profil

Znaczenie diagnostyki w pracy pedagoga, opiekuna, wychowawcy.

drukuj
poleca 86% 102 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Ujmując prościej treść tematu można napisać, iż zawarte jest w nim pytanie:, po co pedagogom, opiekunom i wychowawcom potrzebna jest umiejętność diagnozowania uczniów? Czy takowa diagnoza jest w ogóle potrzebna, przydatna? Czemu ma ona służyć?
Zdaje się, że sami nauczyciele powątpiewają w przydatność diagnozy gdyż dla wielu z nich „zaliczenie zajęć, czy realizacja określonego projektu lub programu, stanowi jednocześnie punkt zwrotny, czyli zakończenie dotychczasowych zachowań diagnostycznych” .Są oni zainteresowani głównie tym, co da się przełożyć na wymierne oceny pomijając inne aspekty rozwoju ucznia niż te podane bezpośrednio w programie nauczania. To prawda, że szeroko mówi się o przydatności a nawet konieczności podejmowania diagnozy jej przydatności w dalszym nauczaniu czy jest to diagnoza początkowych umiejętności ucznia czy jego zachowania. „Każde dziecko przychodzące do szkoły powinno podlegać diagnozowaniu mającemu na celu określenie występujących u niego deficytów: opóźnień lub wad w rozwoju ruchowym, wad w rozwoju mowy oraz opóźnień w rozwoju intelektualnym.” Takie postępowanie może zapobiec w przyszłości występowaniu niepowodzeniom szkolnym i ich skutkom im wcześniej zostaną one wykryte. Dzięki rozwojowi techniki, komputerów i nowych programów diagnostycznych można już nawet wcześniej przeprowadzić takie diagnozowanie. Może ono zostać przeprowadzone przez opiekunów dzieci w wieku przedszkolnym, co daje możliwości wczesnej profilaktyki.
Jednak nauczyciele nie stosują jej często, a jeżeli nawet to rzadko ma ona wpływ na dalsze ich postępowanie względem uczniów. Być może brakuje im przekonania o „rzeczywistej potrzebie diagnozy”, z czego wynika „pospieszne stosowanie <> jako narzędzi do wszystkiego” .
Tak dzieje się z diagnozą edukacyjną, ale przecież pedagodzy codziennie nawet nieświadomie poddają swoich podopiecznych ocenie, gdy Jasio przeszkadza na lekcji, Marysia kopnie Krzysia w nogę na przerwie i w wielu innych sytuacjach codziennej pracy w szkole. W takich sytuacjach wychowawca opiekun podejmuje często działania, które mają na celu wyjaśnienie postępowania dziecka -ucznia-wychowanka. Podejmuje w ten sposób działania diagnostyczne w celu wyjaśnienia sytuacji, zajścia oraz podjęcia decyzji czy i w jaki sposób go ukarać. W tym miejscu można przytoczyć pierwszy z kierunków działań, jakie wg. Korczaka powinna zawierać diagnoza a jest to działanie mające „na celu poznanie i zrozumienie dziecka”. Poznanie motywów, jakie nim powodują, odpowiedzenie sobie na pytanie:, dlaczego się w ten sposób zachowało, próba zrozumienia być może jego indywidualnych potrzeb. Gdyż to, że Jaś rozmawia z kolegą na lekcji nie musi wcale oznaczać, że nie słucha pani nauczycielki, ale być może chce zwrócić na siebie jej uwagę, lub zadane ćwiczenie było dla niego zbyt proste lub zbyt trudne, (co spowodowało jego zniechęcenie) i najzwyczajniej w świecie się nudzi. Marysia niekoniecznie musi być źle wychowana być może to Krzyś sprowokował ją do takiego zachowania lub może był inny tego powód. Pedagog ma za zadanie zbadać daną sytuację, wyjaśnić ją i powziąć decyzję o dalszym postępowaniu. Co jednak da mu taka diagnoza sytuacji, czy pomoże ona w lepszym przekazywaniu dzieciom wiedzy?
