Pani Monika była wysoką, pogodną staruszką, która przez całe życie pracowała w szpitalu. Nigdy nie była mężata, nie miała żadnych dzieci ani nikogo bliskiego. Rodzice jej nie żyli od czterech lat. Gdy w końcu przyszedł czas przejścia na emeryturę, ucieszyła się i myślała, że teraz będzie miała więcej czasu dla siebie i domu. Z czasem jednak zaczęła odczuwać samotność. Umyła okna, wyszorowała dywany i posprzątała całe mieszkanie, więc po pewnym czasie nie było już co sprzątać. Przestała gotować obiady, które w większości lądowały w koszu.
Pewnego deszczowego dnia, kiedy wyszła do sklepu, usłyszała tragiczną wiadomość. Jej sąsiadka, która mieszkała sama, umarła i jej ciało zostało znalezione po pięciu dniach. Pani Monika przeraziła się, że z nią może stać się podobnie. Postanowiła więc jak najszybciej coś zmienić. Następnego dnia poszła do najbliższego domu opieki dla starszych i poprosiła, żeby ją tam zatrudniono. Dyrektor domu zgodził się szybko.
Nazajutrz, kiedy pani Monika przyszła, poczuła przygnębienie, ponieważ zobaczyła tych wszystkich ludzi, którzy nie mieli własnej rodziny. Z czasem zdobyła ich sympatię. I tak mijały miesiące. Staruszka czytała tym, którzy nie mogli wstać z łóżka, robiła z innymi drobne zakupy i wychodziła do parku na spacery. Jednak zachorowała i nie mogła pójść do domu opieki. Kiedy tak leżała i oglądała telewizję, usłyszała coś, czego nie słyszała od dawna – to był dzwonek do drzwi. To była koleżanka z domu opieki, pani Kasia, która przyszła zobaczyć, czy wszystko w porządku. Pani Monika odpowiedziała smutna, że jest chora i musi zostać w domu.
Zaprosiła więc ją na herbatę, długo rozmawiały i pani Kasia obiecała, że będzie przychodzić częściej. Staruszka się ucieszyła i wiedziała, że już nie będzie samotna. Pomimo tego, że była stara i chora, nadal mogła pomagać ludziom potrzebującym. Poczuła, że przez długie lata pracy w szpitalu nie czuła się tak potrzebna jak teraz. Wiedziała, że gdyby teraz odeszła, ktoś by o niej pamiętał, a może nawet tęsknił.