profil

Gatunki literackie Oświecenia i ich znaczenie dla epoki.

drukuj
poleca 83% 476 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Gdy przeczytałem ten temat, od razu postawiłem dwa pytania: Czy utwory takie jak „Satyry”, „Bajki”, czy „Nowa Heloiza” mają jakąkolwiek wartość edukacyjną dla człowieka żyjącego w dobie Internetu, masy ‘chłamu’ błędnie nazywanego czasopismami, i jakże ‘wartościowej’ telewizji? Pytanie drugie brzmi: Czy dzisiejsze społeczeństwo, które jest
tak bardzo zabiegane, które dba tylko o pieniądze i które nie ma czasu praktycznie na nic,
będzie miało czas na wyszukiwanie znakomicie zakamuflowanych wartości dydaktycznych
w utworach oświecenia?

Nad odpowiedzią nie musiałem się długo zastanawiać. Jest ‘ona’ prosta – literatura oświecenia to w dzisiejszych czasach zdecydowanie relikt przeszłości. Postaram się to udowodnić na podstawie kilku pozycji literackich oświecenia, oraz kilku z ‘naszych czasów’ – na zasadzie porównania.

Na początku oczywiście – zbiór „Bajek” Ignacego Krasickiego. Czy ma jakąkolwiek wartość edukacyjną? W epoce oświecenia na pewno tak. Dziś – na pewno nie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i oczywista. Bajek nie będzie dziś czytał (‘chciał’, nie ‘musiał’) prawie nikt, sprawdziłem to ‘na rodzinie’ i moje przypuszczenia potwierdziły się. Moja młodsza kuzynka
(9 lat) z chęcią przeczytała wszystkie bajki z podręcznika i bardzo jej się podobały (szczególnie „Lis i kruk”). Zmartwiła się nawet, że jest ich tak mało. Lecz czy zrozumiała przesłanie autora? Oczywiście, że nie. Jest na to po prostu za młoda. Za to kuzyn (20 lat) nie chciał nawet do bajek zaglądać. Powiedział, że omawiał je w ogólniaku, wie o co w nich chodzi i, że woli „Ulicę Czarnych Ptaków” Iaina Banks`a. Moja mama na propozycję przeczytania kilku bajek powiedziała, że nie ma czasu (i zaczęła czytać „Twój Styl”). A tata? Tata powiedział po prostu,
że: „czas, a przede wszystkim jego brak jest zaiste wielkim problemem”...Wcale im się nie dziwię. Bajki są utworami bardzo ‘dziwnymi’. Młodzi chcą je czytać, ale ich nie rozumieją. Starsi, kiedy zaczynają rozumieć – nawet nie chcą do bajek zajrzeć.

Bo co jest dziś dla młodzieży ważniejsze? Na przykład dla typowego chłopaka – czy będzie czytał i interpretował bajki, gdy w Internecie czeka na niego naga Pamela Anderson? Jest też dziewczyna. Czy będzie ‘ślęczałna’ nad bajkami, kiedy może w jakiejś taniej gazecie poczytać o swoim ukochanym Leonardo Di Caprio? Odpowiedź nasuwa się sama. Nikt nie wpadnie na to,
’o co chodzi’ w „Bajkach”. „Kruk i lis” i „Malarze” są jeszcze względnie łatwe do interpretacji,
ale reszta? Nauczyciel zada pytanie: „Co nas uczy w bajkach?” „Morał!” – krzyknie jakiś uczeń wychylając się zza „Ściągi dla licealistów”. A przesłanie „Bajek” staje się dla wszystkich jasne dopiero po wyjaśnieniu nauczyciela. Na pewno ktoś domyśli się, że pod fabułką „Ptaszków w klatce” kryje się tęsknota za wolnością, ale nikt nie skojarzy niewoli ptaszków z niewolą Polski podczas zaborów. Większość „Bajek” jest śmieszna. Bawi nas fałszywa pobożność ‘sadystycznej’ dewotki czy bezpośredniość wilków „Smacznyś słaby i w lesie(…)”. Lecz przecież to, co bawi lub jest niezrozumiałe, jest przez nas automatycznie odrzucane jako coś błahego i niepotrzebnego.
A na początku „Bajek” nie ma ostrzeżenia: „Uwaga! Proszę się nie śmiać, tylko wyszukiwać pouczające morały!”. Więc kto się domyśli?

