profil

Społeczne usytuowanie człowieka a zdrowie

drukuj
poleca 85% 177 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Społeczne usytuowanie człowieka a zdrowie

Ideologia liberalna bez wątpliwości utrzymuje, że różnice między biednymi
i bogatymi są źródłem rozwoju społecznego, gdyż mobilizują biednych, aby stawali się bogatymi. Na potwierdzenie tego odwołam się do niedawnej historii państw socjalistycznych, gdzie wszyscy (prawie) byli biedni, a na półkach sklepowych był tylko ocet, w lodówkach kaszanka. Tak sprawy wyglądają w mocno uproszczonym obrazie życia społecznego ludzi biednych. Jak natomiast wygląda obraz społeczeństwa ludzi bardzo bogatych i bardzo biednych o tym każdy z nas może się przekonać, obserwując rzeczywistość społeczną. Fałszywa przy tym jest teza
o "ubóstwie enklawowym" o którym mówi się, że stanowi nieubłagany skutek przekształceń ekonomicznych i wprowadzania reguł rynkowych. Jest bezdyskusyjną sprawą, że bieda i bezrobocie stanowią w Polsce podstawowy problem społeczny.
Dane ministerstwa finansów za rok 1995, dotyczące frekwencji w poszczególnych progach finansowych, potwierdzają tę wizję rozwarstwienia społecznego: 93% podatników mieściło się w najniższym progu podatkowym, 5% w średnim, a jedyne 1% przekroczyło próg najwyższy. Badania dotyczące stanu świadomości społecznej biedy i bogactwa współgrają z tym obrazem statystycznego rozwarstwienia społecznego. W myśleniu potocznym zauważalna jest tendencja, obserwowana na przestrzeni ostatnich lat, do podkreślania swojego statusu wedle kryteriów materialnych. W obrazie struktury społecznej, najpowszechniejszy jest obraz
z niewielką elitą na górze, nielicznymi warstwami średnimi i najliczniejszą warstwą na dole. Pojawiają się coraz większe dystanse między tymi grupami. Powstaje, więc pytanie, czy takie rozwarstwienie wywołujące poczucie krzywdy jest źródłem rozwoju czy raczej patologii społecznej?
Status społeczno-ekonomiczny jest bez wątpienia jednym z najwyraźniejszych czynników wpływających na stan zdrowia i długość życia. Można uwzględnić tu dochód, pozycję zawodową, posiadane wykształcenie, a wszystko to powiązane ze sobą indywidualnie w rozmaity sposób wpływa na nasze zdrowie.
W wyniku gwałtownych przemian powstaje zjawisko nazywane „stresem ekonomicznym”. Analiza danych wykazuje, że ryzyko zdrowotne zwiększa między innymi, zmiana położenia społecznego danych struktur społecznych, warunki zdrowotne społeczeństwa lokalnego, oraz system wzajemnych dystansów, które zarówno zwiększają ryzyko choroby, jak też utrudniają proces leczenia i opieki.
Nagła destabilizacja polityczna, społeczna, ekonomiczna i socjalna może bardzo szybko doprowadzić do gwałtownego, bardzo wysokiego i długotrwałego wzrostu przedwczesnej umieralności. Destabilizacja ta przejawia się gwałtownym wzrostem bezrobocia, częstym poczuciem niepewności dalszego zatrudnienia, brakiem bezpieczeństwa socjalnego, które w dużym stopniu powinno być gwarantem opiekuńczego państwa socjalnego.
Obrazu stanu zdrowia w skali światowej nie da się łatwo zdefiniować. Nie często dysponuje się statystycznymi danymi, co do liczby zachorowań nie kończących się tragicznie, chociaż większość ludzi stan własnego zdrowia opisuje raczej
w kategoriach tych niedomagań, które udało im się przeżyć. Ambitna definicja zdrowia, wpisana do karty Światowej Organizacji Zdrowia-„stan pełnego dobrobytu fizycznego, umysłowego i socjalnego”- wykracza poza rewiry statystyków i nawet filozofów wprawia w zakłopotanie. Jest prawie nieuniknione, że badacze tendencji
w dziedzinie „zdrowia” ostatecznie kończą na analizowaniu przyczyn i liczby zgonów. Dane o śmiertelności składają się niewątpliwie na niepełny obraz scenerii zdrowia, śmierć jednak stanowi coś, co statystycy zwykli nazywać „zdarzeniem zdefiniowanym jednoznacznie” i każde państwo stara się dysponować informacją o tym, w jaki sposób umierają jego obywatele.
Przedwczesna śmierć to najstraszliwsza z ofiar, ponoszonych w ramach ustroju społecznego dopuszczającego do zjawiska niedożywienia. Są jednak i inne koszty, budzące nie mniejszą grozę, choć nie aż tak wysokie; niejednokrotnie obciążają one tych, którym uda się przeżyć ataki nędznego wyżywienia i choroby. Mnożą się dowody, że znaczniejszy stopień niedożywienia we wczesnym okresie życia może trwale zahamować fizyczny i umysłowy rozwój dziecka. Niedożywienie, działając łącznie z upośledzeniem socjalnym, wynikającym z ubóstwa, może ograniczyć zdolność człowieka do logicznego myślenia, umiejętności posługiwania się mową, umiejętności ruchowe, doprowadzić do zaburzeń w jego sposobie zachowania się
w społeczeństwie. Jeśli dziecko pozostawało niedożywione w krytycznym okresie swego rozwoju przez dostatecznie długi czas, poniesionych strat nie uda się zrekompensować w okresie późniejszym najlepszym nawet odżywianie
i kształceniem.
