profil

Motyw winy, krwi i kary na podstawie Makbeta wystawionego w teatrze J.Kochanowskiego w Opolu

poleca 85% 132 głosów

Treść Grafika Filmy
Komentarze
William Szekspir Makbet opracowanie Makbet opracowanie

Myślę, że potrzeba uczestniczenia w spektaklu wynika z niezaspokojonej ludzkiej potrzeby poznawania rzeczywistości, innych i samego siebie. Ciągłe poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o kondycje człowieka jest nam nieodłączne jak łaknienie i głód. Idziemy do teatru, aby uwolnić się od otaczającej nas rzeczywistości. Zanurzenie się w świat kreowany na scenie pozwala na przeniesienie się w inna rzeczywistość. Intensywność wejścia w świat przedstawiony powstaje wyniku tego, że w dramacie dochodzi do szczególnego zagęszczenia wątków, emocji, relacji miedzy bohaterami – a wszystko to na naszych oczach! Uczestniczymy w nim jako świadkowie a często przez nasze uczucia i emocjonalne podążanie za akcja, dramatem bohaterów stajemy się niewidzialnymi i niemymi współuczestnikami. Jeśli do tego dochodzi – jest to wielki sukces reżysera i aktorów – publiczność nie jest wtedy tzw. Murkiem – czyli zbiorowiskiem ludzi absolutnie nie reagujących na to co się dziej na scenie.
Nie wolno również pominąć tak ważnego zjawiska jak katharsis. W klasycznym znaczeniu, jakie nadał mu Arystoteles, jest to takie wyrażenie uczuć, które zarówno u aktora jak i u widza powoduje oczyszczenie. Katharsis, zatem, to wstrząs uczuciowy dokonujący się za pośrednictwem fikcji literackiej. Możemy różne intensywne uczucia przeżywać i uwalniać w sposób bezpieczny, gdyż dramat nie dotyczy nas bezpośrednio.
Teatr starożytnej Grecji był niezwykle uporządkowany. Służyły temu liczne reguły i zasady. Chociażby zasada decorum – mówiąca o estetyczności sztuki, lub zasada 3 jedności – akcja, miejsce i czas dramatu musiały być rzeczywiste. Dla starożytnych nie stanowiło to problemu, gdyż ówczesne dramaty były pisane „na scenę”. Natomiast współczesne sztuki dalece odbiegają od antycznych reguł. Pisarz może popuścić wodze fantazji i stworzyć świat niezwykły, wręcz nierealny. Reżyser staje wiec przed niebywałym zadaniem – jak ten świat przenieść na deski teatru? Służą temu liczne metafory, triki teatralne, nieraz dochodzi do pominięcia niektórych scen. Często jest to spowodowane kosztami, które trzeba by ponieść pozwalając wybrzmieć sztuce tak jakby chciał tego autor...

Powszechnie zostało przyjęte, że Szekspir w swych dziełach umieszczał didaskalia. Wszak był wielkim dramaturgiem – pisał sztuki teatralne, które bez didaskaliów nie mogły istnieć... Okazuje się jednak, że Szekspir był tak wielkim pisarzem, że... didaskaliów nie umieszczał w ogóle wierząc w intuicje innych reżyserów teatralnych! To dopiero panowie Malone i Capell – znani XVIII wieczni krytycy i szekspirolodzy – dopuścili się wręcz świętokradztwa i dopisali didaskalia wierząc, że ich interpretacje są trafne i doskonale. Na nasze nieszczęście pomysł ten przyjął się i do dziś teksty Szekspira opatrzone są fałszywymi didaskaliami.
Idąc tym tropem można stwierdzić, że sztuki Szekspira są wręcz doskonale ponadczasowe, ponieważ istota tych sztuk jest tekst i ich przekaz a nie forma.
Idealnym przykładem adaptacji sztuki Szekspira jest Makbet wyreżyserowany przez Maje Kleczewski. Premiera odbyła się 4 grudnia ub. Roku w teatrze J.K. w Opolu. I właśnie to przedstawienie chciałbym omówić.
Jak już wspomniałem Szekspir formę przedstawienia jego sztuki powierzył reżyserowi, z czego K. Skwapliwie skorzystała. Stworzyła na deskach teatru Kochanowskiego niebywałą scenografie. Dla każdego, kto widział sztuki K oczywiste było, że Makbet będzie nie do poznania, gdy ta młoda reżyserka weźmie się do pracy. Wraz ze scenografem – Katarzyną Borkowską wykorzystała cala scenę teatru, która słynie w Polsce ze swej powierzchni. Znany krytyk Łukasz Drewniak – napisał:
„ K. Borkowska zaprojektowała chyba najlepsza scenografie, jaką ostatnio widziałem. Ogromna scena opolska oddycha!”
Wrażenie to uzyskano dzięki ograniczeniu liczby rekwizytów do minimum. Ponadto dialogi miedzy Makbetem a Lady Makbet toczą się na rozświetlonym ostrym światłem proscenium. Po jego lewej stronie znajduje się bar, a po prawej łazienka. Scena to jedna z sal w posiadłości Makbetów. W głębi po prawej widzimy duże łoże. Jednak przez cały spektakl korzysta z niego tylko LM. Jeszcze głębiej majaczą schody, galerie, przedpokoje i garderoby. Ukazuje się wiec świat nowoczesny, absolutnie nie szekspirowski. Warto zwrócić uwagę również na antresolę umieszczoną całkowicie z tyłu sceny a dodatkowo parę metrów ponad nią. W jednej ze scen przechadza się po niej LM – samotnie celebrując swoja królewskość. Scena ta jest niezwykle wymowna, o czym świadczą słowa pochwał krytyków Didaskaliów – szanowanego magazynu recenzującego spektakle z całej Polski. Ciekawym ujęciem sceny mordu Lady Makduff jest stworzenie jej pokoju w zapadni teatru, która bezszelestnie wynurza się już w trackie sceny poprzedzającej...

