profil

Don Kichot z La Manczy, Imię Róży, Folwark zwierzęcy, Buszujący z zbożu, Mistrz i Małgorzata, Dżuma, Komu bije dzwon, Paragraf 22

poleca 86% 103 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Recenzje przeczytanych lektur nadobowiązkowych

1. „Don Kichot z La Manczy” Cervantesa

Głównym bohaterem powieści jest Alons Kiczano, który przybrał (wymyślone przez siebie) imię Don Kichot. Był to ubogi szlachcic pochodzący w hiszpańskiej wioski La Mancza. Mieszkał z gosposią, siostrzenicą i jednym parobkiem, który zajmował się gospodarstwem bohatera.
Don Kichot jeździł na swoimi jedynym koniu, którego nazwał Rosynant. Mężczyzna ubierał starą zbroję, której pewne elementy były wykonane własnoręcznie. Kiczano jednak nie zwracał uwagi na to, że wyglądał śmiesznie („Ów, skoro tylko rzucił okiem na dziwaczną postać rycerza na koniem, z kopią, tarczą i szyszakiem, co wszystko razem nie trzymało się kupy, bardzo był skłonny dotrzymać kompanii śmiejącym się do rozpuku niewiastom(...)”)
Don Kichot lubił wstawać wcześnie rano i iść na polowanie, jednak jego ulubionym zajęciem było czytanie ksiąg rycerskich. „W wolnych chwilach (...) oddawał się lekturze ksiąg rycerskich, i to z taką gorliwością a zapamiętaniem, że zaniedbywał przy tym i z kretesem zapominał o wszystkim, nawet o polowaniu i gospodarstwie(...)”
Bohater nie odkładał książki, dopóki jej nie przeczytał. Nie robił przerw ani na jedzenie, ani na sen. Jego chęć przeżycia równie niebezpiecznych i przynoszących chwałę przygód była tak silna, że zaczął się utożsamiać z postaciami ze swoich książek. To, o czym czytał, uważał za prawdę. Wymyślił dla siebie imię Don Kichot z La Manczy, gdyż wydawało mu się, że jest ono piękne i dostojne. Za damę swojego serca wybrał wieśniaczkę Aldonzę Lorenzo i nazwał ją Doną Dulcyneą z Toboso.
Don Kichot był jednak traktowany jako błazen, szaleniec. Często przyjmowano go pod dach tylko po to, aby mieć ciekawą rozrywkę. Ludzie nie traktowali go poważnie. Uważali go za dziwaka, czasami zabierali mu pieniądze.
Mimo to Don Kichot miał kilku przyjaciół, na których mógł zawsze liczyć i którzy starali się go wyleczyć z obłędu. Do grona tych osób można zaliczyć: proboszcza, Samsona Karaskę, Sanczo Pansę, gospodynię, siostrzenicę.
Don Kichot tuż przed śmiercią odzyskał zdrowy rozsądek. Zrozumiał, że przeczytane książki nim zawładnęły. Spisał testament, pożegnał się ze swymi przyjaciółmi i umarł. Na jego grobie Samson Karaska napisał: „Nawet w godzinie śmierci pozostał zwycięzcą / pogromił bowiem własne szaleństwo / i odnalazł swą dawną mądrość.”

Moja ocena: *** (na 5 możliwych)
Powieść Cervantesa można traktować dwojako: w sposób ironiczny z pewną dozą komizmu lub też jako filozoficzne studium osobowości. Ja wybiorę tę drugą „drogę”. Don Kichot, pomimo całego swego komizmu, jest przedstawiony jako dobry człowiek, zanurzony w swoim własnym, utopijnym świecie. Wydaje mu się, że jest świetnym rycerzem, ma swojego konia i giermka oraz wybrankę serca. Oczywiście nie może w tym miejscu zabraknąć wzmianki o wspaniałych bojach toczonych z wrogami. Nie sposób nie zgodzić się z ideami, które reprezentuje bohater: uczciwość, wierność, prostota, szlachetność. To sprawia, że czytelnik „ciepło” odbiera tytułowego bohatera, chociaż w realnym świecie trudno byłoby go naśladować. Czego nauczyła mnie ta książka? Przede wszystkim „parcia do przodu”, nie zwracania uwagi na niesłuszne opinie innych; również ideały rycerskie znaleźć mogą w dzisiejszym świecie swe potwierdzenie - ludzie często doceniają takie cechy jak uprzejmość, honor czy szczerość.

