profil

Polacy - Żydzi

drukuj
poleca 90% 102 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

POLACY - ŻYDZI
Antysemityzm nasz powszedni
 
Znikoma obecność fizyczna Żydów pozostaje w rażącej dysproporcji do ich przemożnej obecności symbolicznej. Znacznie tłumniej niż ulice polskich miast zaludniają dziś Żydzi zbiorową wyobraźnię Polaków. Są jak cienie przeszłości, duchy ożywione wysiłkiem szukającego łatwych wyjaśnień umysłu.
 
 
Mówi się, zwykle z najlepszą wiarą, o potrzebie naprawy stosunków polsko-żydowskich, o dialogu. Warto zdać sobie sprawę z tego, o czym się mówi. O ile strona polska jest dobrze zdefiniowana, to ta druga, żydowska, pozostaje bytem niejasnym, mgławicowym, na poły rzeczywistym, a na poły zmitologizowanym, nie tyle zbiorem konkretnych ludzi, namacalną kategorią demograficzną, społeczną, ekonomiczną czy wyznaniową, co żyjącym własnym życiem wytworem kultury symbolicznej. Z kim bowiem miałoby się polepszać stosunki, toczyć dialog? Z Izraelem? Z diasporą na Manhattanie? Z nielicznymi polskimi Żydami, a jeśli tak, to którymi? Garstką tych "prawdziwych", kultywujących obrządek i obyczaje przodków, przestrzegających szabatu i uczęszczających do synagogi, czy może zasymilowanymi od pokoleń Polakami żydowskiego pochodzenia?
 Jednoznacznej odpowiedzi na te pytania nie znali najwyraźniej autorzy kwestionariusza Centrum Badania Opinii Społecznej chcący ustalić stosunek Polaków do dwudziestu pięciu narodowości, skoro w dwóch przypadkach podali podwójne, precyzujące określenie: Izraelczycy, a w nawiasie Żydzi, a także Romowie, czyli Cyganie. Określenie "Romowie" uchodzi za neutralne, ale "Cyganie" jest lepiej znane. Natomiast wahanie między "Żydami" i "Izraelczykami" wydaje się znamienne. Dla porządku przytoczmy niektóre wyniki: w skali od 1 do 7 wygrali Amerykanie (z notą 5,37) przed Francuzami, Włochami, Anglikami i Szwedami; Izraelczycy-Żydzi zajęli pozycję siódmą od końca (4,15) przed Białorusinami, Serbami, Rosjanami, Ukraińcami, Rumunami i na samym końcu Romami-Cyganami (3,28), tymi, których pieśni tak lubimy.
 Badania tego rodzaju są zwodnicze, bo z założenia mierzą nie tyle uczucia wobec konkretnych osób innej narodowości, co etniczne stereotypy - co więcej, "wmuszają" respondentowi myślenie w tych kategoriach. Nie rozumiem, dlaczego ponawiają raz po raz to badanie skądinąd wybitni socjolodzy i renomowane ośrodki badania opinii. Jak bowiem można bez namysłu deklarować przyjaźń bądź antypatię do jakiegokolwiek narodu en bloc, zwłaszcza mało znanego? Przypadek Żydów jest szczególny, jedyny w swym rodzaju. O ile stereotypy Niemca (Drang nach Osten), Czecha (tchórz i piwosz, mówi śmiesznym językiem), Rosjanina (uraaa! job twoju mat), czy Szkota (archetypowy skąpiec), acz istnieją, nie pełnią w naszym życiu publicznym i umysłowym poważniejszej roli, o tyle "Żyd" jest wszechobecny. Zdumiewa i zakrawa na paradoks kontrast między powszechnością i intensywnością żydowskiego stereotypu a nikłą obecnością tych, których miałby on dziś dotyczyć.
Cienie przeszłości
Żydzi realni, owszem, istnieją. W święta polskie synagogi nie zieją pustką; na fali odrodzenia życia społecznego po 1989 roku reaktywowano kilkusetosobowe gminy wyznaniowe, powołano nowe periodyki, a młodzi ludzie (zwykle z mieszanych rodzin) szukają religijno-kulturalnych korzeni, o czym świadczą kolejne bar micwy lub, by sięgnąć po inny przykład, powołanie Polskiej Unii Studentów Żydowskich. Ale ten ruch ogranicza się raptem do kilku tysięcy osób w blisko czterdziestomilionowym społeczeństwie. Niewątpliwie znacznie większą, choć nadal znikomą, grupę stanowią ludzie pochodzenia żydowskiego, którzy z m.in. racji zasymilowania i świeckiego wychowania bynajmniej nie garną się do religii ani etnicznej tradycji; od pokoleń wrośnięci w polską kulturę czują się - zatem oczywiście są - Polakami.
