profil

Dlaczego Marksa Freuda i Nietzschego nazywamy mistrzami podejrzeń

drukuj
poleca 85% 276 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy przede wszystkim zdefiniować pojęcie podejrzenia, a ściślej mistrza podejrzeń. Podejrzenie jest to niezgoda na istniejący porządek, czy schemat oraz, co za tym idzie, próba odnalezienia prawdy. Jeśli coś jest podejrzane, to znaczy, że prawda o danej rzeczy nie jest poznana. Dlatego też ten, który podejrzewa neguje ogólnie przyjętą zasadę, aby na jej miejsce wynieść inną, jego zdaniem, prawdziwą. W ten właśnie sposób postępowali ci wielcy filozofowie. Nazywa się ich mistrzami w tej mierze, gdyż zasady i systemy przez nich wprowadzone nie zostały na etapie podejrzeń, ale w większości uznane za prawdziwe zmieniły dotychczasowy sposób postrzegania różnych wartości. Dzieła tych trzech filozofów sprawiły, że zmienił się dotychczasowy porządek, a kwestie oczywiste na początku XIX wieku okazały się nieprawdziwe już pół wieku później. Byli oni rewolucjonistami, a każda rewolucja zostawia piętno, którego późniejszy okres nie może się pozbyć. Marks, Nietzsche i Freud ustanowili przełom, po którym filozofia i psychologia nigdy już nie były takie jak dawniej.

Zazwyczaj filozofia marksistowska kojarzy się z komunizmem zastosowanym w praktyce przez Lenina, czy później Stalina. Taka wizja przeraża i odstrasza. Tymczasem pierwotne założenia, z których wyszedł Marks, i na których zbudował swą teorię są zgoła różne od ich późniejszego przełożenia na stan rzeczywisty. Marks był materialistą, ale zupełnie innym, niż współcześni mu wyznawcy tej doktryny. Materializm tradycyjny zakładał, że jedynym pierwotnym i samoistnym bytem jest materia, i że to ona stoi ponad duchem. Nie negował istnienia ducha, ale również nie potrafił wytłumaczyć, skąd się wziął i co kieruje światem metafizycznym. Podczas gdy materialiści nie potrafili pokonać tej sprzeczności, Marks sprzeciwił się takiemu pojmowaniu materializmu i stwierdził, że „duch jest najwyższym wytworem materii”, że wywodzi się z niej i od niej zależy.

Aby nadać temu twierdzeniu płynność odwołał się do dialektyki Hegla. Znów jednak, nie kopiował, ani nie opracowywał czyichś poglądów, ale obalił je, aby pokazać prawdziwy system. Heglowski dialektyzm odwoływał się do ducha i teorii idealistycznych. Według filozofa pierwotne byty (duchowe oczywiście) są w pewnych stosunkach, łączą się ze sobą. Jednak po jakimś czasie następuje załamanie tych stosunków, które bierze się ze sprzeczności pomiędzy nimi, czy różnorodnych napięć. Po nastąpieniu załamania ze szczątków dawnych stosunków powstaje nowy stosunek, który daje rozwiązanie wcześniejszym nieporozumieniom. Jednak po pewnym czasie znów wychodzą na wierzch swoiste własności i system upada. Takie cykle sprawiają, że „duch świata” jest w ciągłym ruchu – rozwoju.

Marks przeniósł tę dialektykę na sferę materialistyczną. Jego zdaniem to pierwotna materia wciąż ulega przetworzeniom, załamaniom i ciągłym odbudowom próbują wykształcić najlepszą formę. To, co u Marksa jest również bardzo ważne, to wiara w istnienie nierozerwalnego związku pomiędzy historią, a wszelkimi zmianami, czyli rozwojem. Człowieka nie można badać w oderwaniu od społeczeństwa, stanu świadomości, czy posiadania, twierdził filozof, bądź raczej myśliciel, jak sam siebie określał.

Badając historię rozwoju człowieka zauważył niezwykłą analogię pomiędzy rozwojem gospodarczym i kulturowym. Jego zdaniem jedno odzwierciedla drugie, a konkretnie to stan gospodarki implikuje dorobek kulturalny danego okresu. Stąd Marks wysnuł wniosek, że dbałość o proletariat, warstwy wytwarzające, odbija się bezpośrednio na pomyślności funkcjonowania tej „wyższej sfery” życia człowieka. „Jaki jest sposób produkcji w społeczeństwie, takie jest również w zasadzie samo społeczeństwo, jego idee i teorie, poglądy polityczne i instytucje polityczne. (...) jaki jest tryb życia ludzi, taki też jest sposób ich myślenia.” Aby człowiek się dobrze czuł potrzebuje przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa, ubrania, jedzenia, mieszkania; dopiero później zaczyna myśleć o sposobie życia, o rozrywce, czy rozwoju kulturalnym.

