profil

Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że wojenna pożoga niszczy nie tylko ludzkie życie i mienie, ale przede wszystkim dusze?

drukuj
poleca 86% 101 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Każda wojna niesie ze sobą ogromne straty materialne. Ludzie tracą domy, majątki, dobytek całego życia. Należy jednak pamiętać, że oprócz strat materialnych, wojna prowadzi do zniszczenia duchowego. W zależności od sytuacji, zmienia się psychika i zachowanie człowieka, który potrafi dopuścić się rzeczy, jakie byłyby nie do pomyślenia w normalnych, pokojowych warunkach. Z całą pewnością można stwierdzić, że wojna niszczy dusze ludzi. Szczególnie jeśli mowa o II Wojnie Światowej, która w ogromnej mierze była skierowana przeciwko cywilom. Planowane, a potem realizowane były koszmarne wizje zagłady całych narodów, według zasady, że jedni ludzie są lepsi, a drudzy gorsi. Organizowano getta i obozy koncentracyjne – przerażające fabryki śmierci – w których ludzie żyli w ciągłym strachu o życie, głodni, poniżani, zabijani, niepewni, czy przeżyją do następnego dnia. Obozy koncentracyjne, obozy zagłady można porównać do sieci fabryk, do ogromnego przemysłu. Przemysłu, który „produkował” śmierć. Czy w takich warunkach można było zachować godność i człowieczeństwo? I czy dusze ofiar mogły pozostać niewzruszone? A czy dusze oprawców pozostały czyste?

Kiedy we wrześniu 1939 roku, Niemcy wkroczyli do Polski, w wielu miastach stworzyli getta, czyli wydzielone terytoria, do których przenieśli ludność żydowską. Warunki w gettach były fatalne. Ogromnym problemem był głód i choroby. Hanna Krall w swojej książce „Zdążyć przed Panem Bogiem” opisuje, między innymi, jak wyglądało życie w warszawskim getcie. Na ulicach dzieci wyrywały przechodniom paczki z rąk w nadziei zdobycia chleba. W szpitalu spuchniętym z głodu dzieciom dozowało się po pół jajka w proszku i po pastylce witaminy C. Robili to lekarze, żeby nie narażać na „mękę dzielenia” pielęgniarek, które też były zapuchnięte z głodu. Zdarzały się przypadki kanibalizmu. W książce opisany jest przypadek, jak pewna trzydziestoletnia kobieta, z głodu, odgryzła kawałek swojego zmarłego dziecka. To pokazuje nam do czego zdolny jest człowiek pozbawiony podstawowej potrzeby – jedzenia. Zmieniał się stan psychiczny głodujących ludzi, który charakteryzował się ubóstwem myśli, apatią i ospałością. Ludzie ożywiali się tylko na widok jedzenia. Często nie zdawali sobie sprawy z wygłodzenia, tak jakby było ono naturalnym stanem organizmu.
Mieszkańcom getta codziennie śmierć zaglądała w oczy. Nie mieli żadnych praw, w oczach hitlerowców byli tylko podludźmi. Niemcy regularnie wywozili ludzi do obozów zagłady. Z książki Hanny Krall dowiadujemy się, że podczas przyśpieszonej akcji wywożenia Żydów, w szkole przerobionej na szpital, jedna z pielęgniarek zdążyła podać chorym dzieciom swoją porcję cyjanku. Mamy tu do czynienia z ogromnym dylematem moralnym. Z jednej strony pielęgniarka przecież mordowała te dzieci, ale z drugiej strony ratowała je przed męczarnią i śmiercią, jeśli nie jeszcze podczas transportu, to na pewno w komorze gazowej. Wtedy uznano ją za bohaterkę. Porządku w getcie i podczas „dostaw” ludności przeznaczonej do wywiezienia do obozów koncentracyjnych pilnowali żydowscy policjanci. Była to funkcja moralnie bardzo niejednoznaczna. Żydowscy policjanci stali jakby po stronie Niemców, przeciwko swoim rodakom. Wiele osób miało im to za złe. Na niektórych Żydowska Organizacja Bojowa wydała wyroki – w odpowiednim czasie mieli zostać zlikwidowani. Oni zdecydowali się na taki krok, żeby mieć choć cień szansy na ocalenie. Nawet za cenę oskarżeń o kolaborację, nawet w sprzeczności ze swoim sumieniem. Z jednej strony Żydzi, których los był przesądzony, a z drugiej strony ich bracia, którzy wyrzekli się honoru za nadzieję przeżycia.
