profil

Jak rozumiesz słowa motta: "Ludzie ludziom zgotowali ten los".

poleca 85% 159 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Jak rozumiesz słowa motta "Ludzie ludziom zgotowali ten los"?
"Ludzie ludziom zgotowali ten los"...
Jak rozumiesz słowa motta - "Ludzie ludziom zgotowali ten los"?

Motto zbioru "Medaliony" Zofii Nałkowskiej dobitnie oddaje całokształt poruszonych tam spraw.
Przedstawione zagadnienia, pomimo że ukazują głównie los przedstawicieli narodu żydowskiego
podczas II wojny światowej oraz pozornie odmiennych i nie związanych ze sobą wydarzeń,
w rzeczywistości ukazują moc zła, które zrodziło się pod postacią faszyzmu na świecie
i "zaowocowało" wybuchem tak straszliwej światowej wojny, która pochłonęła wiele milionów ofiar
na całym globie ziemskim, przechodząc tym samym do historii jako najbardziej niegodziwe
działanie człowieka przeciwko drugiemu człowiekowi. Gdyby spojrzeć przez pryzmat
okoliczności, jakie wówczas zawładnęły światem, można by szukać pewnych sytuacji
łagodzących winę, wynikającą z postępowania niektórych ludzi, wciągniętych niejako w wir całej
machiny, której działanie spowodowało tak straszną wyrwę w stabilizującej się płaszczyźnie
funkcjonowania świata, który jeszcze w pamięci miał poprzednią wielką wojnę.

Aby móc ustosunkować się w jakikolwiek sposób do zawartego w omawianym wyrażeniu sensu,
należy spojrzeć na pewien niezaprzeczalny fakt, że wszelkie działania podczas każdej wojny
skierowane są przeciwko drugiemu człowiekowi, który, pomimo że jest innej narodowości lub
kultury, to jednak jest także człowiekiem, a to już każe zastanowić się głębiej nad istotą wojny.
Abstrahując zupełnie od konkretnego przypadku - II wojny światowej - chciałbym zastanowić się
nad przyczynami wojen pomiędzy ludźmi. Celowo napisałem - ludźmi. To jest smutna prawda.
Rozpatrywać wojnę możemy w kategoriach międzynarodowych, lecz należy zrobić pewne
zastrzeżenie. Cóż to jest naród? Tak często zastanawiam się nad piękną i szlachetną ideą
patriotyzmu, a więc przywiązania do ziemi ojczystej, wynikającego z tradycji rodzinnych,
uwarunkowań kulturowych. Lecz jak daleko może sięgać czysty patriotyzm, a gdzie zaczyna się
już niezdrowy nacjonalizm, żeby nie powiedzieć szowinizm. Nie jest mi nieznane uczucie
nacjonalistycznej łączności z własnym narodem - tej nierozerwalnej przez żadne okoliczności
konsolidacji z duchem własnego narodu, lecz potrafię rozróżnić granicę pomiędzy tymi
uczuciami, stanowiącą z jednej strony fundament do normalnej i prawidłowej rywalizacji między
narodami na mocy prawa i dobrych obyczajów, a z drugiej jednak ideę, która przeradza się
w szowinistyczne uwielbienie własnego narodu, a właściwie często w nie mającą głębszej
motywacji nienawiść do innych nacji. Nie sposób nie zauważyć niebezpieczeństwa, które może
wyniknąć ze skierowania patriotycznych uczuć na niewłaściwe tory, na co często ma
niebagatelny wpływ nasze otoczenie.

Chciałbym teraz znaczenie tego zjawiska przenieść na grunt okresu II wojny światowej. Należy
spojrzeć na obywateli niemieckich przez pryzmat rodzącego się w ich narodzie nurtu
szowinistycznego, faszystowskiego, którego "złym prorokiem" stał się Hitler, permanentnie
umacniając ideę, w którą w istocie wierzyła i której służyła całą duszą jedynie nieliczna garstka
ludzi, najbardziej związanych ze swoim przywódcą ideowym. Lecz później machina ta
rozszerzyła na tyle zasięg swego działania, że niejako pochłonęła samych twórców, odbierając
im kontrolę nad całokształtem wydarzeń. Zły przykład został "podchwycony" przez ludzi, którzy
nie potrafili przewidzieć nawet nie bardzo odległej przyszłości i wyniku własnych działań, co
powodowało wszczepianie ludziom fałszywie przez nich rozumianej interpretowanej idei
narodowego socjalizmu - idei, która pozornie miała naród umocnić i scalić, a w istocie
przyczyniła się do jego wewnętrznego rozbicia. Rozbicia pomiędzy siłami pseudopostępowymi
- faszystowskimi a konserwatywnym poglądem na prawdziwy patriotyzm. Działania II wojny
światowej były jakby poszukiwaniem własnej tożsamości przez siły, które do tego aktu przemocy
w wymiarze ogólnoludzkim dopuściły. Dlatego chciałbym jeszcze raz podkreślić, że źle
zrozumiany nacjonalizm może narodowi zaszkodzić, zamiast pozornie umacniać jego
wewnętrzną, społeczną strukturę.