Marks był myślicielem, który „zszedł do ludzi”, chciał uzmysłowić proletariatowi jego siłę oraz fakt, że nie tylko oni są zależni od kapitalistów, ale że to kapitaliści przede wszystkim zależą od swoich pracowników. Myśl filozoficzna, marksistowski materializm dialektyczny, była fundamentem dla socjalizmu, ostatecznej zdaniem Marksa, fazy rozwoju własności. Rewolucją u Marksa było pojęcie socjalizmu w praktycznym aspekcie. Podczas, gdy wcześniejsze socjalistyczne utopie nie zyskiwały sobie wielu zwolenników, myśl marksistowska dużo już bliższa rzeczywistości, przez wiele lat utrzymywała się na pozycji wiodącej. Czerpali z niej filozofowie i politycy, którzy w wiele lat po Marksie budowali systemy funkcjonowania państwa komunistycznego. Chcieli „wyzwolić” proletariat jednocześnie zniewalając całe społeczeństwo.

Filozofia marksistowska nie była tylko prądem, czy nową teorią. Miała ona swój wyraźny, praktyczny cel. Miała służyć polityce, a pośrednio ludziom najbardziej pokrzywdzonym. Marks opracował nie tylko zakres zmian społecznych, ale również pokazał w jaki sposób należy je dokonywać. Twierdził, że inni materialiści tylko objaśniali świat, natomiast dużo ważniejszą rolę odgrywa jego rzeczywista zmiana.

Kolejnym rewolucjonistą, z pewnością dużo bardziej kontrowersyjnym, był Friedrich Nietzsche. Jego filozofia była mniej związana z myślą polityczną (jak u Marksa), natomiast przede wszystkim traktowała o moralności. Ogólnie o Nietzschem można powiedzieć, że uśmiercił Boga podnosząc człowieka do najwyższej rangi. Tak jak Marks przeciwstawiał się wszelkim teoriom bezwzględnym i absolutnym oraz twierdził, że świat tkwi w błędzie próbując usystematyzować reguły nim rządzące. Dla filozofa takich reguł w ogóle nie było. Przejdźmy jednak do szczegółów.

Nietzsche stwierdził, że nie można w żaden sposób poznać świata, co za tym idzie wszelkie zasady, także moralne i porządki narzucane w społeczeństwach są zawsze nieprawdziwe. Świat nigdy nie stoi w miejscu, ale cały czas się rozwija, dlatego gdy tylko człowiek próbuje go określić zamyka tym samym w sztywnych, nieruchomych ramach, co sprawia, że wizerunek jest nieprawdziwy. Na tej samej zasadzie człowiek nie wie, czy stosowane przez niego metody poznania, czy zapisywania są obiektywne. Dlatego według Nietzschego świat jest zakłamany.

W podobny sposób filozof odnosił się do wartości. Twierdził, że nie ma odgórnej, prawidłowej moralności dla wszystkich, ale każdy człowiek ma swoją własną moralność zgodną z jego naturą. Jeśli natomiast wyrzeka się swoistego sposobu postępowania na rzecz narzuconego mu systemu wartości jest godny pogardy, jest niewolnikiem. Nietzsche rozróżniał dwa główne rodzaje moralności: niewolników i panów. Ta pierwsza jest systemem, w którym „chowają się” ludzie słabi, którzy nie mają dość siły by żyć własnym życiem, według własnych zasad. Wolą życie we wspólnocie ograniczając tym samym własną wolność, niż podążanie za własnymi pragnieniami bez liczenia się z innymi ludźmi i ich zasadami. Według filozofa niewolnicy, których było dużo więcej, zbuntowali się przeciwko panom, którzy pierwotnie rządzili światem. Jednak, jak twierdzi Nietzsche, kiedyś jeszcze panowie dojdą do władzy, gdyż tylko ich sposób postrzegania świata jest właściwy. Istniejący porządek moralny jest osadzony głęboko w religii chrześcijańskiej, którą filozof bardzo krytykował.

