profil

Globalizacja a terroryzm islamski.

poleca 86% 103 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Globalizacja Idei jako przyczyna islamskiego terroryzmu przełomu XX i XXI wieku.

Według definicji najpopularniejszej encyklopedii internetowej, globalizacja jest pojęciem używanym aby opisać zmiany w społeczeństwach i gospodarce światowej, które wynikają z gwałtownego wzrostu międzynarodowej wymiany handlowej i kulturowej. Opisuje zwiększenie wymiany informacyjnej, przyspieszenie i spadek cen transportu, a także wzrost handlu międzynarodowego oraz inwestycji zagranicznych spowodowanych znoszeniem barier oraz rosnących współzależności między państwami. Dalej definicja ta mówi o trzech podstawowych obszarach globalizacji: gospodarczym, kulturowym i politycznym. W analizie tematu przydatny mi będzie inny termin. Terminem tym jest Globalizacja Myśli, nazwana inaczej Globalizacją Idei, Czym że jest owa globalizacja myśli? Jest to proces polegający na świadomym jak i nieświadomym zapożyczaniu postaw i systemów wartości, proces nie zachodzący jedynie w miejscach stykania się kultur, ale przelewający się falą przez całe społeczeństwa i kultury, proces który sprawia, że nie tylko sąsiedzi w skali lokalnej zapożyczają od siebie pewne elementy kultury niematerialnej, ale społeczeństwa oddalone od siebie o tysiące kilometrów są bardzo podobne pod względem idei i ich personifikacji w życiu codziennym. Chcąc przyporządkować globalizację myśli do jednego z trzech wspomnianych wyżej obszarów należy umieścić ją gdzieś pomiędzy obszarem kulturowym a politycznym, z obszaru kulturowego czerpiąc wszystko to co nie jest materialnym produktem kultury, tj. filozofię, teologię, systemy wartości itp. poszerzając ten zbiór o idee i koncepcje polityczne.
Praca ta nie będzie miejscem na dywagacje na temat pozytywnych i negatywnych aspektów globalizacji myśli, gdyż analiza taka leży raczej w gestii filozofii, poza tym obszerność takiej analizy pozwoliła by zapełnić nie jedną pracę magisterską. W pracy tej podejmę się odpowiedzi na pytanie o związek globalizacji myśli z jednym z najbardziej zatrważających zjawisk ostatnich lat XX i pierwszych lat XXI wieku. Zjawiskiem islamskiego terroryzmu, które począwszy od zamachów na izraelskich sportowców w trakcie Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 roku, poprzez kulminację jaką były zamachy z 11 września 2001 (Nowy Jork), 11 marca 2004 (Madryt) oraz 7 lipca 2005 (Londyn) zagościło na stałe w czołówkach gazet na całym świecie. Zjawisko to nazywam terroryzmem islamskim, gdyż każdy z tych zamachów związany jest z ruchem masowym zwanym Islamizmem.
Ruch ten zakłada że islam nie jest jedynie religią, ale całościowym systemem politycznym który powinien regulować wszystkie aspekty funkcjonowania państwa. Celem tego ruchu jest w prowadzenie w każdym państwie w którym owy ruch funkcjonuje państwa wyznaniowego, rządzonego zgodnie z zasadami prawa religijnego – szriatu. Mimo że w islamie już od jego powstania państwo, prawo i religia były nierozerwalne, to pierwszą organizacją stricte islamistyczną było Bractwo Muzułmańskie założone w 1928 roku w Egipcie. Wszystkie blisko-wschodnie organizacje terrorystyczne, miedzy innymi Hamas czy Al-Kaida wśród swoich celów umieszczają przede wszystkim cele pokrewne do islamizmu, tj. ustanowienie państwa szariatu.

