profil

Dalsze losy Skawińskiego.

poleca 86% 109 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Henryk Sienkiewicz

„W kilka dni później widziano Skawińskiego na pokładzie statku idącego z Aspinwall do New Yorku”

Przygnębiony, zrezygnowany Skawiński płynął na nowe drogi życia. Nie wiedział gdzie będzie pracował i gdzie będzie mieszkał. Nie miał już sił podejmować nowych wyzwań. Nie miał pomysłu na nowe zajęcie. Chciał tylko spokoju, choć i to było bardzo trudne do osiągnięcia. Wciąż w głowie miał tylko jedną myśl. Gorąco pragnął wrócić do Polski. Tęsknota za ojczyzną zawładnęła jego umysłem. Stał przy burcie i wtapiał wzrok w oddalające się wybrzeże. Wyglądał jak posąg, był jak z kamienia. Zaczął padać deszcz, a on dalej tkwił w jednym miejscu. Pogoda oddawała jego stan wewnętrzny. Dusza płakała, a łzy łączyły się z kroplami rzęsistego deszczu.

Od dłuższej chwili spoglądała na niego pewna staruszka. Ruszała w jego kierunku z parasolem i kubkiem gorącego napoju. Skawiński przebudził się jakby ze snu. Kobieta zagadała po angielsku i spytała o narodowość. Starzec dumnie oświadczył, że jest Polakiem, ale kraju nie widział od 40 lat. Ona zaskoczona i szczęśliwa rzuciła mu się na szyję. W końcu znalazła Polaka. Całą drogę wymieniali swoje doświadczenia i przejścia. On opowiadał o swojej tułaczce, a ona o swoim nudnym i nieciekawym życiu. Z zachwytem na twarzy słuchała jego opowieści. Podróż powoli dobiegała końca. Dopływali do portu. Te kilkanaście godzin bardzo zbliżyło ich do siebie.

Maria zaprosiła go do siebie na noc. Zamknięty w sobie człowiek długo zastanawiał się nad propozycją, lecz w końcu zgodził się, nie miał nic do stracenia. Dorożką dotarli na Rowns Street, gdzie znajdowało się przejściowe lokum Skawińskiego. Po męczącym dniu oboje szybko zasnęli. Rano przy śniadaniu długo ze sobą rozmawiali. Maria wypytywała o dalsze plany mężczyzny. Sam nie wiedział co ma ze sobą począć. Wspomnienia przywołały jego przemyślenia i własny opis „jestem jak statek, który jeśli nie wejdzie do portu, to zatonie”. Przez myśl niewyraźnie przeszło mu pytanie: Czy mogę tu pozostać? Przemógł swój strach i niepokój. Nieśmiało zapytał czy wyjdzie za niego za mąż. Pełne miłości serce samo odpowiedziało za Marię.

W najbliższym czasie pobrali się. Wiedli szczęśliwe życie, lecz coś nie dawało im spokoju. Postanowili założyć ośrodek pomocy dla emigrantów. Po ciężkiej kilkumiesięcznej pracy nadszedł dzień otwarcia. Przez wiele lat pomagali ludziom, którzy wyruszali do Nowego Świata w poszukiwaniu lepszego życia. Wciąż czegoś im brakowało. Nadszedł czas powrotu do Ojczyzny. Wykupili bilety na podróż. Całe życie czekali na ten moment. Szczęście emanowało od nich na odległość. Podróż była podobna do ich pierwszego spotkania. Znowu stali przy burcie i oboje opuszczali swój stały ląd.

Serca pragnęły dotrzeć do swojej ojczystej, ukochanej ziemi. Zbliżała się noc. Rozgwieżdżone niebo ukazywało Gwiazdę Polarną. Nareszcie w pełni byli zadowoleni ze swojego życia. Przytuleni, wzruszenie i pełni oczekiwania poszli spać do kajuty. Położyli się obok siebie. Trzymając się za ręce zasnęli w głębokim śnie i już nigdy się nie obudzili.

Latarnia morska, która miała rozjaśnić olbrzymi, czarny ocean nie zapaliła się. Latarnik John Makrey zaspał tej nocy. Ostatnią przystanią okazały się bezkresne głębie Morza Północnego.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 3 minuty

Teksty kultury