Jeszcze cięższą sytuację mieli więźniowie obozów koncentracyjnych, zarówno niemieckich, jak i sowieckich. Choć w Związku Radzieckim obozy te istniały i przed wojną i po wojnie. Gustaw Herling-Grudziński w książce „Inny świat” opisuje swoje przeżycia po aresztowaniu przez NKWD. Autor został osadzony w więzieniu, a potem przewieziony do obozu pod nieprawdziwym zarzutem, że był polskim oficerem (bo miał buty oficerskie) na usługach Niemców (bo jego nazwisko było podobne do nazwiska Hermanna Goeringa). W Związku Radzieckim było to normą, że osadzano ludzi na podstawie nieprawdziwych oskarżeń po wcześniejszych brutalnych przesłuchaniach, gdzie torturami zmuszano do przyznania się do winy.
Sytuacja w sowieckich łagrach była bardzo ciężka, ludzi dobijano pracą w trudnych, syberyjskich warunkach. Ogólnie panowała zasada, że im więcej ktoś pracuje, tym więcej otrzymuje żywności. Ludzie mieli więc wybór – albo ciężej pracować i w zamian więcej jeść (choć było to i tak za mało jak na potrzeby człowieka) albo pracować mniej wydajnie, ale też otrzymywać mniejsze racje żywnościowe. Tak, czy tak przeżyć w łagrach było niesłychanie trudno. Ciężka praca, mróz, głód, poniżenie, bicie – było tam normą. Autor opisuje życie w tych obozach, podaje różne przykłady zachowania ludzi w tamtych warunkach, pokazuje do czego mogą one doprowadzić człowieka. Dowiadujemy się, na przykład, o losie pewnego kolejarza, któremu już skończył się wyrok. Myślał, że wyjdzie na wolność, wywołano go, ale tylko po to, żeby ogłosić, że przedłużono mu wyrok. Człowiek ten załamał się, umarł na atak serca. To nie była jedyna taka sprawa. W takich sytuacjach ludzie nie wytrzymywali psychicznie, popełniali samobójstwa. Jak pisze Grudziński: „Życie bez czekania na cokolwiek nie ma najmniejszego sensu i wypełnia się po brzegi rozpaczą”. Innym przykładem jest pewien człowiek, który pracował w brygadzie budowlanej. Żeby nie zostać przeniesionym do brygady leśnej, gdzie praca była bardzo ciężka i właściwie potrafiono samą pracą zabić człowieka, zdobył się na haniebny czyn. Zgodził się poświadczyć, że pracujący z nim czterej Niemcy, którzy unikali tematów politycznych, mówili między sobą o szybkim nadejściu Hiltera. Złożył fałszywe zeznania, a Niemców rozstrzelano. Zrobił to w obawie o swoje życie. Autor pisze, że pobyt w sowieckich więzieniach i łagrach był, bardziej niż na ukaranie „przestępcy”, nastawiony na jego wyeksploatowanie gospodarcze i całkowite przeobrażenie, dezintegrację osobowości, zdezorientowanie jednostki, ubezwłasnowolnienie jej i wykorzystanie jako taniej siły roboczej. Człowiek miał przy tym wyzbyć się wszystkich ludzkich odruchów. I tak było.
Nie inaczej wyglądała sytuacja w niemieckich obozach zagłady. W literaturze jest wiele opracowań, które opisują życie w tych miejscach.