Zadając sobie pytanie o genezę terroryzmu, w tym także samobójczego terroryzmu islamskiego warto skupić się na emocjami których wyrazem jest terroryzm. Takie emocje jednoznacznie wiążą się z buntem, w jednym wypadku jest to bunt przeciwko okupacji terytoriów przez obce państwo, w drugim bunt przeciwko moralnemu zepsuciu, zaś w jeszcze innym bunt przeciwko wpływom zachodu w świecie islamskim. Bunt jako taki jest obecny w każdej kulturze, ale bunt nie prowadzi bezpośrednio do samobójczych zamachów. Samobójczy terroryzm jest wynikiem pośrednim, zaś środkowe ogniwa w łańcuszku prowadzącym od idei buntu do terroryzmu najwyraźniejsze są w europie przełomu XVII i XIX wieku. Właśnie w europie epoki romantyzmu zaczęto łączyć szlachetną ideę Prometejskiego buntu jako walki o wolność ze śmiercią i samobójstwem. Jakimś niewyjaśnionym sposobem w trakcie rewolucji francuskiej i bezpośrednio po niej wzniosłość walki o wolność i szlachetne wartości buntu jakim był bunt Prometeusza, nabrały nieco sprzecznego charakteru, zostały ubogacone (chociaż trudno tu mówić o bogactwie) o to co złowrogie, a czasami i perwersyjne, stało się to za sprawą ludzi pokroju Louisa de Saint-Justa i Markiza de Sade. Jednak byli oni w zasadzie prekursorami. Nowy przejaw ideałów walki o wolność i buntu ujawnił się w eleganckiej formie trzydzieści lat później, w 1830 roku. Sprawcą zaś był nie kto inny jak Wiktor Hugo, czołowy poeta francuskiego romantyzmu, który wolność i zbrodnię połączył i scalił w jedno. Dokonał tego w sztuce pt. „Hernani”. Sztuka ta, chociaż dziś już prawie całkowicie zapomniana, w swoim czasie była ogromnym sukcesem. W owej sztuce tytułowy bohater organizuje zamach na życie króla w buntowniczym akcie zemsty, a następnie popełnia samobójstwo, tylko po to żeby udowodnić swoją absolutną wolność o którą walczył, wolność poprzez panowanie nad okolicznościami własnej śmierci. Ideę te, ponad sto lat później dobitnie podsumował paryski filozof Albert Camus w książce „Człowiek Zbuntowany” mówiąc że: „samobójstwo i zabójstwo są tu dwiema stronami tego samego porządku”. Jednak idea ta nie pozostała we Francji by czekać na Alberta Camus’a. Popłynęła w świat odciskając swoje piętno na Adamie Mickiewiczu i stworzonej przez niego postaci Konrada z trzeciej części „Dziadów”. Została rozwinięta przez (młodszego o jedno pokolenie od Hugo) Carles’a Baudelaire’a w książce „Kwiaty zła”, w której autor nawołuje do buntu „[...]w imię wolności absolutnej, wolności czynienia tego co bezwzględnie zakazane:[...] zbrodni i unicestwienia.” Popłynęła dalej na cały świat wzniecając modę na zabójstwa polityczne (m.in. w 1878 roku Wera Zasulicz zastrzeliła gubernatora Sankt Petersburga, w 1881 roku udał się zamach na cara Rosji, były zamachy na cesarzy Niemiec i króla Hiszpanii, w 1898 roku zamordowano cesarzową Austrii, w 1901 roku w Buffalo w stanie Nowy Jork zamordowano prezydenta USA Williama McKinleya), Idea ta znalazła również swoje miejsce wśród członków Partii Socjalistów-Rewolucjonistów (eserowców). Albert Camus przywoływał postać zamachowca Kalijewa planującego zamach na księcia Sergiusza. Plan Kalijewa zakładał zamach samobójczy, jednak zdarzenie nie doszło do skutku, gdyż Kalijew zaniechał zamachu wiedząc że ucierpieć mogą dzieci księcia Sergiusza podróżujące razem z nim w karecie. Zdarzenie to zwraca uwagę na fakt, że ówcześni terroryści nie miłowali się jeszcze w zabijaniu niewinnych.
