profil

Historia mojego kamienia

poleca 84% 430 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Dawno, dawno temu, kiedy nie było jeszcze państwa polskiego, a Morze Bałtyckie sięgało od dalekich, chłodnych krańców Finlandii, aż do brzegów niniejszych morskich granic Polski płynął sobie statek Mieszko. Łódź ta zbudowana była na kształt łodzi wikingowych, miała zakrzywioną dziobnicę i stewę rufową. Kadłub zbudowany był z nachodzących na siebie pasków poszycia, dolny maszt tkwił w obudowie, wiosła natomiast znajdowały się na końcach łodzi. Niewielkie zanurzenie łodzi pozwalało jej pływać blisko brzegu, a wysoki kil i stromo opadające dno redukowały dryf boczny, kiedy okręt szedł pod wiatr. Na pokładzie znajdowało się wiele wartościowych kamieni i bursztynów. Był to statek kupiecki, a zarazem szybka łódź bojowa, co pozwalało na dokonywanie rabunków. Załoga płynęła wtedy ze strony Wielkiej Brytanii przeciskając się w cieśninach między Morzem Północnym, a Bałtyckim w kierunku wschodnim z celem do Sztokholmu. Gdy minęli granicę Niemiec, słońce zaczęło bardzo mocno świecić. W tym czasie większość załogi poczuła wielkie zmęczenie. Narzekali na zawroty głowy, dostawali udaru słonecznego, zwracali posiłki, a wody pitnej już brakło. Właśnie wtedy stało się coś niezwykłego. Temperatura powietrza sięgała kresów wytrzymałości, na niebie nie było widać żadnej chmurki, wody się dziwnie uspokoiły. Nagle z mostka rozległ się okrzyk jednego z pokładowych: „Zieeemia”. W tym momencie kapitan łodzi kazał wrzucić na stery kierunek wschód i wszystkim to poprawiło humor. Płynęli z wiatrem. Prędkość sięgała dwudziestu węzłów. Gdy na horyzoncie ukazywało się coraz to więcej szczegółów lądu, cała ekipa stanęła jak zamurowana. Widok był tak piękny, że nikt już nie czuł zmęczenia. Krajobraz ten gasił ich pragnienia, myśleli już tylko o dotarciu do tych ziem. Dotarli. Nie znali tego lądu, lecz czuli, jakby to było miejsce, gdzie chcą skończyć resztę swojego żywota. Nie było na tych ziemiach przed nimi żadnych ludzi, lecz kapitan żeglugi dla niepoznaki od razu nakazał rozsypać po całej długości plaży wszystkie składowane na pokładzie kamienie z wymiany i rabunku. Postanowili osadzić się na tej ziemi, w ten sposób stworzyli gród, któremu z czasem dali nazwę – Sopot, którego nazwa wywodziła się powiedzenia: „SO PO wsze Trudy. Żyli tam z rybołówstwa oraz rolnictwa dzięki nasionom, które przywieźli ze sobą. Świetne zorganizowane przez kapitana zadania doprowadziły do tego, że załoga bardzo się zżyła i już nigdy nie opuściła Sopotu.
Kilkaset lat później trud pierwszych osadników zaowocował tym, że Sopot rozbudował się na tyle, że dostał prawa miejskie i był jednym z liczących się w Polsce kurortów. Pewnego dnia wybrałem się wraz z całą rodziną na spacer wzdłuż plaży. Spacerując, w pewnym momencie poczułem, jakbym coś kopnął. Spojrzałem pod nogi i ujrzałem, przykuwający moją uwagę – kamień. Gdy go podniosłem i spojrzałem przez niego w słońce, ukazała mi się legenda o pochodzeniu tej niezwykłej zdobyczy, którą po części wam opowiedziałem. Po kilku chwilach schowałem kamyk do kieszeni, w milczeniu podążałem dalej za rodziną.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 2 minuty