profil

Sen Nowego Jorku

poleca 85% 202 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Sen Nowego Jorku

W sklepie była gigantyczna kolejka. Z trudem pchnęłam wypchany po brzegi wózek.
Słoje, puszki i foliowe opakowania balansowały na krawędzi metalowej konstrukcji.
- Lil, nie przesadzasz? ? Sam wyłonił się nagle zza półki z makaronem.
- Oczywiście, że nie. Przecież to nam ledwo starczy na tydzień.
- Nam? ? Sam uniósł lekko jedną brew.
- Och, wiesz przecież, że mówię o dziewczynach z naszego pokoju. ? odparłam. Brew Sama gwałtownie wróciła na swoje miejsce.
- Chyba nie zamierzasz z tym wracać pieszo do akademika.
Energicznie pchnęłam wózek przed starszą panią ślęczącą nad karmami dla kotów. Z jakiegoś powodu kojarzyła mi się z ciotką Kitty, która codziennie przed pójściem spać chodziła na podwórko i karmiła bezdomnego kota o imieniu Jason. Zawsze, kiedy do niej jeździliśmy, zajeżdżaliśmy późno wieczór i jeśli na podwórku widzieliśmy jakąś starą wariatkę w szlafroku, wiedzieliśmy, że ciotka Kitty jest w domu.
- Lil, mówię poważnie. ? Sam zagrodził mi drogę, stając przed wózkiem. ? Jakim sposobem zatargasz to na czwarte piętro?
- No, nie wiem, coś wymyślę. ? powiedziałam niepewnie, zagarniając krótkie włosy za ucho.
Sam nie ruszył się z miejsca.
- No dobra, wygrałeś. ? zaczęłam wyładowywać towar do koszyka zwrotów. ? Chciałam tylko skorzystać z okazji. No wiesz. Powakacyjna wyprzedaż.
Znowu brew.
- SAM!
- Co?
- Uh? Nic. ? Nie cierpię tego. Irytuje mnie do granic możliwości, ale chyba dlatego, że zawsze ma rację. Tym bardziej, że nazywa mnie Lil, zamiast Lilly. Jakby nie wiedział, że w naszym akademickim slangu ?Lil? znaczy ?mały?. Oczywiście, nie robi tego tylko w sklepie. Upokarza mnie również w szkole. Niedawno cały akademik śmiał się z jego genialnego żartu: ?- Czy gdzieś tutaj wybuchł pożar?
- Nie, to Lil piecze pizzę.?
W pokoju zabrałam się do wypakowywania zakupów.
- Jezu, ale jestem śpiąca ? jęknęła Jenny, kiedy tylko weszłam do kuchni (nasz pokój ma malutką komórkę, w której trzymamy jedzenie). ? A przecież dopiero dwudziesta druga. Przecież to nienormalne.
- Normalne. Po prostu idź spać. ? Poradziłam, stawiając mleko na półce lodówki.
- Wiesz co, chyba tak zrobię ? Jenny rozciągnęła się na łóżku.
W pewnym momencie zauważyłam z niezadowoleniem, że mnie też ogarnia lekkie rozleniwienie. Opadłam na łóżko, kiedy do pokoju weszła Lizzie.
- Jestem padnięta ? oznajmiła, po czym rozłożyła się na miękkiej pościeli.
- Jenny i ja idziemy spać ? zakomunikowałam.
- Dobry pomysł. Ja chyba też. ? usłyszałam cichy pomruk Lizzie wtulonej w poduszkę.

Na środku sali stała choinka. Sala była wielka, gigantyczna. Było tam mnóstwo ludzi, wszędzie można było wypatrzyć znajomą twarz. Nagle na choince ktoś się pojawił. Ludzie ze zdumieniem zauważyli, że czubek choinki zajmuje? świstak. Wtem choinka zaczęła się zapadać, a świstak zniknął.

Obudziłam się rano. Natychmiast stwierdziłam, że ten sen był naprawdę idiotyczny i bez sensu.
- Lilly?
Odwróciłam się. Jenny grała na komputerze.
- Taa?
- Chodź na chwilę.
Rzuciłam w nią poduszką.
- Nie ma mowy ? zastrzegłam. ? Nie mam zamiaru oglądać kolejnej rozgrywki wirtualnego tenisa.
- No dobra. ? Jenny przestała się mną zajmować i nadal odbijała nieistniejącą piłkę.
- Śniło ci się coś? ? zagadnęłam.
- Tak. Boże, nie wiedziałam, że mój mózg wymyśla takie chały. ? Jenny nie odrywała oczu od monitora.
- Mój sen też był głupi. O świstaku, choince i?
Jenny gwałtownie odwróciła głowę.
- Żartujesz. Chyba nie powiesz mi jeszcze, że była tam wielka sala z jakimś milionem ludzi.
- Ale? - zatkało mnie. ? Tak właśnie było. Była sala? I świstak?
- Lil, śniło mi się to samo! ? Jenny przez radosne podekscytowanie zapomniała, że nie lubię, kiedy tak się mnie nazywa.
Krzyknęłam. Tak zwykle, po prostu długo i przeciągle. Nie bierzcie mnie za wariatkę, ale wiecie, chyba rzadko zdarza się, żeby dziewczynie z twojego miasta, twojego pokoju przyśnił się taki sam sen, i to jeszcze tej samej nocy.
- Jenny? Lilly? ? Lizzie zbudziła się, wodząc nieprzytomnymi oczyma po pokoju.
- Co jest, Lizzie?
- Sama nie wiem. Miałam tylko głupi sen?

