profil

Motywy katastroficzne w literaturze XX wieku.

poleca 82% 761 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Motywy katastroficzne w literaturze XX wieku.

XX wiek jest przez wielu nazywany „wiekiem burzliwym”, związane jest to z sytuacją społeczną, gospodarczą i polityczną na całym świecie. Był to czas rozwoju systemów totalitarnych, takich jak faszyzm we Włoszech, komunizm w Związku Radzieckim i nazizm w Niemczech. Sytuacja ta wzmagała poczucie zagrożenia wśród ludności świata i stwarzała trwające napięcie i niepewność. Po Pierwszej wojnie światowej i rewolucji październikowej, masy społeczne zostały pobudzone do wielkiej aktywności, stając się źródłem przewartościowań i zmiany poglądów na sens ludzkiego działania i ludzkiej egzystencji. Świat żył w ciągłym strachu. W wyniku, czego narodził się nowy zespół tendencji historiozoficzno-moralnych zwanych katastrofizmem. Katastrofizm związany był
z przekonaniem o nieuchronnej i bliskiej katastrofie zagrażającej współczesnemu światu a zwłaszcza tradycjom, instytucjom i wartościom kultury europejskiej. Padł on na szczególnie podatny grunt w czasie kryzysu gospodarczego po pierwszej wojnie światowej. Przejawiał się on nie tylko w filozofii
i teorii kultury, ale także w literaturze europejskiej. Jego narodziny widoczne były już u schyłku wieku IXX. co zauważalne jest chociażby w znanych „Hymnach” Jana Kasprowicza, w czasie tego okresu również czerpał inspiracje teoretyczne z dekadentyzmu i pesymizmu niektórych nurtów filozoficznych takich jak poglądy Friedricha Wilhelma Nietschego. Pełny jego rozwój nastąpił szczególnie w okresie międzywojennym.
Kluczową rolę w rozwoju katastrofizmu odegrał Oswald Spengler - niemiecki filozof historii i kultur, przedstawiając wizję Europy chylącej się ku upadkowi w utworze „Zmierzch zachodu”. W swoim dziele porównuje on społeczeństwo do rozwoju organizmów żywych podlegających, jak cała przyroda, procesowi rozkwitania, starzenia się i umierania. W tenże sposób filozof przedstawia swoją główną myśl zawartą w utworze, według której cywilizacja to wynik kultur - najpierw rozwija się kultura, która w powolnym procesie doprowadza do rozwoju cywilizacji - a to
w niej właśnie Spengler widzi kres i upadek wszystkiego. Jest ona jednak przeznaczeniem kultury, koniecznością jest więc nieunikniona i niemożliwa do powstrzymania. Przekleństwem dla kultur są miasta, metropolie, będące w stanie wessać w siebie cały dorobek dziejów i pozbawić go korzeni. Ludzie o różnym pochodzeniu i religii ciągną do miast, gdzie mieszają się tworząc bezkształtną masę bez tradycji. Nieuchronnie powoduje to powolną śmierć wszelkiej kultury, co ogołaca i zubaża świat, zaczyna nim rządzić pieniądz, a człowiek staje się pasożytem. Katastrofa ukazana przez Spenglera ukazuje upadek wszelkich wartości poprzez utratę ich prawdziwego, pierwotnego znaczenia. Człowiek jest niezdolnym do wyższych celów. Anonimowość społeczeństwa likwiduje zależności między poszczególnymi jego elementami, każdy żyje dla siebie, brak powszechnej wspólnoty, która zawsze była podstawą do wytwarzania charakterystycznych dla danego społeczeństwa dóbr kultury i tradycji. Rozmywają się granice, aby następnie zniknąć bezpowrotnie - świat staje się bezkształtny, wszelka kultura zamiera. Przestaje istnieć wszelki sens. Katastrofa staje się nieunikniona.