Tadeusz Borowski, który sam był więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych pisał o tym w swoich opowiadaniach podając wiele przykładów na zdemoralizowanie, zobojętnienie człowieka w sytuacji, gdy na porządku dziennym była śmierć i nikt nie mógł być pewnym czy nie zostanie wysłanym do gazu albo nie zginie z rąk wartowników z SS. W opowiadaniu „U nas w Auschwitzu”, które jest serią listów Borowskiego do jego ukochanej Marii, czytamy o pewnym Żydzie, który pracował przy kierowaniu ludzi do gazu. Pewnego dnia do obozu trafił ojciec tego człowieka, a on skierował go do komory gazowej pod pretekstem kąpieli. Oczywiście, gdyby postąpił inaczej – sam by zginął. Autor opisuje także swojego dawnego kolegę, który zajmował się paleniem zwłok i opowiadał o nowym, ekonomicznym sposobie palenia: „Bierzemy cztery dzieciaki z włosami, przytykamy głowy do kupy i podpalamy włosy”.
Tadeusz Borowski miał kontakty z więźniami, którzy pracowali w grupie nazywanej Kanadą. Była to wybrana grupa pracująca przy rozładunkach transportów ludzi, z których korzystała zabierając im odzież i jedzenie. Autor wyszedł kiedyś z nimi do pracy, kiedy przyjechał transport nowych więźniów do obozu. Członkowie Kanady zajmowali się rzeczami tych ludzi, którym zabierano wszystko, co mieli. Niemcom zależało na złocie i biżuterii, a więźniom na jedzeniu. „Znajdowali sterty chleba, słoiki z marmoladą, a nawet spirytus w manierkach, który pili na zaspokojenie upału” - czytamy. Potem uprzątali wagony. Oto opowieść jednego z nich: „Wskakuję o środka. Porozrzucane po kątach wśród kału ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone, podeptane niemowlęta, nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. Wynosi się je jak kurczaki, trzymając po parę w jednej garści”. Warto tu zwrócić uwagę na zachowanie niektórych kobiet. Jak opisuje Borowski, nie chciały one przyznawać się do tych dzieci, bo miały nadzieję, że w ten sposób zyskują szansę na przeżycie. Za jedną z kobiet biegło dziecko, ale ona nie przyznawała się, że jest jego matką. W jednej chwili, w obliczu śmierci, straciła swój instynkt macierzyński. Podczas „rozładunku” transportu zdarzyła się też historia dziewczynki, kaleki bez nogi. Gdy niesiono ją za ręce i jedną, pozostałą nogę, zaczęła płakać i wyszeptała: „Panowie, to boli, boli…”. Wrzucono ją na samochód, pomiędzy trupy, żeby spaliła się żywcem. Więźniowie nie mieli już w sobie żadnej litości, żadnych ludzkich uczuć. Po takim transporcie ci, którzy pracowali w Kanadzie, mieli co jeść i czym handlować. Chwalili, że był to dobry i bogaty transport.
W niemieckich Obozach Zagłady życie codzienne przepełnione było strachem o własne życie. Ludzie robili, co mogli, żeby przeżyć, nie cofali się przed uczynkami, których w normalnych warunkach nigdy by nie zrobili, bo były nieludzkie, moralnie nie do przyjęcia. To wszystko oczywiście niszczyło dusze ludzkie, prowadziło do zatracenia podstawowych wartości. Znikały wszelkie ludzkie odruchy, pozostawał strach o życie. Ludzie za wszelką cenę walczyli o przetrwanie.
