profil

Polemika z Janem Walcem, autorem tekstu "Quo vadis, Judime" na temat bohatera "Ludzi bezdomnych".

drukuj
poleca 85% 119 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Pan Jan Walc w swoim tekście zatytułowanym „Quo vadis, Judime” ostro skrytykował postać głównego bohatera powieści Stefana Żeromskiego „Ludzie bezdomni” – Tomasza Judyma. To prawda, że młody lekarz wielokrotnie zachowywał się wbrew powszechnie przyjętym regułom i zasadom wywołując oburzenie towarzyszy, a także czytelników. Opinia pana Jana Walca jest bardzo subiektywna, jednostronna, a dla uważnego czytelnika „Ludzi bezdomnych” po prostu nieprawdziwa. Całość to bardzo zręcznie wyrwane z kontekstu sytuacje. Poszczególne zarzuty wobec Judyma są bardzo naciągane.

W pierwszej części swojej wypowiedzi Walc podkreśla, że bohater nie zna osoby, o której myślałby ciepło i bez niechęci, zarzuca mu także niechęć do rodaków. Jednak nie była niechęć do Polaków, tylko do kolonistów, a to znaczna różnica! Zrozumiawszy, że spotkani ludzi naprawdę pochodzą z jego kraju, Judym ucieszył się i starał się zagaić rozmowę. Gdzie tu jest więc niechęć? Autor tekst "Quo vadis, Judime" uważa również, że Judym nie jest do nikogo przywiązany. A czy wspomaga się finansowo osoby, których się nie lubi czy nie żywi do nich jakichkolwiek ciepłych uczuć? Nie wydaje mi się, że doktor pomagał bratu w wyjeździe z kraju z powodu poczucia obowiązku. Poza tym Judym od najmłodszych lat musiał walczyć o siebie, o swoje prawa, właściwie o wszystko. Życie nauczyło go, że jedyną osobą, na którą może liczyć jest on sam. Odkąd pamięta był bity, poniżany, wyśmiewany. Właśnie te przeżycia z dzieciństwa i z wczesnej młodości sprawiły, że zachowuje się w taki a nie inny sposób. Ma niskie poczucie własnej wartości, czuję się gorszy od innych. Czasami naprawdę posuwał się daleko w wygłaszaniu swoich planów czy wyrażając ambitne pomysły. Jednak nawet po najmniejszym nawet słowie sprzeciwu czy dezaprobaty ze strony słuchaczy, tracił pewność siebie i sensu swoich poczynań. Stało się tak na przykład podczas odczytu dla lekarzy u doktora Czernisza. Nic dziwnego również, że Judym nie czuł specjalnej tęsknoty za ojczyzną. W końcu w kraju swych doznał wielu upokorzeń i nie spotkało go tam zbyt wiele przyjemnych przeżyć.
Judym wcale nie uważał ludzi za "motłoch”,mimo iż rzeczywiście kilkakrotnie użył tego określenia. Sądzę, że tym właśnie słowem określał ludzi, na których najbardziej mu zależało, i którym chciał nieść pomoc. Przecież mógł zatroszczyć się o własne dobro i przyszłość i „pilnie tępić mikroby w sypialni bogacza”. Nie miał jednak zamiaru tego robić. Możliwe, że próba pomocy właśnie najuboższym wiązała się mocno właśnie ze sprawą jego „plebejskiego” pochodzenia. Może chciał spłacić jakiś swoisty dług wdzięczności wobec społeczeństwa, z którego, bądź co bądź, się wywodził.

