądu zewnętrznego decydował o ich przydatności do pracy, a tym samym o życiu lub śmierci, ruchem ręki nakazując przejść w lewo lub na prawo.
Do podzielonej na dwa pomieszczenia komory wchodziło jednocześnie około 800 osób, a w razie potrzeby można było stłoczyć ich więcej. Tych dla których mimo to nie starczyło miejsca, natychmiast rozstrzeliwano. Po zamknięciu drzwi na rygle i zakręceniu śrub specjalnie przeszkoleni dezynfektorzy SS przez otwory w ścianach wpuszczali do środka Cyklon B w postaci przesiąkniętych cyjanowodorem grudek ziemi okrzemkowej. Śmierć ludzi znajdujących się w komorze następowała z reguły po kilku minutach. Pierwsi ginęli ci, którzy stali w pobliżu otworów wrzutowych a następnie krzyczący, ludzie starzy, chorzy i dzieci. Dla pewności, aby nikt nie pozostał przy życiu, komorę gazową otwierano dopiero po upływie pół godziny. W okresach dużego nasilenia transportów czas gazowania skracano do dziesięciu minut. Najwięcej zwłok znajdowano w pobliżu drzwi, gazowani próbowali uciekać przed rozprzestrzeniającym się gazem. Po przewietrzeniu komory gazowej wyjmowano zwłoki, ładowano na żelazne wózki i po torach kolejki wąskotorowej przewożono kilkaset metrów dalej, gdzie zakopywano je w głębokich dołach.
Latem 1942 roku ze względu na wzmożony napływ transportów uruchomiono następną komorę gazową. Komora ta posiadała cztery pomieszczenia, w których jednorazowo można było uśmiercić 1 200 osób. Pod koniec września 1942 roku zaczęto w obozie oświęcimskich palić zwłoki nowo zagazowanych na stosach, na których układano na przemian z drewnem po 2 000 trupów.
Zarówno bunkry gazowe jak i rowy spaleniskowe traktowano jako rozwiązanie tymczasowe. Funkcjonowały one do czasu uruchomienia czterech specjalnie do tego celu zaprojektowanych komór gazowych i krematoriów. Ich budowę podjęto w lipcu 1942 roku i prowadzono w przyspieszonym tempie do połowy następnego roku. Codziennie zatrudniano przy niej, na dziennej i nocnej zmianie, po kilkuset więźniów.
Dobową wydajność dla poszczególnych krematoriów ustalono następująco:

Krematorium I - 340 zwłok,
Krematorium II - 1440 zwłok,
Krematorium III - 1440 zwłok,
Krematorium IV - 768 zwłok,
Krematorium V - 768 zwłok.

W praktyce wydajność ta była znacznie wyższa i tak np. w Krematoriach II i III spalano na dobę łącznie do 5 000 zwłok, a w krematoriach IV i V do 3 000 zwłok.
Każde z nowych krematoriów było otoczone wokół ogrodzeniem z drutu kolczastego, posiadało oddzielne wejście, a od strony obozu zasłonięte było płotem z wikliny. Estetycznie utrzymywane klomby kwiatowe nadawały całemu otoczeniu niewinny wygląd. Wybudowane przy krematoriach II i III komory gazowe i rozbieralnie znajdowały się pod ziemią. Na ścianach obszernej rozbieralni oprócz odpowiednich napisów umieszczono ponumerowane wieszaki i ustawiono pod nimi ławki. W komorze gazowej znajdowała się instalacja wodociągowa i imitacje natrysków. Ludzi wchodzących do komory doprowadzano do przeciwległej ściany, za kordon stojących przy niej SS-manów. W miarę napełniania się komory gazowej cofali się oni w stronę drzwi.

Według badań Franciszka Pipera do obozu trafiło co najmniej 1,3 miliona osób. Liczba zabitych sięgnęła 1,1 miliona, czego 90 % stanowią Żydzi różnego pochodzenia (około 960 tysięcy). Szacuje się, że Polaków zginęło około 75 tysięcy.


Inowrocław – Błonie.

Obóz.

Inowrocław, choć nie jest znanym miejscem zbrodni hitlerowskich, posiada jednak „tradycję obozową”.
W okresie drugiej wojny światowej mieliśmy tutaj Rejencję Inowrocławską, podlegającą placówce Gestapo w Poznaniu. W pierwszych miesiącach niemieckiej okupacji, inowrocławska placówka Gestapo miała do swej dyspozycji jeden obóz – karno – izolacyjny obóz w Szczeglinie, koło Mogilna. Obóz w takim kształcie istniał około pół roku (od kwietnia do września 1940 roku). Wcześniej – w 1939 roku – pełnił funkcję obozu jenieckiego dla żołnierzy wracających z Kampanii Wrześniowej.
Obóz już w samym Inowrocławiu powstał w roku 1940. Zagospodarowano pod niego teren o powierzchni 13 tysięcy metrów kwadratowych. W połowie 1940 roku grupa Żydów oczyściła plac (100 m x 90 m) i zniwelowała nierówności terenu. Wówczas też została wybrukowana droga do głównej bramy przyszłego obozu. Budowę rozpoczęto w sierpniu 1940 roku, głównie pracą politycznych więźniów szczeglińskich. Wykonali oni wykopy pod fundamenty ogrodzenia i budynków, postawili dwie wieże wartownicze: jedną w narożniku północno – zachodnim, drugą w południowo – wschodnim. Obóz był ogrodzony betonowym murem, nad którym zamontowano drut kolczasty.
Do dyspozycji Gestapo został oddany 15 września 1940 roku. Inowrocławski obóz określany był jako „obóz przejściowy”, bądź też w okresie późniejszym – „więzienie policyjne policji bezpieczeństwa i wychowawczy obóz pracy”.