Katastrofizm silnie zarysował się w literaturze polskiej. Okres międzywojenny jest dla Polski czasem odrodzenia kraju i jednocześnie strachu przed ponownym upadkiem. Obawy te były spowodowane wewnętrznym rozbiciem politycznym naszego kraju, nieporozumieniami wśród władzy, bezwładem i trudnościami gospodarczymi, ale nie tylko. Pod względem geograficznym położenie Polski było wręcz tragiczne, ze względu na sąsiadujące z nami ówczesne mocarstwa – od zachodu państwo niemieckie, a od wschodu Związek Radziecki. Nie dało się ukryć, że z upływem czasu państwa te będą chciały wchłonąć państwo Polskie. Mimo prób porozumienia Polski z tymi krajami, wciąż nie można było uzyskać pełnej pewności bezpieczeństwa. Wymienione czynniki dodatkowo wpłynęły na czarną wizję przyszłości, która rysowała się przed Polakami. Najbardziej motyw ten widoczny jest w polskiej poezji międzywojennej lat trzydziestych, kiedy to zaczęło narastać zagrożenie upadku Polski.
Jednym z przedstawicieli katastrofistów lat trzydziestych jest Czesław Miłosz związany
z grupą Żagary. Swoje utwory z tego okresu przedstawia w tomie „Trzy zimy” wydanym w roku 1936. W tym zbiorze znajdują się utwory pełne nastroju zagrożenia, lęku, przedstawiające wizję zagłady całego świata. Jednym z utworów, które go tworzą, jest wiersz pod tytułem „Roki”. Widzimy w nim obraz Ziemi zniszczonej po katastrofie, gdzie nie ma nic pewnego. Podmiot liryczny każe zmienić w sposób radykalny własne nastawienie do życia, ponieważ inaczej nie da się wprowadzić zmian na globalną skalę, dotyczących całego narodu. Nie można popadać w bierność, należy stworzyć indywidualną moralność na potrzebę chwili, działanie jest próbą ratowania człowieczej godności. Ostatnia strofa jest obrazem smutnej rzeczywistości, ukazuje Świat po ostatecznej zagładzie, jednak słowa „kręcą się szprychy” wskazują na to, że świat będzie dalej istnieć, katastrofa nie niszczy go na zawsze. Akcenty katastroficzne silne były także w twórczości Józefa Czechowicza, jednego
z czołowych przedstawicieli drugiej Awangardy. Optymizmowi Tadeusza Peipera, teoretykowi danej grupy, przeciwstawiał on niepokój i brak zaufania do cywilizacji. W wierszu „Żal” z tomu „Nuta człowiecza” z roku 1939, zauważamy przeczucie nadchodzącej zagłady wynikające z przeżyć wojennych, a wzmożone obserwacją złej sytuacji gospodarczej i społecznej lat trzydziestych. W tym utworze autor także przewiduje swoją śmierć oraz wybuch drugiej wojny światowej, mającą przynieść ze sobą śmierć wielu ludzi, co zauważamy słowach: „nozdrza wietrzą czerwony udój”. Apokalipsa w tym wierszu ma związek głównie z katastrofą, jaką niosą za sobą działania wojenne.
Katastrofiści, których twórczość przypadła na okres dwudziestolecia to artyści, których utwory przewidywały i zapowiadały nadejście rychłej katastrofy. Niewielu jednak mogło przypuszczać, że nadejdzie ona tak szybko. Pierwszego września 1939 roku wybucha druga Wielka Wojna nazwana później II wojną światową. Rozpoczęta przez Hitlera napadem na odrodzony niedawno kraj polski. W literaturze rozpoczął się okres zdominowany przez pisarzy pokolenia Apokalipsy spełnionej, nazwanych później od książki Romana Bratnego „Kolumbowie rocznik 20.”, pokoleniem Kolumbów. Mianem tym określa się często młodzież urodzoną w latach dwudziestych
- pierwsze pokolenie zrodzone w wolnej Polsce. Jednak ich dzieciństwo zostało brutalnie przerwane wybuchem wojny, prosto ze szkolnych ławek rzucali się w wir wojny i tworzyli historię. Wielu z nich nie ukończyło nawet gimnazjum. Ich młodość zaczęła walić się wraz z murami stolicy, musieli dorosnąć i wziąć na siebie ciężar walki o ojczyznę. Jednymi z głównych przedstawicieli tego pokolenia w poezji są: Krzysztof Kamil Baczyński oraz Tadeusz Gajcy. Pierwszy
