profil

Zdarzyło się w moim śnie.

poleca 85% 145 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

,,Zdarzyło się w moim śnie?

Pewnego popołudnia, po treningu w klubie wróciłem do domu, rzuciłem plecak w kąt i skoczyłem na łóżko. Załorzyłem sluchawki na uszy i postanowiłem się zrelaksować.
Włączyłem więc sobie moją ulubioną plytę i zamknołem oczy. Nawet nie pamiętam, kiedy zmorzył mnie sen...
Poczułem łaskotanie, otworzyłem oczy i ku mojemu wielkiemu zdumieniu ujrzałem psa, który lizał mi dłoń! Zdziwiłem się ? co ten pies robi w naszym domu? Zobaczyłem na jego szyi obroże i indyfikator z napisem : ?Reks?. Mam alergię na sierść zwierząt, konsekwencjami kontaktu z alergenem jest katar, łzawienie oczu, duszność, lecz w tamtym momencie czułem się wyśmienicie. Zapytałem gośćia co on tutaj robi? Przeżyłem szok gdy ten nadzwyczajniej ludzką mową zapytał mnie o to samo - co ja robie w ich krainie.Wtedy zauważyłem iż na moich rękach i nogach pojawia się sierść. Podszedłem do lustra i patrzyłem jak moja twarz zmienia się w psi pysk! Po ok. 10 minutach mój wygląd nie róznił się zbytnio od wyglądu mojego nowego przyjaciela. Przez chwile zastanawiałem się co się stało? Ponieważ nie doszedłem do żadnych rozsądnych wionsków, po namyśle powiedziałem, a raczej zaszczekałem :
Psia kraina, hmm... ekstra!
Nie jest tak kolorowo jak Ci się wydaje. - odpowiedział chłodno czworonożny przyjaciel.
Dlaczego? - zapytałem.
Nasza kraina jest pod władaniem złego Azora, pragnie on aby wszyscy mieszkańcy krainy pracowali nad jego projektem zniszczenia świata. Do tej pory nikt nie miał wystarczającej odwagi, aby mu się sprzeciwić. - powiedział z rozgoryczeniem Reks.
Muszę wam pomóc! Nie mogę tego tak zostawić! - powiedziałem stanowczo.
Dobrze, chodż musisz poznać moich przyjaciół
Szliśmy przez jakiś rynek, panował tam bałagan i chaos. Psy, które mijaliśmy były smutne i przygnębione, biegały bez celu.
Budynki, które znajdowały się w miasteczku były w kształcie psiej budy. W sklepach sprzedawane były tylko akcesoria i żywność dla psów. Pierwszy raz w życiu miałem ochotę spróbować karmy,
której reklamy oglądałem w TV wiele razy.
Nagle moją uwagę przykuł w oddali wzgórze z wielką czarną budą z czerwonym dache. Okazało się, że tam mieszka zły Azor wraz ze swymi podwładnymi.
Skręciliśmy w jakąś ciemną uliczkę, a następnie do jakiegoś opuszczonego budynku, w którym oczekiwali na nas przyjaciele Reksa.Wymieniliśmy ze sobą przyjazne szczeknięcia i rozpoczęła się debata...
Po długim zebraniu uzgodniliśmy plan, dzięki któremu mieliśmy pokonać Azora. Plan w skrócie był następujący : jutro z samego rana wyruszamy na wzgórze do Azora, następnie włamujemy się do jego budy, aresztujemy go i wtrącamy do lochu. Wybrałem sobie także ekipę, która miała mi pomóc w osiągnięciu wyznaczonego celu.W skład mojej drużyny wchodzili : Reks, Ogryz i inni przyjaciele Reksa, którzy posiadali przydatne informacje. Wszyscy jeszcze tego samego wieczora mieli przygotować sobie potrzebny do wyprawy sprzęt.
Nazajutrz zgodnie z planem zdeterminowani pełni nadziei wyruszyliśmy w drogę. Ja dostałem od Reksa jego amulet, który przynosił mu szczęście. Było to bardzo wzruszające.
Po drodze wszystkie psy, które spotkaliśmy pozdrawiały nas i życzyły powodzenia w naszej misji.
Po wyczerpującej wędrówce dopiero wieczorem dotarliśmy w okolice wzgórza.
Kolejnym punktem planu było wtargnięcie na teren dobrze strzeżonej posesji i pojedynek z Azorem. Naszym sprzymieżeńcem była noc. Rozbiliśmy namioty i zaczęliśmy przygotowywać się do kolejnego etapu. Jeden z członków ekipy powiedział mi, iż był projektantem budy Azora i wie, że najlepszą drogą dotarcia ? będzie dach. Wszyscy zajęli miejsca na dachu i czekali na znak!
Machnąłem łapą i wszyscy odpalili swoje ładunki. Nastąpił wybuch i wszyscy wskoczyli do środka.
Ja biegłem na swoich czterech łapach w kierunki sali tronowej w której miał się znajdować Azor. Wpadłem do sali, lecz ta była pusta, ruszyłem więc do wyjśćia węsząc ( niewiarygodne ile zapachów można odrózniać ). Wpadłem na jego trop w holu przy wyjśćiu. Zobaczyłem jak Azor spokojny, zrelaksowany czeka na mnie. Zmierzyłem go zimnym i bezwzględnym wzorkiem, wyszczerzyłem zęby ( a było co pokazać ), gdy atomsfera sięgała zenitu rzuciłem się na niego chcąc go powalić. Przeceniłem swoje możliwośći i runąłem jak długi u jego łap.
Teraz była jego kolej, zaczął na mnie warczeć, szczekać i wycedził przez zęby :
Nie uda Ci się powstrzymać mnie, a sam zginiesz!
Ten wielki rottweiller ruszył na mnie jak byk na torreadora. Gdy był zaledwie metr odemnie podskoczyłem w górę, a on uderzył w ścianę i stracil przytomność. Nie tracąc ani chwili związałem go liną. Wszyscy szczęśliwi wróciliśmy do miasta, w którym zapanowała radość.
Następnego dnia psi sąd skazał Azora na wygnanie z krainy, i mianował mnie nowym władcą.
Po południu, wszyscy składali mi gratulacje i dziękowali. Gdy wchodziłem po schodach do sali tronowej, ktoś przydeptał mi mój wspaniały czerwony płaszcz, jaki miałem na tę doniosłą okoliczność, przewróciłem się i spadłem ze schodów.
Gdy się ocknąłem leżałem w swoim pokoju na łóżku. Dla pewnośćiu wyjrzałem przez okno, wszystko było tak jak zwykle. Spojrzałem w lustro po sierśćiu nie było śladu, nie było także ogona.
Codziennie gdy kładę się spać chcę trafić do psiej krainy. Każdy przecież chce być królem ? chociażby w wyśnionej psiej krainie.

Mam nadzieje ze komus sie przyda ;]

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 5 minut