profil

Przygoda, ktora mogła wydarzyć się Drużynie Pierścienia

poleca 85% 295 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Był to trzeci dzień od wyruszenia z Rivendell. Mijała północ, Drużyna spała za wyjątkiem Boromira, który pełnił właśnie wartę przy ognisku. Niedaleko było słychać głośny szum Grzmiącej Rzeki, która swoje źródło miała w Górach Mglistych, majaczących daleko na wschodzie. Na północnym zachodzie ciągnęło się pasmo niewysokich, porośniętych drzewami pagórków. Niebo było bezchmurne, księżyc jasno świecił, rzucając blade światło na ciemny, gęsty las rosnący za rzeką.

Boromir siedział na kamieniu i myślał. Uważał, że Jedyny Pierścień należy wykorzystać w walce z Nieprzyjacielem. Nie do końca zgadzał się z decyzją Rady. Miał nadzieję, że przekona Gandalfa i resztę Drużyny, i zamiast w paszczę wroga, do Mordoru, wyruszą do Minas Tirith, do jego rodzinnego grodu. Nagle zauważył, że ogień lekko przygasł. Westchnął, wstał i rozejrzał się w poszukiwaniu gałęzi. Wtem, kątem oka, dostrzegł jakiś przedmiot, który lekko błyszczał w świetle księżyca. Zaciekawiony Gondorczyk podszedł bliżej. Wśród mokrego piachu zasypana do połowy leżała piękna bransoleta. Była wykonana z ithildinu, kamienia gwiezdno - księżycowego, i dlatego jaśniała nikłym światłem. Pośrodku przymocowany był ogromny brylant, zaś dookoła niego siedem mniejszych. Rycerz podniósł drogocenny przedmiot i otrzepał go z piasku
- Ciekawe, skąd to się tutaj wzięło? - szepnął do siebie
- Zapewne rzeka wyrzuciła to na brzeg - rzekł spokojnie jakiś głos.
Boromir zachował zimną krew
- To zasadzka - pomyślał - przywabili mnie tym świecidełkiem. Ale nie sprzedam tanio swej skóry!
Błyskawicznie odwrócił się, jednocześnie wyjmując miecz z pochwy i zamachnął się, by zadać cios. Przeciwnik był szybszy i wytrącił mu broń z ręki. Gondorczyk spojrzał w twarz nieprzyjaciela i... odetchnął z ulgą.
- Ach, to ty, Gandalfie - mruknął wreszcie.
- W rzeczy samej - rzekł Czarodziej i uśmiechnął się - Pokaż no, co znalazłeś.
Rycerz z niechęcią podał klejnot. Obawiał się, że Gandalf przywłaszczy sobie tą wartościową rzecz.
- Hmm - rzekł starzec, gładząc brodę. - To ciekawe znalezisko. Ta bransoleta została wykonana wiele, wiele lat temu. Zaraz, zaraz... To nie możliwe... Zdaje się, że znalazłeś klejnot poszukiwany przez wszystkie krasnoludy w całym Śródziemiu!
- Naprawdę? - zdziwił się Boromir
- Tak. Wiele, wiele lat temu krasnoludowie spod Ereboru, Samotnej Góry, poprosiły pobratymców z Morii o wykonanie pięknej bransolety, którą chcieli podarować w dowód przyjaźni Leśnym Elfom, ich sąsiadom, mieszkającym w Mrocznej Puszczy.
- Ale dlaczego tego klejnotu nie wykonali rzemieślnicy krasnoludzcy spod Samotnej Góry? - przerwał wojownik
- Bo tylko w Morii istnieją złoża mithrilu, który można przekuć na ithildin, użyty w tym cennym przedmiocie - odparł Gandalf. - Tak więc krasnoludowie z Khazad-dum zaczęli wykuwać tę bransoletę. Jednak piękno klejnotu wzbudziło w ich sercach złe żądze. Przywłaszczyli sobie skarb i zabili krasnoludów spod Ereboru, którzy przyszli odebrać należność. Wtedy rozgniewany władca spod Samotnej Góry wyruszył z wielotysięczną armią, by przejąć swój skarb.
- Wyruszyli na wojnę tylko dlatego, że zabrano im jakiś klejnot? - zapytał z niedowierzaniem Boromir.
- Musieli drogo zapłacić za tę błyskotkę - odpowiedział Gandalf. - Już w tamtych czasach mithril był bardzo drogim kruszcem. A poza tym zabito ich braci, dlatego wyruszyli na wojnę.
- Dziwne te krasnoludzkie zwyczaje - mruknął Boromir. - Co się działo dalej?
- Podstępny władca Morii, Durin II, oddał klejnot, a także tyle złota i kosztowności, ile ważyły ciała zabitych krasnoludów, jako zadośćuczynienie za ich zabójstwo. Jednakże, gdy odeszli goście z Ereboru, posłał za ni mi swoją armię. Ta dogoniła i otoczył swoich północnych braci. Stało się to nad źródłem Grzmiącej Rzeki.
- I kto wygrał? - zapytał zaciekawiony Gondorczyk.
- Nikt - padła nieoczekiwana odpowiedź. - W bratobójczej bitwie zginęło wielu krasnoludów po obu stronach. Niedobitki dwóch armii wróciły do swoich siedzib.
- A klejnot? Co się z nim stało?
- Zaginął. Wielu krasnoludów go szukało, ale nic z tego. Wpadł pewnie do wody i ugrzązł w mule, aż w końcu rzeka wypchnęła go i przypłynął tutaj.
Boromir zamyślił się. Przypomniał mu się Jedyny Pierścień. Wyglądał tak niepozornie przy tej kosztownej bransolecie. Jednakże zakładając go, stawało się potężnym. Ach, jak chciał dostać Jedynego w swoje ręce...! Nie mógł przeboleć, jak Elrond powierzył go jakiemuś niziołkowi. Gdyby on miał Pierścień... Pokonałby zło i dopiero wtedy wrzuciłby go do Szczelin Zagłady....

Jego rozmyślania przerwał głos Gandalfa.
- Nie mów o tym Gimlemu. Krasnoludy nie opowiadają tej historii nikomu. Nadal wierzą, że odnajdą ten klejnot. Mimo że to stało się dawno temu, krasnoludowie spod Samotnej Góry i te krasnoludy, które uciekły z Morii, nienawidzą się. Dzisiaj to uczucie osłabło, jednak gdy dowiedzą się o tym znalezisku, nienawiść wybuchnie na nowo. Byłby to wielki tryumf Zła. Tak więc nie pokazuj tego Gimlemu!
Boromir w milczeniu skinął głową.
- A kiedy się obudziłeś? zapytał, zmieniając temat. - Wydawało mi się, że wszyscy śpią.
- W ogóle nie spałem - odparł Czarodziej. - A teraz idź, odpocznij - ja i tak nie zasnę. Muszę pomyśleć nad wyborem dalszej drogi. Ach, i masz tę bransoletę.
Boromir wziął klejnot i poszedł w stronę ogniska.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 5 minut

Teksty kultury