Judym tak dalece posunął się w swoich planach, że poświęcił własne szczęście na rzecz ogółu. Twierdził przecież, że małżeństwo sprawi, iż stanie się egoistą i zapomni o pomocy dla proletariatu. Dr Tomasz, nie da się ukryć, był idealistą i właśnie swą idee fixe stawiał ponad wszystko i wszystkich. Właśnie samo planowanie i marzenia dawały mu spełnienie i szczęście. Judymowi brakowało jednak odwagi i samozaparcia, by wdrażać swoje pomysły w życie. Jednak właśnie za ten upór, trwanie przy swych poglądach, nonkonformistyczny styl bycia należą mu się brawa. Człowiek ten, ze względu na wychowanie wielce różniące się od odpowiedniego nie został przystosowany do życia w społeczeństwie. Nie do niego jednak powinniśmy mieć pretensje, że nie potrafił współżyć z innymi ludźmi. To prawda-nie myślał dobrze o swoim mieście, nie wspominał dzieciństwa, szkoły. Ale niby dlaczego miał to robić. Czy my lubimy mówić o rzeczach nieprzyjemnych? A takie właśnie były dla Judyma powyższe sprawy. Wszystko co osiągnął zawdzięcza tylko i wyłącznie sobie, nikt nie pomagał mu na przykład w przechodzeniu przez kolejne etapy wtajemniczenia w zawód lekarza. Pan Walc zarzuca Judymowi, że z nikim się nie zaprzyjaźnił ani do nikogo się nie zbliżył. Po prostu od młodości nawykły do życia „sam dla siebie”, a także od ciągłego odbierania ciosów od otoczenia nie miał najmniejszej ochoty przeżywać kolejnych zawodów i rozczarowań. Uważał, że może liczyć tylko na siebie, że sam jest sobie najlepszym przyjacielem. Zresztą okazuje się, że Judym wcale nie był osobą nie do zdobycia i nie do „oswojenia”. Wystarczy przywołać chociażby Joasię, której udało się otworzyć serce Tomasza i zdobyć jego miłość. Nie róbmy zresztą z tego młodego lekarza całkowitego odludka i dziwaka! Przecież zawsze zachowywał się mając na uwadze przede wszystkim dobro ogółu, a może to jest właśnie takie dziwne dla niektórych. Właśnie Judymowopodobna postawa jest wręcz niespotykana i przecież jak trudna do realizacji. Nie można mu też zarzucać, iż uważa, że wszystko wie najlepiej. Judym chciał po prostu dobrze wywiązywać się ze swoich obowiązków i postawionych sobie celów.
Następny zarzut Walca jest absurdalny! Jak to? Judym obrażał potencjalnych sojuszników, nie próbował ich pozyskać? Sądzę, że poczuli się oni obrażeni adekwatnie do znanego powiedzenia: ‘Uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Tomasz wręcz podkreślał, że nie obraża swoich kolegów lekarzy tylko uświadamia im skalę problemu. Podczas swego przemówienia starał się pozyskać kompanów w planowanej pracy na rzecz najuboższych. A fakt, że siedział bezczynnie w gabinecie wcale nie świadczy o jego złych intencjach tylko o braku doświadczenia i bardzo ograniczonej możliwości działania.
Jak można nazwać Judyma człowiekiem nieodpowiedzialnym?! Przecież ona zawsze starał się poznać zdanie innych i skonfrontować je ze swoim własnym, nie zaniedbywał swoich obowiązków, więc gdzie tu jest potwierdzenia słów SZ.P Walca? Nie jest też prawdą, że Judym, pogrążając się w swoich niemożliwych do realizacji planach zapomina o jednostce, która naprawdę potrzebuje pomocy. On cały czas miał przed oczyma ten „motłoch”, chciał zrobić jak najwięcej jak najszybciej.
Judymowi nie zależało na niszczeniu wszystkiego dookoła, przecież wcale tego nie chciał . Skąd miał wiedzieć, jak powinna wyglądać prawdziwa rodzina skoro takowej właściwie nigdy nie posiadał? Tego nie uczą na studiach, a Judym nie miał innej możliwości zrozumienia tej kwestii. Dalej będę uparcie obstawać przy stwierdzeniu, że wczesne lata życia Judyma zaważyły w znacznym stopniu na jego późniejszych losach i nie pozwoliły mu nigdy tak naprawdę żyć. Powinniśmy naprawdę docenić go za całkowite poświęcenie dla idei, a nie negatywnie oceniać na podstawie kilku wydarzeń, które na pierwszy rzut oka nie dają nam zbyt pozytywnego wizerunku tej postaci. Może wtedy przestanie on sprawiać wrażenie samolubnego i nawiedzonego osobnika?


Polecasz? Tak Nie
W słownikach:
(0) Brak komentarzy
Teksty kultury