z nich, Baczyński, był niewątpliwie najwybitniejszym poetą tego okresu. Zajmował się on tematyką filozoficzną i egzystencjalną. Głębokie piętno odcisnęła na nim wojna, ukształtowała jego światopogląd i zdominowała życie, którego nie było mu dane kontynuować poza nią. Baczyński, jak nikt, potrafił oddać grozę tamtych czasów. Słownictwo, które dobierał, operowanie kontrastami świetnie służyły budowaniu ponurego nastroju. Nie ma chyba drugiego poety, który potrafiłby tak sugestywnie oddać potworność czasów wojny, nakreślić tak duszne i mroczne obrazy. W utworach tych następuje kumulacja katastrofizmu, od pierwszych słów narasta w nich groza. Jednym z takich właśnie utworów jest wiersz „Pokolenie” z 1943 roku, który został w całości poświęcony tragizmowi pokolenia kolumbów, jako pokolenia straconego. Podmiot liryczny ma świadomość nadchodzącej, nieuchronnej katastrofy. Widzi wkraczającą w świat grozę i w żaden sposób nie może się przed nią obronić, widzi również ludzi zastraszonych i pełnych nienawiści. Jedyną szansą na zachowanie równowagi psychicznej jest wyrzucenie z pamięci wszelkich obrazów przeszłości, gdyż była ona pełna beztroski, a przede wszystkim człowieczeństwa, o którym zapominało się w czasie wojny, jak mówi podmiot liryczny: „Trzeba zapomnieć,\ żeby nie umrzeć rojąc to wszystko”. Autor ukazuje pokolenie, które zostało skazane na bolesną konfrontacje idealnych marzeń o świecie z brutalną rzeczywistością, kwestionuje znaczenie pojęć humanitarnych takich jak litość, miłość i sumienie ginących w realiach wojny, podkreśla zatracenie człowieczeństwa przez ludzi osaczonych przez historię, określa ich mianem „złych troglodytów z kamiennymi sercami”. Pokolenie apokalipsy spełnionej zostało w pełni ukształtowane na innych prawach i zasadach niż pozostałe pokolenia czasów pokoju, na co wskazują wstrząsające fragmenty utworu: „Nas nauczono. Nie ma sumienia.\ Nas nauczono. Nie ma litości.\ Nas nauczono. Nie ma miłości.” Uwidoczniona jest świadomość zagłady pokolenia, które do końca będzie nosiło piętno wojny. Krzysztof Kamil Baczyński zginą w pierwszych dniach powstania warszawskiego. Pozostawiony przed trudnym wyborem: kariery pisarskiej, a walką za kraj wybrał
– karabin i realizacje głoszonych przez siebie idei poprzez czyn, mimo swej śmierci wygrał – jako poeta i jako bohater. Drugim przedstawicielem tego pokolenia to Tadeusz Gajcy, w swoim wierszu „Wczorajszemu” wyraża rozterkę, trapiącą także Baczyńskiego, między potrzebą tworzenia
a koniecznością walki. Bohater dawniej ufał w moc poezji, uprawiał subtelną lirykę symbolizowaną m.in. przez śpiew, trzepot ptaków i klechdy. Gdy przyszła wojna, okazało się, że musi on i potrafi walczyć. Ta sytuacja nie spowodowała jeszcze zarzucenia twórczości. Bohater chciał pisać wiersze odpowiednie dla czasów wojennych. Dochodzi jednak do przekonania, że poezja nie jest w stanie oddać grozy rzeczywistości. Trzeba ją porzucić. Subtelny język poetycki nie może sprostać zadaniu tworzenia twardej poezji wojennej, na co wskazuje fragment utworu "Myślałeś: będzie prościej,/ A tu słowa, śpiewne słowa trzeba zamieniać/, by godziły jak oszczep". W utworze tym jako katastrofa pojmowana jest wojna, która była przedstawiana przez autora jako okres nieludzki i straszny, po którym nie łatwo będzie powrócić do normalnego życia.
