profil

Wina i kara

poleca 83% 723 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

"Wina" i "kara" - słowa te występują niemal nierozłącznie. Według słownika języka polskiego, wina oznacza „wykroczenie, występek, grzech, przyczynienie się do czegoś złego. Jednocześnie winę można pojmować jako odpowiedzialność za dany czyn”, natomiast kara jest to „środek represyjny lub wychowawczy, stosowany względem osób, które popełniły przestępstwo lub naruszyły normy prawne albo obyczajowe”. Większość ludzi twierdzi, że ten, kto popełnił grzech, musi zostać ukarany - to właśnie uważa się w społecznym sensie za sprawiedliwość. Nie zastanawiamy się, co jest powodem winy ani co skłoniło winowajcę do popełnienia złego czynu. Lubimy oceniać innych i często czynimy to powierzchownie.
Motyw winy i kary to częsty temat pojawiający się w literaturze. W mojej prezentacji problem ten ukażę najpierw w tragedii „Król Edyp”.

Królowi Teb Lajosowi, wyrocznia delficka przepowiedziała, że jego syn zabije ojca i poślubi własną matkę. Kiedy żona urodziła Lajosowi syna, król kazał niemowlęciu przekłuć golenie i porzucić na pustkowiu, by tam zmarło. Litościwy sługa nie wykonał jednak w pełni okrutnego polecenia władcy: oddał dziecko na wychowanie obcym pasterzom. Wzięli je traktując jak własnego syna, bezdzietni władcy Koryntu Polybos i Periboja. Edyp wychował się w Koryncie jako syn królewski, nic nie wiedząc o swoim pochodzeniu. Kiedy wyrocznia ogłosiła tę samą ponurą przepowiednię, młodzieniec opuścił Korynt i rodziców, aby nie dawać żadnej okazji do jej spełnienia.

W trakcie wędrówki na drodze spotkał przypadkowo przejeżdżającego tamtędy nieznanego starca- był nim król Lajos. W sprzeczce i bójce, jaka się wywiązała między sługami króla, Edyp zabił Lajosa. Następnie udał się do Teb, nad którymi właśnie zawisła zagłada. Potwór Sfinks zadawał każdemu wkraczającemu do miasta zagadkę, odgadł ją Edyp i w ten sposób uwolnił miasto od potwora, za co został przez wdzięcznych mieszkańców uznany za króla i poślubił wdowę po Lajosie, królową Jokastę.

Edyp panował mądrze i sprawiedliwie. Tymczasem miasto nawiedziła zaraza, a wysłany do wyroczni szwagier Edypa, Kreon, doniósł, że to kara bogów za nie pomszczoną dotąd śmierć Lajosa. Edyp rzucił klątwę na mordercę i rozpoczął gruntowne śledztwo. Ostatecznie w wyniku kolejno odsłaniających się zdarzeń sprzed lat, stwierdził , że wyrocznia głosiła prawdę: to on właśnie był nieświadomym zabójcą i mężem własnej matki, z którą ma dzieci. Zrozpaczona Jokasta popełniła samobójstwo, zaś Edyp własnoręcznie oślepił się. Zbrodniarz- zabójca, w myśl własnej klątwy udał się na wygnańczą wędrówkę.

Wydaje mi się, że głównym winowajcą nie był wcale Edyp, lecz jego ojciec Lajos- władca Teb. Lajos świadomie zawinił wobec bogów i z tego powodu bogowie rzucili klątwę- dotyczącą urodzenia syna. W tym ujęciu mitu zasadniczym motywem staje się wina Lajosa i kara zesłana przez bogów, zaś sam Edyp właściwie cierpi za winy nie popełnione, jest tylko nieświadomym i nieszczęśliwym obiektem,- „narzędziem” kary bogów dla występnego Lajosa. Jego los jest z góry przesądzony przez Fatum i mimo, że wielokrotnie grzeszy on zbytnią pychą, jego kara w gruncie rzeczy jest nieuzasadniona, jest wynikiem zrządzeń losu, których odwrócić się nie da. Moim zdaniem antyczna koncepcja losu stawia człowieka od razu na przegranej pozycji.

Problem winy i kary w „Makbecie” Williama Szekspira został przedstawiony głównie
z perspektywy tytułowego bohatera, choć nie należy także zapominać o jego żonie. Makbet był bohaterem wrażliwym. Odróżniał dobro od zła. Kiedy pojawiła się wizja zdobycia tronu, mężczyzna zdał sobie sprawę, że mógłby „pomóc” losowi, czyli zabić króla. Jednak od początku odzywało się w Makbecie sumienie. Bohater odsuwa myśli o morderstwie jak najdalej. Pragnie poddać się losowi. Mówi:

Chceli los, abym był królem,
Niech mię bez przyczynienia się mojego
Ukoronuje. [w. 258-260]