2. „Imię Róży” Eco

Akcja powieści przypada na koniec listopada 1327 roku. Miejscem akcji jest opactwo benedyktyńskie, znajdujące się w północnych Włoszech. Do owego opactwa „(...) przybywa angielski franciszkanin, Wilhelm z Baskerville, wraz ze swym sekretarzem i uczniem, nowicjuszem benedyktyńskim, Adsem z Melk.” Franciszkanin ma do spełnienia podwójną misję. Jako genialny detektyw na prośbę opata Abbona ma rozwikłać zagadkę początkowo jednego, a później mnożących się tajemniczych morderstw, mających miejsce w opactwie. Jest także wysłannikiem cesarza na dysputę, mającą odbyć się niebawem w tych murach. Na spotkanie przybędą wysłannicy dwóch zwaśnionych stron: świeckiej - cesarza i religijnej - papieża. Będą próbować przekonać się na wzajem do swoich poglądów na temat sporny - dotyczy on ubóstwa Jezusa Chrystusa.
Książka jest wielopłaszczyznowa. Na pierwszy rzut oka mamy dwa wątki: wątek kryminalny i wątek religijno-polityczny. Obydwa towarzyszą nam przez wszystkie strony utworu i przeplatają się z wątkami mniej rozbudowanymi, błędem byłoby nadawać im mniejsze znaczenie. Owe wątki, na pozór będące tylko urozmaiceniem i krótkim „przerywnikiem” w akcji głównej są w rzeczywistości niezwykle istotne i mają ogromny związek z wydarzeniami, o których jest mowa.
Śledztwo prowadzone przez Wilhelma było niezwykle pasjonujące i pełne znaków zapytania. Stale pojawiał się nowy trop, który nagle okazywał się fałszywy. Klucz do rozwiązania całej zagadki tkwił w labiryncie, na kształt którego była zbudowana biblioteka. Labirynt jest więc symbolem całej zagadki, którą próbowali rozwiązać różni mnisi z zakonu. Nie dowiedzieli się niczego, bądź dowiedzieli się tego, czego chcieli, lecz zostali zabici. Dojść do ukrytej prawdy mógł tylko człowiek niezwykle inteligentny i niestrudzony. Był nim Wilhelm. Przeszedł przez labirynt wraz z Adsem i doszedł do jego sedna. Tam, wśród wielu innych ksiąg, znajdowała się ta jedyna - symbol zakazanej wiedzy, przyczyna wszelkich zbrodni - księga filozofa. Jorge krył prawdę, lecz wyszła ona na jaw...

Moja ocena: **** (na 5 możliwych)
„Pisarz nie powinien objaśniać swego dzieła, po cóż bowiem pisałby powieść, która jest wszak maszyną do wytwarzania interpretacji” - tak wypowiedział się po napisaniu „Imienia róży” Umberto Eco. Rzeczywiście, książka ta jest tak bardzo złożona, że nie sposób jest stworzyć pełnej jej interpretacji. Po przebrnięciu przez pierwsze 100 stron akcja nabiera „rumieńców”. Czytelnik wpada w swoisty „rytm” i nie może oderwać się od książki. Powieść Eco bardzo mnie zaintrygowała swoją złożonością, ilością wątków i symboli. Według mnie to świetny materiał na „kinowy przebój” w gatunku kryminał.