W obliczu faktu jednoczącej się Europy chciałbym stwierdzić, że nie wydaje mi się realne
całkowite zerwanie z więzami łączącymi ludzi z ich własnymi narodami, specyficznymi kulturami
i tym wszystkim, z czym są poprzez historię swoją i swych przodków związani. Ludzie
odczuwają potrzebę utożsamiania się z własnym narodem i właśnie ten brak jednoznacznego
samookreślenia może powodować nieumiejętność znalezienia się człowieka w świecie. Z drugiej
jednak strony każdy z nas musi znaleźć sposób patrzenia na świat nie tylko z perspektywy
dobra własnego narodu, lecz prawidłowo pojętego dobra ogólnoludzkiego, a więc umiejętności
spojrzenia na przedstawiciela innej nacji też jako na człowieka żyjącego na wspólnej przecież
planecie Ziemi. Brak tej umiejętności i ślepe zapatrzenie w pseudo-dobro własnej ojczyzny,
a także dążenie do nierealnej na dłuższą metę idei rządzenia światem przez jedną konkretną
nację, spowodowało ten straszny przełom na kartach historii przecież nie tak odległej, z której
wszyscy ludzie powinni umieć wyciągnąć konstruktywne wnioski na przyszłość.

Chciałbym teraz ukazać na bazie utworu "Medaliony" konkretne przykłady odzwierciedlenia
moich przemyśleń w rzeczywistości II wojny światowej. Utwór ten z pewnością nieprzypadkowo
rozpoczyna się tak wymownymi w swym znaczeniu słowami motta.

Jest on skarbnicą faktów, z których każdy, nie zatracając niczego ze swej jednostkowej
wyrazistości, daje obraz typowy, stanowiący niejako syntezę wydarzeń, które miały miejsce
w skali globalnej.

Zofia Nałkowska w stosunkowo niewielkiej objętościowo książce zawarła wstrząsający obraz
bezmiernego ludzkiego cierpienia, sprężonej grozy, który stał się wspaniałym, o ile można
w ogóle użyć tego słowa, literackim pomnikiem, wzniesionym ofiarom wojny dla pamięci
potomnych, uderzającym w faszyzm z siłą oskarżenia.

Lektura tego utworu skłoniła mnie także do zastanowienia się nad przyczynami tak niegodziwego
postępowania ludzi wobec samych siebie, gdzie przecież nie rozpatrujemy działań skierowanych
przeciwko byłym oprawcom, które mogłyby być tłumaczone zwykłą chęcią zemsty, lecz właśnie
osób, których motywacja działania była niejasna - postępowanie agresorów wobec ludzi, którzy
zawinili jedynie tym, że bezpośrednio lub pośrednio bronili własnego kraju, własnej historii, kultury
i przeszłości. Sprawa nieludzkiego postępowania oprawców jest jaskrawo i w mistrzowski sposób
ukazana w książce. Cóż bowiem skłaniało tych ludzi do tak spektakularnych działań, nie
mających na celu jedynie "pozbywania się wroga", a polegających na używaniu bestialskich
metod przemocy wobec ludzi, którzy i tak już nie mogli się w żaden sposób bronić. Co było
przyczyną tego więcej niż zezwierzęcenia i utraty godności ludzkiej, które objawiało się
w działaniu tych ludzi, których zadania różniły się często diametralnie od wykonywanych
w istocie czynności. Czy ta nadgorliwość w wypełnianiu swych obowiązków jest jedynie pewnym
objawem chęci zamanifestowania siły, której się służy, czy też strachem przed posądzeniem
o brak uległości i współpracy z całym faszystowskim aparatem władzy?

