profil

Charaketerystyka Marcina Borowicza

poleca 85% 114 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Marcin Borowicz, główny bohater „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego, jest jedynym synem Walentego i Heleny Borowiczów, zubożałych szlachciców, mieszkających w Gawronkach. Czytelnik poznaje go w dniu, w którym wraz z rodzicami jedzie do pobliskich Owczar, aby rozpocząć naukę w szkole elementarnej i przez jedenaście lat śledzi jego dorastanie aż do ukończenia gimnazjum i otrzymania świadectwa dojrzałości. W chwili rozpoczęcia akcji powieści jest to „duży, tęgi i muskularny chłopak ośmioletni, z twarzą nie tyle piękną, ile rozumną i miłą. Oczy ma czarne, połyskliwe, w cieniu gęstych brwi ukryte. Włosy krótko przystrzyżone „na jeża” okrywa barankowa czapka wciśnięta aż na uszy. Ma na sobie zgrabną bekieszę z futrzanym kołnierzem i wełniane rękawiczki.”

W Owczarach rozpoczyna się kolejny etap życia chłopca. Rozpieszczony przez rodziców, dobrze wychowany wyrósł na dziecko wrażliwe i nieśmiałe, charakteryzujące się typowo dziecięcą naiwnością i ufnością. Wyjazd z domu rodzinnego, rozłąka z ludźmi, których znał i kochał, sprawia, że jest zdezorientowany i przypuszcza, że w szkole nie czeka go nic dobrego. Przede wszystkim musi nauczyć się samodzielności.

Po rozstaniu z rodzicami ogarnia go bezgraniczna rozpacz i tęsknota. Nagle nie ma przy nim ukochanej matki, która zawsze go wspierała, dzieliła z nim wszystkie smutki i radości, rozumiała jego potrzeby. Stara się być jednak dzielny, rozumiejąc, że rodzice wierzą w jego zdolności i rozum, pragnie, aby byli z niego dumni. Przez pierwsze miesiące nie ma kontaktu z domem rodzinnym, co ma go zahartować. Marcinek jednak nie zapomina i nadal tęskni. Nawet widok Gawronek w oddali powoduje u niego wybuch płaczu. Jego samotność pogłębia fakt, że nie może bawić się z chłopcami ze wsi ze względu na tzw. dobre wychowanie.

Chłopiec uczy się z uporem, niekiedy na pamięć, nieustannie upominany przez pana Wiechowskiego, co wywołuje w nim strach przed egzaminami wstępnymi. Ów lęk, zakorzeniony podczas nauki w Owczarach, będzie mu towarzyszył przez wiele miesięcy pobytu w gimnazjum. Szczególne trudności sprawia mu arytmetyka. Są też dni, w ciągu których ma wrażenie, że w rzeczywistości nie rozumie niczego.

W kilka miesięcy później czytelnik widzi Marcina Borowicza jako kandydata do klasy wstępnej, ubranego już „po męsku”: „zdjęto mu nareszcie sznurowane trzewiki i pończochy, odziano w rzeczywiste spodnie, sięgające aż do samych obcasów nowych kamaszków z gumami”. Miasto, ograniczające przestrzeń, do której był przyzwyczajony, przeraża go i przytłacza. Chłopiec czuje się znużony i smutny: „Męczyła go i dławiła spiekota miejska, bruk palił i wykręcał mu nogi, widok murów, a brak horyzontu sprawiał mu przykrość bez nazwy, co mimo nieustannych westchnień nie mogła wyrwać się z piersi. Wszystko w tym mieście było inne niż na wsi, było dla niego zimne i szorstkie, traktowało go nie jako dziecko”. Dlatego też później szuka miejsc, które przypominają mu dom rodzinny, wieś i matkę.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 2 minuty