3. „Folwark zwierzęcy” Orwella

W swoim utworze Orwell miał zamiar zdemaskować mit sowiecki (chodzi o komunizm). Folwark zwierzęcy to powieść paraboliczna - ukazuje pewne ważne problemy, posługując się prostą fabułą, która jest pretekstem do rozważań na temat totalitaryzmu i jednocześnie wielką przestrogą przed nim. W powieści autor wnikliwie analizuje mechanizmy tworzenia systemu totalitarnego. Przedstawia metody dochodzenia do władzy i sposoby jej utrzymania. Ostro krytykuje ustrój komunistyczny.
Akcja utworu rozgrywa się na folwarku dworskim, którego właścicielem jest pan Jones i opowiada o społeczności zwierząt. Zwierzęta te symbolizują ludzi o różnych charakterach i postawach. Zwierzęta organizują rebelię i przejmują władzę na folwarku, który zmienia nazwę z „dworskiego” na „zwierzęcy”. Ogłoszone zostają zasady animalizmu w 7 przykazaniach.
Orwell ukazuje, w jaki sposób zwierzęta zdobywają władzę i jednocześnie zadaje pytanie: czy możliwe jest stworzenie państwa o sprawiedliwym ustroju, czy też może idea sprawiedliwości, równości jest tylko fantazją ideologów?
Po pewnym czasie okazuje się, że idea powszechnej sprawiedliwości i równości jest niemożliwa do realizacji. Po odparciu ataku sąsiadujących z folwarkiem zwierzęcym gospodarzy zaczęła się pogłębiać różnica poglądów i dążeń między Snowballem a Napoleonem, czego zajęte ciężką pracą zwierzęta nie dostrzegały. Dla Napoleona pretekstem do eliminacji przeciwnika, Snowballa, był zaaprobowany przez wszystkie zwierzęta pomysł budowy spełniającego różnorakie funkcje wiatraka, który został zaprojektowany przez Snowballa. Ten fakt stał się decydujący w ich walce o władzę. Tracący popularność Napoleon przekupił swoich przeciwników, aż wreszcie na jednym z wieców, przy poparciu tępych owiec i dziesięciu ogromnych psów przepędził Snowballa i objął rządy. Demokratyczne wiece zostają zlikwidowane, gdyż według rządzących - to „strata czasu”. Od tej pory decyzje dotyczące folwarku podejmuje specjalny komitet świń, którego obrady są tajnie. Squealer, pełniący funkcję pośrednika między Napoleonem a zwierzętami i „rzecznika prasowego” rządu, demagogicznie tłumaczy poddanym poczynania tyrana. W folwarku zwierzęcym rozpoczyna się terror. Wszyscy, którzy żywią jakiekolwiek wątpliwości co do słuszności drogi wytyczonej przez Napoleona, są karani śmiercią.
I oto państwo, które w swoich założeniach miało być wzorem demokracji, odchodzi od deklarowanych ideałów. Stopniowo zaczyna się kult jednostki i propaganda sukcesu. Napoleon i jego świta coraz bardziej upodabniają się do krytykowanych wcześniej ludzi.

Moja ocena: *** (na 5 możliwych)
Tak jak napisałem na początku - świetna paraboliczna powiastka na komunizm. Nic dodać, nic ująć. Orwell doskonale przyrównuje postacie zwierząt do ludzi. Po przeczytaniu tej książki zacząłem pojmować czym tak naprawdę był ustrój socjalistyczny, który - jak pokazuje autor - okazał się utopią.

4. „Buszujący z zbożu” Salingera

Książka Salingera opowiada o zbuntowanym szesnastolatku (Holden Caulfield) z Nowego Jorku, który ucieka ze szkoły i przez dwa dni wałęsa się po ulicach miasta. Chłopiec sprzeciwia się zakłamanemu, choremu (według niego) światu dorosłych (dobrze rozumiał się tylko z siostrą Phoebe). Nie podoba mu się świat, w którym żyje. Jego postawę najlepiej wyraża ten fragment powieści - „Czy ty nie masz jeszcze po dziurki w nosie tego wszystkiego? (...) Czy nie ogarnia cię strach, że wszystko przepadnie, jeżeli jakoś wszystkiego sama nie zmienisz? (...) Nienawidzę szkoły. Nie masz pojęcia jak ja jej nienawidzę (...) Ale nie koniec na tym. Chodzi nie tylko o szkołę. O wszystko. Nienawidzę mieszkać w Nowym Jorku. Nienawidzę taksówek i autobusów na Madison Avenue, konduktorów, którzy wrzeszczą na człowieka, jeżeli wsiada nieprzepisowo (...) nienawidzę jeździć windą do góry czy na dół, jeżeli mam ochotę po prostu wydostać się na ulicę”. Bohater pragnie opuścić miasto.

Moja ocena: ** (na 5 możliwych)
W mojej ocenie książka Salingera jest tak samo rozbita, jak życie Holdena. Jej fabuła jest jednopłaszczyznowa, tzn. skupia się tylko na negatywnych wymiarach życia nastolatka. Z jednej strony można zrozumieć jego zachowanie, będące wynikiem buntu, kryzysu, zaś z drugiej - bohater może być postrzegany jako niezrównoważonych psychicznie, całkowicie „rozbity” młody człowiek. Stanowi on przykład tylko nielicznej grupy młodzieży skłóconej ze światem.

