profil

Wierność sobie, innym, ideom. To szansa, czy trudny do wykonania obowiązek?

poleca 84% 807 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
William Szekspir Ignacy Krasicki

Powszechnie mówimy o znieczulicy społeczeństwa, o tym, że nie reagujemy na cierpienie innych. Jest nam obojętna sytuacja drugiego człowieka, jeśli tylko nam jest dobrze. Często żyjemy jak pasożyty, kosztem kogoś innego. Nie bacząc na jego sytuację, po prostu nastawiamy się na „branie”. Czasem, aż wstyd się przyznać, zapominamy nawet o etyce i moralności. Wyścig szczurów jest dla nas najważniejszy, a walce o miejsce na podium, poświęcają niektórzy wszystkie swoje wartości. Co jest ważne dla człowieka przełomu tysiącleci? Jakie ma zasady? Spoglądając krytycznie na innych i siebie samą doszłam do wniosków, co najmniej smutnych i pesymistycznych. „Świat hołduje marności”! Pieniądze, szpan, oszustwo, kant – to wartości dnia dzisiejszego. Od reguł zawsze są wyjątki, ale tacy niestety zwykle jesteśmy. W młodości pełni pomysłów, widzący świat tylko w pozytywach, niestety zapominamy o swoich przekonaniach, gdy napotykamy na jakieś trudności. Często zmusza do tego życie, czasem po prostu brakuje nadziei, odwagi i wytrwałości. Dążenie do własnych racji, bycie wiernym swoim ideom nigdy nie było łatwe. I chociaż jest to cecha bardzo cenna, może prowadzić do osamotnienia. Człowiek taki często musi się sprzeciwiać innym. Być wiernym sobie, to być buntownikiem.
Antygona, bohaterka dramatu Sofoklesa, to doskonały przykład osoby postępującej zgodnie z własnymi racjami. Młoda, wrażliwa dziewczyna łamie zakaz wuja i decyduje się pochować brata uważanego powszechnie za zdrajcę. Poległy w bitwie Polinejkes był z nią połączony więzami krwi, a one były dla niej najważniejsze. Dobro i miłosierdzie dla rodziny jest silniejsze niż zasady i prawa ustanowione na zasadzie silniejszego. Antygona zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa kary, którą poniesie, jeśli złamie królewski zakaz, a mimo wszystko nie godzi się na zastały porządek. Kierują nią racje serca. Jest wierna sobie, i do śmierci pozostaje przy swoich ideałach. Czy jednak warto? Czy warto się poświęcić? Swój chwalebny czyn Antygona przypłaciła życiem. To wielka odwaga, czy może zwykła głupota? Kreon nawet nie docenił jej poświęcenia, nie zrozumiał, jak wielką cnotą się okryła.
W średniowieczu rozkwita hagiografia, czyli opisy żywotów świętych. Możemy dowiedzieć się wielu ciekawostek o poświęceniu swego życia Bogu. Jednym z ascetów był np. Święty Aleksy („Legenda o świętym Aleksym”). Młody książę w swoją noc poślubną porzuca małżonkę, czując, że stworzony jest do wyższych celów. Postanawia oddać się Bogu. Odtąd w żebraczej szacie tuła się po świecie, nie raz doświadczając ludzkiej pogardy. Mimo wszystko nie żałuje tego, co robi, gdyż jego miłość do Pana jest stokroć silniejsza. Do końca swoich dni jest mu wierny. Chociaż Święty Aleksy nie robi nic dla innych, dopełnia swego celu.
Epoka zwana w literaturze pozytywizmem to właściwie zbiór bohaterów jak sama nazwa wskazuje pozytywnych. Takich, co dobro ogółu przedkładają na własne, którzy sumiennie postępują według zasad pracy u podstaw. To ludzie o utylitarnym wykształceniu, jak lekarz, czy nauczyciel, a wszystko po to, aby pomagać innym, aby zwalczać zacofanie i analfabetyzm. Takich bohaterów jest bez liku, również w Młodej Polsce: doktor Piotr, z noweli o tym samy tytule, doktor Judym z powieści Stefana Żeromskiego „Ludzie bezdomni”, czy Stanisława Brzozowska z „Siłaczki” tego samego autora. Historie, chociaż trochę się różnią, tak naprawdę są na jeden temat. Paweł Obarecki i Stanisława Brzozowska to młodzi ludzie, którzy pomimo uczucia, jakie ich łączy, decydują się na rozstanie, aby móc pomagać innym. Ich drogi rozchodzą się po zakończeniu studiów, udają się do małych wsi, pełni zapału do pracy, z głową pełną wzniosłych ideałów. Ich celem, głównym mottem, jest pomagać. Paweł szybko się jednak przekonuje, że podjął się dzieła wcale nie prostego, a na jego drodze do zwalczania ciemnoty stają skorumpowani: fleczer i aptekarz. Młody, pełen wiary lekarz wkrótce zapomina o swoich przekonaniach. Nacisk, jaki wywierali na niego inni, presja, pod jaką pracował była silniejsza, od doktryn, które wyznawał. Podczas gdy Paweł zatracił swą godność, Stasia nadal dążyła, aby naprawiać świat. Do śmierci była wierna swoim ideałom, które głęboko zakorzenione, z pewnością przyczyniły się do wzrostu intelektualnego mieszkańców wsi, której się poświęciła. Ponownie można by zadać pytanie, czy było warto? Z jednej strony najważniejsze w życiu jest, aby dążyć do szczęścia. Skoro dla Stasi szczęściem było pomagać innym, to chwała jej za to, że tak sumiennie wypełniła swój cel. Zastanawiam się tylko, czy aby na pewno była szczęśliwa, gdy umierała. Czy całe jej życie, chociaż uczciwe, nie było tylko trudnym obowiązkiem, któremu starała się sprostać? Nauczona już w czasie studiów o konieczności pomocy innym, wreszcie w to uwierzyła, ale czy był to wybór świadomy? Nie wiem, nie mniej jednak w epoce pozytywizmu żyło więcej takich, którzy poświęcali swe życie idei.