Kiedy więc akty terroru nabrały charakteru masowych morderstw niewinnych ludzi? Odbyło się to w dwóch etapach, pierwszym było podłożenie bomby na Wall Street w Nowym Jorku w 1920 roku, bomby której wybuch zabił przypadkową grupę trzydziestu trzech osób. Akt ten został dokonany przez ugrupowanie anarchistów pod przywództwem Luigi’ego Galleani’ego, włoskiego imigranta. Jaka była logia tego aktu? Najlepiej wyjaśnia to sformułowanie samego Galleani’ego. Chciał on dokonać „estetycznego aktu terroru, którego piękno polegało na anonimowym mordowaniu anonimowych ludzi”. W tym przypadku wolność czynienia tego co bezwzględnie zakazane była całkowita.
Drugim etapem była adaptacja idei morderstwa połączonego z samobójstwem przez muzułmanów. Wzbogacili oni ową ideę w islamski element przy pomocy aspektów historycznych a następnie religijnych. Elementem historycznym jest tutaj działająca od XI do XII wieku sekta Asasynów. Przywódca sekty, Hassan ibn Sabbah wpajał swoim podwładnym, że walka i śmierć przyniesie im wieczne życie w raju. Stąd już blisko do teraźniejszego obrazu islamskiego terrorysty, który w myśl ideologii Islamizmu wszystkich niewiernych, a także muzułmanów nie kierujących się prawem szariatu, uznaje za wrogów. I który wieży, że samobójstwo połączone z masowym morderstwem pozwoli mu zasiąść w raju obok innych męczenników – bohaterów Dżihadu.

Dlaczego jednak zjawisko islamskiego terroryzmu zupełnie nieprzypomina innych aktów terrorystycznych? Dlaczego jest tak różne od terroryzmu anarchistów ze Stanów Zjednoczonych, Baskijskich separatystów z ETA czy członków IRA? Dlaczego w wydaniu islamskim, terroryzm nie opiera się na grupie kilkunastu szaleńców konstruujących bomby z dostępnych na czarnym rynku półproduktów? Szaleńców opętanych pewną nie realną dla reszty społeczeństwa wizją przyszłości. Dlaczego w islamskim wydaniu terroryzm pociąga całe społeczeństwa od najniższych warstw społecznych aż do najbogatszych szejków, wolnomyślicieli i przedstawicieli władzy? Dlaczego, przy aprobacie oficjeli rządowych, ulicami suną tysiące zamaskowanych mężczyzn wymachujących karabinami i pomstujących całkowitą zagładę innego narodu? Odpowiedzią na te pytania może być refleksja nad innym mitem, nie greckim mitem o szlachetnym buncie Prometeusza. Mit ten jest znacznie potężniejszy chociaż wielu ludziom umknęło jego znaczenie. Jednak mit ten wywarł swoje piętno na wszystkich ważniejszych ideologiach nie tylko europy ale i całego świata. Jest to mit który odnajdujemy w najdziwniejszym i zarazem najbardziej fascynującym z pism, w Apokalipsie. Istnieje lud Boży, powiada nam św. Jan. Lud Boży zostaje zaatakowany, atak prowadzony jest od wewnątrz, przez mieszkańców Babilonu, którzy są bogaci i mają dostęp do rzeczy pochodzących z całego świata. Mieszkańcy ci pogrążyli się w obrzydliwościach. Skaziła ich nierządnica babilońska. Jest też atak od zewnątrz, przeprowadzony z oddali przez siły Szatana, czczonego w swej synagodze. Jednak te ataki zostaną zdecydowanie powstrzymane, wydarzy się bowiem Armagedon. Przewrotni i zepsuci mieszkańcy Babilonu zostaną zgładzeni wraz ze swoimi obrzydlistwami, a będzie to zagłada straszliwa. Ale zniszczenie potrwa zaledwie godzinę, a gdy dobiegnie końca, lud Boży będzie żył w czystości przez tysiąc lat.