Śmiech ‘próbuje’ uczyć także w innych utworach Krasickiego. Są to „Satyry”. Niewątpliwie są dziełami, ale utworami na tyle zawiłymi, że i tu bez „Ściągi” na pewno się nie obejdzie. Weźmy na przykład satyrę „Do króla”. W skrócie chodzi w niej o to, że szlachta sarmacka wytyka nowemu królowi jego rzekome wady, które w rzeczywistości są jego zaletami. Są to między innymi: pochodzenie (że jest Polakiem), wiek (że jest młody), łagodność wobec poddanych
i wreszcie wykształcenie (że czyta książki i otacza się mądrymi ludźmi). Szlachta sarmacka wytykając mu te niby wady ośmiesza samą siebie, a więc sama o sobie mówi, że jest niewykształcona, niewychowana itd. Trochę zawiłe, nieprawdaż? Przecież, jeśli chodzi o przekazanie informacji, to można chyba napisać krótko i treściwie, jaka była szlachta i co myślała o królu. Nic nie trzeba wyjaśniać. Wszyscy rozumieją.

Niedawno dowiedziałem się o kradzieży w pobliskim sklepie. Złodziej bez żadnych skrupułów wyniósł parę rzeczy i teraz, zapewne czuje się bezkarny, ponieważ w pobliżu nie było żadnych świadków. Więc pytam: Czy na kogoś takiego, może podziałać taka satyra jak na przykład „Świat zepsuty”? Nie sądzę. Z pewnością osobnik ten przeczytał ową satyrę w szkole, ale tylko dlatego, że był zmuszony po groźbą kolejnej ‘ndst’. Lecz czy pofatygował się ‘wyłowić’, choć kilka jakże cennych rad i prawd zawartych w tym utworze? Myślę, że nawet nie próbował.

Z satyrą „Pijaństwo” jest już o wiele lepiej. Tu już na pierwszy rzut oka widać, o co chodzi. Każdy rozumie, że: nie wolno pić, kto pije ten choruje i w ogóle picie jest zabronione. Czy ludzie skorzystają z tych jakże cennych rad? Krasicki pisze, że pijany człowiek jest gorszy od zwierzęcia. Zapisał także, iż picie rujnuje zdrowie i sprowadza na złą drogę. Pić nie wolno, trzeba się ograniczać, przezwyciężyć nałóg, wytrzeźwieć. Jak wiele osób się do tego stosuje możemy się przekonać wyglądając przez okno z piątku na sobotę. Zataczających się ludzi (w różnym wieku) mogę zaobserwować szczególnie ja, ponieważ mieszkam niedaleko ’pijalni’ piwa. Nazajutrz zaś świadectwo ich pochodu – poprzewracane śmietniki, potłuczone butelki, zaśmiecone chodniki. Widać tu chyba dokładnie, jaką wartość edukacyjną mają w naszych czasach „Satyry” i jak ludzie z tych utworów ‘często’ korzystają.