Dziesięć minut później biegałyśmy po całym akademiku, dowiadując się kolejno, że wszystkim śnił się świstak i choinka.
Mniej więcej godzinę później, po stwierdzeniu, że cały akademik miał ten sam sen, Jenny powiedziała:
- Wiecie, ile byśmy dostały, gdybyśmy to powiedziały telewizji?
Więc Lizzie pobiegła powiadomić CNN, a my dla zabicia czasu przerzucałyśmy kanały telewizyjne.
- O, jest ?Moda na sukces? ? zauważyła Jenny.
Niedługo nabawiłyśmy jednak oczy widokiem Brook i Taylor kłócących się o Ridge?a, bo nagle pojawił się jakiś pan.
- Przerywamy program, żeby nadać bardzo ważny komunikat. Dziś każdy mieszkaniec Nowego Jorku może czuć się wyróżniony, ponieważ takie zdarzenie nie miało jeszcze miejsca w historii ludzkości?
Lizzie weszła do pokoju i pokręciła głową, co odebrałyśmy za znak, że nie dodzwoniła się do CNN.
- Dzisiejszej nocy ? kontynuował prezenter ? wszyscy mieszkańcy Nowego Jorku mieli ten sam sen. Według relacji w śnie pojawiła się gigantyczna sala z wszystkimi mieszkańcami miasta, na środku sali stała choinka, a na niej był świstak, który potem zapadł się pod ziemię wraz z choinką.
Te słowa w ustach poważnego i szanującego się dziennikarza brzmiały dość niedorzecznie.
- Ale numer ? stęknęła tylko Jenny.
To takie niesamowite. Przecież to nie mógł być przypadek. Ludzie w akademiku roznosili plotki, że to koniec świata, i masowo telefonowali do znajomych i rodziny.
- Idę do Sama ? oznajmiłam dziewczynom.
Wyszłam z pokoju i ruszyłam korytarzem.
- Sam? ? krzyknęłam, pukając do drzwi jego pokoju.
- Tiaa?
- To ja, Lilly.
Sam otworzył.
- Słyszałeś o tym?
- A kto nie słyszał? ? Sam wydawał się obojętny.
- Myślisz, że to zbieg okoliczności? Czy siły nadprzyrodzone? ? dopytywałam się, trochę, przyznaję, natrętnie.
- Lil, czy wypakowałaś już zakupy? ? spytał. Tylko o to. O zakupy.
- SAM! Do diabła, nie widzisz, co się dzieje?
- Lepiej wypakuj je szybko. Bez lodówki zepsują się do jutra.
Był chory. Na pewno był chory.
- No i co z tego, że się zepsują. Przecież nie miałam czasu ich wypakować. ? zirytowałam się.
- To lepiej zrób to jak najprędzej. Mówię ci, szynka nie wytrzyma długo bez chłodu.
- Sam, przestań! ? byłam wściekła. Przecież świat właśnie się wywrócił do góry nogami, a Nowy Jork stał się pępkiem tego świata. Nowy Jork ? czyli my. ? Sam, nie rozumiesz? Dzieje się coś dziwnego. Trochę się nawet boję. Na przykład, że jutro wszyscy umrą na tą samą chorobę, albo coś.
- Daj spokój. ? Sam kasował maile ze swojej skrzynki mailowej.
- Sam. Zaraz w akademiku pojawią się dziennikarze. Zrobią z nami wywiad. A potem?
- No właśnie. ? Przerwał mi. ? Co potem? Potem życie potoczy się dalej. Bez względu na to, co się stało. Przecież nadal wszyscy jesteśmy sobą i mamy tyle samo lat.
- Daruj sobie tę filozoficzną gadkę. ? Wyszłam z pokoju zła. Ale nie na niego. Na siebie. No, może trochę na niego.
Ale tylko dlatego, że znowu miał rację.

KONIEC

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 7 minut