5. „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa

Utwór „Mistrz i Małgorzata” stanowi kompilację wielu gatunków literackich: łączy w sobie elementy powieści satyryczno-obyczajowej, romansu, baśni, kryminału, mitu i moralitetu. Przedstawia ówczesne realia moskiewskie. Oprócz współczesnego autorowi wątku dokumentalnego, wprowadza on do powieści również wątek biblijny, który łączy się z wątkiem realistycznym.
Utwór rozgrywa się więc na trzech planach. Są to: plan realistyczny - rzeczywistość moskiewska, plan fantastyczny zawierający motyw przybycia szatańskiej drużyny do Moskwy i cały ciąg irracjonalnych wypadków związanych z wyczynami dowcipnych diabłów oraz plan religijny - przywołanie biblijnej opowieści o Chrystusie, Piłacie i Judaszu. Każdy z wymienionych porządków dzieje się w zupełnie innym czasie. Pierwszy w latach trzydziestych naszego wieku, drugi po części zostaje wpisany w czas realistyczny, ale powołuje również do istnienia swoją własną, „diabelską miarę” noszącą znamiona bezczasu (jak to dzieje się na balu szatańskim, który odbywa się w czasie pełni księżyca o niekończącej się godzinie dwunastej). Trzeci plan rozgrywa się zaś w okresie życia Chrystusa.
Streszczenie fabuły nie jest prostą sprawą, trudno bowiem ogarnąć ten niezwykły i dziwny świat, w którym wybujała fantastyka miesza się z groteskowym realizmem, sen z jawą, historia z teraźniejszością…
Akcja trwa zaledwie trzy dni - od środy do soboty wieczór, bowiem na tak krótko przybywa do stolicy Rosji szatan wraz ze swą diabelską świtą: Woland - to uosobienie diabła - buntownika, Korowiow - diabeł-prześmiewca, figlarz, spryciarz, żartowniś, Hella - symbolizuje typ wyuzdanej czarownicy, Asasello - to diabeł do „zadań specjalnych”, który bez zmrużenia oka wykonuje wszystkie polecenia „przełożonych”, Behemot - postać ukształtowana przez tradycję ludową, według której kot symbolizował zwierzę czartowskie, przynależne do innego wymiaru, Abadonna - symbolizuje siły penalne, wymierza karę. Cały trzydniowy pobyt diabłów w Moskwie wypełniają różne sztuki i dowcipy demaskujące płaski światek ludzkich zachowań, światek ludzi małych, bojaźliwych i zastraszonych.
W ciepły, wiosenny wieczór na Patriarszych Prudach spotykają się dwaj członkowie (redaktor Berlioz i pisarz Iwan Nikołajewicz Ponyriow, publikujący pod pseudonimem Bezdomny) tzw. Massolitu, największego stowarzyszenia literackiego Moskwy, które twórcom nakazywało pisać w duchu komunistycznym. Panowie głośno dyskutują, gdyż nieistnienie Boga jest jedną z tych rzeczy, o których w Moskwie można mówić otwarcie. Żywa wymiana zdań przyciąga do nich dziwnego nieznajomego. Włącza się on do rozmowy. Opowiada dzieje Chrystusa związane z jego przedśmiertnymi rozważaniami, przepowiada również poecie i redaktorowi przyszłość. Dalszy los pisarzy został już przesądzony: parę chwil później Berlioz poniósł śmierć, dokładnie w takich okolicznościach, jak przepowiedział mu tajemniczy nieznajomy, Iwan zaś znalazł się na oddziale w szpitalu psychiatrycznym. Sprawcą tego wszystkiego jest oczywiście Woland. Wybrał on sobie Moskwę jako miejsce wyprawy na ziemię. Tu, przez trzy dni swego pobytu, będzie czynił przedziwne rzeczy, aż w końcu swą krótką wędrówkę na ziemię zwieńczy wspaniałym, szatańskim balem. Berlioz opuści ten świat i stanie w obliczu majestatu, któremu zaprzeczał. Natomiast poeta Bezdomny spotka się w szpitalu psychiatrycznym z głównym bohaterem powieści - Mistrzem - i właśnie on w rozmowie przekona pisarza o rzeczywistości szatańskiego świata.
Woland chce, jak co roku, urządzić wielki bal szatański. Ten jednak nie może się odbyć bez królowej, dlatego proponuje odegranie tej roli Małgorzacie. W zamian obiecuje jej pomoc w odzyskaniu ukochanego Mistrza. Mistrz jest pisarzem, autorem powieści o Chrystusie. Ponieważ porusza tematy niewygodne w państwie ateistycznym, popada w konflikt z massolitem, niszczy więc rękopisy swojej powieści i znika bez słowa. Zostaje umieszczony w szpitalu psychiatrycznym. Pogrążona w rozpaczy Małgorzata usiłuje odzyskać kochanka. Zawiera pakt z diabłem, zostaje królową balu, a następnie z woli Wolanda zamienia się w czarownicę. W efekcie Małgorzata odzyskuje swojego Mistrza, ale kochankowie wolą szybko umrzeć niż żyć długo i szczęśliwie…
Bal staje się przepysznym widowiskiem. Małgorzata przylatuje nań na miotle wraz ze swoją służącą Nataszą. Królowa wita przybywających gości. Na bal przybywają najbardziej wyrafinowani grzesznicy, a Małgorzata poznaje mroczne tajemnice wszystkich przewinień świata: ogląda trucicieli, zdrajców, fałszerzy, dzieciobójców.
W Moskwie jednocześnie ma miejsce inny „bal”, który szatan wyprawił człowiekowi. Czart za pomocą wody i ognia dokonuje dzieła zniszczenia w najbardziej bezsensownych instytucjach, u najbardziej spaczonych przez reżim ludzi. Pożar trawi więc mieszkanie Berlioza, dom literatów piszących na komunistyczną modłę i sklep handlujący rzeczami dla warstwy uprzywilejowanej. Natomiast igrająca na miotle Małgorzata wywołuje wielki potop w mieszkaniu znienawidzonego krytyka Łatuńskiego.
Inaczej niż w „Fauście” Gothego, czart nie żąda od Małgorzaty zaprzedania duszy. Bohaterka oddaje władcy piekieł usługę - zostaje królową jego corocznej imprezy, a on, w zamian za to, zwraca jej utracone szczęście, które będzie jednak rozgrywało się w innym, nie ziemskim wymiarze. Bo ziemia taka jak moskiewska, skażona totalitarnym reżimem - jest gorsza niż piekło, nagrodą staje się więc śmierć i wspólne odejście do innego życia.