Lecz którą kategorię należy zastosować przy ocenie ludzi, którzy, będąc jeńcami obozów
koncentracyjnych, zostali wybrani, aby pełnić funkcję blokowych, czyli tak zwani "kapo". Ich
nadgorliwość wynikała głównie ze strachu przed utratą tego tak przecież wygodnego i intratnego
w tamtych okolicznościach "stanowiska". Przejmowali się swoją rolą, gdyż zaakceptowali
w duszy otaczającą ich rzeczywistość i uznali, że skoro będzie ona już permanentnie trwać, to,
aby przeżyć, należy całkowicie poddać się władzy. Byłbym ostrożny przy wydawaniu daleko
idących w swym krytycyzmie wniosków, gdyż nie sposób jest z odległej perspektywy tamtych
wydarzeń dokonać w pełni obiektywnego osądu działalności tamtych ludzi. Ale oczywiście nie
należy nikogo winnego tutaj usprawiedliwiać, gdyż faktem niezaprzeczalnym jest to, iż
wielokrotnie nie musieli się posuwać do takich działań wymierzonych przeciwko drugiemu
człowiekowi, jak chociażby te, które ukazane zostały w opowiadaniu "Wiza", gdzie nieludzkie
i niehumanitarne postępowanie stało się codziennością. Wszyscy ci ludzie - zarówno z jednej,
jak i z drugiej strony - byli na pewno ofiarami hitlerowskiej, faszystowskiej machiny przemocy,
która na okres tych kilku lat zawładnęła światem i spowodowała utratę ludzkiej godności, zanik
wszelkich zahamowań i działanie zgodne z ogólnie przyjętymi i obowiązującymi obyczajami, lecz
często niezgodnymi z własnymi przekonaniami, gdyż wymierzonymi przeciwko elementarnym
zasadom międzyludzkiego współdziałania.

Ogrom tego negatywnego zjawiska powodował jednak wpojenie nowego systemu myślenia
i odczuwania, powodował wyzbycie się wszelkich własnych uczuć i przejęcie nowego sposobu
odbioru rzeczywistości - zaadaptowania go na własnym gruncie i we własny, często specyficzny
i odmienny, sposób. Czyż bowiem "gapie" z opowiadania "Przy torze kolejowym" lub główny
bohater "Profesora Spannera" nie byli właśnie przedstawicielami zjawiska tego straszliwego
znieczulenia, wyzbycia się ludzkich odruchów? Z pewnością tak. Ludźmi tymi rządził strach,
wielki, krępujący działanie strach.

To zniewolenie umysłu było, zresztą nie tylko w narodzie niemieckim, wszechobecne. Silny
mechanizm propagandy powodował, iż jedynie nieliczne, silne jednostki, takie jak chociażby
główna bohaterka opowiadania "Dno", potrafiły oprzeć się przekazywanemu zewsząd pojęciu
o nowym obliczu świata. Często jednak nawet ci, którzy oparli się w pierwszym okresie naporowi
tych zniewalających idei, z czasem, nie widząc przekonywujących alternatyw, siłą rzeczy
poddawali się psychicznie i ulegali "wyzwaniu dziejów" - sile mechanizmu zła.

Rodzi się przy omawianiu tych bolesnych prawd bezgraniczne zdumienie faktem, iż tyle krzywd
i zła wyrządził sam człowiek, którego przysłowiowa godność w konfrontacji z jego często
niezrozumiałą "działalnością" z całą pewnością poddana została weryfikacji i stwierdzenie, że
"człowiek to brzmi dumnie" już nie znajduje zbyt głębokiego odzwierciedlenia w całokształcie
bytowania człowieka na Ziemi. Daleko nie trzeba szukać. Wystarczy spojrzeć na "działanie"
człowieka przedstawione przez autorkę w opowiadaniu "Człowiek jest mocny", którego
symboliczny tytuł skłania nas do wniosku, iż człowiek, aby przetrwać, jest w stanie poniżyć się
niemal do ostateczności, stawiając na szalę własną godność i przekonania. Ale czy tak musiało
się dziać? Czyż nie właśnie sam człowiek jest odpowiedzialny za stworzenie tej ogromnej
przepaści pomiędzy tym, co jest jego godne, a tym, co naprawdę się działo?

Również różnica w znaczeniu słów - kat i ofiara - zaciera się przy rozpatrywaniu spraw wojny
z perspektywy człowieka, który nie jest przedstawicielem żadnego państwa, żadnej narodowości.
Słowa motta do utworu "Medaliony" są wstrząsającym ukazaniem rzeczywistości, jaka rządzi
światem, bo przecież nikt inny, lecz właśnie sami ludzie przyczynili się do tego wszystkiego, co
długo jeszcze pozostanie w pamięci wielu milionów mieszkańców naszej planety.

Zofia Nałkowska w pełni przekonywujący sposób ukazała system działania, myślenia oraz
mentalność wielu jednostek społeczeństwa, rzuconych przypadkowo do różnych punktów
odniesienia. Z perspektywy każdej z nich wojna ta wyglądała jakby trochę inaczej, w rezultacie
jednak dla każdej stanowiła pewien istotny przełom w życiu i na każdej z tych osób wojna
wywarła większe lub mniejsze piętno swojego okrucieństwa, skłaniając je ku refleksji nad
prawdziwością zawartych w motcie słów, że "ludzie ludziom zgotowali ten los".

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 11 minut

Teksty kultury