W literaturze i poezji europejskiej wiele było odniesień do tego mitu, ale pierwsza jego nowoczesna wersja usamodzielniła się dopiero w trakcie pierwszej wojny światowej, i to nie jako poezja czy literatura, ale jako teoria polityczno – społeczna. Następne wyrosły w kilku następnych dziesięcioleciach, i jak pokazał francuski filozof Andre Glucksmann, żadna nie odbiegała zbytnio od biblijnego oryginału. Był lud Boży którego godne i dostatnie życie zostało zakłócone. Był proletariat i masy pracujące u bolszewików i Stalinistów, albo dzieci rzymskiej wilczycy u faszystów Mussoliniego, albo hiszpańscy katolicy i bojownicy Chrystusa Króla w Falandze generała Franco, albo rasa aryjska u nazistów. Zawsze występowały też przewrotni mieszkańcy Babilonu oraz skarżone społeczeństwo ze swoimi obrzydliwościami. Byli burżuje i kułacy wyzyskujący robotników u bolszewików i stalinistów, albo masoni i kosmopolici u faszystów i falangistów, i prędzej czy później byli nimi też żydzi – u nazistów, w mniejszym stopniu u innych faszystów a ostatecznie także u Stalina. Przewrotnych mieszkańców wspomagały od zewnątrz siły Bestii, a były nimi siły kapitalistycznego otoczenia u bolszewików, albo tłamszące życie w Niemczech kleszcze sowieckiej i amerykańskiej technologii (wg nazistowskiej interpretacji M. Heideggera), albo międzynarodowy żydowski spisek, znów u nazistów. Ale niezależnie od tego jak poważne było zagrożenie, to i tak w przyszłości i tylko dla wybrańców czekało królestwo Boże. Miała być era proletariatu u bolszewików i komunistów, albo wskrzeszone rzymskie imperium u włoskich faszystów, albo wprost królestwo Chrystusa Króla u hiszpańskich falangistów, albo Trzecia Rzesza, oznaczająca wskrzeszone Imperium Rzymskie Narodu Niemieckiego w aryjskiej wersji blond. Przyszłe królestwo miało być też nieskazitelne. Miała to być czystość pracy bez wyzysku, nieskazitelność rzymskiej wielkości, nieskazitelność katolickiej cnoty, czy wreszcie biologiczna czystość krwi aryjskiej. Społeczeństwo w tym obrazie zawsze miało być bez skaz rywalizacji czy zamętu. A struktura tego państwa miała być we wszystkich przypadkach identyczna. Miało to być państwo jednopartyjne, społeczeństwo którego struktura ograniczała jakiekolwiek zmiany własnego kształtu czy kierunku rozwoju, społeczeństwo, które osiągnęło ostateczną jedność ludzkości. I każde z tych Państw było rządzone w ten sam sposób, przez potężny symbol który był Wódz. I w każdym z państw ogarniętych totalitaryzmem przywódca był kimś w rodzaju Luigi’ego Galleani’ego. Mógł mordować ludzi na skalę masową, rzekomo dla obrony społeczeństwa, a naprawdę tylko dla kultu śmierci.
Nie trzeba wnikliwego umysłu analitycznego by odszukać te same zależności w islamskiej wersji totalitaryzmu. Można nawet powiedzieć, że te idee zostały dosłownie przekopiowane z kultury europejskiej do kultury islamu. Mamy tu lud Boży żyjący w spokoju i dostatku , jest to Królestwo Mezopotamii w irackim totalitaryzmie Bass, mamy też islamski Kalifat z VIII wieku. Znajdziemy tu również wroga wewnętrznego – muzułmanów którzy nie wypełniają prawa Koranu (u islamistów), oraz jak to zwykle bywa, żydów (w totalitaryzmie Bass). Jest i również wróg zewnętrzny, jest nim szeroko pojmowany zachód, wyciągający swoje macki w kierunku pobożnych muzułmanów, i przy pomocy tych macek próbujący odwrócić ich od wiary w Allacha (u islamistów), są i nieocenieni żydzi – główny wróg partii Bass. Jest też przyszłe królestwo Boże, królestwo w którym na Islam nawracają się wszyscy niewierni, następuje restauracja Kalifatu i w którym powraca ład regulowany prawem szariatu. Znajdzie się również wielki Wódz o boskiej sile i władzy nad historią, w jednym wypadku jest nim Saddam Hussain, w innym Rudollach Chomeini, szyicki przywódca duchowy i autorytarny przywódca Iranu.