Moja ocena: ***** (na 5 możliwych)
„Mistrz i Małgorzata” to książka o losach artysty w społeczeństwie totalitarnym, o paranoi życia w sowieckiej Rosji, wielkiej miłości i igraszkach diabła. Bułhakow odwołuje się do motywu dobrze znanego literaturze i eksploatowanego na różne sposoby - motywu szatana. Diabeł zjawia się w pierwszej scenie powieści przed moskiewskimi intelektualistami. Przypomina sześć znanych dowodów na istnienie Boga, które od dawna nie przedstawiają żadnej racjonalnej wartości. On sam podaje siódmy wiarygodny dowód, z którego jasno wynika, iż świat nadprzyrodzony istnieje i jest królestwem szatana. Przytacza opowieść o Chrystusie i Poncjuszu Piłacie, opowieść odmienną od tej, która została zapisana na kartach „Ewangelii”. Zobrazowany w niej Jezus to zwykły, prosty człowiek, wierzący w dobroć natury ludzkiej. Jest postacią historyczną i nikim więcej... Mit religijny zderza się więc z porządkiem realistycznym i fantastycznym. Niesie ze sobą również pesymistyczne przesłanie: oto świat od swych biblijnych początków nie zmienił się ani trochę, nieustannie pozostaje areną walki dobra ze złem, prawdy z kłamstwem. Rezultaty tej potyczki są takie same: zło zwycięża dobro, kłamstwo triumfuje nad prawdą. Władza ma niewiele wspólnego z prawdą, a człowiek szlachetny jest wobec niej bezsilny.
Rzeczywistość ludzka jest płaska i nieciekawa, rzeczywistość diabelska - barwna i intrygująca. Do konfrontacji obydwu światów dochodzi w trakcie przedstawienia czarnej magii w teatrze Variétés. Występująca na scenie ekipa Wolanda krótko definiuje moskiewski świat. Diabeł działa w sposób, który nam odsłania motto rozpoczynające powieść: „(…)Więc kimże w końcu jesteś? - Jam częścią tej siły, / która wiecznie zła pragnąc, / wiecznie czyni dobro”. Znane i utrwalone w literaturze konwencje ulegają całkowitemu odwróceniu - diabeł okazuje się bardziej ludzki niż sam człowiek, ziemska rzeczywistość przypomina natomiast piekło.
Dzieło Bułhakowa wzbudziło u mnie, przynajmniej na początku, mieszane uczucia, lecz po „zagłębieniu” się w treść mogę z całą pewnością stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych książek jakie do tej pory miałem okazję przeczytać. Pomimo swej zawiłości powieść, miejscami z domieszką komizmu, zmusza do refleksji nad ziemską egzystencją. I za to właśnie cenię tę książkę.

