Pod koniec lutego tego roku, u mojej babci, miałam przyjemność obejrzeć film pt. "Quo Vadis" w reż. Jerzego Kawalerowicza, z roku 2001. Jest to ekranizacja powieści historycznej autorstwa Henryka Sienkiewicza, pt. "Quo Vadis", która to jest jedną z moich ulubionych lektur szkolnych, co zachęciło mnie do obejrzenia tego filmu.
W rolach głównych wystąpili: Michał Bajor (Neron), Bogusław Linda (Petroniusz), Paweł Deląg (Winicjusz), Magdalena Mielcarz (Ligia), Franciszek Pieczka (św. Piotr), Jerzy Trela (Chilon Chilonades). Muzykę w filmie skomponował Jan A.P. Kaczmarek, scenografia była dziełem Janusza Sosnowskiego, a za scenariusz odpowiadał, wcześniej wspomniany, Jerzy Kawalerowicz.
Akcja utworu miała miejsce w starożytnym Rzymie, za czasów panowania cezara Nerona, co przypada na drugą połowę I wieku. Film posiada wiele scen historycznych, takich jak prześladowanie społeczności chrześcijan, czy pożar Rzymu. Główni bohaterowie- Marek Winicjusz i Ligia Kallina, a dokładniej ich miłość, jest jednym z wątków głównych.
Mimo, iż film nie jest w stanie dorównać książce, to według mnie jest bardzo dobrze zrobiony i warto go obejrzeć. Niektórzy aktorzy świetnie odegrali swoje role. Przykładem tego może być Jerzy Trela, wcielony w postać Chilona Chilonadesa. Bardzo dobrze i przekonująco zagrał on rolę starego oszusta, który wykorzystywał bogatych patrycjuszy. Na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że mamy do czynienia z przebiegłym człowiekiem. Michałowi Bajorowi również udało się dobrze przeistoczyć się w swoją rolę, czyli Nerona. Postać w filmie, tak jak i w książce, zdawała się być człowiekiem szalonym i niezrównoważonym. W scenie śmierci cezara, idealnie było odzwierciedlone jego tchórzostwo i wysokie mniemanie o sobie, jako o artyście. Rola Petroniusza również była zagrana dobrze i postać zachowywała się dokładnie tak, jak pisał o niej Sienkiewicz. Reszta ról nie zrobiła na mnie wiekszęgo wrażenia, ale tak czy inaczej były one dobrze odegrane. Nie przypadła mi jednak do gustu scenografia, gdyż Rzym nie wyglądał tak imponująco, jak wyglądać powinien. Nie najlepiej wypadła też scena, w której Ursus zgładził tura na arenie, aby uratować Ligię. Zabrakło wtedy dramatyzmu oraz ogromu emocji, jakie wzbudziły się wówczas w Winicjuszu. Jednak całość filmu była bardzo przyzwoicie wykonana, a akcja toczyła się ciekawie.
Według mnie film ten jest warty obejrzenia, szczególnie jeśli przypadła nam do gustu książka. Sądzę, że ekranizacja ta jest bardzo przyjemna do oglądania i wbudza ogółem pozytywne emocje. Serdecznie polecam ten film wszystkim, którzy lubią dzieła tego autora.