(Foto 7) Tytułowy Makbet – grany przez Michała Majnicza jest przeniesiony wprost od Szekspira. Jest typowym obrazem uległego zonie tchórza, który poddaje się jej wpływom – daje się wmanipulować w morderstwo. Przez to przeistacza się w tyrana. I tu pojawia się dysonans miedzy K a Szekspirem. U K Makbet posiada resztki człowieczeństwo, co prawda ledwo tlące się, ale jednak sprawia to, że widzom jest go żal. Śmierć M kończąca spektakl wyciska łzy wielu osobom.
(Foto 4) druga niezwykle ważną postacią jest ww. LM grana przez Judytę Paradzińską. LM to kobieta okrutna, stanowcza i bezwzględna. Będąc chora z ambicji manipuluje mężem. Popada jednak w obłęd, który K ukazała jako rozdwojenie jaźni. Aczkolwiek istnieje istotna różnica miedzy reżyserka a Szekspirem. Otóż Szekspir przedstawili LM jako zdecydowanie dominującą nad M, natomiast K nie wyeksponowała tak bardzo tej postaci. Pozostaje niejako w cieniu M, co pozwala jej oczywiście sprawnie na niego wpływać. Myślę, że odtwórczyni tej roli została trafnie dobrana, gdyż słynie ona z mocnych i wyrazistych ról kobiecych.
Powstaje teraz pytanie – co wzbudza w widzach i krytykach takie emocje związane z tym przedstawieniem. Jestem pewny, że szanowni państwo będąc ludźmi kultury słyszeli o tymże spektaklu jako skandalicznym. Ale gdzież ten powód? Wszak ani scenografia, ani M, ani LM nie są szczególnie kontrowersyjne... Odpowiedzią są 3 wiedźmy. Właśnie. Jak przedstawić w tym nowoczesnym świecie wiedźmy? Przecież są to twory zgoła baśniowe, niepasujące do koncepcji przedstawienia. I tu K daje popis swoich talentów. Otóż wiedźmy zostają przedstawione jako 2 transwestytów oraz podstarzała prostytutka. (Foto 2) Dla publiczności nastawionej na obejrzenie doniosłego dzieła Szekspira jest to niebywały szok, zwłaszcza, że postacie te pojawiają się już w pierwszej scenie i towarzysza innym bohaterom cały spektakl biernie uczestnicząc w wydarzeniach. Są to, więc dosyć istotne różnice pomiędzy Szekspirem a K. Ponadto szekspirowskie wiedźmy rozsiewają wokół strach i respekt, gdyż należą do świata metafizycznego. U K są one pomiatane i spychane na margines społeczeństwa. A jednak powtarzane przez nie plotki (bo jak nazwać przepowiednie w ustach transwestytów?) mają niezwykłą moc. Są jak samospełniające się przepowiednie uruchamiające maszynę mordu i zniszczenia...

W spektaklu można odnaleźć liczne nawiązania do współczesnych wydarzeń, filmów i piosenek. Jednym słowem popkultury. K posługuje się nimi jak wytrychami do szufladek myślowych widzów uwalniając odpowiednie skojarzenia. Mamy, więc motywy takich filmów jak Kill Bill, Requiem dla Snu, Nieodwracalny, Złe wychowanie, Priscilla – królowa pustyni. Ciekawostka przedstawienia jest uprzedzenie każdej sceny piosenką mającą na celu zapowiedzenie (niczym antyczny chór) zbliżającej się zbrodni, chociażby piosenka Nancy Sinatry – Bang, Bang, bądź też rozładowaniu napięcia, gdyż piosenki są oczywiście wykonywane przez 3 wiedźmy, które można śmiało nazwać drag queens. Oglądanie jednak morderstwa króla Dukana mając na pierwszym planie śpiewającą drag queen – wywiera niezapomniane wrażenie... Należy również zaznaczyć, że środowisko, z którego wywodzą się bohaterowie ukazane jest jako środowisko mafijne z Dunkanem jako ojcem chrzestnym na czele. Uwidacznia się tu kolejne powiązanie spektaklu z filmem – Rodziną Soprano. Również egzekucja tana Kawioru przywodzi na myśl oglądane niedawno wydarzenia z Iraku. Mężczyzna z workiem na głowie prowadzony przez dwóch terrorystów. Scena ta zdecydowanie różnic się od świata Szekspira. Ale czy na pewno?