Owa idea, jako czynnik, który dopinguje nas do działania, pojawia się w każdej epoce. Romantyzm, który kojarzymy z metafizyką i tajemniczością, również proponuje nam bohaterów, którzy dla wyższych celów gotowi są porzucić zwykłe, spokojne życie. Romantyzm był epoką ludzi walczących o własne przekonania, sprzeciwiających się klasycystycznym kanonom i ich ładowi. Żyli dla własnej idei. Konrad Wallenrod jest jednym z takich przykładów. To stworzona przez Adama Mickiewicza historia rycerza, który z miłości i uwielbienia ku ojczyźnie wstąpił na drogę sprzeczną z wszelkimi zasadami moralnymi.
„Słodyczy wyraz nad wszystko,
wyraz miłość, któremu
nie ma równego na Ziemi
prócz wyrazu ojczyzna.”
Dla ojczyzny Wallenrod zrezygnował z rodziny, kochającej żony, którą również wielbił całym sercem, zrezygnował z etyki, zasad chrześcijaństwa, wreszcie zrezygnował z własnego życia. Całkowicie poświęcił się słusznej w jego oczach sprawie. Jedni nazwali go bohaterem, inni okrzyknęli zdrajcą. Uznać go jednak można także za polityka, lub szaleńca. Wszystko zależy jak go oceniamy. Męstwo, odwaga i poświęcenie Konrada każe nazywać go bohaterem. Jeśli spojrzeć na niego, jako człowieka, który świadomie oddał swe życie śmierci, uznany zostanie za szaleńca. Politykiem był, bo bronił interesów państwa. Rozumiał, że „trzeba być trochę lisem i lwem”. Jeśli natomiast oceniać postawę Wallenroda w stosunku do zakonu, trzeba nazwać go zdrajcą. Złamał kodeks rycerski, kodeks honoru, a tego nie można wybaczyć. Nie naszym jednak zmartwieniem sądzić Konrada Wallenroda. Rozpatrując go jako jednostkę wierną sobie, jest jej doskonałym przykładem. Czy było warto? Tego znowu nie jestem pewna.
Nie tylko literatura bogata jest w idealistów, żyjących dla własnych przekonań. Dzisiejsze kino również dostarcza nam tego typu wzorców. Przypomniał mi się właśnie jeden film, nie bardzo stary, sprzed dwóch może trzech lat. Przepiękna historia około dwunastoletniego chłopca, który dostrzegając niesprawiedliwość i zło, jakie rządzi współczesnym światem, postanowił spróbować go naprawiać. Walka z wiatrakami? Po części na pewno. Całego świata nie da się uleczyć, przekonał nas o tym już Kandyd (bohater powiastki Woltera) i Mikołaj (z powieści „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki” – Ignacego Krasickiego). Oni prędko zrozumieli, że najlepiej jest „ograniczyć się do uprawy własnego ogródka”. W każdym bądź razie mały Trevor z filmu „Podaj dalej” nie wiedząc, czym może się skończyć jego przedsięwzięcie naprawy społeczeństwa, przystąpił do działania. Sama idea ma początek u nauczyciela Trevora, który na pierwszej lekcji rzuca hasło: „Pomyśl jak mógłbyś zmienić świat i zrób to.” Chłopiec pomógł bezdomnemu, swojej mamie i ulubionemu nauczycielowi. Każdemu wyświadczył bezinteresowną przysługę, a kiedy pytano jak można się mu odwdzięczyć, chłopiec porosił, aby podać dalej. Co to znaczy? Aby pomóc trzem kolejnym osobom w potrzebie. W ten sposób miał powstać łańcuszek szczęścia między ludźmi, którzy kolejno będą sobie pomagali. W dzisiejszym świecie wszyscy ludzie jednością? Istna utopia, ale czy niemożliwa w realizacji? Z biegiem filmu zauważamy, jak idea niesienia szczęścia innym raduje mieszkańców Los Angeles. Wcześniej złodziej, czy bandyta, dziś staje się osobą pozytywną, bo dobrem reaguje na dobro. Trevor wkrótce występuje w wywiadzie dla telewizji, gdyż jego pomysł ma naprawdę wielu sprzymierzeńców. Mały chłopiec uwierzył w skuteczność swojej idei, poświęcił się dla niej, ale niestety przypłacił ją życiem...Chcąc pomóc koledze, wdaje się w bójkę. Niewiele starszy chłopak wyciąga nóż, który wbija w serce Trevora. Pomimo nieszczęśliwego zakończenia, film może napawać nadzieją, bo idea chłopca nie idzie w niepamięć, a rozszerza się na nowe grono jej zwolenników. Kto więc miał rację, Trevor, czy Kandyd?
