profil

Motywy postępowania Wertera - jego punkt widzenia

drukuj
poleca 85% 101 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Jakże dobrze pamiętam tamte słowa... Do dzisiejszego dnia słyszę je w moich uszach i nie mogę pojąć, dlaczego nie usłuchałem rad mojej tancerki: \"Tylko nie zakochaj się pan, broń Boże (...) zaręczona jest z pewnym zacnym człowiekiem\". Lecz gdy ją pierwszy raz ujrzałem, zapomniałem, co przed paroma minutami usłyszałem z ust kuzynki Lotty. Lotta była tak piękna, nie mogłem wprost oderwać od niej wzroku. Wspanialszej kobiety nie było mi pisane zobaczyć. Nie sposób zapomnieć, jak kroiła i rozdawała dzieciom kromki chleba. Robiła to z taką miłością... Dokładnie pamiętam każdą chwilę z tamtego dnia, kiedy poznałem Lottę. Naszą rozmowę w karecie. To wtedy tak naprwdę poczułem, że jest mi bardzo droga. A potem? Ach, jaki ja byłem przeszczęśliwy gdy w tańcu mogłem trzymać ją w swych ramionach. Nic oprócz niej nie było ważne. Lecz tamten moment, gdy powiedziała mi, kim jest Albert, że to jej narzeczony... Mojej Lotty, z którą właśnie tańczyłem... Może to wydać się dziwne, że byłem zszokowany tą wiadomością, bo przecież zostałem powiadomiony o tym przed balem, ale wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że z tak cudną kobietą będę miał do czynienia. O świcie po balu poprosiłem Lottę o kolejne spotkanie. Sprawiła mi nieopisaną radość zgadzając się na nie. Mimo iż wiedziałem, że Lotta ma wyjść za Alberta, nie przyjmowałem tego do wiadomości. On był daleko. Zresztą, jak po tamtym wspaniałym dniu mógłbym zmartwić się Albertem? Liczyła się tylko ona i spotkanie z nią.

Byłem wtedy taki radosny. Wiele chwil spędziłem w domu Lotty. Niemal codziennie można było mnie u niej zastać. W rezultacie przeprowadziłem się do Wahlheim, by być bliżej Lotty. Spacery, rozmowy, zabawy z jej rodzeństwem na stałe wpisały się w mój codzienny plan dnia. Ten okres był najpiękniejszym czasem w moim życiu. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, kiedy każdego dnia mogłem patrzeć na tak boskie stworzenie, jakim bez wątpienia była Lotta. Wydawało mi się, że nie byłem jej obojętny. Jej spojrzenia, zachowania, gesty wskazywały na to, że jestem dla Lotty kimś szczególnym. Z każdym dniem moje uczucie się wzmagało, nie mogłem się już wycofać. Wycofać? Jak w ogóle możliwe jest, że przez głowę przeszła mi taka myśl?

Z czasem jednak zauważyłem, że Lotta coraz częściej wspomina o Albercie. Wierzyłem, czułem wprost, że odwzajemnia moje gorące uczucia. ALe to, że tak często i z taką czułością mówiła o narzeczonym, wprowadziło do mojego serca niepokój. Nie wiedziałem, co Lotta myślała, na kim jej bardziej zależało. Byłem wniebowzięty z samego faktu obcowania z nią, ale gdy zaczynała mówić o nim, całe szczęście ze mnie momentalnie ulatywało... Umierało... A niepewność stawała się codziennością.

Na moje nieszczęście Albert powrócił z podróży. Byłem z tego powodu zrozpaczony. Paradoksalne w tej sytuacji było to, iż zaprzyjaźniłem się z nim, ale cóż - był porządmy, człowiekiem, któremu nie mogłem nic zarzucić. Lecz wszystko runęło w gruzach po jego przyjeździe. Musiałem z tego powodu ograniczyć spotkania z Lottą. Nie mogłem już wytrzymać. Nie mogłem patrzeć, jak moja Lotta z... Nie! Za co ja tak cierpię? Za co te tortury?

Postanowiłem wyjechać, by ulżyć sobie w cierpieniu. Niestety podczas pobytu w górach cierpiałem jeszcze bardziej. Następnie podjąłem pracę w biurze posła. Nic mnie nie cieszyło, nie miałem motywacji do pracy. Jeszcze bardziej pogrążyła mnie wiadomość o ślubie Lotty i Alberta. To był dla mnie niesamowity wstrząs. Na dokładkę doznałem upokożenia, kiedy to nie zostałem wpuszczony na bal w domu hrabiego tylko dlatego, że jestem mieszczaninem. Po tym wydarzenou porzuciłem pracę, powrócilem do Wahlheim po wcześniejszych odwiedzinach domu rodzinnego.

Po powrocie do Wahlheim spostrzegłem, że wiele się zmieniło, niestety na gorsze. Było to powodem poglębienia mojej depresji. Nie miałem już siły na cokolwiek. Straciłem sens życia. Ja nie żyłem, lecz wegetowałem. Czułem ,że popadam w obłęd. Jedyna rzecz, jaka mogła mnie uzdrowić, to bycie z Lottą. Jednak z każdym dniem było coraz gorzej. Najpierw Lotta poprosiła mnie, bym przestał ją odwiedzać, gdyż jej relacje z Albertem uległy pogorszeniu. Moje odwiedziny w domu Lotty były kręcujące dla wszystkich,a atmosfera stawała się nie do zniesienia. Wreszcie Albert wręcz zażądał, bym zaniechał spotkań. Jak mogłem tak dalej żyć? Zacząłem bać się sam siebie, nie poznawałem się... Byłem opętany miłością. Moim całym życiem była Lotta, a gdy została mi odebrana, życie przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie.

Postanowiłem umrzeć, lecz przed śmiercią chciałem po raz ostatni ją zobaczyć. Mam wciąż przed oczami moment, gdy ją całowałem... Nie mogłem się powstrzymać - kierowała mną jakaś zewnętrzna siła, której nie można było się oprzeć. Ale po słowach Lotty, która była oburzona tą sytuacją: \"To ostatni raz...\", już wiedziałem - muszę umrzeć. Jak postanowiłem tak zrobię. Napisałem list pożenalny do Lotty, w któru, przeposiłem ją za moje zachowanie. To jedyne wyjście z sytuacji. Jedno z nas trojga musi umrzeć i będę to ja. Lotta - moje źródło szczęścia, z którego juz czerpać nie mogę... Uschnąłem... Muszę umrzeć. Nie umiem już myśleć o niczym innym, jak o niej, a jeśli nie mogę tego robić, coż mam począć? Pozostaje mi wiara, że chociaż w niebie nasze dusze połączą się w wieczym szczęśćiu. Dlatego żegnam... Żegnam Cię Lotto.


Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Teksty kultury