Anemia pozbawia swoje ofiary energii niezbędnej do pracy i zwiększa ich podatność na choroby. Niedożywienie zaostrza przebieg choroby. Infekcje przewodu pokarmowego zmniejszają zdolność organizmu do czerpania z przyjmowanego pokarmu niezbędnych składników odżywczych, co zaś jeszcze ważniejsze, prawie wszystkie infekcje uruchamiają mechanizm przyspieszonego wydalania związanego w białkach azotu. Co więcej, ożywieni jak najlepszymi intencjami rodzice często skazują dzieci z zaburzeniami układu trawiennego na dietę mniej pożywną niż normalnie, zgodnie z mało uzasadnionymi wyobrażeniami co do tego, jaki mianowicie jadłospis jest odpowiedni dla chorych. Dzieci dobrze odżywione łatwo mogą odzyskać składniki odżywcze, których zostały pozbawione na skutek infekcji; natomiast dzieci wegetujące na krawędzi kompletnego niedożywienia mogą takiego deficytu nigdy nie uzupełnić.
Dieta nie dość bogata w kalorie, białko czy inne składniki odżywcze powoduje stopniowe wyczerpanie organizmu. Skutki niedożywienia należy oceniać
z uwzględnieniem całokształtu warunków panujących w środowisku, w jakim ono występuje. Oprócz chorób związanych w sposób oczywisty ze specyficznymi niedoborami pokarmowymi, niedożywienie chroniczne zbiera swe żniwo w sposób pośredni, jako cichy sojusznik różnych chorób np. zakaźnych. Dla dobrego stanu zdrowia niezbędne jest wyeliminowanie zarówno napięć związanych
z niedostatecznym odżywianiem, jak i innych „ekologicznych” źródeł choroby- przede wszystkim wyeliminowanie wpływu złych warunków sanitarnych. Tam gdzie stale zagraża niedożywienie, najbardziej nawet nowoczesne zdobycze medycyny mogą okazać się zawodne. Stopień odżywiania wpływa na indywidualną podatność na choroby zakaźne i na ostrość ich przebiegu, warunki sanitarne zaś przesądzają na ogół o tym, jak często ludzie wchodzą w kontakt z chorobotwórczymi bakteriami, wirusami i pasożytami. Standardy higieniczne najbliższego otoczenia i różnie warunkowana trudna sytuacja bytowa szczególnie wyraziście współwystępują
w społecznych obszarach biedy. Gdzie higiena domowa i komunalna jest wątpliwej jakości, czynniki chorobotwórcze mogą mnożyć się bez ograniczeń. Nawet tam, gdzie woda i kanalizacja są dostępne nie można liczyć na to, że ludzie nie pojmujący znaczenia urządzeń sanitarnych będą z nich korzystać dostatecznie często, by nie dopuścić do rozwoju chorób.
W swoim raporcie Światowa Organizacja Zdrowia stwierdza, że coraz wyraźniej dostrzegalny jest związek między dochodami na głowę i zdrowiem. Kwestia ta budzi coraz mniej wątpliwości, choć oznacza, że można być chorym z niedoboru
i dobrobytu. W skali międzynarodowej długość życia jest z grubsza powiązana
z poziomem dochodu na jednego mieszkańca. Prawie we wszystkich społeczeństwach, w których przeciętny czas życia wynosi około 70 lat, średni dochód indywidualny kształtuje się na poziomie kilku tysięcy dolarów rocznie. Jednakże
z bardziej wnikliwych porównań dochodów i stóp umieralności na całym świecie wynika, że bogactwo narodowe nie zawsze przesądza o zdrowiu narodu.
W 1975 roku noworodki kubańskie mogły liczyć, że dożyją siedemdziesiątych urodzin, jakkolwiek dochód roczny na jednego mieszkańca wynosił zaledwie 540 dolarów. Co jeszcze bardziej zaskakujące, przeciętny obywatel Sri Lanki miał oczekiwaną długość życia równą 68 lat, przy dochodzie rocznym tylko 200 dolarów. Przykładom tym można przeciwstawić sytuację w Libii, gdzie spęczniałe (dzięki ropie naftowej) dochody na jednego mieszkańca, w wysokości około 3 tysięcy dolarów rocznie, kontrastowały z przeciętną długością życia 53 lat. Tego rodzaju zestawienia dowodzą, że podział dochodu i usług socjalnych wewnątrz poszczególnych państw wpływa w sposób zasadniczy na sytuację zdrowotną społeczeństwa.
Dane te dowodzą, że jeśli zagwarantuje się zaspokojenie określonych potrzeb
w zakresie wyżywienia, warunków sanitarnych i opieki medycznej, to nawet ludzie stosunkowo ubodzy mogą cieszyć się doskonałym zdrowiem.
Gdy obraz sytuacji zdrowotnej w krajach bogatych porównamy z obrazem analogicznej sytuacji w krajach uboższych, widoczna staje się pewna symetria. Podczas gdy niedożywienie często zabija ubogich, przekarmienie wynikające z diety wysokokalorycznej, bogatej w tłuszcze, staje się plagą dla zdrowia Europejczyków
i Amerykanów. Przekarmienie podobnie jak niedożywienie, zmniejsza szanse przeżycia, zwiększa podatność na choroby, zmniejsza produktywność. Jakkolwiek bogaci rzadko, kiedy muszą się obawiać biologicznych zanieczyszczeń używanej przez nich wody, nie omija ich troska o ewentualną obecność w tej wodzie szkodliwych dla zdrowia metali i rakotwórczych substancji chemicznych.
Z punktu widzenia zdrowia nie ma grup bardziej „upośledzonych” niż owe trudne do zliczenia rzesze, których zdrowiu zagraża ich własna nędza, jak i bogactwo innych. Cierpiąc niedostatek odpowiedniego wyżywienia, pomieszczeń mieszkalnych i wielu innych czynników, łatwo padają ofiarą chorób. Oprócz tego muszą znosić toksyczne produkty dostatku. Być wystawionym na zagrożenia zdrowia charakterystyczne dla nowoczesnego społeczeństwa uprzemysłowionego, a jednocześnie nie mieć żadnego udziału w jego wygodach i korzyściach.