Zdaniem Nietzschego, chrześcijaństwo „mydli ludziom oczy” twierdząc, że za złe postępowanie na Ziemi spotka ich kara po śmierci. Ludzie natomiast ślepo wierzyli w to, czego nauczał ich Kościół nie mając odwagi wyjść z błędnych stereotypów. Nietzsche natomiast mówi – nie ma nagrody i kary, gdyż nie ma ogólnego dobra i zła; dobro jest absolutnie subiektywne i odpowiednie dla każdej jednostki. W świecie nie ma miejsca na altruizm, litość, współczucie, czy poświęcenie dla innych, gdyż w żaden sposób nie wzbogaca samego człowieka, wręcz przeciwnie, zubaża jego życie wewnętrzne i stan posiadania. Człowiek nie powinien w swym życiu być komukolwiek, bądź czemukolwiek poddany. Jedyną wytyczną na jego życiowej drodze powinien być egoizm służący prywatnym celom. Tylko wtedy ten osiągnie szczęście, rozumiane jako poczucie siły, godności i spełnienia, jeśli będzie żył wyłącznie dla siebie widząc cel życia w nim samym. Był to pogląd zdecydowanie nowatorski, choć z pozorów bliski poglądowi Darwina. Jednak, gdy on widział cel w walce o byt, Nietzsche twierdził, że człowiek nie tylko dąży do tego, aby żyć, ale przede wszystkim, aby żyć dobrze, co u tego filozofa oznacza egoistycznie.

Nietzsche w swej krytyce religii i moralności chrześcijańskiej musiał ustosunkować się jakoś do wizerunku Boga. Stwierdził więc: „Niegdyś było bluźnierstwu Bogu największym zuchwalstwem, lecz Bóg umarł, a z nim zmarli i ci bluźniercy”. W ten sposób Nietzsche rozwiązał tą kontrowersyjną do dziś kwestię.

Zazwyczaj opisując Nietzschego mówi się, że przewartościował on wszelkie wartości. Twierdził, że nie tworzy nowej moralności, gdyż byłoby to sprzeczne z jego pierwotnym założeniem o relatywizmie zasad moralnych, lecz chce obalić wszystkie przyjęte do tej pory zasady „niewolnicze”. Jednak świadomie, czy nie, stworzył kanon cech, które można przypisać moralności panów, i którymi powinien się cechować każdy człowiek.

Novum Nietzschego polegało właśnie na stworzeniu nowej moralności. Nie opisywał czegoś, co już istniało, czy nie odnosił się do pozostałych filozofów, ale zbudował całkiem nową drogę, którą człowiek powinien podążać. Nie przeczył, tak jak Shopenhauer, w sens życia, ale jego celowości doszukiwał się w samym człowieku. Należy przeżyć życie z jak największą korzyścią dla samego siebie, bo tylko życie człowiekowi zostało, jeśli Boga nie ma, a prawdy nigdy się nie odnajdzie – powiadał filozof.

Być może, gdyby Nietzsche raz nie zwątpił w prawdziwość zasad kierujących światem, nie doszedłby do swych teorii i nie byłby dziś niedoścignionym wzorem dla nihilistów. „Od wieków żywiono przekonanie, iż wiadomo, co to jest przyczyna: skąd wszakże zaczerpnęliśmy (...) przeświadczenie, że coś na ten temat wiemy?” Sądzę, że gdyby filozof nie postawił sobie tego pytania, jego teorie byłyby inne.

Niestety, z nietzscheańskiej filozofii zaczerpnęli wielcy nacjonaliści niemieccy doprowadzając do ludobójstwa. W imię przynależności do rodzaju panów myśliciele ci budowali swoją potęgę na nieszczęściu rzeszy ludzi. Zresztą sam Nietzsche przed śmiercią niejako przepowiedział przyszłe wydarzenia. Przewidział, że po jego śmierci ludzkość wkroczy w erę wojen ideologicznych, które miały wstrząsnąć światem. I faktycznie tak się stało, gdyż filozof zmarł w 1900 roku, a już w kilkanaście lat później rozpoczął się okres wojen ideologicznych, po których patrzenie na świat nigdy nie było już takie, jak poprzednio.

Również po uznaniu teorii freudowskich ludzie nie byli w stanie patrzeć na samych siebie z pobłażliwością. Radykalnie zmienił się wtedy stosunek nie tylko do ludzi chorych psychicznie, ale także do całkowicie zdrowych, którym powiedziano, że do końca nigdy siebie samych nie będą w stanie poznać. Freud był wielkim przeciwnikiem racjonalizmu, praktycznie obalał tezę, według której rozum jest ostatecznym sędzią naszych poczynań. Ten wielki psycholog dał ludziom nowych władców umysłu ludzkiego – popędy.