6. „Dżuma” Alberta Camusa

W swej książce Camus ukazuje różne postawy wobec zbliżającego się niebezpieczeństwa, którym jest epidemia dżumy nawiedzająca Oran. Wyraziste kreacje bohaterów reprezentują owe postawy: doktor Bernard Rieux - jest lekarzem z powołania, niesie pomoc bez względu na wynagrodzenie (a raczej jego brak). Prezentuje aktywną, bohaterską postawę, uosabia szlachetność i uczciwość. Dla Rieuxa dżuma to wróg i trzeba podjąć z nim zdecydowaną walkę: „Trzeba walczyć w taki czy inny sposób i nie padać na kolana”; podobne poglądy prezentował przyjaciel doktora Jean Tarrou - człowiek-tułacz, który zaznał w życiu wszystkiego. Dżuma także czyni zeń człowieka aktywnego, organizatora, można by powiedzieć „żołnierza” niosącego pomoc. Tarrou ginie - jednakże życie jego w ostatniej chwili nabiera sensu i wartości; Ojciec Pannelaux - jezuita, początkowo uważał dżumę za karę za grzechy ludzkie i uznawał tylko konieczność modlitwy i pokuty: „Bracia moi, doścignęło was nieszczęście, bracia moi, zasłużyliście na nie”. Później, będąc świadkiem śmierci synka sędziego Ottona, przeżył wewnętrzne przeobrażenie i zmienił swoje stanowisko odnośnie dżumy, zrozumiał, że należy czynnie przeciwstawić się jej i „wstąpił do formacji sanitarnych, nie opuszczał szpitali i tych miejsc, gdzie można zetknąć się z dżumą. Stanął w pierwszym szeregu ratowników, to znaczy znalazł się tam, gdzie według swego mniemania powinien był się znaleźć”. Bohaterem, który również przeszedł przemianę jest Raymond Rambert - dziennikarz z Paryża, który nauczył się prawdziwych wartości. Rambert miał pecha - przyjechał do Oranu, by przeprowadzić badania nad życiem Arabów. Początkowo pragnął uciec, myślał tylko o ratowaniu swego życia. Pozostał jednak i przyjął aktywną postawę walki z chorobą; kolejną postacią powieści jest Cottard - przestępca, który był zadowolony z epidemii. Czuł się bezpiecznie, ponieważ w czasie choroby nie zwracano uwagi na sprawę przestępstw. Jednak gdy epidemia się skończyła, bał się tego, co może go spotkać. Strzelał z okien do tłumu i został aresztowany przez policję. Joseph Grand to skromny urzędnik, szlachetny, dobry, cichy, porzucony przez żonę, którą mimo to nadal kochał, pomagał potrzebującym, przyłączył się do oddziałów sanitarnych i z poświęceniem w nich pracował. Zamierzał napisać dzieło, by zadziwić nim krytyków, ale wciąż pracował nad pierwszym jego zdaniem.

Moja ocena: ***** (na 5 możliwych)
Dżuma jest powieścią-parabolą - tak więc wydarzenia i świat w niej przedstawione są pretekstem do głębszych przemyśleń, do przekazania uniwersalnych prawd o ludzkiej egzystencji. Warto zwrócić uwagę na brak konkretyzacji czasowej, co sprawia, że powieść nabiera uniwersalnego wymiaru.
Po dokładnym przeczytaniu książki można odnieść wrażenie, że tytułowa dżuma może mieć jeszcze kilka znaczeń:
- dżumę można pojmować jako wojnę, która jest przecież żywiołem nieco innym niż choroba - bo jej sprawcami są ludzie. Lecz jest równie groźna - i jest także godziną próby, wyzwala u ludzi różne zachowania i postawy,
- dżuma jako zło tkwiące w człowieku. Jest to zaraza, negatywny pierwiastek, który tkwi w każdej jednostce ludzkiej i z którym trzeba się zmagać. To zło ujawnia się często w chwilach zagrożenia takich jak żywioł lub wojna, „każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem, nikt na świecie nie jest od niej wolny”.
W swej powieści egzystencjalnej (bo tak należy na nią spojrzeć) autor obdarza bohaterów możliwością podjęcia wolnego wyboru - czy walczyć z epidemią, czy się jej poddać? Każda z przedstawionych w powieści postaci musi prędzej czy później odpowiedzieć na to pytanie. Rieux uczynił to na samym początku, stwierdzając, że „najważniejsze to dobrze wykonywać swój zawód”, a ten polegał na pomocy chorym. Inni, jak Pannelaux i Rambert, musieli dojrzeć do podjęcia decyzji, czy to z powodu błędnych przekonań, czy też braku poczucia solidarności z cierpiącymi. Byli wreszcie tacy, którzy nie podjęli walki z chorobą a wręcz była im ona na rękę - Cottard. Każdy wybór warunkował późniejsze losy bohaterów.
„Kiedy się widzi biedę i cierpienie, jakie przynosi dżuma, trzeba być szaleńcem, ślepcem lub łajdakiem, żeby się na nią zgodzić” - w ten sposób autor daje jasno do zrozumienia, że walka ze złem, którego symbolem w powieści jest dżuma, jest obowiązkiem każdego człowieka. Bardzo cenię tą książkę za nawiązanie i podejście do tego problemu.