Jednak wypadkowa nowoczesnej idei armagedonu i idei samobójczej walki o wolność nie da nam pełnego obrazu skutków globalizacji myśli w społeczeństwie islamskim. Konieczne jest spojrzenie na islamski terroryzm w skali mikro. Przez skalę mikro rozumiem wpływ procesów globalizacyjnych na jednostki i grupy. W tym wypadku trzeba zastanowić się nad skutkami globalizacji u jednostkek mających wpływ na całą ideologię islamizmu. Mowa tu między innymi o przywódcach duchowych i politycznych, ideologach i filozofach związanych z islamizmem, a także i bochaterskich męczennikach. Warto tu przytoczyć przede wszystkim postać Tarika Ramadana, profesora Uniwersytetu Fryburskiego a ostatnio doradcy rządu brytyjskiego d.s. islamu, ponad to bożyszcze muzułmańskich elit w europie zachodniej. Ostatnimi czasy okrzyknięto go nawet Martinem Luterem Kingiem islamu. Tarik Ramadan jest synem bojownika bractwa muzułmańskiego który przez represje musiał opuścić Egipt, w dodatku jest wnukiem Hassana al-Banny, założyciela Bractwa Muzułmańskiego, zamordowanego w Egipcie męczennika sprawy. Daje mu to bardzo wysoką pozycję w ruchu islamistycznym, pozycje tą podnoszą jeszcze jego kwalifikacje – jest wykładowcą filozofii i islamistyki. Jednak Ramadan w swoich wypowiedziach jest na tyle kontrowersyjny, że bardzo często przypisuje mu się ukryte popieranie terroryzmu, co bardziej odważni nazywają go także agentem al-Kaidy. Czemuż jednak nie mielibyśmy uznać Ramadana, nomen omen filozofa islamskiego, za filozofa szwajcarskiego. Sam Ramadan wielokrotnie podkreślał, że jego ojczyzną jest właśnie Szwajcaria – kraj w którym się urodził. Jest do doskonały przykład zjawiska które Sajjid Kutb, inny czołowy ideolog islamu nazywa „ohydną schizofrenią”. Kutb w swojej pracy „Islam: Religia Przyszłości” ostrzega o największym zagrożeniu dla muzułmanów i zarazem dla kultury islamu. Zagrożeniem tym jest wsiąkanie w umysł muzułmanina ideałów zachodnich. Ideałów które przeczą islamowi i brukają jego ideały. Właśnie to zjawisko, będące bez wątpienia skutkiem globalizacji stało się zjawiskiem warunkującym ideologie islamizmu. Bardzo wielu muzułmanów zostało odartych z ich tożsamości narodowej, i tak jak bardzo wielu ludzi w nowoczesnym świecie, muzułmańscy imigranci, zostali posiadaczami połączonych osobowości. Zagubienie i „ohydna schizofrenia” sprawiają, że młodemu człowiekowi grunt rozpływa się pod nogami. Ohydna schizofrenia sprawia że młody człowiek poszukuje twardego gruntu. Takim twardym gruntem jest islamizm oraz męczeństwo dla sprawy.