Wydaje mi się, że nie tylko dusze ofiar ucierpiały podczas II Wojny Światowej. Bo czy po tym wszystkim, czego dopuścili się oprawcy, można pozostać człowiekiem? Czy ich dusze również nie zostały zniszczone? Zawsze zastanawiałem się, kim byliby esesmani, strażnicy obozów koncentracyjnych, którzy z taką łatwością zabijali ludzi. Kim by byli, żeby nie wojna. Żeby nie ta atmosfera, jaką stworzyli naziści, nie to pranie mózgów, któremu byli poddawani Niemcy przez ministra propagandy Goebbelsa, gdyby nie było ciągłego wmawiania, że Niemcy są lepszą rasą. Kim byłby, na przykład, Jurgen Stropp, którego opisuje w swojej książce „Rozmowy z katem”, Kazimierz Moczarski? Sądząc po charakterystyce Stroppa, mógłby on być dobrym, obowiązkowym żołnierzem, prawdziwym, nie zbrodniarzem. Jednak przywódcy Trzeciej Rzeszy potrafili doprowadzić cywilizowany naród do tego, że jego przedstawiciele dopuścili się haniebnych czynów. Można powiedzieć, że zawładnięto ich duszami. Jurgena Stroppa bawiły opowieści o tym jak Niemcy podpalali domy, a Żydzi wyskakiwali z okien. Jego żołnierze strzelali wówczas do nich jak do kaczek, nazywając ich spadochroniarzami. Nie przejawiał on skruchy, ani wyrzutów sumienia, nie myślał, że zabija ludzi. Robił to, co mu kazano, wykonywał rozkazy. Stroop był doskonałym przykładem tego, do czego prowadziła propaganda nazistowska. U Tadeusza Borowskiego czytamy: „Nagle nadjechał transport. Pociąg wjeżdżał na rampę tyłem, w zakratowanych okienkach towarowych wagonów widać było twarze ludzi proszących o wodę i krzyczących z przerażenia. Jeden z podoficerów skinął na posta, a ten przejechał po wagonach serią z automatu – trochę się wówczas uciszyło”. Należy pamiętać, że wielu z tych strażników obozowych miało żony i dzieci. Tak postępowali ludzie, których dusze zostały skażone do tego stopnia, że nie widzieli nic złego w swoim postępowaniu.
Nie tylko żołnierze, esesmani, czy strażnicy byli zbrodniarzami. Stali się nimi także lekarze. Wielu z nich, w czasie wojny, upadło na samo dno moralności. Eksperymenty medyczne przeprowadzane na ludziach, w tym dzieciach, były na porządku dziennym w obozach koncentracyjnych. Pisze o tym Zofia Nałkowska w książce „Medaliony”. Autorka pisze o kobiecie, która wraz z współtowarzyszkami była nękana zastrzykami, otwieraniem ran i przeprowadzaniem medycznych eksperymentów, „w sposób, jakiego nie chce nawet pamiętać”. W książce czytamy również szokującą relację o produkcji mydła z ludzi. Opowiada o tym współpracownik profesora Spannera – szefa Instytutu Anatomicznego, który w czasie wojny zajmował się „produkcją”. Współpracownik opowiada o wyrobie mydła z tłuszczu ludzkiego oraz do czego służyły, w jaki sposób były zdobywane i skąd pochodziły ciała zmarłych. Jego opowieść cechuje obojętność oraz brak poczucia moralności. Mówi, że nie wiedział, że taka działalność to coś złego, tym bardziej, że instytut odwiedzali ludzie będący autorytetami w dziedzinie medycyny i anatomii i skoro oni nie dostrzegali w tym nic złego, to chyba wszystko powinno być w porządku. Kwintesencją zeznań tego człowieka są słowa: „W Niemczech, można powiedzieć, ludzie umieją coś zrobić – z niczego”. Mydło stało się „czymś” – człowiek niczym... Nałkowska pisze o katach oraz ich metodach zadawania cierpień i zabijania ludzi. Jednym z nich był August Glass. Swoje ofiary bił w nerki, w taki sposób, by nie zostawiać śladów. Zgon następował po trzech dniach. Inny miażdżył krtań człowieka stawiając mu stopę na gardle. Jeszcze inny dusił więźniów zatapiając im głowy w kadzi. Następny pod byle pretekstem uderzał po głowie gumą zakończoną ołowiem tak celnie, że zabijał na miejscu. Jego dzienna „stawka”, to piętnaście zabitych. Autorka pokazuje też jak takie wydarzenia wpływały na dzieci. Pewien lekarz – profesor z Pragi, przechadzając się po oświęcimskim obozie, zauważył dwoje małych jeszcze żywych dzieci. Bawiły się w piasku, przesuwając po nim jakieś patyczki. Na pytanie:
– Co robicie, dzieci? - otrzymał zadziwiającą odpowiedź:
– My się bawimy w palenie Żydów.