Jako młody lekarz Freud zetknął się z najnowszymi metodami leczenia chorób psychicznych, przede wszystkim nerwicy, w zakładzie dla obłąkanych kobiet, w Paryżu. Wtedy też triumf święciła metoda leczenia Charcota. Polegała ona na wprowadzeniu pacjentki w stan hipnozy, w którym była w stanie odpowiedzieć na każde zadane pytanie, podczas gdy na jawie trudno było się z nią w ogóle porozumieć. Freud zachwycony, zaczął praktykować ową metodę po powrocie do Wiednia, jednak szybko okazało się, że pacjentki wolą same opowiadać. To Freud stworzył nowy typ lekarza – tego, który przede wszystkim słucha i wysnuwa wnioski, a nie, leczy przemawiając do pacjenta. W gabinecie młodego doktora wkrótce pojawiła się leżanka przeznaczona dla pacjentów, natomiast krzesło lekarza znajdowało się poza zasięgiem wzroku chorego. To właśnie pacjenci, a ściślej pacjentki zapoczątkowały rozwój teorii freudowskiej. Warto wspomnieć, że do Freuda melancholię i nerwicę uważano za choroby wyłącznie kobiece spowodowane przez, notabene, zły wpływ macicy. Te poglądy radykalnie się zmieniły, gdy młody lekarz stwierdził, że przyczyny wszelkich dolegliwości na tle psychicznym leżą w ludzkich niespełnionych popędach znajdujących się w podświadomości człowieka. Na podstawie licznych opowieści znerwicowanych, niespełnionych życiowo pacjentek o swoich myślach, snach i przeżyciach z dzieciństwa oraz zainspirowany metodami doktora Charcota, młody psycholog wysnuł teorię, która, miała na zawsze zastąpić przestarzały sposób myślenia o ludzkim umyśle.

Freud był pierwszym, który zaprzeczył, że świadomość człowieka jest równa jego psychice. Nie zgadzał się z tą teorią, gdyż brak było w niej pewnej ciągłości. Skoro rozum ma decydować o każdym ludzkim posunięciu, to skąd biorą się nieświadome (jak byśmy to dziś nazwali) pomyłki, sny, czy nawet pociągi do uczynienia czegoś niezgodnego z systemem moralnym, któremu rozum przecież służy. Freud zwątpił w przeświadczenie XIX - sto wiecznych psychologów i dzięki temu doszedł do teorii, która zrewolucjonizowała świat, nie tylko medycyny. Jego zdaniem każdy człowiek posiada nie tylko świadomość, która jest w ciągłej łączności z umysłem człowieka, ale także podświadomość, czyli „miejsce”, gdzie ukryte są wszelkie odczucia człowieka zepchnięte tam przez niego, lub wcześniej zapomniane. Człowiek tak naprawdę nie zapomina – twierdził Freud – każde wydarzenie, nawet najdrobniejsze zapisuje się w pod świadomości człowieka i bywa, że czasami próbuje się stamtąd wydostać do świadomej części psychiki. Różne „dziwne” sytuacje, które trudno wytłumaczyć w sferze jaźni, czyli świadomości, pochodzą właśnie z podświadomości. W odróżnieniu od jaźni, podświadomość nie jest uświadomiona, a co za tym idzie jest nieopanowana, nie można więc w żaden sposób winić człowieka za popełnianie błędów, które biorą się z niej.

Na czele całej grupy oblicz istniejących w podświadomości stoją popędy, a wśród nich najbardziej znaczący, popęd seksualny. Wszystkie popędy mają swoje korzenie w przeżyciach z dzieciństwa, które determinują późniejszy rozwój człowieka. Niestety, podświadomość kieruje się tylko i wyłącznie hedonistycznymi pobudkami. Popędy pragną się wydostać i przejść do świadomości człowieka uzewnętrzniając się w jego zachowaniu. Jest to niemożliwe, gdyż człowiek żyjący w społeczeństwie musi myśleć o dobru ogółu, a nie tylko o własnych przyjemnościach, inaczej cała struktura społeczna upadłaby już dawno. Dlatego też, aby pogodzić życie społeczne i własne dążenia do bycia szczęśliwym (bo właśnie zrealizowanie popędów daje, zdaniem Freuda, prawdziwe szczęście), należy w tylko częściowo uzewnętrznić to, co rzekomo kieruje ludźmi. Sztuka, literatura, muzyka są jedynie substytutami hedonistycznych ciągot ludzkich mających zapewnić trwałość struktury społecznej. Stłumione popędy częściowo realizują się właśnie w owej „duchowej” działalności człowieka. Na straży podświadomości znajduje się trzecia sfera ludzkiej psychiki, nadjaźń. Są w niej zawarte reguły zgodne z zasadami przyjętymi przez społeczeństwo, które pozwalają tylko pewnej części ludzkich popędów zrealizować się w świadomości człowieka.