Wydaje się, że w pewnym momencie decyzja Makbeta o popełnieniu zbrodni wypływa z utraty kontroli głównego bohatera nad wszystkim, co dzieje się wokół. Tempo akcji jest tak wielkie, że Makbet łatwo uległ myśleniu żony. Lady Makbet stwierdziła, że nagły nocleg Dunkana w ich zamku jest darem, zesłanym przez los; że więcej taka okazja się nie powtórzy. Makbet, który wciąż pamiętał zaklęcia wiedźm, zaczął myśleć o zbrodni nie w kategoriach czegoś złego, niemoralnego. Bohater stracił poczucie równowagi, wmówił sobie fałszywe tezy. Lady Makbet odwoływała się w dodatku do męstwa Makbeta. Kobieta nie odczytywała jego wahań jako wyrzutów sumienia, ale traktowała je jako symptomy tchórzostwa. Kiedy doszło do popełnienia morderstwa ani Makbet, ani Lady Makbet nie zdawali sobie sprawy z kary, jaka ich za to spotka. Ich przeczucia były tłumione przez nich samych, ponieważ bohaterowie niewłaściwie rozumieli swoje zachowania w noc zbrodni. Zaburzenia widzenia u Makbeta, poczucie niemożności powiedzenia jednego słowa przy strażnikach, a zwłaszcza „amen”, będącego zakończeniem ich modlitwy, drżenie rąk i paniczny strach przed każdym najmniejszym dźwiękiem w zamku małżeństwo określiło jako strach, który należy opanować. Oboje nie zauważyli, że te syndromy mogą być po prostu przeczuciem kary, zapowiedzią poczucia winy po dokonaniu potwornego zła. Następstwem zbrodni są kolejne mordy. Makbet stracił jakiekolwiek skrupuły. Z zimną krwią zlecił zbójcom zabicie Banka i Fleance’a, a niedługo potem – całej rodziny jednego z lordów Makdufa. Makbet już nie odczuwał żadnej granicy w wyrządzaniu zła. Jego zachowania były raz bezwzględne, a raz obłąkańcze. Tylko on widział ducha Banka na uczcie, tylko Makbet nie myślał logicznie tuż przed ostateczną bitwą pod Dunzynam.
Kara nadeszła bardzo szybko. Były to nieustanne wyrzuty sumienia u Makbeta. Bohater nie mógł spać, rozmawiać z innymi, panować nad swoimi przywidzeniami. Podczas uczty po koronacji wydał się gościom obłąkany. Lady Makbet od razu zaś popadła w obłęd i na koniec umarła śmiercią samobójczą. Poczucie winy i następstwa zbrodni, które są karą za jej popełnienie, są w sztuce Szekspira przeanalizowane szczegółowo. Panowanie nieuchronnego losu nad światem człowieka, istnienie jakichś większych, wyższych sił wprowadza w rzeczywistość ludzką konieczność kary za zło. Nie ma zbrodni bez kary. Nie ma człowieka, który nie czułby winy po odebraniu komuś życia, po sięgnięciu moralnego dna. Zarówno dzielny rycerz, który dopuści się nieprawości, jak i demoniczna, bezwzględna kobieta są wkrótce naznaczeni ciężarem, którego nie potrafią udźwignąć. Oboje giną, co również potwierdza nieuchronność kary i ogrom cierpienia, spowodowanego przez zbrodnie.

Wyrzuty sumienia po popełnionej zbrodni są tematem powieści Fiodora Dostojewskiego - „Zbrodni i Kary”. Główny bohater, były student Rodion Raskolnikow, zabija siekierą starą lichwiarkę, by ratować przed nędzą swoją matkę i siostrę, a także by upewnić się, czy należy, do tzw. ludzi właściwych. Raskolnikow wyrażał pogląd, że jednostka wybitna (a za taka uchodził we własnym mniemaniu) może przekraczać zasady prawne i normy moralne, a w imię celów wyższych nawet popełnić zbrodnie. Starą lichwiarkę uważał za nikomu nieprzydatną “wesz” społeczną, jej pieniądze chciał przekazać potrzebującym. Po dokonaniu zbrodni mimo racjonalnej argumentacji Raskolnikow jest rozdarty wewnętrznie, dręczą go wyrzuty sumienia. Zachodzi w nim przemiana: z jednej strony jest wierny swojej teorii, z drugiej zaczyna rozumieć, że zrobił coś niemoralnego. Staje się zagubiony, zaniepokojony i rozdrażniony. Przeżywa ciężkie chwile, nie do zniesienia. Morderstwo zniewoliło go i sam dla siebie stał się katem. Po pewnym czasie zastanawia się nad przyznaniem się do zbrodni mimo, że nie żałuje swojego czynu. Tak silna potrzeba wyznania popycha go do zwierzeń niedawno poznanej dziewczynie, Soni. Być może duchowe cierpienia dziewczyny, spowodowane przymusem prostytucji w celu utrzymania rodziny, sprawiają, że Raskolnikow odnajduje w niej bratnią duszę. Za namową dziewczyny bohater ujawnia się jako morderca, jednak nadal nie potępia swego czynu. Uważa się za człowieka słabego, który nie przeszedł egzaminu swojej wybitności. Nie kara materialna, lecz psychiczne męki bohatera po dokonaniu zbrodni, były karą adekwatną do czynu. Dopiero ośmioletnie zesłanie na Syberię i starania Soni pozwoliły mu wyzbyć się przekonania o konieczności oczyszczania świata i powrócić do postawy moralnej. Dostojewski podkreśla powrót na drogę dobra i żeby przekonać do tego swoich czytelników ukazuje, jak cenną nagrodę za to otrzymał jego bohater, mianowicie miłość Soni. Autor poprzez historię Raskolnikowa pokazuje nam jak człowiek może zmieniać się, dojrzewać i rozwijać duchowo, a co najważniejsze naprawiać swoje błędy, bo przecież błądzenie jest rzeczą ludzką. Dostojewski napomina nas również, iż wolność ograniczona tylko prawem może prowadzić do zguby, dlatego każdy człowiek powinien postępować zgodnie z zasadami wiary chrześcijańskiej. Największą karą dla człowieka jest życie bez miłości, czego przykładem jest Raskolnikow.