Powróćmy do naszego niesfornego Jasia. Wyobraźmy sobie sytuacje, w której nasz badany, czyli obiekt (Jasio) ma powiedzmy 8 lat i uczęszcza do II klasy podstawówki. W miarę lubi chodzić do szkoły, bo może się spotkać z kolegami, i od czasu do czasu przynosi do domu ze szkoły uśmiechnięte słoneczka lub inne znaczki. Ma on jednak pewną wadę: ciągle przeszkadza pani nauczycielce w prowadzeniu zajęć gdyż rozmawia z innymi dziećmi. Co w tej sytuacji robi nauczyciel? Otóż pedagog po prostu obserwuje jego zachowanie i wyciąga z tego wnioski na przyszłość. Pojawia się tu, więc diagnoza, ale w tej sytuacji można postąpić w dwójnasób. Konsekwencje zaś są diametralnie różne. Pedagog może zareagować na zachowanie Jasia emocjonalnie, co pociągnie za sobą ocenę zachowań ucznia, a co za tym idzie przypięcie dziecku etykietki, którą nauczyciel będzie przywoływał za każdym razem, gdy nasz obiekt badań zachowa się niewłaściwie. Ani dla nauczyciela ani dla ucznia takowa diagnoza nie będzie miała wielkiej wartości. Z jednej strony będzie bardzo wygodna dla pedagoga gdyż przy kolejnych sytuacjach będzie miał gotowy szablon działania, który jednak okaże się nieskuteczny bądź skuteczny jedynie na bardzo kurtki okres czasu, po którym problem powróci. Czy taka diagnoza ma jakiekolwiek znaczenie?
Inne podejście, o którym wspomniałam powyżej jest podejście mające na celu zrozumienie motywów powodujących Jasiem i jego zachowaniem się na lekcji. Pedagog stara się wyciszyć swoje emocje, stara się zbadać sytuację, pobudki, jakie powodują uczniem. Powiedzmy, że po pewnym czasie nauczyciel zaczyna dostrzegać, że Jaś chce zwrócić na siebie jego uwagę. Uważa, że nauczyciel poświęca więcej uwagi innym dzieciom niż jemu, a on także chciałby o czymś powiedzieć lub się pochwalić, że umie. Zauważył, że pani nauczycielka zwraca większą uwagę na jego kolegów, którzy są bardziej od innych ruchliwi w związku, z czym postanowił pójść w ich ślady. W taki sposób podjęte przez pedagoga działania diagnostyczne otwierają przed nim „nowe możliwości interpretacji, być może istotne dla dziecka i naszego rozumienia jego problemów”. Tak oto nauczycielka otrzymuje ważne dla siebie i przyszłego postępowania z uczniem wiadomości a przez samą nawet próbę zrozumienia dziecka zyskuje nowe doświadczenia, „wspiera rozwój biosocjokulturalny” Jasia, „otwiera drogę współpracy uczeń-nauczyciel” . Czy taka diagnoza ma jakiekolwiek znaczenie?