W teorii Freuda jest pewna analogia do poglądów Rousseau, który winił kulturę i cywilizację za degradację i nieszczęście ludzkie. Freud pisze: „(...) wielka część winy, jeśli chodzi o naszą nędzę, spada na tzw. kulturę; bylibyśmy o wiele szczęśliwsi, gdybyśmy się jej wyrzekli i wrócili do stanu prymitywnego.” Jednak u niego nieszczęście ma inne podłoże, niż u Rousseau. Człowiek nie lubi być ograniczany, a kultura jest właśnie skutkiem ograniczania ludzi i ich popędów.

Wszelkie choroby psychiczne wynikały, według Freuda, nie z jakiś nieprawidłowości w funkcjonowaniu ludzkiego umysłu, ale w tłumionych popędach, czy kompleksach, które w żaden sposób nie znajdowały ujścia. Tym samym człowiek zdrowy miał ogromne prawdopodobieństwo zachorowania, jeśli jakieś zdarzenia, czy jego młodość wywarły zbyt duży nacisk na jaźń. Psychoanaliza, czyli freudowska metoda leczenia chorób psychicznych, polegała na odnalezieniu, choć częściowym, przyczyn, które znajdują się w podświadomości, a miały swój początek w rzeczywistości.

Freud nie tylko pominął rolę rozumu w całym procesie działalności ludzkiej, ale wręcz zepchnął ją na pozycję podrzędną w stosunku do popędów. Twierdził, że w przypadku, gdy rozum, czyli pośrednio i nadjaźń oraz popędy wejdą ze sobą w konflikt, to ten drugi należy uprzywilejować i dać mu się rozwinąć. Także wola musiała się podporządkować podświadomości. Było to wyraźne ujęcie pewnej godności człowiekowi, który od tego momentu stał się nieprzewidywalny, nie tylko dla innych, ale także dla samego siebie.

Próbując odnaleźć analogię pomiędzy tymi trzema myślicielami, doszłam do wniosku, że cechą podstawową jest niezwykłe piętno, jakie po sobie zostawili. Ich teorie nie rozeszły się bez echa, ale zostały przyjęte i wykorzystane w praktyce. Każdy z nich zdawał się mówić: świat jest w błędzie, ludzie są w błędzie, przyszedł czas, by ten błąd naprawić, by dojść do prawdy. Oni podejrzewali, ale dzięki nim również ludzie zaczęli podejrzewać – sfery rządzące w państwie o nieprawidłowości, biorące się z nierówności społecznej, Boga o to, że w ogóle nie istnieje oraz samych siebie o inne, niż to się wydaje, przyczyny działań pochodzące ze sfery podświadomej. Każdy z filozofów dał ludziom alternatywę do istniejącego porządku; wielu poszło za nimi depcząc ideały, które jeszcze niedawno ceniono. Czy było to potrzebne i właściwe można ocenić dopiero po zobaczeniu skutków. Współcześnie wiadomo, że nacjonalizm, czy komunizm nie przyniosły nic dobrego, natomiast psychoanaliza funkcjonuje do dziś, sądzę jednak, że gdyby nie było Nietzschego i Marksa ze swoimi poglądami, ludzie, którzy są z natury podejrzliwi, znaleźliby wkrótce innych „mistrzów”, których nowatorskie teorie mogłyby zdziałać wiele złego na świecie. Jeden fakt nie podlega dyskusji, że poprzez swoje podejrzenia Marks, Nietzsche i Freud zmienili świat tak, że nikomu jeszcze nie udało się go „odwrócić” z powrotem.


Polecasz? Tak Nie
Komentarze (1) Brak komentarzy
18.3.2011 (19:25)

Bardzo spłycająca analiza Nietzchego. Generalnie w nazywaniu wspomnianych filozofów mistrzami podejrzeń chodzi o to, że w odniesieniu do systemów tłumaczenia świata, tłumaczenia tego "jak jest", które wcześniej uważano za obiektywne i bezstronne, oni wykazali subiebktywność takich systemów, że zwsze w dużej mierze wynikają one z ograniczeń: naszej pozycji społecznej (oceniamy przez jej pryzmat), naszych podświadomych instyntynktów czy wreszcie wogóle wyrażamy to w języku jakiejś kultury, która jest tylko jedną z wielu kultur.