7. „Komu bije dzwon” Ernesta Hemingwaya

Hemingway przenosi czytelnika do roku 1937. W Hiszpanii trwa wtedy wojna domowa. Wspierany przez nazistowskie Niemcy i faszystowskie Włochy gen. Franco walczy przeciw republikanom i Brygadom Międzynarodowym. Fabuła rozgrywa się w centralnej Hiszpanii, w okolicach Segofii. Amerykanin, Robert Jordan - główny bohater powieści - organizuje akcję dywersyjną wysadzenia mostu. Wojna, okrucieństwo, śmierć... są to niektóre z obrazów, z jakimi czytelnik musi się zmierzyć.
„Wierzę w lud i w jego prawo do rządzenia się zgodnie z własną wolą”, „Żaden człowiek nie ma prawa odbierać drugiemu życia, chyba że przez to nie dopuszcza, aby innym stało się coś gorszego” - to słowa Roberta Jordana. Jest on zdania, że można zabijać, aby nie pozwolić, by doszło do większego zła. Dlatego też w zetknięciu się z władzą totalitarną staje się antyfaszystą, gotowym walczyć o szeroko rozumianą wolność i szczęście. W tym celu musi zabijać. Wysadza pociągi. Ginie wówczas wielu ludzi, ale tak naprawdę niewielu z nich jest faszystami. Co gorsze Robert sam przyznał, że „lubił zabijać, podobnie jak wszyscy ci, którzy są żołnierzami z wyboru, znajdowali w tym kiedyś przyjemność”.
Zabijanie jest dla autora ostateczną, przykrą koniecznością, złem, za które trzeba będzie odpokutować. Potwierdzeniem tego jest Anselmo. Wielokrotnie myślał on o złu zabijania: „Żałuję tylko jednego - zabijania”, „To prawdziwie musi być wielki grzech (...) Boć przecie tego właśnie na pewno nie mamy prawa robić”, „W tych, co to lubią, jest zawsze zgnilizna”. Poprzez te słowa został surowo potępiony Robert Jordan, który, jak wcześniej napisałem, przyznał, że dotychczas czuł przyjemność z zabijania wrogów.
Hemingway jak wspomniałem ukazał świat okrucieństwa, zbrodni, chaosu moralnego. Uczynił to m.in. na przykładzie Marii, która opowiedziała Robertowi, jak potraktowali ją i jej rodziców wrogowie, faszyści - ojca i matkę rozstrzelali, ją samą zgwałcili. Hemingway równie śmiało potępia okrucieństwo i sadyzm republikanów. Świadczy o tym egzekucja, zorganizowana przez Pabla. Wówczas kilkudziesięciu faszystów zostało brutalnie zmasakrowanych cepami przez pijany tłum mężczyzn.
Kończąc czytanie książki można dojść do wniosku, że akcja wysadzenia mostu okazała się bezcelowa. Meldunek wysłany przez Roberta do dowódcy przychodzi za późno. Samoloty zbombardują wzgórza, z których faszyści się wycofali. Cały wysiłek Roberta Jordana i pozostałych żołnierzy poszedł na marne. Niestety niektórzy z nich przypłacili to życiem: El Sordo, Anselmo i inni. Prawdopodobnie zginął także sam Robert. Nie spełniły się jego marzenia związane z Marią. Nie ma też pewności czy jej i ocalałej grupie udało się uciec przed faszystami.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na postać Roberta Jordana - był on ateistą. A więc dla niego śmierć była końcem istnienia. Z wyboru został żołnierzem. Podjął walkę o szczęśliwą przyszłość, ale nie dla siebie, lecz dla drugich. Zdobył się na najwyższy akt poświęcenia. Zrezygnował z własnego życia, miłości, szczęścia. Choć mógł wycofać się i nie przeprowadzać akcji, tym bardziej, że wiedział, iż sytuacja na froncie się zmieniła i wysadzenie mostu nie ma sensu, pozostał wierny. Kiedy został ranny i nie mógł uciekać, zachował godność, pokonał strach i zrobił wszystko, aby powstrzymać wroga i stworzyć republikanom jak największą szansę na ucieczkę, na ocalenie. Sam zaś zginął, nie mając jako niewierzący żadnych nadziei i perspektyw.