Przypomnijmy tutaj, że człowiek jest nader skomplikowaną istotą, która posiada wiele form ekspresji swojej aktywności, do której ma ją przygotować właśnie pedagog, wychowawca lub opiekun. Nie wszyscy uczniowie będą a nawet nie muszą oni zostać sławnymi poetami, pisarzami, wielkimi politykami, czy ekspertami w sprawach savoir-vivru. Chodzi o to by Jasio w przyszłości potrafił docenić dobry film, przedstawienie teatralne, a nawet nie tyle go docenić ile czuć potrzebę pójścia do kina lub teatru, czy muzeum. Potrafił się odnaleźć w społeczeństwie, rozumiał sens uczestniczenia w wyborach oraz umiał się zachować odpowiednio do sytuacji, aby nie czuć się gorszym. Zatem Czy ma jakiekolwiek znaczenie, że diagnoza „jest dla rozpoznania trudności, na które napotyka aktywność wychowawcza, kulturalna, socjalna” . A im lepiej się z tymi trudnościami zapozna pedagog, opiekun wychowawca tym łatwiej mu będzie nawiązać dialog z wychowankiem, dobrać odpowiednie metody pedagogiczne. Metodyka w dialogu z diagnozą staje się „bardziej innowacyjna i twórcza, przestaje być wykazem <>, jednokierunkowych działań, programów na pokaz” , czyli dialog ten ożywia jakby obie dyscypliny, a co za tym idzie również pracę pedagoga-wychowawcy. Tak oto nasz Jasio zyskuje na takim stanie rzeczy gdyż działalność jego nauczyciela nie zamyka się w sztywnych, szablonowych regułach, ale podejmuje on wysiłek ciągłego diagnozowania swoich uczniów. Nie pozostaje to bez śladu na sposobie nauczania, podejścia do ucznia-wychowanka, wynikach w pracy, obopólnej satysfakcji, oraz atmosferze w klasie lub grupie. Inaczej ujmując Jaś czuje się lepiej w klasie, bo pani nauczycielka zauważa jego starania i docenia je na równi ze staraniami innych dzieci, zauważył również, że jej uwagę lepiej można na siebie zwrócić poprzez aktywne uczestniczenie w lekcji. Są one zresztą dość ciekawe i każdy może na nich pochwalić się swymi zdolnościami oraz poznawać nowe interesujące rzeczy. Nauczycielka zauważa, że nie tylko Jasio, ale także inne dzieci lubią być zauważane a nie wszystkie ich zachowania mają ten sam powodu, stara się je zrozumieć i ciągle podejmuje próby diagnozowania ich zachowań, aby nie przyczepić im etykietek gdyż może to mieć wpływ na ich dalszą edukację i rozwój.
Dzieci o ustalonej opinii mogą przy zmianie szkoły lub nauczania zintegrowanego na blokowe po prostu sobie nie poradzić w nowych warunkach. I nie chodzi tu tylko o te dzieci, którym przyczepiono etykietką lenia i rozrabiaki. Często, bowiem zdarza się, że Jaś wyrobi sobie u pani nauczycielki dobrą opinię poczym po prostu korzysta z tego, bo jeżeli się nie nauczył to musiał mieć ważny powód albo no raz mu się zdarzyło. Pani nauczycielka będzie bardziej skłonna mu podciągnąć ocenę z klasówki niż takiemu Krzysiowi, który nie odrabia prac domowych i właśnie, dlatego, że się nie uczy mu nie poszło na klasówce. Ale właściwie, dlaczego on nie odrabia tych prac domowych?
I nagle są nowi nauczyciele, którzy nie wiedzą o tym, jaki to Jasio jest zdolny. Pojawia się nagle problem, bo oceny Jasia są coraz niższe a on po prostu czeka aż nauczyciele zaczną go doceniać. Trochę inaczej jest ze złą opinią gdyż ta często ciągnie się za uczniem i nawet gdyby chciał się poprawić to wcale nie będzie to proste. A po pewnym czasie zniechęci się i przyzna rację swoim nauczycielom, niemal uwierzy, że taki jest naprawdę, za jakiego oni go mają. Czy zatem diagnostyka ma jakieś znaczenie?
Zresztą pani nauczycielka zdaje sobie sprawę z tego, że dzięki takim działaniom diagnostycznym „ ustawicznie zmierza ku kreowaniu i doskonaleniu własnego warsztatu pracy” . Jest to, bowiem drugi z kierunków działań, jakie przytoczył Korczak w diagnostyce a będący nieodwracalnie związanym z pierwszym (zrozumienie dziecka) a nawet będący jego wynikiem a jest to „poznanie przez wychowawcę siebie, swoich właściwości możliwości jako współtwórcy procesu wychowania” . Nauczycielka Jasia w interakcji ze swoimi wychowankami zaczyna poznawać siebie, znajduje sens swojej pracy oraz dalszą motywacje do działania. Praca sprawia jej satysfakcje.