Polacy współcześnie w całej swojej masie leczą się coraz intensywniej niż kiedykolwiek w przeszłości. Jest to oczywiście następstwo wprowadzenia lecznictwa społecznego. Otóż niezmiernie interesującym zjawiskiem jest to, że im bardziej prowincjonalne środowisko tym większa jest skwapliwość w zwracaniu się o pomoc do lekarzy zawodowych. Jednym nasuwającym się wytłumaczeniem tego faktu jest
z jednej strony upadek autorytetu znachorstwa, z drugiej zaś upowszechnienie słusznej opinii, że przy braku własnego rozeznania w środkach dających się zastosować samodzielnie, trzeba zwrócić się do lekarza. Fakt, że mieszkańcy wielkich miast częściej leczą się samodzielnie nie oznacza, iż wszyscy oni chodzą do znachorów. Oznacza natomiast, że są oni rzeczywiście zorientowani w sposobach leczenia chorób częstych, prostych w traktowaniu (np. grypy) lub, że im się tak przynajmniej wydaje. Nie mamy tu do czynienia z wyborem medycyny przednaukowej, a co najwyżej z przecenianiem własnej wiedzy. Sytuacja społeczna, przynależność do grupy pracowników umysłowych lub fizycznych nie różnicuje
tu zachowań. Ogromna większość ludności miejskiej korzysta ze społecznej służby zdrowia, bardzo znaczna jej część jednak uważa lecznictwo prywatne za lepsze. Stopień korzystania z tych ostatnich form wiąże się z zamożnością pacjentów. Stosunek do leczenia i lekarzy to także sprawa zwolnień. Mało znaną sprawą jest
to, że ilość wizyt u lekarza złożonych jedynie dla uzyskania zwolnienia jest równa ilości wizyt w czasie, których stwierdzono chorobę, pacjent zaś zrezygnował ze zwolnienia, choć nie stanowiłoby ono nadużycia. Na skali rozciągającej się od zwolnień pacjenci lokują się w związku z typem pracy. Im praca bardziej odpowiedzialna (np. kierownicza), tym bardziej wykluczone jest zwolnienie nieuprawnione, tym bardziej prawdopodobne wyrzeczenie się należnego zwolnienia. Innym powodem może być też obawa przed utratą pracy. Zdrowy pracownik to dobry pracownik, im mniej stwarza problemów tym lepiej dla niego.




Bibliografia:

· „W stronę socjologii zdrowia”
- Włodzimierz Piątkowski i Anna Titkow. Lublin 2002
· „Styl życia. Przemiany we współczesnej Polsce”
-Andrzej Siciński
· „Człowiek i środowisko. Ekologiczne przesłanki dobrobytu i zdrowia”
- Eric P. Eckholm. Warszawa 1980


Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Typ pracy