Motywy katastroficzna, które występowały głównie w dziedzinie poezji, stały się również elementami innych form literackich. Przykładem może być dramat „Szewcy” Stanisława Ignacego Witkiewicza, znanego również pod pseudonimem Witkacy. Autor kreśli w swym dramacie groteskowy obraz przyszłego społeczeństwa, zgodny ze swoją katastroficzną wizją historii. Tytułowi Szewcy, którym przewodzi Sajetan Tempe, pogrążeni są w beznadziejności codziennego, monotonnego życia. Otępieni bezmyślną pracą, wykorzystywani przez prokuratora Roberta Scurvy'ego, trwają w tym stanie, nie widząc lepszego jutra. Scurvy, bojąc się buntu Szewców, dokonuje zamachu wespół z faszystowską organizacją Dziarskich Chłopców. Więzi Szewców w „leniwni". Uwięzieni nie mogą wytrzymać męki przymusowej bezczynności, obalają rządy prokuratora i rzucają się w wir pracy. Scurvy zostaje zakuty w łańcuchy, a Sajetan, dawny przewodnik Szewców, odsunięty od rewolucji. To nie koniec zmian, puszczone raz w ruch koło historii pędzi naprzód w oszałamiającym tempie. Na scenę dziejów jako nowa groźna władza wkracza Hiper-Robociarz z bombą-termosem. Ten ostatni przewrót ma bez wątpienia charakter katastroficzny i,
w jakimś sensie, ostrzegający. Dramat kończy się ponurą wizją świata rządzonego przez obojętnych biurokratów, dla których ideałem jest człowiek automat, całkowicie podporządkowany władzy. Utwór ten porusza kilka ważnych problemów dotyczących historii i jej mechanizmów. „Szewcy” ukazują prawdziwe oblicze rewolucyjnych zmian, w których tak naprawdę nie chodzi o człowieka i jego lepszy byt, lecz tylko o zmianę ludzi przy sterze. Idea jest tylko kamuflażem, środkiem do tego, by pociągnąć rzesze, które zburzą dawny porządek i utorują drogę do władzy nowej elicie, czyli przywódcom rewolucji. Witkacy chce zakomunikować, że świat zmierza ku „bylejakości", i to w każdej sferze życia, czy to polityczne, etycznej, czy artystycznej. Zamknięta jest tu pewna wizja przyszłości, w które cywilizacja traci moralne i metafizyczne racje bytu. „Szewcy” to dramat
o rewolucji, buncie i przewrocie - zapowiadający totalną zagładę i mechanizację społeczeństwa. Autor tegoż dramatu również poprzez własne życie dał wyraz swoich poglądów i strachu przed nadejściem nieuchronnej katastrofy. 18 września 1939 roku, dzień po wkroczeniu wojsk radzieckich na ziemie polskie, popełnił samobójstwo.
Kolejny przykład katastrofizmu w literaturze zauważamy w twórczości Juliana Tuwim, przedstawiciela grupy Skamander. Wyrazem tego stanowiska jest napisany w 1936 roku,
a ogłoszony w całości dopiero po wojnie, poemat satyryczny pod tytułem "Bal w operze".
W poemacie tym wykorzystał autor swe dotychczasowe doświadczenia w zakresie satyry, ironii
i groteski. Obraz beztroskiej, wręcz rozpustnej zabawy elity rządzącej w gmachu dokładnie obstawionym oddziałami tajnej policji kontrastuje z obrazem nędzy czy też szarej, codziennej pracy.
Z niezwykłą zaciekłością atakuje Tuwim umundurowanych władców, z goryczą mówi o policyjnym terrorze i donosicielstwie w powracającym wciąż refrenie "na tajniaka tajniak mruga". Przeraża też poetę niepojęta wszechwładza pieniądza w państwie kapitalistycznym, a niesamowity bal jest wyrazem zaniku wszelkich wartości moralnych i całkowitego kryzysu wszelkich, nawet tych najbardziej podstawowych, wartości. Swoistością utworu jest to, że satyra, kierowana przeciw jednemu określonemu środowisku sanacyjnych elit, stała się czymś więcej niż obrazem życia społecznego międzywojennej Polski, lecz także pewną wizją świata, wywodzącą się z młodopolskiego katastrofizmu. Tuwim w swoim utworze nie chciał ukazać tylko kryzys pewnego nurtu politycznego, ale w ogóle kryzys świata, któremu grozi nieuchronna katastrofa.
