profil

Praca o tym jak narodziła się Irlandia-fantasy;)

poleca 89% 101 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
irlandia

Welmea i Irlandes
Welmea czuła się bardzo samotna. Mimo tego, że patronowała Irlandii i była boginią całego narodu, była sama. Każdego ranka budziła się wśród szarzejących obłoków i błękitnego nieba nie czując nikogo obok siebie. Wprawdzie, pod sklepieniem niebieskim żyło mnóstwo ludzi, ale byli oni bardzo daleko i nawet nie sądzili, że Welmea istnieje naprawdę. Znali ją z legend i baśni, niektórzy wierzyli, ale większość myślała o niej jak o symbolu i legendzie.

Pewnego wiosennego dnia Welmeę zbudził promień słońca przedzierający się przez puszystą zasłonę jej komnaty. Welmea podniosła się z puchowego łoża i odsłoniła obłoczek by ujrzeć słońce w pełni swej okazałości. Tego dnia Welmea wymyśliła coś cudownego. Jej biała, jedwabista dłoń podniosła się i w tej samej chwili pod jej stopami pojawił się mały koszyczek. Welmea ujęła go w dłonie i czekała. Wiedziała, że z nastaniem dnia siódmego w jego wnętrzu pojawi się jej nowy przyjaciel.

DZIEŃ SIÓDMY
Na dłoniach Welmei siedział mały, zielony smoczek. Na jego bokach widniały czerwono-złote o przeróżnych kształtach paseczki, a z grzbietu wychodziły ostro zakończone, długie pomarańczowo-żółte skrzydła. Smok spojrzał na swoją panią brązowymi, błyszczącymi, wielkimi oczami. Były to ufne i dobre, z kształtu przypominające strusie oczy. Jego pyszczek był wysmukły i zakończony delikatnymi wargami. Welmea postanowiła nie zabierać mu całej wolności, ale także nie chciała by ją opuścił. Dlatego tez podarowała mu grotę w jednym z irlandzkich wulkanów, gdzie ludzie bali się chodzić. Nie chciała, by ktoś odkrył jej skarb, któremu dała imię Irlandes.

