profil

Trans – Atlantyk -Witold Gombrowicz

drukuj
poleca 86% 101 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

"Trans-Atlantyk" jest zapewne najdziwniejszym z utworów Gombrowicza, jeśli weźmiemy pod uwagę pierwsze, wywołane stylem językowym używanym przez autora, wrażenie czytelnicze.
Powstawał także w dziwnym momencie: wtedy właśnie, gdy klepiący biedę autor odcięty był w dalekiej Argentynie od swej naturalnej, polskiej publiczności - zarówno zresztą krajowej, jak i emigracyjnej. I wtedy właśnie, gdy taktyka nakazywałaby pisarzowi sporządzić dzieło, które miałoby szansę wywalczyć mu na powrót przychylność i zainteresowanie środowisk odbiorczych, tworzy on powieść nieprzekładalną właściwie na obce języki, Polakom natomiast niekoniecznie miłą, będącą bowiem frenetycznym atakiem na narodowe stereotypy. Musiał się więc "Trans-Atlantyk" kilka lat przebijać przez nieprzychylną opinię, a historycy literatury zużyli dużo energii, by wyjaśnić precyzyjnie stanowisko autora.

"Bronię Polaków przed Polską" – powiada Gombrowicz. Co to znaczy? Chodzi głównie o obronę suwerenności indywiduum przed "patriotycznym terrorem", przed stadną mitologią, przed imperatywem, nakazującym chwalić swoich, chełpić się cudzymi myślami i osiągnięciami ( bo polskie ), ograniczać zaś swobodę rozwoju własnej osobowości.

Przebieg wydarzeń:

Tak więc "Trans-Atlantyk" jest bluźnierstwem - z polskiego punktu widzenia. Główny bohater, którym jest po prostu "Witold Gombrowicz", odmawia udziału w zbrojnej walce z wrogami ojczyzny, bez najmniejszego poczucia winy odpływa transatlantykiem do Ameryki Południowej, gdzie poznaje ekscentrycznego milionera-homoseksualistę Gonzala. Bierze udział w intrydze, by rzucić mu w ramiona pięknego chłopca - Ignaca, powiązanego z ojcem-Polakiem niezwykle silnymi, wiernopoddańczymi więzami "synczyzny". Bohater ( Gombrowicz ) oczywiście waha się i często wypiera swojego odszczepieństwa, z czego wynika, że w końcu nikomu nie dochowuje wiary, zdradza też wszystkich na prawo i lewo.

Akcja powieści toczy się w Argentynie i stanowi w pewnej mierze literacką replikę losów samego Gombrowicza.

Jednocześnie stylizacja językowa na sarmacką gawędę oraz obecne w tekście konsekwentne, choć parodystyczne, nawiązania do "Pana Tadeusza" czynią z "Trans-Atlantyku" utwór dwuznaczny, gdzie elementy różnych kultur, obyczajów, wątków literackich swobodnie się mieszają. Bohater musi wybierać między sztywną, osadzoną w narodowej tradycji formą, którą reprezentuje ojciec Ignaca, a anarchicznym chaosem i bogactwem, których symbolem jest Gonzalo. W miarę rozwoju akcji wybór ten staje się coraz trudniejszy - i w końcu, w finale książki, gdy w starciu dwóch idei ma już popłynąć krew, pojawia się niespodziewanie trzecie rozstrzygnięcie - spór cały tonie w oczyszczającym, gargantuicznym śmiechu ( patrz hasło: F. Rabelais ).


Wymowa utworu:

"Ojczyzna" zciera się tu z "synczyzną" - podporządkowanie hierarchii państwowej walczy ze swoim odpowiednikiem w stosunkach ojciec-syn. Obalanie wszelkich świętości rozpoczyna się właśnie od tych dwóch. Walka o dystans wobec wszelkiej idei i każdej obsesji posuwa się aż do pomysłu, żeby uwolnić się od nieznośnego autorytetu poprzez zabicie ojca...

Ataki na "Trans – Atlantyk":

Autor kilkakrotnie obszernie wyjaśniał sens swego dzieła, broniąc się przed opacznym jego rozumieniem; m.in. przed niesłusznymi zarzutami braku patriotyzmu. "Trans-Atlantyk" jest "porachunkiem (...) z Polską taką, jaką stworzyły warunki jej historycznego bytowania i jej umieszczenia w świecie ( to znaczy z Polską słabą )" - pisał Gombrowicz.


Polecasz? Tak Nie
Komentarze (1) Brak komentarzy
27.7.2006 (14:30)

Ściegnięta (dosłownie) z noty wydawcy..

Teksty kultury