Moja ocena: **** (na 5 możliwych)
Hemingway ukazując okrucieństwo, sadyzm, śmierć, bezsens walki, potępia wojnę. Niemniej uważa, że jest to jedyny środek prowadzący do celu, do pokonania zła. A w tym przypadku była nim władza totalitarna. Uświadamia czytelnikowi, że nikt nie ma prawa pozbawiać innych życia, że żołnierz powinien traktować zabójstwo przeciwnika jako zło konieczne. Stawia jako przykład Anselma, który postanowił unikać zabijania bezbronnych. Uznał to co robi za zbrodnię, o której nie ma prawa zapomnieć lub ją łagodzić. Powieść Hemingwaya można potraktować jako ponadczasowe przesłanie do wszystkich walczących stron na kuli ziemskiej...

8. „Paragraf 22” Josepha Hellera

Akcja utworu rozgrywa się w jednostce lotnictwa amerykańskiego, stacjonującego na włoskiej wyspie - Pianosie. Miejscem akcji jest również Rzym, w którym Heller często ukazuje perypetie niektórych bohaterów. Świat jednostki to jeden potworny absurd. Młodzi Amerykanie, w większości nie chcący walczyć, zmuszani są do lotów, w których kolejni bohaterowie powieści giną. Ich śmierć jest bezcelowa, gdyż tak naprawdę ich walka nie ma żadnego znaczenia strategicznego. Liczba obowiązkowych lotów jest bez przerwy podnoszona, ambitni i nieludzcy dowódcy pragną kosztem życia i śmierci młodych ludzi zdobyć prestiż, awanse i zaszczyty. W powieści odnajdujemy też ludzi, którzy paradoksalnie traktują wojnę jako świetny interes. Jednym z takich bohaterów jest Milo Minderbinder. Będąc oficerem żywnościowym, tworzy olbrzymi koncern międzynarodowego handlu. Bez oporów handluje z Niemcami i Włochami (a więc z wrogami). Szczytem okrucieństwa jest zbombardowanie własnej eskadry tylko po to, aby zrealizować zamówienie Niemców. Podpisuje on nawet umowę z własnymi dowódcami o zbombardowanie mostu Orvieto, którego obroną przeciwlotniczą sam kieruje. Tłumaczy sobie za każdym razem, że wszyscy, łącznie z amerykańskim rządem, na tym zarabiają. Milo nie jest bynajmniej oskarżony o zdradę - wręcz przeciwnie, staje się prawie bohaterem narodowym. Świat „Paragrafu” to świat, który zupełnie nie pasuje do naszych wyobrażeń. Wartości ludzkie, takie jak uczciwość, wola życia znajdują tutaj własne przeciwstawieństwa. Jednostki ludzkie są pozbawione własnej woli, wpisane w struktury panującego, wszechobecnego systemu. Jedynym bohaterem, który z nim walczy jest Yossarian. W nienormalnym świecie udaje szaleńca, by przetrwać. Niestety im zacieklej walczy, tym bardziej jest przez system pochłaniany. Zdesperowany bohater postanawia zdezerterować, uciekając samolotem do wolnej i szczęśliwej Szwecji.

Moja ocena: **** (na 5 możliwych)
Heller przedstawia jednostkę wojskową i panującą tam wojskową machinę biurokracji podobnie jak Camus swój wyizolowany świat zadżumionego Oranu. Poprzez czarny humor, błyskotliwe i absurdalne dialogi postaci, autor naświetla również inne problemy zawarte w powieści.
Heller bardzo dokładnie podszedł do sprawy heroizmu. Ukazał bowiem dwa różne typy bohaterów. Pierwszy typ to bohaterowie, o których nigdy nie powiedzielibyśmy, że przemawia przez nich heroizm. Takim bohaterem jest Milo, który za zbombardowanie obozu w „imię szlachetnego celu” jakim było działanie na rzecz syndykatu, otrzymał medal. Natomiast drugi typ to bohaterowie, którzy wykazali się na polu bitwy, ale nie zrobili tego po myśli dowódcy. Tu przykładem jest Yossarian, który dopiero za drugim razem zrzucił bomby, co rzuciło cień na sławę całej jednostki.
Dzieło Hellera przedstawia koszmar wojny i manifestuje jej absurd. W mojej ocenie „Paragraf 22” to doskonała książka, która zaciekawi każdego nowym spojrzeniem na wojnę.

Załączniki:
Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 26 minut

Ciekawostki ze świata