Prawda jest gorzka. Nie pozostaje mi nic innego, jak omówić wartość dydaktyczną ostatniego utworu Ignacego Krasickiego pt. „Monachomachia”. Utwór piękny – pozazdrościć panu Krasickiemu kunsztu literackiego. Dzieło czarujące, lecz całkowicie nieprzydatne dydaktycznie. Kogo dziś obchodzi zacofanie umysłowe, pijaństwo czy lenistwo mnichów w epoce oświecenia? Owszem, gdyby pytanie dotyczyło tematyki czy budowy, wówczas mógłbym się rozczulać nad pięknem tegoż utworu. Lecz pytanie jest inne: Czy dany utwór ma dla nas wartości edukacyjne? W pełni świadom swoich słów stwierdzam, iż NIE. Krasicki piętnuje tu wady całego społeczeństwa, a nie religii czy Kościoła. Robi to jednak w niewłaściwy sposób. Twierdzi, że: „I śmiech niekiedy może być nauką(…)”. Nieprawda! Nic bardziej mylnego! Utwory napisane w formie żartu nie ‘trafiają’ do czytelnika. Zwykły człowiek w podświadomości czuje, że taki utwór ma za zadanie śmieszyć, a nie wytykać błędy i przywary. Zwykły człowiek chwilę się pośmieje i odłoży taki utwór na półkę o nazwie „zapomnieć”. Czy tak być powinno? Czy to samo stałoby się z utworami, które wstrząsnęłyby czytelnikiem? Nie! Utwory takie zawsze na długo pozostają w pamięci.
Na przykład „Janka Muzykanta” H. Sienkiewicza pamiętam do dziś. A „Medaliony”Z.Nałkowskiej? A wiersz pt. „Warkoczyk” Różewicza? Dziś chyba najpoważniejszym problemem są ‘używki’. Tego nie widać, ale to ma miejsce. Jestem pewien, że osoby, które przeczytałyby taki utwór jak „My, dzieci z dworca ZOO” Christiane F. nie sięgnęłyby po np. narkotyki, a już na pewno by się nad tym zastanowiły. To i tak dużo. O wiele więcej niż w przypadku „Satyr” czy „Bajek”, nieprawdaż? W dzisiejszych czasach nie da się nikogo, niczego nauczyć przez śmiech. Dzisiejszymi czytelnikami trzeba wstrząsnąć. Utwory wymienione wyżej czyta się
z przyjemnością (nawet po raz piąty). Utwory z epoki oświecenia – z ‘przymusem’. Już po kilku linijkach „Monachomachii” czy którejkolwiek z „Satyr” nie mogłem doczekać się jej końca. Utwory te pamięta się jedynie do klasówki, nie dłużej, lub też wiedza o nich jest b. szczątkowa.
W przypadku książki takiej jak „Alchemik” – znam ją niemal na pamięć. To chyba o czymś świadczy…

O dziele Juliana Ursyna Niemcewicz też należy wspomnieć. Podczas gdy wcześniej wspomniane utwory posiadały choć cień dydaktyzmu, „Powrót Posła” nie ma go wcale. Utwór ten jest ściśle związany z obradami Sejmu Wielkiego. Miał on skłaniać obradujących do uchwalenia konstytucji, zniesienia liberum veto i poddaństwa chłopów itp. Niemcewicz ‘zgrabnie’
przedstawił tu dwa obozy polityczne: postępowy, czyli ten dobry i konserwatywny, czyli ten zły. Kształtnie tez wytknął poeta wady „Sarmatom”. Wszystko ładnie, pięknie, jak narazie. Komedia ta miała „bawiąc – uczyć”, i wytykać wady szlachty sarmackiej. No tak, tylko, że „Sarmatów” już dawno nie ma, a o Sejmie Wielkim i jego założeniach dowiedzieliśmy się na historii. Czym jest więc utwór „Powrót Posła”? Podejrzewam, że reliktem przeszłości! Z dydaktyzmu mogli chyba czerpać jedynie ‘wtajemniczeni’ ludzie tamtych czasów. Współcześni raczej ‘niewiele’ pozyskują z ‘nauk’ oświecenia.