Jak widać palenie ludzi dla dzieci, które obserwowały to na co dzień, nie było niczym niezwykłym, a nawet mogło stać się zabawą.
Nałkowska pisze: „Utylizowanie spalonych kości na nawóz, tłuszczu na mydło, skóry na wyroby skórzane, włosów na materace – to był już tylko produkt uboczny tego olbrzymiego przedsiębiorstwa państwowego, przynoszącego w ciągu lat nieobliczone dochody. Ta stała dywidenda płynęła z ludzkiej męczarni i ludzkiego przerażenia, a także z ludzkiego upodlenia i zbrodni, i stanowiła istotną ekonomiczną rację całej imprezy obozów”.
Już po wojnie, do Marka Edelmana napisał pewien Niemiec, który w czasie wojny przebywał na terenie getta jako żołnierz Wermachtu: „Widziałem tam ciała ludzi na ulicach, dużo ciał przykrytych papierami, pamiętam to było okropne, obaj jesteśmy ofiarami tej okropnej wojny, czy mógłby pan napisać do mnie parę słów?”. Edelman, w odpowiedzi, zawarł wyrazy współczucia i próbę akceptacji uczuć wojskowego.
Ja w żaden sposób nie chcę usprawiedliwiać oprawców. Chcę tylko pokazać, że i oni mieli sumienie, że wojna zniszczyła także ich dusze. Myślę, że wielu z nich, choć na pewno nie wszyscy, przez długie lata po wonie musiało żyć z wyrzutami sumienia. Myślę, że ten okrutny czas, jakim była II Wojna Światowa, w wielu Niemcach obudził jakieś głęboko skrywane sadystyczne instynkty, o których nigdy by się nie dowiedzieli w normalnych czasach. Warto tu zacytować ministra propagandy Rzeszy Josepha Goebbelsa: „Propaganda jest najskuteczniejsza wtedy, gdy manipulowani są przekonani, że postępują zgodnie z własną wolą”. Wielu Niemców padło ofiarą ogromnej manipulacji, która sączyła się do ich umysłów z filmów, radia, książek i gazet. Zofia Nałkowska stwierdziła: „Prawdopodobne jest, że gdyby w tych ludziach nie pobudzono drzemiącego w podświadomości zła, nie wydarzyłyby się te okrutne fakty”.

Bez wątpienia II Wojna Światowa zniszczyła dusze ludzi wszystkich narodów, jakie brały w niej udział. Tamten czas pokazał do czego zdolny jest człowiek – zarówno okupant i najeźdźca, jak jego ofiary. Jak pisał Gustaw Herling-Grudziński: „Człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach”. W warunkach nieludzkich, w obliczu śmierci budziły się w ludziach chęć przeżycia i instynkt samozachowawczy, które popychały ich do czynów, do jakich nie byłby zdolny człowiek wolny. Szczególnie więźniowie obozów zagłady zatracili moralność i podstawowe wartości. Strach i obawa o własne życie są w obozie tak naturalne, że żeby przeżyć, człowiek jest gotowy wyzbyć się wszelkich ludzkich odruchów i uczuć. Przeżycia wojenne musiały na zawsze pozostawić ślad w ich psychice, w ich duszach. Grudziński uważa za „nonsens naszych czasów próby sądzenia go (człowieka) według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich”. Ja w pełni się z tym zgadzam. Nikt nie wie, jak zachowałby się w takiej sytuacji, co by zrobił dla ratowania życia albo gdyby pozbawiono go podstawowych potrzeb, przede wszystkim jedzenia. Bez wątpienia zawsze należy pamiętać o tym jaki los zgotowali ludzie ludziom. Dla tego, żeby ta historia nigdy się nie powtórzyła nie wolno zapominać do czego, w określonych sytuacjach, człowiek jest zdolny.


Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Gramatyka i formy wypowiedzi