Główny bohater Procesu, Józef K., jest postacią niezindywidualizowaną. Jest człowiekiem przeciętnym, typowym urzędnikiem bankowym. O Józefie K. wiemy na pewno tylko tyle, że ma trzydzieści lat. Każdy dzień Józefa K. jest właściwie taki sam. Czasem odwiedza piwiarnię z kolegami, zaś raz w tygodniu kochankę Elzę. Chodzil do niej tylko po to, aby zaspokoić swoje potrzeby biologiczne, nie kochał jej, nie kochał nikogo, poza sobą. Jest to bohater niezależny, z nikim nie jest blisko związany, egzystujący w zupełnej samotności. Przede wszystkim stawiał on sukces zawodowy ponad życie rodzinne. Zupełnie zatracił się w pracy, zaniedbując przez to najważniejsze dla każdego człowieka wartości. Zanim Józef został zdegradowany do roli numerka w aktach sądowych, sam zdegradował się do roli trybu w wielkiej machinie konsumpcyjnego stylu życia. Wszystko podporządkował sukcesowi zawodowemu, dla którego zrzekł się miłości, przyjaźni i więzów rodzinnych. Józef K. musi zmierzyć się ze wszystkim, czego człowiek obawia się najbardziej: samotnością, poczuciem wyeliminowania, poczuciem bezradności i brakiem wpływu na własne losy, śmiercią. To go przerosło, głos wewnętrzny nie dawał mu spokoju i nakłaniał do zmiany swojego życia. K. zginął, gdyż nie potrafił się zmienić. Nic dziwnego, że odczuwamy lęki- zostaliśmy skazani już w chwili narodzin. W tej perspektywie w oczach Boga, jedynego sędziego, wszyscy przedstawiciele ludzkiego gatunku noszą w sobie skazę winy, jest ona wpisana w jego istnienie. Ten kto się urodził musi umrzeć, a życie ludzkie jest procesem.

Motyw winny i kary towarzyszy nam od początku ludzkości. Człowiek zawsze był kuszony do robienia rzeczy złych, niegodziwych i niemoralnych. W dziełach literackich scharakteryzowani są różnorodni złoczyńcy. Pisarze ukazują przestępców bezwzględnych i okrutnych oraz postacie, które budzą w czytelniku współczucie i zrozumienie. Także motywy postępowania przedstawionych bohaterów oraz kary, jakie ich spotykają różnią się od siebie. Winowajcy ponoszą śmierć lub po odbyciu pokuty odradzają się moralnie. Jednak to ból i cierpienie są najczęstszą karą za popełnione zbrodnie. Najsprawiedliwszym sędzią powinniśmy być zawsze my sami. Nasze sumienie potrafi być okrutne, ale tylko wówczas, gdy my- ludzie dopuścimy się okrutnego czynu! Człowiek jest istotą którą ma w sobie pierwiastki dobra i zła, tylko od okoliczności i wpływu ludzi zależy, które zwyciężą. Tragiczne jest, że przypadek może całkowicie odmienić ludzkie losy, a co więcej jedna pomyłka, jedna zła decyzja przekreśla cały moralny dorobek życiowy. Każde zło wyrządzone innym ludziom powraca po pewnym czasie i godzi tego, który je na świat wyprowadził. Sprawiedliwość dosięgnie zbrodniarza prędzej czy później. Bo sprawiedliwości zawsze musi stać się zadość. Za złe postępowanie zawsze jest kara, jeśli nie za życia to po śmierci. „Nie masz zbrodni bez kary” pisał A. Mickiewicz. DZIĘKUJĘ BARDZO ZA UWAGĘ.

Podoba się? Tak Nie
(0) Brak komentarzy

Sprawdzone przez eksperta

Czas czytania: 10 minut

Teksty kultury