Więźniowie.

Podobnie jak w przypadku Oświęcimia, trudno określić dokładną liczbę więźniów inowrocławskiego obozu. Jednorazowo przetrzymywano kilkuset więźniów (około 600 osób), choć liczba ta zmieniała się w różnych okresach istnienia obozu. Dodatkowym utrudnieniem w określeniu liczby osadzonych na Błoniach jest fakt, że częste były przypadki, gdy nowo przybyły więzień dostawał numer obozowy po zmarłym. Szacuje się jednak, że przez Błonie przeszło kilkanaście tysięcy osób, z czego sporo ponad 500 to zmarli lub pomordowani.
W strukturze narodowościowej przeważali Polacy, chociaż wśród więźniów znajdowali się również:

- Żydzi
- Cyganie
- Rosjanie
- Amerykanie
- Anglicy
- Francuzi
- Niemcy
- obywatele Kanady.

Podobnie jak w wielkich kombinatach, do obozu w Inowrocławiu trafiali nie tylko dorośli, ale także młodzież i dzieci.
Najliczniejszą grupę więźniów stanowili więźniowie polityczni. Część z nich to osadzeni przeniesieni ze Szczeglina. Aresztowani byli ludzie związani z podziemnymi organizacjami, działającymi na terenie rejencji, takimi jak: Kujawski Związek Polityczno – Literacki we Włocławku, ZWZ – AK, Grupa Wywiadowcza PZP „Wybrzeże”, NOW podokręg „Ruina”, Polska Armia Powstania (rejon Inowrocław), Polski Związek Powstańczy, Wojskowa Służba Kobiet, Szare Szeregi. Większość z tych organizacji była jednostkami strukturalnymi Armii Krajowej. Do więźniów politycznych zaliczono także Polaków, których Gestapo nie wiązało z żadną organizacją wojskowo – polityczną ze względu na brak dowodów. Byli wśród nich m.in. działacze harcerstwa. Więźniami politycznymi byli także duchowni.
Więźniowie polityczni nie wychodzili do pracy poza teren obozu. Wykonywali prace porządkowe i usługowe w obozie – prace remontowe, prace w warsztatach mechanicznych itp. Przez cały czas pobytu w obozie pozostawali w ubraniach cywilnych.
Inną kategorię stanowili więźniowie „karni” – przebywający na Błoniach w ramach wychowawczego obozu pracy. Byli to Polacy oskarżeni o wykroczenia przeciwko przepisom prawa karnego wprowadzonego w 1940 i 1941 roku. Wykroczeniem takim był nie tylko sabotaż, uchylanie się od pracy bądź oddalenie się z miejsca pracy, ale także pomoc zbiegom, posiadanie broni, aparatu fotograficznego, odbiornika radiowego czy też samo słuchanie audycji zagranicznych rozgłośni albo rozpowszechnianie uzyskanych tą drogą informacji. Za wszystkie tego typu wykroczenia groziła kara śmierci, w niektórych tylko przypadkach kara więzienia, zamieniana na pobyt w obozie.
Szczególnym rodzajem więźniów inowrocławskiego obozu byli tzw. „Sonntagsjger” („niedzielnicy”), czyli więźniowie kierowani do obozu na krótki pobyt wychowawczy – od sobotniego popołudnia do poniedziałku rana.
Podobnie jak w Oświęcimiu, na Błoniach funkcjonowali „więźniowie funkcyjni”, pełniący stałe obozowe funkcje. Byli wśród nich fryzjerzy, porządkowi, pisarze.

Więźniowie przyjmowani do obozu już na samym początku musieli znosić tortury: na początek bicie i kilkugodzinne czekanie przed biurem Gestapo, następnie prysznic, golenie głowy i całonocne przesłuchanie. Przesłuchania początkowo odbywało się w budynku przy ulicy Solankowej w Inowrocławiu, później w samym obozie.
Więźniom zabierano wszystkie osobiste rzeczy: biżuterię, pieniądze, medaliki. W trakcie trwania „śledztwa” więźniowie nie przebywali w obozowych barakach mieszkalnych, ale byli przetrzymywani w celach. Na powierzchni 4 metrów kwadratowych upychano 2 – 3 aresztantów.

Warunki bytowe.