Myślę, że będąc przy tematyce tego typu należy wspomnieć o morderstwach będących jednym z motywów przewodnich Makbeta. Otóż Szekspir wprowadzając je chciał ukazać okrutne prawo rządzące życiem. Jednakże umiejętnie prowadząc dialogi ukrył te sceny. Czytelnik jedynie domyśla się, co się wydarzyło, korzystając z niedopowiedzeń. Nie znajdziemy przecież u Szekspira fragmentu: „Makbet rzuca się ze sztyletami na śpiącego króla” U Kleczewskiej natomiast jak najbardziej... Jej spektakl tak mocno emanuje przemocą, iż odnosi się wrażenie, jak ujął to Łukasz Drewniak –
„że zło że sceny przelezie przez rampę i napaskudzi nam w głowach”
Każda scena mordu odbywa się na oczach widza. Dunkan zostaje zaszlachtowany jak zwierze, Lady Macduff brutalnie zgwałcona, jej dzieci uduszone. Są to, więc momenty przedstawienia niezwykle dosadne. Można by stwierdzić – zbyt dosadne. Ale czemu? Dlaczego zbrodnia ukazana w kinie czy TV nie szokuje nas tak bardzo jak zbrodnia rozgrywająca się na deskach teatru?

Wyłania się wiec wizja świata przesyconego złem i przemocą. Każda postać ma coś na sumieniu. Każdy boi się własnego cienia. Wstrząsającym widokiem jest Lady Makbet będąca w widocznej ciąży, która traci w następnej scenie. Tadeusz Kornaś określił to krótko:
„Machina zmiażdżyła wszystko...”
Równie niezapomnianym przeżyciem jest obserwowanie rozpaczającego Makbeta po stracie żony – ciąga jej zwłoki po całej scenie próbując ją wskrzesić. Widz jest, więc osaczony przez zło. Świat jest okrutny, nieprzyjazny, jaskrawy. Przedstawienie zmierza ku końcowi. I tu Kleczewska staje przed niemałym dylematem – jak w takim świecie przedstawić nadejście Lasu Birnamskiego? Rozwiązanie okazuję się wręcz banalne. Makbet zostaje zabity przez grupę antyterrorystów w paramilitarnych strojach. Wydaje się, że jest to wystarczająco zaskakujący pomysł. Kleczewska idzie dalej – Makbet tuż przed śmiercią rozpina jednemu z oprawców kamizelkę. Ukazuje się napis LAS BIRNAMSKI. W tym monecie spektakl gwałtownie i z hukiem wraca do teatralnej umowności. Cytując Agnieszkę Olczyk:
„Scena ta jest nawiasem unieważniającym całą tragedię”
Wrażenia tego dopełnia wynurzający się z kotłującego się tłumu figlarny transwestyta, który śpiewa znany utwór Glorii Gaynor: I will survive (fragment piosenki).
Na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę na motywy przewodnie w Szekspira i u Kleczewskiej. Otóż najistotniejszą scena Szekspira jest obmywanie rąk krwi z rąk LM (Foto 8) Widzimy tu wyraźny motyw krwi i współwiny dominujący przez całą sztukę Szekspira. Kleczewska jako scenę kulminacyjną uznała śmierć LM. Teatr jest unurzany we krwi, panuje bałagan. W tej scenerii M próbuje wskrzesić swą żonę. Dopiero po jej śmierci uświadamia sobie jak ważną osobą była dla niego. Niejako otrząsa się z koszmarnego snu. Niestety, to nie był sen. Jak wiemy – jego śmierć nadchodzi. Kleczewska eksponuje, więc siłę relacji międzyludzkich, a właściwie ich brak...
Na pewno można patrzeć na spektakl Kleczewskiej jako na niezwykle bogate wizualnie widowisko. Ale udaje się jej dokonać czegoś o wiele ważniejszego. Uświadomiła widzom, iż człowiek stoi wobec świata przerastającego go. I choć może dzisiaj wydaje się to małe, przemielone i pędzące w małych obrazkach, i tak nie da się unieważnić tragicznego rozdarcia, w wyniku którego człowiek stojąc wobec nieokreślonych mocy zapewne zostanie przez nie zgnieciony...

Podoba się? Tak Nie
Polecane teksty:

Czas czytania: 10 minut