Do arystokracji w powieści zaliczamy: barona Krzeszowskiego, rodzinę Łęckich, barona Dalskiego, Ochockiego, księcia, hrabiankę Karolową, Wąsowską, hrabiego Anglika, Zasławską oraz Florentinę. Pozycja arystokracji w XIX wieku jest jeszcze dobra, choć część z niej już bankrutuje. Bogatą część reprezentują Zasławska i książę. Zasławska czerpie zyski z zakładów przetwórstwa owocowego oraz zastanawia się nad budową cukrowni. Książę dorobił się majątku na spółce ze Wschodem założonej przez Wokulskiego. Zachowują oni swój majątek dzięki umiejętnemu dostosowaniu się do kapitalistycznych warunków gospodarczych. Często grają na wyścigach, w karty, bogacą się przez spekulację. Łęcki jest bankrutem, który część swego majątku stracił na hulaszczym życiu podczas pobytu za granicą. Chcąc w części odnowić bogactwo, pragnie wydać córkę za Wokulskiego oraz prowadzi stosunki z bogatym mieszczaństwem. Krzeszowski, broniąc się przed bankructwem, żeni się z bogatą mieszczką. Ochocki nie miał majątku, gardził arystokracją. Izabela gardzi pracą fizyczną, uważając ją za karę za grzechy, i nie obchodzi jej świat zwykłych ludzi. Sama jest arystokratką, dla której praca to naciśnięcie dzwonka na służącą. Dzień z ich życia przedstawiał się następująco: od południa składano sobie wizyty, bawiono się cały dzień, na wieczór często wychodzili do teatru, by zobaczyć sztuczny świat bez pracy.
W powieści akcentowany jest ich niechętny stosunek do kapitalizmu i mieszczaństwa, obejmujący kosmopolityczną obojętność wobec losów narodu, pasożytowanie na cudzej pracy, rozkład moralny i duchowe zaniedbanie. Moralna nicość obserwujemy w losach powieściowych bohaterów poprzez sprawy miłości i małżeństwa. W tej sferze uczucia skrępowane są przesadami społecznymi i wymaganiami towarzyskich konwenansów. Są to ludzie niezdolni do żadnej produktywnej i społecznej pracy. Wykształcenie ogranicza się do skromnej znajomości geografii i historii państw, w których spędzają wiele miesięcy, oraz do znajomości języka francuskiego i angielskiego. Ochockiego, posiadającego gruntowniejsze wykształcenie, uważają za człowieka nienormalnego.
Inną grupą społeczną jest zubożała szlachta, ludzie „wysadzeni z siodła”, którzy na miejskim bruku starają się znaleźć środki utrzymania. Przykładem jest zarządzający kamienicą Wokulskiego, Wirski, który miał majątek wiejski, ale utracił go po uwłaszczeniu w 1864 roku. Podobnym człowiekiem jest ojciec pana Stanisława – szlachcic, któremu wciąż brakuje pieniędzy na kolejny proces, a jego syn musi iść do pracy w winiarni.
Mieszczaństwo jest najmniej aktywną grupą społeczną w kraju. Prus zastosował metodę retrospektywną w obrazie mieszczaństwa. W "Lalce" przedstawia mieszczaństwo pochodzenia niemieckiego (Minclowie), żydowskiego (Szlangbaumowie, Szuman) i stosunkowo niewielką grupę Polaków, chociaż postacią pierwszoplanową jest Wokulski, będący przedstawicielem polskiego mieszczaństwa. Minclowie są bardzo spolonizowani i reprezentują cechy charakteryzujące polską burżuazję. Hołdują raczej wzorom dawnym, tradycjom powolnego, systematycznego dorabiania się. Ponieważ przeważnie nie dysponują większym kapitałem, nie angażują się w rozwój przemysłu, który wskutek tego staje się terenem działalności Żydów i Niemców, narodowości o wiele bardziej ekspansywnych.
Żydzi są przedstawieni jako grupa bardzo skonsolidowana, poczuwająca się do wzajemnej pomocy. Szlangbaum, przedstawiciel tej grupy, to człowiek oszczędny, gospodarny i zapobiegliwy. Wykorzystuje każdą okazję, by dorobić się majątku i w końcu przejmuje sklep Wokulskiego. Przy okazji kreślenia portretów żydowskich mieszczan, Prus porusza problem antysemityzmu, braku tolerancji wśród polskiego mieszczaństwa dla kupców narodowości żydowskiej. Częściowo uzasadnia to walką ekonomiczną przegrywaną przez Polaków.
Młoda inteligencja – autor pokłada w niej jedyną nadzieję (oraz w ruch socjalistyczny). Studenci, jak i organizacje socjalistyczne, pozwalają przypuszczać, że dotychczasowy układ stosunków społecznych, niesprawiedliwość, która pozwala na to, że „jedni giną z niedostatku, drudzy z rozpusty”, musi ulec zmianie i że dzięki nim znajdzie się proste lekarstwo w postaci obowiązkowej pracy wynagradzanej zgodnie z wysiłkiem.
Ostatnią klasą jest biedota. Będąc w skrajnej nędzy, nie potrafi wydobyć się na powierzchnię. Musi jej ktoś pomóc, i ona musi też chcieć pracować. Nie wolno pogodzić się ze swoim losem. Wokulski pomógł Mariannie, Wysockiemu, Węgiełkowi i innym, którzy pracują dla dobra swojego i kraju. Prus skrytykował społeczeństwo polskie. W kraju, gdzie większość ludzi to wyzyskiwacze, próżniacy i ci wyzyskiwani – biedacy, nie może być dobrze.

praca moze i jest dobra, ale jest w niej za mało przykładów, wszystkie argumenty trzeba udowadniać przykładami z książki.
mycha395 dzięki za pomoc ;)
praca naprawdę świetna ;)
pozdrawiam
odpowiedz
dominika_pr Tekst dobry ale troche mało o szlachcie...ale reszta jak najbardziej pozytywnie:)
odpowiedz