Smok rósł, poznając cały kraj należący do jego pani. Podobało mu się w nim wszystko, a szczególnie chłodny wiatr. Lubił czuć jego powiew frunąc do zamku z chmur Welmei. On jako jedyny znał drogę do niego i tylko on widział wszystkie komnaty pałacu. Irlandes nie wiedział, że każdego dnia, kiedy wyrusza w podróż do Welmei jest obserwowany przez zaciekawioną ludność, która odkryła jego istnienie prawie zaraz po tym jak zamieszkał w grocie najgroźniejszego z wulkanów. Wprawdzie Welmea wiedziała o tym, jednak nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia i powagi sytuacji. Mimo iż żyła już bardzo długo, była jeszcze młodą, lekkomyślną dziewczyną, gdyż długość jej młodości była całkiem inna niż u ludzi.
- Kochany, Irlandesie- rzekła któregoś, wiosennego dnia- Irlandczycy odkryli Cię i wiedzą już, że żyje ktoś taki jak Ty. Mówię Ci o tym, byś uważał na siebie i nigdy nie wyruszał w dalekie, samotne podróże.
Mówiąc to gładziła go po jego delikatnych skrzydłach i patrzyła głęboko w strusiowe oczy. Irlandes jako dorosły już smok, zrozumiał, co teraz stanowi dla niego największe niebezpieczeństwo.
Przyszło lato, jak zwykle chłodne. Wzgórza zakwitły, drzewa ubrały się w zielone szaty, a morze i ocean nabrały jaśniejszych barw. Irlandes zamierzał właśnie wyruszać do, Welmei gdy nagle usłyszał dziwne odgłosy. Nie rozpoznał ich. Były dla niego całkiem nieznane. W tym samym momencie Welmea ujrzała z zasłony chmur, iż do domu jej przyjaciela idzie orszak ludzi ubranych w zbroje i z ogromnymi mieczami. Welmea wiedziała już, co zamierzają zrobić ludzie, którymi od tylu lat się opiekowała. Dziewczyna natychmiast wybiegła z pałacu i rozpostarła swe srebrzyste, przejrzyste jak woda, ogromne skrzydła. Nie minęła chwila, gdy znalazła się przy wulkanie. „O nie –pomyślała z rozpaczą- Nie zdążę go już ostrzec. Ludzie są przy wejściu! Co ja zrobię?” Welmea nie zastanawiała się długo. Bezszelestnie wbiegła do groty i stanęła przed zagubionym Irlandesem.
- Nie wolno Wam robić mu krzywdy! Irlandes to mój przyjaciel, a ja jestem Waszą opiekunką! Musicie mnie słuchać!
- Któż to? – dało się słyszeć stłumione głosy.
- Czy to anioł? – pytało paru mężczyzn
- Co to za piękna dziewczyna? – krzyknął jakiś młody chłopak.
- To ja. Welmea. Nie wierzyliście we mnie, ale ja jestem i musicie mnie posłuchać. Ten smok to mój przyjaciel. Musicie go zostawić. Błagam...
Welmea nie wiedziała, co mówić i jak ich zatrzymać. Łzy spływały po jej smukłej, delikatnej twarzyczce ukazując jej bezsilność i rozpacz.
- Fajne przebranie dziewczynko. Zejdź nam teraz z drogi i oddaj to, co należy do nas. To nasz smok. Mieszka tu gdzie żyjemy my, i jest nasz! – Odezwał się czyjś szorstki głos.
Welmea wiedziała, ze może użyć swojej mocy by przenieść ich tam skąd przyszli, ale wiedziała także, że osłabi ją to i nigdy nie będzie już taka jak dawniej. Jednak jej serce było wielkie i chciała wszystkiego, co najlepsze dla przyjaciela. W tej właśnie chwili, kiedy miała już unieść małą dłoń i swą mocą odegnać nieprzyjaciół, jakiś mężczyzna podniósł miecz by zabić dziewczynę. Welmea mogła żyć wiecznie, ale nie była nieśmiertelna. Zabić ją mogła każda broń. Jedynie spokojne życie, bez niebezpiecznych przygód wróżyło jej wieczne życie. Dlatego tez wymierzony w nią miecz oznaczał tylko jedno. Irlandes nie namyślając się długo odsunął skrzydłem przerażoną Władczynię Irlandii i sam padł ofiarą jakiegoś mężczyzny. W grocie nastała cisza, przestraszeni ludzie patrzyli na osuwającego się na ziemię smoka. Welmea stała w osłupieniu patrząc na leżącego w nienaturalnej pozycji Irlandesa.
- Boże! – krzyknęła wznosząc dłonie do nieba- Dlaczego tak się stało? Czemu mnie nie ostrzegłeś?
Welmea błyskawicznie znalazła się przy swoim przyjacielu. Uklękła przy jego twarzy spojrzała w jego zamglone już, nieprzytomnie patrzące oczy. Smok ciężko oddychał, a z jego nozdrzy wydobywała się para.
- Kochany, nie wiem jak ci pomóc. Jak mogłam być tak lekkomyślną? Wybacz mi! Jestem Ci taka wdzięczna. Uratowałeś mnie.
- Welmeo. Ocaliłem Twoje życie, bo jest mi ono droższe niż moje. Cieszę się z tego, ze zrobiłem wreszcie cos dla ciebie, że odwdzięczyłem Ci się za Twą całą dobroć.
- Od tej chwili jesteś smokiem całej tej krainy. Ona należy dla ciebie. Od dziś Twoje imię będzie znakiem tego narodu, a twoja postać będzie uwieczniona na wielu obrazach i posągach. Kocham Cię Irlandesie.
Głowa smoka opadła bezwładnie na ramiona dziewczyny. Welmea płakała cicho. Mężczyźni patrząc po sobie, okrążyli zwierzę. Najsilniejsi wzięli go na barki i zanieśli na sam szczyt wulkanu. Tam też wybudowali mu ogromny grobowiec a na samej górze wznieśli pomnik. Na podeście napisano wielkimi literami:
„To dzięki niemu naród Irlandii zrozumiał, jakie miłość potrafi czynić cuda.
Dziękujmy mu, że żył między nami i że nasz kraj został przez niego wybrany!”

Podoba się? Tak Nie
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 6 minut

Więcej informacji