Wszystkie postacie, wierne sobie i swoim ideom, zginęły. Pomyślałam nawet o Romeo i Julii. Byli wierni sobie, ich miłość wydawałoby się przezwycięży wszystkie niedogodności, silna i wytrwała stawiała czoła zwaśnionym rodom swoich rodziców. Miłość była silna, ale kochankowie i tak umarli. Nie można powiedzieć, że ponieśli klęskę, ale niestety nie udało im się też przeżyć.
Oglądałam jeszcze jeden film, w którym główna bohaterka (Juliette Binoche) przybywa do małego, bardzo konserwatywnego miasteczka z zamiarem otwarcia sklepu z...czekoladą, czekoladerni. Smakołyki, wyglądające tak niesamowicie, że doprawdy trudno im się nie oprzeć, zwabiają ludzi do odwiedzenia nowej mieszkanki. Ona, wypijając z każdym filiżankę gorącej czekolady, lub zajadając słodkie przysmaki poznaje problemy i frasunki swoich klientów. Jej dobre rady sprawdzają się w życiu. Ludzie stają się szczęśliwsi, bardziej radośni, są dla siebie uprzejmi. Nagle zacierają się dawne waśnie i niezgody. Czekolada panny Wianne ma wartości lecznicze! Leczy ludzi z ich niedoskonałości. Są jednak w miasteczku także tacy, którzy sklep z czekoladą uważają za niemoralny, gdyż kusi ludzi. Ta niemoc wobec pokusy uważana jest z kolei za grzech. Fakt ten, rozpropagowany przez zacofanego, konserwatywnego Hrabię, powoduje, że ludzie odwracają się od madamme. Przestają kupować słodkie wyroby. Wyczerpana Wianne nie wie, jak poradzić sobie z niechęcią klientów, ale nie poddaje się. „Czekolada” to film z happy endem, tak więc wszystko kończy się w nim dobrze. Wygrywa miłość i wszyscy wokoło są szczęśliwi. Wygrywa Wianne, choć nie było to proste.
Czy więc podążanie za przekonaniami, ideami, to szansa, czy trudny do wypełnienia obowiązek? Skoro każdy umiera, to może jest to nawet próba, której nie jest się w stanie podołać. Wzniosłe cele są ważne, ale trzeba się liczyć, że w tej walce przegramy. Bycie wiernym sobie to po części trudny obowiązek. Nigdy nie można być pewnym jutra, bo każde z nich jest inne. Trzeba być niezawodnym, a to niemożliwe. Trzeba być odważnym i przekonującym, a nie każdy to potrafi. Trzeba być wytrwałym, a to przede wszystkim męczące. Bycie wiernym swoim ideom, nie ważne, czego dotyczą, to niewątpliwie także wielka szansa. Taka postawa wzbudza szacunek, daje poczucie własnej wartości, pozwala być z siebie dumnym. To szansa dla tych, którzy chcą coś zmienić, którzy chcą coś ulepszać, naprawiać. Coś w końcu musi być doskonałe w tym niedoskonałym świecie.
Nie zaznałam jeszcze smaku walki o ideę i nie wiem jak to jest poświęcić się bez reszty słusznej sprawie. Zastanawiałam się, czy to warte przelania krwi i nie wiem, czy byłabym zdolna do takich czynów jak Ci, którzy polegli w walce o wolność, o honor, o prawdę. Jednak to musi być wspaniałe, gdy ma się do czegoś taką miłość jak hrabia Roland do Francji, że nawet w chwili śmierci nie straszne mu były wojska Saracenów. On też był wierny, wierny ojczyźnie i swemu królowi. Ale zginął...
A ja uważam, że lepiej jest żyć.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 10 minut