Przyjżyjmy się bliżej zamachowcom z 11 września czy 7 lipca. Niektórzy spędzali młodość w Arabii Saudyjskiej, Egipcie czy innych miejscach arabskiego świata, jednak w wiek dorosły wkraczali już w Belgii, Niemczech, czy Wielkiej Brytanii, nie wspominając już o przygotowaniach na Florydzie, w południowej Kalifornii, czy w New Jersey. byli drobinami piasku w fali imigrantów ze świata islamu. I podobnie jak w przypadku innych imigrantów, skończyło się na tym, że – jak możemy przypuszczać – samobójczy wojownicy Bin Ladena całe życie radzili sobie z podwójną tożsamością. Byli ofiarami „ohydnej schizofrenii”, a tym samym, ofiarami globalizacji. Taką ofiarą jest również wspomniany Rudollach Chomeini. Wiele nowych elementów w ideologii Chomeiniego pojawiło się właśnie w trakcie pobytu w swoim emigracyjnym domu pod Paryżem, gdzie zaczytywał się on w pracach zarówno Marksa, jak i Jeana Paula Satre’a. Sam Sajjid Kutb, był również ofiarą ohydnej schizofrenii. Odebrał On solidne wykształcenie koraniczne. Jednak w trakcie studiów przez pewien czas flirtował z socjalizmem i liberalizmem. Warto zacytować tu wielbiciela i tłumacza dzieł Kutba – Hamida Algara z University of California z Berkley. Pisze on o pracach Kutba z czasu studiów jako „zalatujących zachodem poglądach na zagadnienia literackie i kulturowe, dalej pisze, że Kutb „zdradzał oznaki indywidualizmu i egzystencjonalizmu”.
Innym przykładem niech będzie również sam Ossama Bin Laden. Chociaż kontakty Bin Laden’a z kulturą zachodnią były mocno ograniczone, to przecież interes na którym jego rodzina, i on sam, zarobili miliony, to intratne kontrakty z amerykańskimi koncernami naftowymi (do zamachów z 11 września rodzina Bin Laden-a przebywała w Texasie).

Tarik Ramadan twierdzi, że jeżeli chcemy zrozumieć specyficzne problemy świata muzułmańskiego, to nie powinniśmy oglądać się na cywilizację zachodnią, ani na Alberta Camusa i takie książki, jak „Człowiek Zbuntowany”. Twierdzi że analiza korzeni patologicznych ruchów masowych w europie nijak się ma do sytuacji w świecie arabskim, gdyż zachód to nie cały świat, a zachodnie tradycje i kultura nie mają nic wspólnego z ze światem muzułmańskim. Ramadan mówi: „rzeczywiście mamy do czynienia z dwoma różnymi uniwersami odniesienia, dwoma cywilizacjami i dwoma kulturami” W żaden sposób nie mogę zgodzić się z tym stwierdzeniem gdyż argumenty wysunięte między innymi przez A. Camusa, czy w Salamana Rushdie’go w „Szatańskich Wersetach”, a przytoczone przeze mnie w tej pracy, nad wyraz dobitnie pokazują, że islamski terroryzm nie jest produktem kultury islamu. Oczywiście teoria ta nie uzurpuje sobie miana jedynej poprawnej teorii wyjaśniającej przyczyny islamskiego terroryzmu na przełomie XX i XXI wieku, ale według mnie naświetla te przyczyny wystarczająco dobrze. Jest tym samym zdecydowanie poprawniejszą teorią niż ta która mówi, że terroryzm islamski jest wynikiem globalizacji kapitału i ucisku „bogatego zachodu” na „biedny wschód”. Trudno mi przyjąć, że islamski terroryzm jest wynikiem globalizacji kapitału tak samo jak trudno uznać saudyjskiego milionera, Osame Bin Ladena (który zyskał majątek na handlu z zachodem), za wybawcę biednego wschodu.

Bibliografia:
• Albert Camus, „Człowiek Zbuntowany", wydawnictwo „Muza”, Warszawa 2002r.
• Salaman Rushdie, „Szatańskie wersety”, 1992 r. (brak danych na temat wydawcy)
• Paul Berman, „Terror i Liberalizm”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007r.
• Andre Glucksmann „Dostojewski na Manhatanie, książka o źródłach globalnego nichilizmu”, wydawnictwo Sic!, Warszawa 2003
• Sylvain Besson, „Islamizacja zachodu? Historia pewnego spisku”, wydawnictwo akademickie Dialog, Warszawa, 2006r.
• Jakub Kumoch, „Islam z Ludzką Twarzą”, artykuł z czasopisma Przekrój, nr 43/2005
Portale internetowe www.wikipedia.pl i www.arabia.pl

Podoba się? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Typ pracy