Klemens Stróżyński powiedział kiedyś, że „najlepsza lekcja to nie ta, o której tak sądzi nauczyciel, ani ta, o której tak myślą uczniowie... Najlepsza lekcja to taka, o której ani nauczyciela, ani uczeń nie myśli, że to była lekcja” . Te słowa w stosunku do postępowania nauczycielki Jasia można uznać za jak najbardziej prawdziwe gdyż ta diagnoza była zarówno dla niej jak i jej uczniów lekcją, w której tak naprawdę nie wiedzieli, że uczestniczą. Gdyż, jeżeli przyjmiemy, że dzieci uczą się bezwiednie w interakcji z innymi i na podstawie zachowania się dorosłych budują pewnego rodzaju wzorce swoich przyszłych zachowań to Jaś otrzymał wdzięczny materiał do analizy i wzorzec postępowania. Nauczył się, że nie należy pochopnie oceniać innych, ale może warto zbadać, dlaczego tak postępują. Gdyby nauczycielka oceniła go na samym początku nie starając się go zrozumieć to zapewne owa etykietka, którą by mu przykleiła ciągnęłaby się za nim jeszcze na długo potem. A na dodatek chłopiec nauczyłby się, że wszystko jest czarne albo białe, a ludzie są albo źli albo dobrzy i można ich osądzać bez wnikania w szczegóły.
Nauczycielka po takiej lekcji zapewne będzie systematycznie prowadzić swoje badania, co pomoże jej w zobrazowaniu postępów, jakie robią jej uczniowie. Można przytoczyć tu pojęcie katamezy, które wprowadziła Natalia Han-Ilgiewicz a które rozumiała jako „ specyficzną procedurę diagnostyczną pełniącą rolę kontroli” . Autorka miała tu na myśli diagnostykę podejmowaną w stosunku do dzieci niepełnosprawnych jednak myślę, że można pojęcie to zastosować również w sytuacji naszej nauczycielki klasy II, jak i jej uczniów. Taka ciągła kontrola i refleksja nie tylko nad swoimi uczniami, ale także nad sobą, diagnozowanie swoich umiejętności oraz skuteczności i doboru metod pedagogicznych również prowadzi do udoskonalania swojego warsztatu jako nauczyciela, opiekuna czy wychowawcy.
Zostawmy już może naszą panią nauczycielkę z nauczania początkowego i przenieśmy się w kolejny etap życia Jasia. Otóż skończył on niedawno 10 lat, a co za tym idzie zdał do klasy IV gdzie już nie dostaje słoneczek, ale oceny w postaci cyfr, a także zaczynają się poszczególne bloki przedmiotowe, oraz pojawili się nowi nauczyciele. Owi nauczyciele jak na razie nie posiadają żadnych wiadomości, co do poziomu wiedzy i umiejętności uczniów, z którymi będą pracować. Jak już zauważyłam na początku tej pracy to nauczyciele rzadko podejmują w takiej sytuacji próbę bardziej formalnego zdiagnozowania początkowych umiejętności uczniów. Często też zdarza się, że nawet, jeśli zostaną one przeprowadzone to trafiają do najdalszego konta szuflady nauczyciela. Ale przypuśćmy, iż nowa nauczycielka matematyki Jasia postanawia podjąć ten trud, aby zyskać wiadomości, które będzie mogła wykorzystać do „ planowania pracy pedagogicznej z całą klasą a także z każdym uczniem”. Takie początkowe, wstępne zdiagnozowanie poziomu wiedzy i umiejętności uczniów pozwoli, zatem nauczycielce dobrać odpowiednie środki i metody dydaktyczne. Nauczycielka będzie miała pełen obraz tego, co uczniowie już potrafią, czy i jakie mają zaległości oraz od czego należałoby zacząć. Diagnoza ta ma też inne zastosowanie, gdyż na koniec roku szkolnego pani od matematyki przeprowadzi jeszcze jedną próbę zdiagnozowania wiedzy uczniów i w tedy będzie miała wszelkie wiadomości na temat, jakie Jaś i jego koledzy poczynili w ciągu tego roku szkolnego postępy i jednocześnie będzie mogła ocenić swoją pracę nad ich wykształceniem. Ta diagnoza, jaki i następne umożliwią pedagogowi dalsze monitorowanie postępów uczniów a także rozpoznanie własnych możliwości oraz ich ciągłe powiększanie i ocenianie. Można będzie również przy częstszym i bardziej szczegółowym diagnozowaniu określić tępo, rytm, oraz model uczenia się, jaki owi uczniowie, klasa i poszczególne jednostki preferują lub najczęściej stosują. Nauczycielka posiadając takowe dane będzie mogła ustalić, jakie metody uczenia się już jej uczniowie znają i przedstawić im jeszcze inne, które mogą przydać się im na wyższych stopniach edukacji. Oczywiście takie postępowanie przyniesie dobre skutki również na innych szczeblach procesu kształcenia oraz będzie równie przydatne dla wszystkich nauczycieli uczących na poszczególnych szczeblach.
