profil

Motyw Marzeń w literaturze - przekrojowo

poleca 84% 1468 głosów

Johann Wolfgang Goethe Stefan Żeromski

Marzenia, odwieczne ludzkie pragnienia, dążenia. . . Towarzyszą każdemu człowiekowi na każdym etapie jego życia. Były, są i będą - odwieczne i niezmienne. Jestem przekonany, że posiadając życzenia - mniej lub bardziej realne, czasami będące w zasięgu ręki tub te tak bardzo odległe, prawie niemożliwe do spełnienia, można podbudować swoją wiarę, poprawić samopoczucie. Któż nie posiada marzeń? To właśnie one sprawiają, że ma się ochotę żyć, że wciąż - mimo przeciwności losu, niepewności tego świata - pozostaje nadzieja, jest jakaś szansa, jest na co czekać...

Nie sposób zliczyć wszystkich motywów i przyczyn "pchających" ludzi w "objęcia" marzeń; ja sam jestem w stanie wyliczyć jedynie kilka z nich: to pragnienie wolności, miłości, władzy, wiedzy bogatego, luksusowego życia, pragnienie przeżycia wspaniałej przygody, czegoś niepowtarzalnego, jedynego w swoim rodzaju. Właśnie takie marzenia postaram się opisać, posługując się przykładami skomplikowanych życiorysów bohaterów literackich różnych epok oraz zawierając w mym zadaniu własne przemyślenia i spostrzeżenia.

Postanowiłem na początku opisać smutne losy mitologicznego Ikara - młodego, niedoświadczonego, chciałoby się powiedzieć - nierozważnego - lotnika. Dążył do osiągnięcia upragnionego celu - odwiecznego marzenia - aby wznieść się w przestworza, w chmury; jak ptak, by spojrzeć z góry na to, co ziemskie, co tak bardzo realne, co codzienne i nudne. Po co mu to było? Nie posłuchał, zlekceważył rozsądne rady ojca dotyczące bezpiecznego latania. Przypłacił to niestety swoim młodym, cennym życiem - runął z wielkiej wysokości, gdyż słońce roztopiło wosk łączący skrzydła. Postąpił głupio, nierozważnie. . . Lecz cóż, takie właśnie są prawa młodości; Ikar chciał uciec i uciekł, nikt jednak nie przypuszczał, że nie dane mu będzie wrócić.

Czy więc jego marzenie miało jakikolwiek sens, jakąkolwiek wartość? myślę, że na pewno. "Ludzie pragną, aby ich szczęście było bez granic, zapominają jednak o prawach tego świata" - pisał Mikołaj Gogol. No więc właśnie; o tych twardych, żelaznych zasadach, rządzących losem każdego człowieka, zapomniał i nasz młody bohater. Nie było mu dane dożyć spokojnej starości, doczekać się własnych dzieci, którym przekazywałby swoje spostrzeżenia i wskazówki. Jednak dzięki próbie realizacji swoich pragnień chociaż przez moment był szczęśliwy, wolny, niczym nie skrępowany - i chyba to się najbardziej liczy.

Nie sposób nie wspomnieć, przy okazji omawiania tego tematu, o innym wielkim i odwiecznym marzeniu bohaterów literackich różnych epok - marzeniu przeżycia prawdziwej, wielkiej i szczerej miłości; miłości nieskazitelnej, niczym nie skalanej, jedynej, takiej na całe życie. Myślę tutaj o Werterze - młodym mężczyźnie z powieści Johanna Wolfganga Goethego
pt. "Cierpienia młodego Wertera". On - młody, wrażliwy i nader uczuciowy człowiek wyjechał na wieś, by tam zaznać ukojenia po niezbyt szczęśliwych perypetiach miłosnych w mieście. Tu poznał Lottę - prześliczną dziewczynę - anioła. Między tych dwojgiem ludzi zrodziło się uczucie, któremu nie było dane rozwinąć się i wybuchnąć młodzieńczym żarem - cudowna, nowopoznana kobieta była już narzeczoną ` innego mężczyzny. Cóż miał począć biedny, nieszczęśliwy bohater? - miotany namiętnościami, znalazł się w ślepej uliczce. Ogromnie przeżywał swój niewypowiedziany ból, swój konflikt z konwenansami tego świata. Wreszcie; po romantycznym pożegnaniu, pełen wewnętrznego rozdarcia, popełnił samobójstwo, strzelając do siebie.