Wartość oświeceniowego dydaktyzmu u przedstawicieli Europy wcale nie przedstawia się lepiej. Słynny „Kandyd” – powiastka filozoficzna Voltaira (o tym, że jest powiastką filozoficzną dowiedzieliśmy się oczywiście od nauczyciela lub ze „Ściągi”), to nić innego, jak przedstawienie tezy filozoficznej autora. Niby opowiada o wygnaniu Kandyda z domu i o jego podróżach po tym dziwnym świecie, to jednak okazuje się, iż fabuła utworu jest tylko pretekstem do przedstawienia czytelnikom poglądów autora. Pod tym względem Voltaire dorównuje dzisiejszym ludziom, którzy za wszelką cenę i pod każdą postacią próbują wcisnąć nam swój towar; artystom wyprzedających swą sztukę, politykom wciskającym nam swe fałszywe obietnice i ‘jakże słuszne’ przekonania. Tak samo Voltaire podsuwając nam swą powiastkę, ‘wręczył’ ukryte w niej krytyki zabobonów i przesądów oraz wyraża swe refleksje nad naturą człowieka. Z tego utworu również niewiele skorzystamy, dlatego między innymi, że ludzie w Polsce kierowani są najpierw przez rodziców, później przez otoczenie i obyczaje. A te są ‘jednak’ zabobonne
i przesądne. Naszemu narodowi jak najbardziej to odpowiada. My po prostu lubimy się bać czarnych kotów i piątków trzynastego. Voltaire w tym przypadku nie ma tu nic do ‘gadania’.
A refleksje nad człowiekiem? Owszem – były potrzebne w oświeceniu, są potrzebne i dziś. Jednak dzisiejsi ludzie różnią się bardzo od ludzi żyjących w epoce oświecenia. Tak więc oświeceniowe rozważania stały się już reliktem przeszłości. Nie pomógł oświeceniu „Kandyd”, nie pomoże też nam, niestety.

„Nowa Heloiza” Jean`a Jacqes`a Rouseau. Jest to powieść sentymentalna (skąd o tym wiemy? Oczywiście, że ze „Ściągi”) napisana w formie listów między dwoma kochankami: uczennicą Julią i jej nauczycielem Saint Reuxem. Po odkryciu miłosnej korespondencji Julia zostaje wydana za dobrego pana de Watmar. Mąż Julii, jako nauczyciela swoich dzieci bierze byłego kochanka swej żony. Sensem dydaktycznym ma niby być „budująca siła miłości, prowadząca do zgody i zrozumienia swych błędów”. Może i tak, lecz jest jeden problem,
a mianowicie: mało, kto z tego skorzysta! Po pierwsze, dlatego, że sztuka epistolograficzna zaginęła niemal całkowicie w naszym kraju. Po drugie, dlatego, że niewiele osób będzie w ogóle chciało „Nową Heloizę” przeczytać. Chłopak na pewno jej nie ruszy, a dziewczyna, gdyby miała wybierać, wybrałaby Harlequina. Tak oto „Nowa Heloiza” okazała się być kolejnym reliktem przeszłości.

Prawda jest gorzka. Mimo iż chciałbym, aby było inaczej, epoka oświecenia pod względem dydaktyzmu to zdecydowanie przeszłość… Zapewne także członkowie ‘żywego’ oświecenia nie za dużo czerpali z dydaktyzmu utworów znanych nam, wielkich twórców literatury oświecenia.

Przedstawiłem swój głos z perspektywy ‘żywotności’ gatunków oświecenia. Już słyszę głosy obrażonych i zbulwersowanych wielbicieli sztuki oświeceniowej oraz ‘rozjuszonych’ polonistów. Przecież nie zrobiłem nic złego. Nie mówię o literaturze oświecenia jako o dobrej lub złej. Nie dzielę jej na ładną czy brzydką, bo bez wątpienia jest literaturą niezwykle piękna. Ja po prostu odpowiedziałem na postawione sobie pytania. Przedstawiłem swój punkt widzenia, a za to chyba nie można karać…


Polecasz? Tak Nie
Komentarze (2) Brak komentarzy
17.12.2008 (18:52)

to napisz sama

9.11.2007 (15:20)

praca mi sie wcale nie podoba...