Po skończonej drugiej wojnie światowej nasilenie wizji katastroficznych zmalało, świat wokół stał się spokojniejszy, a ludzie skupili się na odbudowie i pielęgnacji tego, co pozostało. Jednak nurt ten nigdy nie zaginą. Wielokrotnie można odnaleźć go w utworach stworzonych już
w powojennej Polsce. Przykładem takiego dzieła może być wydana w 1979 roku „Mała apokalipsa” Tadeusza Konwickiego. Tadeusz Konwicki urodził się w roku 1926 tak, więc wojna była również elementem jego życia. Bardzo dużą rolę w jego twórczości stanowiły rozrachunki z przeszłością, przede wszystkim wojenną, partyzancką oraz ich wpływ na życie ludzi z wojennego pokolenia, powracają one często w utworach i jawią się jako siła niszcząca. Taka właśnie jest „Mała apokalipsa”. Tytuł jest tu nawiązaniem do ostatniej księgi Biblii i przywodzi na myśl obraz końca świata, katastrofy, Sądu Ostatecznego. Punktem wyjścia jest tu jednak apokaliptyczna świadomość głównego bohatera-narratora, którego życie toczy się w czasach trudnych dla Polski, przedstawia kraj z okresu rządów komunistycznych, które wbrew ideologii „wszystkim po równo” tak naprawdę przybrały charakter rządów totalitarnych. Bohaterem jest opozycjonistą mającym dokonać samospalenia przed Salą Kongresową Pałacu Kultury na znak protestu przeciwko przyłączeniu Polski do Związku Radzieckiego. Wizja upadku świata w powieści ma dwa wymiary: jest obrazem społeczeństw
w rzeczywistości komunistycznego totalitaryzmu oraz ma wymiar bardziej uniwersalny, dotyczy upadku podstawowych wartości w świecie opanowanym przez zło. Wizja zagłady w odróżnieniu od twórczości innych katastrofistów nie dotyczy tu upadku całej cywilizacji Zachodu, ale obejmuje jedynie skrawek świata, jest to mała, prywatna apokalipsa. Na fakt ten wskazują przede wszystkim pierwsze słowa utworu „Oto nadchodzi koniec świata. Oto nadciąga, zbliża się, czy raczej przypełza mój własny koniec świta” - podmiot liryczny podkreśla zakres zbliżającej się katastrofy. Jest to jego katastrofa, koniec jego prywatnego świata, rozumiany jako śmierć oraz sąd nad samym sobą
i wartością własnego życia. Główny bohater jest przykładem człowieka żyjącego w świecie totalitarnym, postacią tragiczną skazaną na klęskę - bez szans ocalenia i zbudowania na nowo swojego osobistego świata. Tytuł i treść powieści można także rozumieć szerzej - jako apokalipsę państwa polskiego - kraju pogrążonego w chaosie, gdzie wszelkie wartości przestały istnieć, panuje przekupstwo, a taki stan rzeczy staje się normalnością. Jest to mała zapowiedź upadku małego świata.
Jak nietrudno zauważyć nurt katastroficzny jest silnie powiązany z realiami świata,
w którym przyszło nam żyć. Wszelkie konflikty będące jego elementami odbijają się na literaturze
i sztuce. Jest to związane z sytuacją człowieka wplątanego w wir wszelkich konfliktów, będących elementami naszego istnienia. Współczesny człowiek, czy jest on poetą, malarzem, rzeźbiarzem czy po prostu częścią zwykłego, szarego tłumu spotyka się z przerażająca rzeczywistością. XX wiek upłynął pod znakiem dwóch wielkich wojen, rozwoju państw totalitarnych, szerzenia nietolerancji
i upadku człowieczeństwa, czego przykładem może być chociażby Holocaust. Wiek XXI natomiast nie daje nam odpoczynku – rodzą się nowe konflikty o podłożu politycznym, etnicznym czy religijnym. Już sam jego początek, rok 2001, kiedy to rozpoczęła się era nasilonego terroryzmu, dał nam dowód, że człowiek nie może czuć się bezpiecznym w świecie, w którym żyje. Każdy z nas jest narażony na niebezpieczeństwo. W takim świecie jak ten poczucie katastrofy nigdy nie zaginie, może pozostać utajone przez pewien czas, dawać pozory zaniku, ale nigdy nie przeminie. Katastrofizm jako nurt w literaturze jest więc ponadczasowy, gdyż dotyka ludzi w każdej epoce ich istnienia.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 15 minut