Nie tylko jednak Werter marzył o wielkiej miłości... Myślę, że tak wielkiego i głębokiego uczucia pragnie zasmakować każdy człowiek - nawet ten skryty, zamknięty w sobie, który, jakby się mogło wydawać, nie potrzebuje drugiej osoby do osiągnięcia pełni szczęścia. Jestem przekonana o tym, że w sercu każdego drzemie nieprzejednana chęć posiadania drugiej "połówki", takiej drogiej istoty na dobre i na złe, na całe życie, będącej oparciem, służącej radą i pomocą.I myślę, że choćby trzeba było czekać wiele lat, to naprawdę warto.
Powyżej opisałem historie dążeń dwóch młodzieńców; jeden z nich marzył o prawdziwej wolności, drugi - o wielkiej i jedynej miłości. Czy możemy jednak spotkać w literaturze bohatera, który zapragnął cofnąć czas i powrócić do wcześniejszych lat, kiedy stawał przed wyborem drogi życiowej, kiedy cały świat stał przed nim otworem? Jest nim z pewnością tytułowy bohater innego utworu Goethego - doktor Faust. On właśnie - średniowieczny, stary alchemik, przez wiele, wiele lat poszukiwał prawdy. Pracował bardzo dużo, niezwykle wytrwale i konsekwentnie realizował zamierzony cel. W końcu posiadł całą wiedzę książkową, zgłębił wszelkie naukowe prawa. Wkrótce jednak zdał sobie sprawę, że tak właściwie nie dało mu to prawdziwej znajomości świata, nie poznał żadnej tajemnicy życia, definicji dobra i zła, sensu istnienia. Dopiero wtedy poczuł i przekonał się, jak płytka może być nauka. Bohater ten zapragnął wiecznej młodości, zapragnął powrotu do minionych lat, by zgłębić istotę ludzkiego bytu, by posiąść tajemną wiedzę, by na nowo być w stanie pokonać bariery czasu. Dopiero teraz, będąc starym człowiekiem, zrozumiał, jak ważną jest rzeczą, by złapać i zatrzymać każdą chwilę młodości, by ją sensownie i racjonalnie wykorzystać, by móc się nią nacieszyć.

Myślę, że przeżycia doktora Fausta powinny dać wiele do myślenia nam - młodym ludziom, być dla nas jednocześnie przestrogą i poradą oraz wskazać, co powinno być na ważniejsze, czego absolutnie nie można zaniedbać, na co koniecznie zwrócić uwagę.

W następnym punkcie mego zadania chciałbym wspomnieć o tytułowym bohaterze powieści Honoriusza Balzaca pt. "Ojciec Goriot". Przedstawia ona losy starego człowieka - ojca dwóch dorosłych, zamężnych już córek, które, uzyskawszy samodzielność i niezależność, będąc stałymi bywalczyniami salonów i wielkich przyjęć, zapomniały o swoim starym,
schorowanym rodzicu, który całe swe życie poświęcił ukochanym dzieciom. Stary Goriot zawsze marzył o szczęściu rodzinnym, dawał zawsze córkom wszystko co miał. Teraz - opuszczony, samotny jak palec, praktycznie pozbawiony kontaktu z najbliższą rodziną, może zadowolić się jedynie cudownymi wspomnieniami chwil szczęścia minionych lat. Teraz może tylko marzyć, że pewnego dnia wszystko wróci do normy, że jego ukochane córki znów będą przy nim, u jego boku, służyć mu radą i być podporą jego starości. Jakie więc musiało być jego rozgoryczenie, jak wielki musiał być żal wypełniający jego serce, kiedy uświadamiał sobie z dnia na dzień, że szczęście minęło i nic nie będzie wstanie go przywrócić?

Dlaczego tak się dzieje? Czyż ojcom i matkom, którzy przed wieloma laty podjęli trud wychowania, nie należy się choćby odrobina szacunku?
Zastanawiam się, jak wielu ludzi znajduje się dzisiaj w podobnej sytuacji, jak wielu spotkał podobny los? Ile takich osób żyje samotnie lub w domach starców, ilu skazanych
jest na litość i pomoc obcych osób, które jednak stać na chociaż najdrobniejszy gest serdeczności względem nich. Ilu opuszczonych na nowo odzyskuje nadzieję na radosne spotkanie z najbliższymi, widząc bożonarodzeniową gwiazdkę? A ilu z nich musi kolejny raz gorzko i boleśnie się rozczarować?

Czy więc takim ludziom wolno marzyć? - myślę, że tak, jeśli takie pragnienia dają im choćby chwilowe pocieszenie, ukojenie, uspokojenie, wyciszenie, chwilową radość, czasową nadzieję oraz pomagają "poradzić" sobie z tak bardzo dłużącym się czasem, czasem oczekiwania na kres życia. . .

Komu jeszcze przyświecał w życiu cel, kto jeszcze marzył o czymś i do czegoś dążył? Na pewno Stanisława Bozowska - tytułowa bohaterka "Siłaczki" Stefana Żeromskiego.
Marzenie jej było realne do spełnienia, lecz należy tutaj zauważyć, iż nie dotyczyło jej samej. Dla siebie nic nie chciała - pragnieniem jej było szerzenie oświaty; dążyła do niego z wytrwałością i zaangażowaniem ambitnej młodej osoby. Ona to właśnie poszła za marzeniem "aż do końca". Zmarła, jakże jednak pięknym był fakt, iż wierzyła w osiągnięcie celu; marzyła podwójnie, potrójnie, z całą mocą i za wszystkich, którzy, być może nie posiadali takiej możliwości, którzy nie mieli żadnych złudzeń.