 Mniejszość żydowska w obu rozumieniach jest jednak mniej liczna od białoruskiej, ukraińskiej czy niemieckiej, a wyznawców judaizmu jest nieporównanie mniej od prawosławnych czy ewangelików. Podkreślmy jeszcze raz: znikoma obecność fizyczna Żydów pozostaje w rażącej dysproporcji do ich przemożnej obecności symbolicznej. Znacznie tłumniej niż ulice polskich miast zaludniają dziś Żydzi zbiorową wyobraźnię Polaków. Są jak cienie przeszłości, duchy ożywione wysiłkiem szukającego łatwych wyjaśnień umysłu.
 Jeszcze przed drugą wojną światową, epoką pieców, czasem pogardy, hańby, ale i ratujących wiarę w człowieka rozbłysków heroizmu, zamieszkująca od pokoleń polskie ziemie wielomilionowa społeczność żydowska stała się - przy walnym współudziale części katolickiego duchowieństwa - celem agresywnej propagandy ze strony rosnącej w siłę narodowej prawicy piętnującej Żydów jako śmiertelne zagrożenie dla katolickiego narodu, obcy "żywioł" wrogi polskiemu państwu, jego kulturalnym, politycznym i ekonomicznym interesom, ekspozyturę światowej masonerii i finansjery, a zarazem piątą kolumnę bolszewizmu.
Konstrukcja stereotypu
Dzisiejszy stereotyp Żyda - zastępujący wiedzę i jakże często dostarczający uzasadnień antysemickim uprzedzeniom - jest anachronicznym, bo pozbawionym żywych społecznych odniesień, refleksem tamtych czasów, zdeformowaną pamięcią zbiorową złożoną ze strzępów przekazów rodzinnych, "wiedzą" skompilowaną z uogólnień, przeinaczeń i opuszczeń. W PRL nie uczono w szkołach ani nie pisano w prasie o historii polskich Żydów. Uczono zaś, przykładowo, że w Oświęcimiu oprócz Polaków ginęli przedstawiciele wszystkich europejskich nacji, alfabetycznie od Albańczyków po Węgrów, zapominając jakby, że byli to w przytłaczającej większości polscy i europejscy Żydzi.
 Stereotyp rodem z pism i materiałów propagandowych przedwojennej radykalnej prawicy uzupełnia mit "żydokomuny" - teza o rzekomo wrodzonej inklinacji Żydów do komunizmu i stąd się biorącej ich nadreprezentacji w Komunistycznej Partii Polski, a potem ochoczej współpracy ze stalinowskim reżimem. Notoryczną cechą myślenia etnocentrycznego jest skłonność do uogólnień, zastępowania argumentów historyczno- -socjologicznych przekonaniami na temat czyjegoś "charakteru narodowego". W konstrukcji stereotypu nie liczy się to, że akces do komunizmu (wrogiego z założenia każdej religii i każdej etnicznej identyfikacji) lub nawet do socjalistów zgłosił w przedwojennej Polsce znikomy odsetek Żydów, mianowicie część spośród tych, którzy pragnąc się zasymilować padali ofiarą ostracyzmu wszędzie poza środowiskami lewicowymi; że największą szansę przeżycia mieli tacy właśnie Żydzi, a nie unicestwione w toku zagłady żydowskie masy wyróżniające się z polskiego otoczenia wyglądem zewnętrznym, strojem, obyczajem, religią i językiem; wreszcie, że mimo wspomnianej, faktycznej nadreprezentacji, przecież nie oni przede wszystkim, ani nie Rosjanie, ale w ogromnej większości rodowici Polacy tworzyli aparat przemocy i społeczne zaplecze nowego systemu. Główną funkcją stereotypu żydokomuny jest eksternalizacja zła, przeniesienie z siebie na "bliskich innych" boleśnie doświadczanej winy za milczące, a niekiedy i czynne współuczestnictwo w komunistycznym zniewoleniu. Archetypowym "bliskim innym" jest oczywiście miejscowy Żyd komunista.
Szkoda wyrządzana Polakom
Trudno nie zauważyć dobrych stron trwającego od kilkunastu lat renesansu zainteresowania tematyką żydowską. Najdobitniejszym tego przejawem jest doroczny, dziesiąty już festiwal kultury żydowskiej na krakowskim Kazimierzu. Po tygodniu koncertów, promocji, spotkań dyskusyjnych, warsztatów muzyki, tańca, wycinanek i kuchni żydowskiej odbywa się wielki finał na ulicy Szerokiej, gdzie parotysięczny tłum bawi się wesoło do późnej nocy przy dźwiękach zespołów klezmerskich z całego świata - nie trzeba dodawać, że zdecydowaną większość tej publiczności stanowią Polacy.


Polecasz? Tak Nie
W słownikach:
(0) Brak komentarzy