Tak jak w innych obozach tego typu, wyżywienie w obozie na Błoniach nie było raczej wartościowe i odżywcze. Więźniowie otrzymywali posiłki 3 razy w ciągu dnia:

1. Śniadanie – kromka suchego chleba i gorzka czarna kawa
2. Obiad – zupa z odpadów jarzynowych, ziemniaczanych obierzyn lub niepełnowartościowego grochu.
3. Kolacja – kromka chleba, czasem z melasą i czarna kawa.

W inowrocławskim obozie pobudka odbywała się o godzinie 6.00, po czym więźniowie udawali się do umywalni. Umywalnią nazywano pomieszczenie z kilkoma kranami. Woda była wyłącznie zimna. Zbiorowa kąpiel pod prysznicem odbywała się raz w tygodniu i była połączona z praniem odzieży.
Więźniowie mieszkali w barakach – barak kobiecy składał się z 3 sal, zaś męski z 6. W każdej z sal – tzw. sztubie – znajdowały się trzy – lub czteropiętrowe prycze, przy czym odstępy pomiędzy kolejnymi kondygnacjami były bardzo niewielkie. W okresach przepełnienia na jednej takiej pryczy spały 2 – 3 osób, często ludzie spali także na podłodze. Przydziałowe koce i ogrzewanie w barakach pojawiły się dopiero w okolicach 1944 roku.
Fatalne wręcz były w obozie warunki sanitarne. Niemożność utrzymania czystości w pomieszczeniach, przepełnienie obozu i nieludzkie warunki doprowadziły do epidemii różnych chorób wśród więźniów, m.in. czerwonki, tyfusu, grypy (1943 / 1944). Więźniowie mieli biegunki, zdarzały się przypadki gruźlicy, szkarlatyny. Powszechne były wszawica, zapluskwienie, świerzb.
Podobnie jak w przypadku Auschwitz, izba chorych niewiele miała wspólnego z instytucją leczącą: od sal mieszkalnych różniła się jedynie tym, że znajdowały się w niej sienniki ze słomą i koce. Dopiero w roku 1944 warunki te poprawiły się – były pracownik Szpitala Miejskiego, który opiekował się Izbą, pozyskał niewielką ilość leków i środków opatrunkowych.

Eksterminacja. Kary.

Do obowiązków więźniów należała oczywiście praca. Więźniowie inowrocławskiego obozu pracowali m.in. na kolei (przy rozładunku węgla), w sąsiadującym z obozem ogrodnictwie, w uzdrowisku, w koszarach. Część, która pozostawała w obozie, m.in. więźniowie polityczni, pracowali na przykład jako stolarze, szewcy, kowale, krawcy, kobiety często w kuchni czy szwalni.
Pracujących od zajęć odrywała tzw. „musztra”, porównywalna do ćwiczeń, które więźniowie z Auschwitz nazywali „sportem”. Musztra polegała na ciągłym biegu przerywanym komendami „padnij” i „powstań”, które musiały być wykonywane bardzo szybko. Innym ćwiczeniem były tzw. „żabki”, czyli skoki w przysiadzie. Owa „gimnastyka” była „urozmaicana” dodatkowo ponaglaniem i biciem. Często zdarzało się też, że była ona bezpośrednią przyczyną zgonów więźniów starszych lub mniej sprawnych fizycznie.
Na porządku dziennym były także egzekucje przez rozstrzelanie lub wieszanie, tortury, szczucie specjalnie przeszkolonymi psami i tym podobne. Wachmani urządzali sobie różne rozrywki kosztem więźniów, na przykład udając chęć pomocy, namawiali do ucieczek z obozu, aby później bezkarnie strzelać do niedoszłych zbiegów.
Jedną z najbardziej chyba dotkliwych tortur było rzucanie w więźnia 5-kilogramową kulą, którą więzień musiał odrzucać oprawcy tak długo, aż stracił przytomność.
Inną, bardzo uciążliwą karą była tzw. „kara słońca” – polegało to na tym, że więzień musiał przebywać cały dzień na dworze zwrócony twarzą do słońca, przy czym nie dostawał on ani jedzenia ani picia.


Obóz na inowrocławskich Błoniach, nazywany „przejściowym” ze względu na fakt, iż większość więźniów nie była przetrzymywana tu długo, ale wysyłana dalej (do Sachsenhausen, Auschwitz, Mauthausen, Ravensbrck i innych), może być porównywany do miejsc największych zbrodni hitlerowskich. Warunki, jakie w nim panowały ( zwłaszcza do 1943 roku) oraz perfidia i okrucieństwo, z jakim obchodzono się z więźniami, pozwalają zaliczyć inowrocławski obóz do niezwykle ciężkich, a nawet pokusić się o nazwanie go „koncentracyjnym”. W ciągu niecałych 5 lat swojego istnienia (15 września 1940 – 22 stycznia 1945, wówczas obóz na Błoniach przejęli Polacy) poniżył i odebrał godność setkom ludzi, wielu pozbawił zdrowia i życia.

Podoba się? Tak Nie
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 36 minut