W swojej wizji poprawy świata zabrakło Stasi mocy, która jest napędem, motorem każdego działania. System jej mrzonek nie załamał się z pierwszym niepowodzeniem. Poszła za marzeniem - mimo że droga była bardzo trudna i mimo że pozostała na tej drodze zupełnie sama. Na przykładzie tej dzielnej kobiety można udowodnić, jaką ważną sprawą jest
wytrwałość, upór i posiadanie przekonań zgodnych z własnym sumieniem, które w dążeniu do upragnionego celu nie zachwieją się przy byle jakim podmuchu.

Tak właśnie; byt każdego człowieka wymaga poświęceń. Rzeczą cudowną jest, gdy w swoich marzeniach "troszczymy" się o innych. Bo, jak myślę, są także i tacy, którzy po prostu nie mają pojęcia, że można o czymś śnić, że można czegoś pragnąć nie tylko dla siebie Bywa jednak czasami, że niewinne marzenia mogą przekształcić się w niebezpieczne
żądze, których realizacja wymaga ofiar. Bywa, że czasem nie tylko nie pomagają i nie przynoszą radości innym, ale wręcz przeciwnie - zadają im ból i cierpienie, nawet śmierć. W ostatnim punkcie mego zadania pragnę rozpatrzyć problem dążenia do osiągnięcia władzy, nawet wtedy, gdy "cel uświęca środki". W tym miejscu chciałabym wspomnieć losy szekspirowskiego Makbeta. Tytułowy bohater dramatu z chwilą, kiedy dowiaduje się, że jest mu zapisane przejąć władzę, że ma zostać kolejnym władcą, usilnie próbuje dopomóc przeznaczeniu. Z pomocą swej małżonki, której także odpowiadałaby wysoka pozycja męża powoli, acz skutecznie eliminuje domniemanych rywali, a zabijając swe kolejne ofiary, popada ostatecznie w obłąkanie. Tak więc dosłownie "po trupach dąży do celu", kierując się chorobliwą już żądzą władzy.

Myślę, że każdy w mniejszym lub większym stopniu dąży do tego, by zapewnić sobie możliwość dominacji w pewnej określonej grupie ludzi. Jest to proces-całkowicie naturalny
jeśli odbywa się drogą zawierania kompromisów i nie przynosi nikomu cierpienia. Jeżeli jednak odbywa się to drogą bezwzględnego wykorzystywania innych, podporządkowywania ich sobie, zadawania im bólu, jak to miało miejsce w przypadku kształtowania się systemów totalitarnych, zasługuje na ostrą krytykę i potępienie.

Po przytoczeniu tych wszystkich argumentów, po omówieniu przykładów pragnę podsumować moje zadanie stwierdzeniem, iż proces marzenia jak najbardziej ludzki, jest rzeczą piękną i bardzo potrzebną. Marzyli nasi przodkowie, robimy to my, będą
to czynić następne pokolenia. Czym więc jest to pragnienie? Czy tylko złudzeniem, niedostępną zachcianką, nie mającą prawa spełnienia mrzonką? Odpowiedź brzmi, że nie zawsze - czasem w jej osiągnięciu wystarczy trochę pracy, dobrej woli i ochoty. Gdy marzymy, nasze życie staje się piękniejsze i bogatsze.

I pomyśleć tylko, co by się stało, gdyby rodzice nie wierzyli, że ich dzieci będą żyły w lepszych niż oni warunkach, gdyby ludzie starsi nie wierzyli w spokojne ostatnie dni swojego życia, gdyby chorzy nie wierzyli, że wyzdrowieją, gdybyśmy my nie żyli w przekonaniu, że świat zmierza ku lepszej rzeczywistości...

Człowiek bez marzeń jest biedny, pozbawiony czegoś pięknego, wzbogacającego, kształcącego wyobraźnię. Biedną jest osoba, która w życiu osiągnęła wszystko - rzecz
jasna, że w takim przypadku nie może już pragnąć niczego więcej, bo wszystko już ma. Zamyka wtedy swój punkt widzenia i chyba nie może być w pełni szczęśliwą.

I na koniec jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz: nasze osobiste marzenia będą nic warte, jeśli ich realizacja mogłaby zadać ból i cierpienie choćby jednemu, niewinnemu człowiekowi.

Podoba się? Tak Nie
Komentarze (10) Brak komentarzy

Moim osobistym zdaniem ta praca jest bardzo.. poprostu brak mi słów. no chodź ma jedna wadę. jest ciut za długaa.!!. znaczy się nie czytałąm jej do końca ale wierzę ,ze jest Gitez Majonez=). braak mi słów.!
piękniee.!!!

eh praca jest gicior izula bez zaje***** by sie obeszlo:>

Jako nauczyciel musze stwierdzić że mimo kilku znaczących błędów stylistycznych praca ta jest bardzo dobra. 5z małym minusikiem (albo i bez :))

Treść zweryfikowana i sprawdzona

Czas czytania: 10 minut

Ciekawostki ze świata