Mówiliśmy dotąd o diagnozowaniu dzieci przez nauczycieli, ale często zdarzają się sytuacje gdzie pedagog nie posiadający odpowiednich kwalifikacji nie jest w stanie zdiagnozować pewnych przyczyn trudności dziecka w nauce. Coraz częściej pojawiają się przypadki dysortogradfi, dysleksji czy dysgrafii wśród uczniów. I nauczyciele mogą to podejrzewać lub zauważyć tego objawy, ale sami nie są w stanie tego dokładnie określić czy podjąć odpowiednich środków lub metod nauczania bez specjalistycznej diagnozy. Jednak nauczyciel musi posiadać pewną wiedzę oraz pewne doświadczenie diagnostyczne, aby móc zauważyć u dziecka, iż powodem jego kłopotów nie jest lenistwo (argument, jaki wysuwają nauczyciele czy rodzice, kiedy dziecko sobie z czymś nie radzi), ale właśnie może coś innego niezależnego od niego samego.
Często też problemy tego typu mogą być spowodowane sytuacją bytową dziecka. Dlatego ważne jest także, aby pedagog, wychowawca znał środowisko, w jakim dziecko przebywa, jego rodzinę. Ważna, więc jest także diagnoza środowiska, rodziny dziecka. Być może właśnie w niej trzeba szukać przyczyny jego trudności w nauce lub wychowaniu. Taka diagnoza ma większe znaczenie im wcześniej zostanie podjęta i im wcześniej pozna się jej wyniki tym szybciej będzie można wybrać odpowiednie, adekwatne do sytuacji sposoby postępowania pedagogicznego, metodycznego czy wychowawczego.
Zobrazować taką właśnie sytuacje można na przykładzie dziewczynki, którą niedawno poznałam. Jest ona uczennicą IV klasy podstawówki a ma lat, 13 z czego wynika, że powinna być w klasie VI. Jednak dziewczynka ta ma poważne problemy z nauką. Zainteresował mnie jej przypadek, kiedy sprawdzałam jej dyktando. Żądne ze słów, jakie napisała nie przypominało tych, które podyktowałam, chociaż dyktowałam je jej słowo po słowie. Postanowiłam, więc sprawdzić je razem z nią. Okazało się, że sama nie potrafi odczytać tego, co napisała, pamięta, o czym był podyktowany tekst. Czyta z wielką trudnością, przepisuje prawidłowo jak też prawidłowo dzieli na sylaby. Problem w tym, że już przeliterować to niestety nie potrafi nawet prostego słowa. Z czego pewnie wynikają jej inne problemy w nauce. Ale co jest tego bezpośrednim powodem? Otóż zaniedbanie, patologia rodziny. Ale gdyby ktoś zainteresował się tym wcześniej to może dziewczynka nie miałaby aż tak wielkich zaległości i może trafiłaby do świetlicy socjo-terapełtycznej, gdzie ją spotkałam wcześniej, co zwiększyłoby jej szanse w wyrównaniu poziomu do poziomu rówieśników. A tak wszystko wyszło na jaw, kiedy rodzice popadli w konflikt z prawem i otrzymali nadzór kuratora. Zatem jakie znaczenie ma diagnostyka dla pedagogów, wychowawców, opiekunów?



Małgorzata Zwoleńska
II rok Pedagogiki Kulturoznawczej
Studia wieczorowe
Grupa 6


Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy