profil

Wydarzenia w USA 22.11- 6.12. 2004

poleca 93% 102 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Poniedziałek, 6 grudnia 2004

"Tu przekupywano, nie fałszowano"
PAP 13:00
Mieszkańcy położonego na północy Ukrainy miasta Sumy nie lubią, gdy mówi się, że główne fałszerstwa w wyborach prezydenckich odbywały się na wschodzie kraju. To nas najgorzej indoktrynowano i przekupywano - twierdzą.

300-tysięczna stolica regionu, z którego pochodzi lider opozycji Wiktor Juszczenko, zagłosowała na niego 21 listopada w 82%. Pomarańczowe barwy kampanii Juszczenki widać tu na każdym kroku, miasto jest całkowicie zdominowane przez jego zwolenników.

Rywal Juszczenki, premier Wiktor Janukowycz, przegrał w całym mieście, z wyjątkiem więzienia, dwóch szpitali i uniwersytetu.

Ludzi w szpitalach zmuszano w najprostszy sposób - powiedziała jedna z mieszkanek Sum, 42-letnia Ołena Łobuszko. - Przyjmowano ich tylko z zaświadczeniami z komisji wyborczej, że mogą głosować, a potem urna krążyła po salach. Żadnych kotar, żadnej tajemnicy i wiadomo, na kogo kazano głosować. Całe miasto o tym mówiło.

Przy głównej ulicy w kolorowym, jednopiętrowym centrum, stoi pomarańczowa budka zwolenników Juszczenki. Zdjęcie przedstawia wybory w miejscowym Uniwersytecie Rolniczym. Student wrzuca rozłożoną kartkę do urny, a grupa ludzi odnotowuje, na kogo głosował.

Na plakacie z napisem "Bojkot obywatelski fałszerzy wyborów" widać cztery twarze: dziekan wydziału prawa - "w dniu głosowania kazała studentom głosować z otwartą kartką w dłoni", jej zastępcy - "chodził po komisji wyborczej z kamerą", i dwóch innych osób oskarżonych o pomoc w fabrykowaniu głosów.

Nauczycielka z kilkudziesięciotysięcznego Lebiedina nie chce powiedzieć, jak się nazywa: Wśród moich znajomych nie znam nikogo, na kogo nie wywierano by nacisków. W szkole zrobili nam odprawę, kazali agitować za Janukowyczem, nauczycielom dawali broszury do roznoszenia.

Tuż przed pierwszą turą (31 października) - wspomina - zebrano wychowawców klas i ogłoszono konkurs; dzieci miały napisać listy do prezydenta USA z prośbą, "by nie mieszał się w wewnętrzne sprawy Ukrainy". Na szczęście cała ta akcja nie wypaliła; listy były zupełnie nie na temat, a jeden chłopiec napisał do Busha, żeby przyjechał i zabrał Janukowycza.

Zachodni obserwator, który pracował w obwodzie sumskim wspomina, że w ciągu dnia jeździły autobusy z "ludźmi ze wschodu", zwolennikami premiera, który podobno wielokrotnie głosowali za pomocą "lewych" zaświadczeń z własnej komisji. Nie było jednego punktu, z którego by mi nie doniesiono o wizycie autobusu - powiedział. Według niego, gdy tylko skończyło się głosowanie, dwie komisje padły ofiarą napadów.

W Sumach trwająca od dwóch tygodni "pomarańczowa rewolucja" ogranicza się do jednego postulatu: dymisji miejscowych władz, mera miasta i naznaczonego przez Kijów gubernatora obwodu. My poparliśmy jednego kandydata, a władze - czy to za pieniądze, czy ze strachu - innego - podsumował przypatrujący się plakatom emeryt.

Poniedziałek, 6 grudnia 2004

"Krwawy weekend" w Iraku zaniepoił Europę
PAP 12:30
Poniedziałkowe gazety europejskie, komentując ostatni "krwawy weekend" w Iraku podkreślają "wysoką skuteczność" rebeliantów, zastanawiając się nad celowością utrzymania styczniowego terminu wyborów w tym kraju.

"Wzburzona nową, niespodziewaną falą przemocy, która w ciągu trzech dni zabiła ponad 80 osób, grupa sceptyków zwiera szeregi i domaga się odroczenia planowanych na 30 stycznia wyborów Iraku" - pisze lewicowo-liberalny dziennik rzymski "La Repubblica".

"Ataki, zamachy, rejestrowana co dzień zatrważająca liczba zabitych - czytamy - to rzeczywistość, z którą trzeba się liczyć. Nikt, poza sunnitami, nie chce jednak bojkotu. Widoczna jest wyraźna wola pójścia do wyborów, po raz pierwszy mogących przynieść decydujący przełom w Iraku, który przez 40 lat żył w dyktaturze i państwie terroru Saddama Husajna" - podkreśla gazeta.

Doniesienia ostatnich dni z Iraku "narzucają coraz bardziej niepokojące pytanie, czym to wszystko się skończy" - pisze w poniedziałek liberalny dziennik brytyjski "The Guardian". Tragiczny bilans ofiar "potwierdza, że powstańcy, działając z wyrachowaniem i bez skrupułów, dokładnie wybierają swoje cele i osiągają wyjątkową skuteczność".

"W rezultacie nasuwa się wątpliwość, czy irackie siły bezpieczeństwa rzeczywiście mogą dać sobie radę bez Amerykanów - a także wątpliwość co do daty i celowości organizowania za sześć tygodni wyborów powszechnych. Pytania te trzeba pilnie postawić, gdyż oficjalne stanowisko Waszyngtonu, Londynu i Bagdadu wciąż jest takie, że przemoc da się ograniczyć, a wybory mogą odbyć się w zaplanowanym terminie 30 stycznia" - pisze "The Guradian".

"Wszystko, co widzieliśmy w ostatnich dniach i tygodniach [w Iraku], podkreśla tylko wagę zadań w zakresie bezpieczeństwa przed wyborami 30 stycznia" - pisze inny dziennik londyński, lewicowo- liberalny "The Independent". "Ciągłe pogarszanie się sytuacji bezpieczeństwa zrodziło przybierające na sile żądania przesunięcia terminu wyborów. Jednakże to dzisiaj właśnie jest moment, kiedy radosna pewność siebie prezydenta USA George'a W. Busha może okazać się atutem" - zauważa dziennik.

"Mniej lub bardziej demokratyczne wybory stanowią jedyną podstawę, na której iracki rząd może uzyskać jakąś formę legalności. Wybory są ostatnią nadzieją dla Iraku. Kiedy mocarstwa okupacyjne nie mogą już nic więcej zrobić dla Iraku, powinny przynajmniej zagwarantować przeprowadzenie wyborów - i to punktualnie" - podkreśla "The Independent.


Poniedziałek, 6 grudnia 2004

"Tagesspiegel" o polityce Kwaśniewskiego wobec Ukrainy
PAP 11:20
Niemiecki dziennik "Tagesspiegel" uznał prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego za kluczową postać w działaniach na rzecz rozwiązania kryzysu na Ukrainie.

Autor opublikowanego w poniedziałek materiału, porównuje politykę Kwaśniewskiego wobec Ukrainy z "Ostpolitik" kanclerza RFN Willy'ego Brandta w latach 60. wobec krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Gazeta przypomina, że we wtorek 23 listopada, po drugiej turze wyborów prezydenckich na Ukrainę, do polskiego prezydenta zadzwonili z prośbą o pomoc ustępujący prezydent Ukrainy Leonid Kuczma i kandydat opozycji Wiktor Juszczenko. Obaj wyrazili niezależnie od siebie zaniepokojenie, że sytuacja w Kijowie może wymknąć się spod kontroli.

"Dlaczego Kwaśniewski?" - pyta "Tagesspiegel" i tłumaczy: "Z ukraińskiego punktu widzenia jest to zrozumiałe. Polak uczynił od dawna pojednanie z Ukrainą swoim osobistym celem, spotykał się z Kuczmą wiele razy i otworzył mu niektóre drzwi w Europie Zachodniej".

Dodaje, że Kwaśniewski pod względem stażu jest najstarszym prezydentem w Europie Środkowej (od 1995 roku), cieszy się zaufaniem i mówi kilkoma językami. W dodatku ukraińska opozycja traktuje polski ruch wyzwoleńczy jako swój wielki wzór.

Niemiecki dziennikarz przypomina, że pod koniec lat 80. Kwaśniewski znajdował się "po drugiej stronie" jako socjalistyczny minister młodzieży i sportu. Ale w 1989 roku odegrał rolę pośrednika przy polskim "okrągłym stole". "Mówi płynnie po rosyjsku i nawiązuje łatwo kontakty w postradzieckim świecie" - zauważa gazeta.

Zdaniem "Tagesspiegla", Kwaśniewski od dawna wyczuwał, że Ukraina zmienia się. Dwa lata temu zaprosił rząd i opozycję do "okrągłego stołu" w Warszawie. "Kwaśniewski uprawia od dawna Ostpolitik (politykę wschodnią) według wzoru Willy'ego Brandta : zmiana poprzez zbliżenie" - czytamy.

Polski prezydent dostrzegł w kryzysie ukraińskim szansę na wspólną politykę Unii Europejskiej - podkreśla gazeta i opisuje rozmowy telefoniczne Kwaśniewskiego ze sprawującymi przewodnictwo w UE Holendrami, z kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem, prezydentem Francji Jacquesem Chirakiem i prezydentem USA Georgem W. Bushem oraz Javierem Solaną. "Solana natychmiast zrozumiał, że nadarza się szansa; że musi działać" - gazeta cytuje współpracownika polskiego prezydenta.

Dziennnikarz wskazuje na dużą rezerwę, z jaką początkowo Chirac i Schroeder zareagowali na polską inicjatywę. "Kanclerz, który od lat jest na ty z Kwaśniewskim, nie był początkowo zachwycony prośbą, żeby wpłynął na Władimira Putina i skłonił go do zmiany twardej pozycji" - relacjonuje "Tagesspiegel". Schroeder zaakceptował jednak po pewnym czasie europejskie stanowisko, zgodnie z którym wybory zostały sfałszowane.

Po opisaniu kulisów rozmów prowadzonych przez Kwaśniewskiego i innych mediatorów do końca minionego tygodnia, "Tagesspiegel" zauważył: "Po decyzji sędziów (Sądu Najwyższego) w piątek wieczorem, Kwaśniewski najchętniej pojechałby w sobotę znowu do Kijowa, aby zapiąć sprawy na ostatni guzik". Jednak Ukraińcom potrzebny jest czas, żeby oswoić się z nową sytuacją - stwierdza w konkluzji publicysta.


Poniedziałek, 6 grudnia 2004

Po szturmie na konsulat USA - terroryści zabici lub aresztowani
PAP 10:25 (aktualizacja 15:59)

Konsulat USA w Dżiddzie
(fot. AFP)
Terroryści zaatakowali konsulat USA w portowym mieście Dżidda na zachodzie Arabii Saudyjskiej. Saudyjska Gwardia Narodowa zastrzeliła trzech napastników, a dwóch innych aresztowała.

Według saudyjskich służb bezpieczeństwa, uzbrojeni w karabiny maszynowe i granaty terroryści zabili czterech żołnierzy Gwardii Narodowej, którzy szturmowali konsulat, aby uwolnić go z rąk napastników.

Wśród pracowników konsulatu nie było ofiar, choć niektórzy z nich odnieśli lekkie obrażenia - poinformowała rzeczniczka amerykańskiej ambasady w Arabii Saudyjskiej Carol Kalin. Dodała, że po ataku zarówno ambasada w Rijadzie, jak i pozostałe amerykańskie placówki dyplomatyczne w Dżiddzie i Dahranie zostały zamknięte ze względów bezpieczeństwa.

Jeden z zachodnich dyplomatów powiedział, że nie potwierdziły się wcześniejsze doniesienia o przetrzymywanych zakładnikach i że pracownicy konsulatu najprawdopodobniej nie mogli się wydostać z budynku ze względu na toczącą się wokół nich walkę.

Jednak przedstawiciel saudyjskich władz, który prosił o anonimowość, powiedział, że kilku pracowników konsulatu było przetrzymywanych, a później uwolnionych przez gwardzistów.

Według świadków, terroryści - po obrzuceniu materiałami wybuchowymi bramy do konsulatu i wejściu na jego teren - ściągnęli amerykańską flagę i ją spalili. Jedno ze źródeł informuje, że zabezpieczenia placówki zatrzymały atakujących, którzy na teren konsulatu próbowali wedrzeć się samochodem.

Amerykański konsulat w Dżiddzie znajduje się w centrum miasta. Od czasu kiedy w zeszłym roku w Arabii Saudyjskiej doszło do wielu ataków bombowych na miejsca, w których przebywają obcokrajowcy, jest on silnie ufortyfikowany i chroniony.

Poniedziałek, 6 grudnia 2004

W Londynie o Bliskim Wschodzie
RadioZET/PAP 08:48


Tony Blair (PAP)
Prawdopodobnie w styczniu w Londynie odbędzie się bliskowschodnia konferencja pokojowa – pisze brytyjska prasa. Pomysł poparli Amerykanie.

Wcześniej – jak ujawnia „Daily Telegraph” – premier Tony Blair złoży wizytę w regionie i przeprowadzi wstępne rozmowy w tej sprawie z przywódcami Izraela i Autonomii Palestyńskiej.

Brytyjski premier w ostatnim czasie wielokrotnie podkreślał, że uregulowanie sporu izraelsko-palestyńskiego i stabilizacja na Bliskim Wschodzie będzie jednym z priorytetów jego polityki zagranicznej.

W planowanej konferencji wzięliby udział szefowie dyplomacji stron. Oficjalnie termin spotkania zostanie ogłoszony nie wcześniej niż 9 stycznia – czyli po wyborach przywódcy Autonomii.

Waszyngton, wyrażając zgodę na zorganizowanie nowej bliskowschodniej konferencji, zasugerował, że plan może nie dojść do skutku, gdyby następcą Arafata został wybrany Marwan Barguti – palestyński radykał przebywający obecnie w izraelskim więzieniu.


Poniedziałek, 6 grudnia 2004

Zatrzymują rebeliantów
PAP 07:00
Amerykańscy żołnierze zatrzymali na północy Iraku kilkunastu rebeliantów - specjalistów od produkcji ładunków wybuchowych i liderów lokalnych komórek rebelianckich.

Jak podano w poniedziałek w Bagdadzie, siły USA przeprowadzały serię przeszukiwań w północnoirackich miastach, przede wszystkim w rejonie Tikritu. Celem operacji - podano w oświadczeniu dowództwa - była likwidacja punktów, w których wytwarzane są bomby domowej produkcji, podkładane przy drogach bądź umieszczane w samochodach- pułapkach. Bomby te w ostatnich tygodniach w Iraku okazały się szczególnie skuteczną bronią rebeliantów.

Nie podano szczegółów na temat aresztowanych, którzy zostali przewiezieni do baz USA w celu przesłuchania.


Niedziela, 5 grudnia 2004

Krwawy weekend w Iraku: 50 zabitych, ponad 100 rannych
PAP 20:10
W serii ataków wymierzonych głównie w irackie siły bezpieczeństwa partyzanci zabili od piątku wieczór co najmniej 27 policjantów, milicjantów i gwardzistów, a także sześciu żołnierzy USA. Ponad 100 osób zostało rannych.

Ponadto w Tikricie partyzanci zastrzelili co najmniej 17 Irakijczyków zatrudnionych amerykańską firmę na podmiejskim składowisku broni.

Krwawy pokaz determinacji partyzantów, którzy w Bagdadzie, Mosulu, Bajdżi i przy granicy jordańskiej dokonali samobójczych zamachów w samochodach - bombach, nastąpił niecałe dwa miesiące przed zapowiedzianymi na styczeń wyborami powszechnymi. Dowódca wojsk USA na Bliskim i Środkowym Wschodzie gen. John Abizaid przyznał w sobotę, że irackie siły bezpieczeństwa, które miały być głównym gwarantem spokoju podczas głosowania 30 stycznia, "potrzebują dodatkowej pomocy amerykańskiej".

Pentagon podał, że liczebność wojsk USA w Iraku wzrośnie w ciągu najbliższych sześciu tygodni z 138 tysięcy do 150 tysięcy żołnierzy.

Doradca sekretarza generalnego ONZ i były wysłannik ONZ do Iraku, Lakhdar Brahimi, który kilka miesięcy temu pomagał utworzyć tymczasowy rząd iracki, oświadczył, że w obecnych warunkach przeprowadzenie wyborów jest niemożliwe.

Wybory nie są czarodziejskim napojem, ale częścią procesu politycznego - powiedział Brahimi w wywiadzie, który ukazał się w sobotę na łamach holenderskiego dziennika "NRC Handelsblad". - Jeśli mają przynieść oczekiwany efekt, trzeba je dobrze przygotować (...). Jeśli sytuacja się nie zmieni, to osobiście nie sądzę, aby dało się je zorganizować.

Amerykanie i rząd Iraku mieli nadzieję, że stłumienie rebelii w Faludży, głównym bastionie sunnickiego oporu, zepchnie partyzantów do defensywy. Jednak kolejne fale zamachów pokazują, że są oni zdolni do przeprowadzania kontruderzeń w wybranych miejscach.

W Bagdadzie dwa samochody z ładunkami wybuchowymi prowadzone przez samobójców eksplodowały w sobotę niemal jednocześnie przed komisariatem policji przy wjeździe do ufortyfikowanej i silnie strzeżonej tzw. Zielonej Strefy, gdzie mieszczą się siedziby władz, dowództwo sił wielonarodowych oraz ambasady USA i W. Brytanii.

W zamachu zginęło co najmniej siedmiu policjantów, a 59 osób, w większości też funkcjonariuszy policji, zostało rannych.

Tego samego dnia 17 peszmergów (milicjantów kurdyjskich) poniosło śmierć, a 40 odniosło rany w samobójczym zamachu partyzanckim w Mosulu, 390 km na północ od Bagdadu. Samochód - pułapka podjechał do konwoju czterech mikrobusów z bojownikami Patriotycznej Unii Kurdystanu i eksplodował.

W innym ataku w Mosulu zginęło w sobotę dwóch żołnierzy USA. Dwóch marines poniosło śmierć wskutek eksplozji auta-bomby przy granicy jordańskiej, a na terytorium Jordanii udaremniono zamach samobójców, którzy usiłowali zdetonować swoje auto przy konwoju ciężarówek-cystern. Po tych incydentach Jordania zamknęła w nocy z soboty na niedzielę przejścia graniczne do Iraku.

Dwóch innych żołnierzy amerykańskich zginęło wskutek eksplozji przydrożnych min-pułapek.

W Bajdżi na północ od Bagdadu eksplozja samochodu-bomby zabiła w niedzielę trzech irackich gwardzistów narodowych i raniła siedmiu innych.

Partyzanci działają i atakują niemal wyłącznie na terenach arabskiej mniejszości sunnickiej wokół Bagdadu oraz na zachód i północ od stolicy. Arabscy sunnici, stanowiący 15-20 proc. ludności Iraku boją się, że wybory przypieczętują dominację szyickiej większości, za Saddama Husajna i wcześniej dyskryminowanej. Część partii sunnickich domaga się przełożenia wyborów o kilka miesięcy ze względu na brak bezpieczeństwa.

W przywróceniu spokoju nie pomoże ujawnienie przez agencję Associated Press nowych zdjęć dręczenia jeńców irackich. Pochodzą one z maja 2003 roku i pokazują komandosów z jednostki marynarki wojennej USA, zwanej SEAL, jak siedzą na zakapturzonych i skutych kajdankami Irakijczykach. Reporter AP odkrył je w komercyjnej internetowej sieci wymiany fotografii.

Amerykańskie władze wojskowe wszczęły śledztwo w sprawie zdjęć. Generał Mark Kimmitt z Centralnego Dowództwa USA w Katarze przyznał w wywiadzie dla arabskiej telewizji satelitarnej Al- Dżazira, że nowoodkryte fotografie mogą być wykorzystane do dyskredytacji działań amerykańskich w Iraku.

Trwa przeprowadzka sił wielonarodowej dywizji pod polskim dowództwem z Babilonu do Diwanii. W niedzielę do Obozu Echo w Diwaniji przyleciał z Babilonu dowódca dywizji gen. dyw. Andrzej Ekiert.


Niedziela, 5 grudnia 2004

Zamach pod Bajdżi - zginęło trzech irackich żołnierzy
PAP 09:50
Trzech żołnierzy irackiej Gwardii Narodowej zginęło, a dziesięciu zostało rannych wkutek wybuchu samochodu-pułapki w rejonie miasta Bajdżi na północ od Bagdadu.

Jak podaje agencja France Presse, wśród zabitych jest dowódca irackiego oddziału. Cytowany przez AFP rzecznik sił USA Robert Powell powiedział, że celem ataku był punkt kontroli drogowej pod Bajdżi.

Bezpośrednio po wybuchu samochodu doszło też do bezpośredniej wymiany ognia pomiędzy irackimi gwardzistami i rebeliantami. Powell nie podał szczegółów na temat ataku.

Niedziela, 5 grudnia 2004

Atak w Mosulu - zginęło dwóch Amerykanów
PAP 06:35

Na ten temat
» Stan wyjątkowy w Iraku



Dwóch amerykańskich żołnierzy zginęło, a czterech zostało rannych w strzelaninie na północy Iraku w Mosulu w sobotę wieczorem - podał rzecznik armii USA.

Żołnierze należeli do U.S. Task Force Olympia - sił, stacjonowanych w bazie amerykańskiej pod Mosulem.

W sobotę w ciągu dnia w Mosulu zginęło też 17 peszmergów (milicjantów kurdyjskich) a 40 zostało rannych w zamachu samobójczym, dokonanym przy użyciu samochodu-pułapki, który eksplodował obok mikrobusów wiozących milicjantów kurdyjskich. Ofiary to bojownicy Patriotycznej Unii Kurdystanu (PUK) Dżalala Talabaniego.


Sobota, 4 grudnia 2004

Na wycieczkę do bazy bin Ladena?
PAP 11:20

Władze Afganistanu, próbując ożywić zamarły w wyniku wojen przemysł turystyczny kraju, planują przekształcić w turystyczną atrakcję górską twierdzę Tora Bora, w której ukrywał się Osama Bin Laden - informuje brytyjski dziennik "The Independent".

Odpowiedzialny za ten pomysł dr Hassamuddin Hamrah wierzy, że położony w Białych Górach na pograniczu z Pakistanem kompleks jaskiń i podziemnych tuneli, wraz z pozostałościami sprzętu wojskowego z czasów radzieckiej interwencji z lat 80., stanie się turystycznym magnesem, przyciągającym zagranicznych gości.

Według Hamraha, główną przeszkodą w stworzeniu z Tora Bora celu turystycznych wypraw, jest przede wszystkim brak odpowiednich funduszy. Dlatego władze Afganistanu szukają wsparcia w sektorze prywatnym. Hamrah poinformował, że szefowie jednej z japońskich firm turystycznych odwiedzili już ten region.

Problemy stwarzają także handlarze złomem, działający na pograniczu z Pakistanem, którzy zbierają rozsiane tam wraki sprzętu wojskowego. "Chcielibyśmy zatrzymać artylerię, czołgi, samoloty na liniach frontu. Ale Pakistańczycy udaremniają nasze plany" - powiedział dr Hamrah.

Unikalny kompleks Tora Bora został zbudowany w latach 80. XX wieku przez walczących z radziecką interwencją mudżahedinów. Rozbudowany w latach 90., dzięki nakładom finansowym bin Ladena, stał się główną bazą Al-Kaidy. W sieci podziemnych tuneli, wystarczająco szerokich by zmieściły się tam wozy opancerzone, znajdują się też koszary i obszerne kwatery.

W październiku 2001 r., po wrześniowych atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton, USA podjęły zbrojną interwencję w Afganistanie, gdy rządzący wówczas krajem talibowie odmówili wydania bin Ladena.

Amerykańskie samoloty B-52 zbombardowały Tora Bora. Bin Ladenowi udało się uciec z kompleksu - pisze "Independent" - i wciąż jest na wolności; prawdopodobnie nadal przebywa gdzieś niedaleko granicy między Afganistanem i Pakistanem.

Władze Afganistanu wierzą, że sława ich kraju jest silnym wabikiem dla lubiących ryzyko, odważnych turystów. Dr Hamrah podkreślił, że w Afganistanie jest wiele historycznych miejsc, choć rzeczywiście najlepiej znany jest na całym świecie z powodu wojen, jakie przetoczyły się przez ten kraj.

Wykorzystując ten pogląd afgańscy urzędnicy mają również nadzieję na przekształcenie niektórych pól bitew z okresu radzieckiej okupacji w miejsca, które odwiedzać będą turyści.

Turystyka była przez lata jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki Afganistanu. W latach 60. i 70. XX wieku kraj był głównym punktem przystankowym w wyprawach hipisów z Europy do Indii, słynnym ze wspaniałych krajobrazów, starożytnych ruin i miejscowych napojów alkoholowych. Jednak od inwazji ZSRR w 1979 r. na 25 lat Afganistan znalazł się w turystycznym zapomnieniu.

Teraz pierwsi turyści powracają. W ostatnim wydaniu przewodnika Lonely Planet po Centralnej Azji jest rozdział poświęcony temu krajowi. Poprzednie edycje zawierały tylko dwa słowa dotyczące Afganistanu: "Nie jedź". Od upadku reżimu talibów jesienią 2001 r. Afganistan odwiedziło 35 grup turystów - 247 osób, głównie z Europy i Japonii.

Sobota, 4 grudnia 2004

Rozmowy USA i Korei Płn. - bez sukcesu
PAP 04:00

Oficjalni przedstawiciele Korei Północnej i USA spotkali się w tym tygodniu w Nowym Jorku. Rozmowy nie przyniosły jednak zbliżenia stanowisk w sprawie wznowienia sześciostronnych rokowań dotyczących północnokoreańskiego programu nuklearnego - poinformował rzecznik MSZ KRL-D.

Według oficjalnej agencji prasowej KCNA, rzecznik podkreślił, że władze w Phenianie są nadal gotowe do rozmów. Zajmują jednak postawę wyczekującą aby przekonać się jaką politykę w kwestii koreańskiej prowadzić będzie prezydent George W. Bush podczas drugiej kadencji.

Sześciostronne rokowania (USA,Rosja, Chiny, Japonia oraz oba państa koreańskie) w sprawie północnokoreańskiego programu nuklearnego znajdują się już od kilku miesięcy w impasie.

Waszyngton domaga się od Phenianu rezygnacji z programu budowy broni nuklearnej w zamian za pomoc gospodarczą.
Sobota, 4 grudnia 2004

Ekstradycja do USA bossa kartelu narkotykowego
PAP 03:45

Władze kolumbijskie dokonały w piątek ekstradycji do USA, byłego bossa, najpotężniejszego jeszcze niedawno, kartelu narkotykowego z Cali, 65-letniego Gilberto Rodrigueza Orejuelę.

Orejuela został przewieziony pod silną eskortą z więzienia na lotnisko wojskowe w Bogocie, gdzie został przekazany funkcjonariuszom amerykańskiego Urzędu ds. Narkotyków (DEA). Specjalny samolot przetransportował go do USA, gdzie stanie przed sądem pod zarzutem przemytu narkotyków i prania brudnych pieniędzy.

Jest on najpotężniejszym, byłym bossem narkotykowym, który stanie przed sądem w USA.

Kolumbijski kartel z Cali, który wzbudzał postrach w całym międzynarodowym świecie przestępczym, kontrolował w latach 90. prawie 80 proc. światowego handlu kokainą co przynosiło mu roczne dochody sięgające 8 mld dolarów.

Ci, którzy gwałcą federalne prawo antynarkotykowe nie powinni nigdy sądzić, że przemyt narkotyków uprawiany poza naszymi granicami chroni ich przed wymiarem sprawiedliwości - powiedział w piątek prokurator generalny (minister sprawiedliwości) USA John Ashcroft.

Rodriguez Orejuela odpowie teraz przed sądem za swoje czyny - dodał Ashcroft. Kolumbijski boss narkotykowy ma stanąć przed sądem w Miami i w Nowym Jorku.

Orejuela, o przydomku "Gracz w szachy" był założycielem, wraz z bratem Miguelem, kartelu z Cali. Przed ekstradycją odsiadywał w Kolumbii wieloletni wyrok.


30 zabitych w atakach na policję i meczet w Bagdadzie
PAP 15:05
W trzech atakach irackich rebeliantów na komisariaty policji i szyicki meczet w Bagdadzie zginęło w piątek 30 osób, w tym co najmniej 16 policjantów, a kilkadziesiąt osób zostało rannych. Był to najkrwawszy dzień w stolicy Iraku po kilku tygodniach względnego spokoju.

Samochód-pułapka prowadzony przez terrorystę-samobójcę eksplodował przy szyickim meczecie w dzielnicy Azamija, uchodzącej za bastion sunnickiej mniejszości. Zginęło tam 14 osób, a 19 odniosło rany.

Azamija miała opinię dzielnicy mocno popierającej Saddama Husajna i według agencji Associated Press zamach mógł być podjętą przez ekstremistów sunnickich próbą rozniecenia waśni między szyitami i sunnitami.

Na razie nie jest jednak jasne, kto dokonał zamachu. Ponieważ zaś w pobliżu meczetu znajduje się komisariat policji, a tuż po eksplozji samochodu-pułapki ugrupowanie jordańskiego terrorysty Abu Musaba al-Zarkawiego zakomunikowało o ataku na komisariat w Azamii, nie można wykluczyć, że zamachowiec samobójca zdetonował auto nie tam, gdzie początkowo zamierzał.

Znacznie groźniejszy i bardziej zuchwały był atak na komisariat policji w zachodniej dzielnicy Bagdadu, Amil. Komisariat znajduje się w pobliżu autostrady, która łączy centrum stolicy z lotniskiem międzynarodowym, i niedaleko od amerykańskiej bazy wojskowej Camp Victory.

Partyzanci najpierw ostrzelali komisariat z moździerzy, potem podjechali w jedenastu autach i otworzyli ogień z ręcznych granatników przeciwpancernych i karabinów, a na koniec wtargnęli do budynku.

Napastnicy zabili 16 policjantów, zrabowali broń, podpalili kilka samochodów policyjnych i uwolnili 51 aresztantów, wśród nich pewną liczbę rebeliantów.

Do przeprowadzenia tego ataku też przyznało się ugrupowanie Zarkawiego. Komunikat z informacją o dwóch atakach na komisariaty pojawił się na na stronie internetowej wykorzystywanej zazwyczaj przez terrorystów.

Autostrada prowadząca z centrum Bagdadu na lotnisko międzynarodowe jest od dawna ulubionym miejscem ataków partyzanckich, ale ostatnio przybrały one na sile. Ambasady USA i W. Brytanii zabroniły w tym tygodniu swym pracownikom korzystania z tej drogi.

Jak pisze agencja Reutera, na ostatnim, trzykilometrowym odcinku autostrady przed posterunkiem przy wjeździe na lotnisko, patrole amerykańskie są ostrzeliwane niemal codziennie.

Cudzoziemscy przedsiębiorcy i dziennikarze, którzy muszą dotrzeć na lotnisko albo z lotniska do miasta, pędzą autostradą kuloodpornymi samochodami z prędkością do 160 km na godzinę.


Piątek, 3 grudnia 2004

W Kirkuku zginął żołnierz USA
PAP 14:26
Jeden amerykański żołnierz zginął, a dwóch zostało rannych w wybuchu bomby w Kirkuku na północ od Bagdadu, podczas przejazdu konwoju - poinformowała AFP, powołując się na amerykański komunikat wojskowy.






Piątek, 3 grudnia 2004

Bush wskazał nowego ministra bezpieczeństwa kraju
PAP 02:00

Amerykański prezydent George W. Bush wskazał byłego komisarza nowojorskiej policji Bernarda Kerika na nowego ministra bezpieczeństwa kraju. Kerik zastąpi Toma Ridge'a, który pod koniec listopada poinformował o swojej rezygnacji - podali współpracownicy prezydenta.

Decyzja ta ma zostać oficjalnie ogłoszona w piątek.

Kerik był komisarzem policji w Nowym Jorku od sierpnia 2000 do stycznia 2002 roku. Był wśród osób nadzorujących akcję ratunkową po zamachu 11 września. Ostatnio odpowiadał za irackie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, był także jednym z doradców ówczesnego administratora Iraku Paula Bremera. Do września 2003 r. kierował w Iraku szkoleniami tamtejszej policji.

Ministerstwo Bezpieczeństwa Kraju prezydent Bush utworzył wkrótce po zamachach 11 września. Tom Ridge, Republikanin, ówczesny gubernator Pensylwanii, został mianowany szefem tego urzędu.

Dysponujący bardzo szerokimi uprawnieniami resort jest odpowiedzialny bezpośrednio przed prezydentem USA, a jego zadaniem jest przede wszystkim koordynacja działań instytucji rządowych w kwestiach bezpieczeństwa obywateli, łącznie z współpracą z FBI, CIA, innymi agendami administracji oraz wywiadem i kontrwywiadem wojskowym.

Piątek, 3 grudnia 2004

Ambasador USA przy ONZ podał się do dymisji
PAP 00:35

Ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ John Danforth podał się do dymisji - poinformowały agencje, powołując się na wysokiego rangą urzędnika państwowego. Przyczyna jego dymisji nie jest znana.

Danforth, były republikański senator z Missouri, w lipcu zajął w ONZ miejsce Johna Negroponte, który wcześniej został ambasadorem USA w Iraku.

Po rezygnacji szefa amerykańskiej dyplomacji Colina Powella, Danforth był wymieniany wśród kandydatów na jego następcę. Ostatecznie jednak prezydent George W. Bush mianował sekretarzem stanu dotychczasową szefową Rady Bezpieczeństwa Narodowego Condoleezę Rice.






Czwartek, 2 grudnia 2004

Walki w Mosulu - 10 zabitych
PAP 09:55
Dziesięciu rebeliantów zginęło w nocy podczas starć z irackimi służbami bezpieczeństwa w Mosulu - poinformowała agencja Associated Press.

Jak powiedział dowódca policyjnych sił specjalnych w Mosulu generał Raszid Feleih, podczas nocnej operacji w niespokojnej dzielnicy Al-Isla, wybuchła strzelanina między policyjną jednostką specjalną a rebeliantami. Dwóch policjantów zostało rannych.

Mosul to zamieszkane głównie przez sunnitów niemal dwumilionowe miasto nad Tygrysem. W ubiegłym miesiącu wybuchły tam ostre walki. Powstańcy zaatakowali i spalili co najmniej dziewięć posterunków policji. Doszło też do grabieży.

Licząca 5 tysięcy funkcjonariuszy policja w Mosulu podczas powstania poszła w rozsypkę. Zmusiło to amerykańskie dowództwo oraz iracki rząd tymczasowy do skierowania do tego miasta części wojsk z Faludży.

Czwartek, 2 grudnia 2004

USA nakładają sankcje na firmy handlujące z Iranem
PAP 07:10

Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na cztery firmy chińskie w związku ze sprzedażą przez nie broni lub technologii wojskowych do Iranu.

Jak podaje agencja Reutera, napiętnowane przedsiębiorstwa chińskie to Liaoning Jiayi Metals, Minerals Company, Q.C.Chen, Wha Cheong Tai Company Ltd oraz Shanghai Triple International Ltd. Podobnymi sankcjami objęto też jedną północnokoreańską firmę - Changgwang Sinyong Corporation.

Departament Stanu USA informował, że sankcje, jakimi zostały obłożone wymienione przedsiębiorstwa, obowiązywać mają przez dwa lata. W tym czasie amerykańskie firmy nie będą mogły utrzymywać żadnych kontaktów handlowych z czterema chińskimi przedsiębiorstwami czy też udzielać im pomocy. Chińskie firmy nie będą też mogły uczestniczyć w programach pomocowych na terenie USA.

Rzecznik Departamentu Stanu, Adam Ereli nie podał jednak szczegółów, dotyczących współpracy chińskich firm z Iranem. Zostały objęte sankcjami, ponieważ sprzedawały Iranowi artykuły, znajdujące się na liście objętych zakazem eksportu do tego kraju - powiedział krótko Ereli.








Czwartek, 2 grudnia 2004

71 żołnierzy USA zginęło w Faludży
PAP 02:41
71 żołnierzy USA zginęło w Faludży od początku ofensywy na to irackie, 300-tysięczne miasto, zdominowane przez ludność wyznania sunnickiego. To o 20 ofiar więcej niż początkowo informowano - podaje Reuter.

Z danych Pentagonu wynika, że w listopadzie, w Iraku, w sumie poniosło śmierć 134 żołnierzy amerykańskich. Podczas ciągnącej się już 20 miesięcy wojny irackiej, tylko w kwietniu b.r. było więcej zabitych (135) po stronie USA.

Walki w terenie miejskim są trudne i bardzo niebezpieczne - stwierdził w Bagdadzie rzecznik wojsk USA, Steve Boylan. Były to boje o każdą ulicę, o każdy dom - dodał.

8 listopada, wspomagane przez Irakijczyków, oddziały amerykańskie podjęły szturm Faludży w celu pozbawienia schronienia rebeliantów organizujących akty sabotażu, zamachy i porwania.

Zdaniem Amerykanów, zginąć miało 1200-1600 członków antyamerykańskiego ruchu oporu.

Środa, 1 grudnia 2004

Już wcześniej wiedziano o znęcaniu się nad więźniami w Iraku
PAP 20:05

Generałowie wojsk USA w Iraku już w grudniu 2003 r. wiedzieli o dręczeniu więźniów, przetrzymywanych w tym kraju przez armię amerykańską - wynika z poufnego raportu, ujawnionego dę przez "Washington Post".

Dopiero wiosną media dowiedziały się i podały wiadomości o znęcaniu się nad Irakijczykami w więzieniu Abu Ghraib pod Bagdadem, gdzie m.in. zmuszano ich do pozowania nago do zdjęć i symulowania aktów seksualnych. Dowództwo wojsk w Iraku otrzymało te fotografie w styczniu i wszczęło śledztwo w tej sprawie.

Z cytowanego przez "Washington Post" raportu - kolejnego z serii dokumentów demaskujących nadużycia - wynika jednak, że aresztowanych maltretowano także w innych więzieniach w Iraku i że wiedziano o tym wcześniej.

Raport powstał na podstawie śledztwa prowadzonego przez emerytowanego pułkownika Stuarta Herringtona. Ustalono w nim, że nad więźniami znęcali się członkowie oddziałów specjalnych i CIA, poszukujący irackiej broni masowego rażenia. W raporcie dla generałów armii stwierdzono, że niektóre stosowane przez nich praktyki mogły być "formalnie" nielegalne.




Wtorek, 30 listopada 2004

Minister bezpieczeństwa USA: rezygnuję ze stanowiska
PAP 21:30
Amerykański minister bezpieczeństwa kraju Tom Ridge potwierdził w liście do prezydenta George'a Busha swoją rezygnację ze stanowiska.

"Po 22 latach ciągłej służby publicznej nadszedł czas, aby poświęcić rodzinie i swoim sprawom więcej czasu" - napisał Ridge. - "Pragnę nadal pełnić funkcję ministra do 1 lutego 2005 r., albo dopóki Senat nie wyznaczy mego następcy".

Ministerstwo Bezpieczeństwa Kraju prezydent Bush utworzył wkrótce po zamachach 11 września 2001. Tom Ridge, Republikanin, ówczesny gubernator Pensylwanii, został mianowany szefem tego urzędu.

Dysponujący bardzo szerokimi uprawnieniami resort jest odpowiedzialny bezpośrednio przed prezydentem USA, a jego zadaniem jest przede wszystkim koordynacja działań instytucji rządowych w kwestiach bezpieczeństwa obywateli, łącznie z współpracą z FBI, CIA, innymi agendami administracji oraz wywiadem i kontrwywiadem wojskowym.

Wtorek, 30 listopada 2004

Telefon Busha do Kwaśniewskiego ws. Ukrainy
PAP 20:00
Prezydent USA George W. Bush zadzwonił do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, by wyrazić mu poparcie dla unijnej mediacji na Ukrainie - poinformował Departament Stanu.

Sekretarz stanu Colin Powell rozmawiał natomiast z szefem dyplomacji unijnej Javierem Solaną, który podobnie jak Kwaśniewski oczekiwany jest na Ukrainie - poinformował rzecznik Departamentu Stanu Richard Boucher.

Równocześnie zastępca sekretarza stanu Richard Armitage skontaktował się z głównymi bohaterami rywalizacji prezydenckiej na Ukrainie - premierem Wiktorem Janukowyczem i przywódcą opozycji Wiktorem Juszczenką. Zalecał im "pokojowe i demokratyczne" rozwiązanie kryzysu.

Niedziela, 28 listopada 2004

Wybuch w Bagdadzie
PAP 08:50

Samochód-pułapka eksplodował rano na drodze prowadzącej z lotniska do Bagdadu w momencie, gdy przejeżdżał konwój pojazdów armii USA - podała iracka policja.

Żołnierze amerykańscy ogrodzili teren. Na razie nie wiadomo, czy wybuch spowodował ofiary w ludziach.

Według naocznego świadka, który obserwował incydent z dachu swego domu, luksusowy samochód, mijając składający się z sześciu samochodów konwój, eksplodował.

Dwa samochody sił USA zostały zniszczone w wybuchu. Dwa śmigłowce Blackhawk ewakuowały rannych żołnierzy.

Droga prowadząca z centrum Bagdadu do portu międzynarodowego jest uważana za jedną z najbardziej niebezpiecznych w Iraku.

Niedziela, 28 listopada 2004

Partyzanci chcieli zabić Busha
PAP 00:05

George W. Bush
(fot. AFP)
Lewaccy partyzanci kolumbijscy z ugrupowania FARC planowali zamach na prezydenta USA George'a W. Busha w czasie jego wizyty w Kolumbii w zeszły poniedziałek - twierdzi rząd w Bogocie.

Powołuje się na anonimowych informatorów, według których kierownictwo marksistowskich Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) poleciło swym grupom bojowym, aby zabiły amerykańskiego prezydenta w czasie jego kilkugodzinnego pobytu w karaibskim mieście Cartagena - poinformowały w sobotę kolumbijskie media, cytując ministra obrony Alberto Uribe.

Według ministra, nie było jednak żadnego dostrzegalnego zagrożenia.

Bush przyjechał i bardzo zadowolony wyjechał. Nasze służby specjalne wykonały bardzo dobrą robotę i zapobiegły możliwemu zamachowi - podkreślił Uribe.

Ok. 15 tys. policjantów i agentów czuwało w Cartagenie nad bezpieczeństwem prezydenta Busha.

FARC ze swą 18-tysieczną armią jest największym ugrupowaniem partyzanckim w Kolumbii. Znajduje się na terrorystycznej liście USA.

Sobota, 27 listopada 2004

114 tysięcy litrów ropy naftowej w rzece
PAP 19:35

Z tankowca "Athos 1", pływającego pod banderą cypryjską, wyciekło 114 tys. litrów ropy naftowej do rzeki Delaware na południe od Filadelfii na atlantyckim wybrzeżu USA - poinformowała amerykańska straż graniczna.

Natychmiast zorganizowano akcję ratunkową, aby zapobiec groźbie skażenia strefy, w której doszło do awarii.

Ropa zaczęła wyciekać w piątek wieczorem w czasie przepompowywania jej z jednego ze zbiorników tankowca - poinformował rzecznik straży granicznej John Edwards.

W rejonie, w którym doszło do awarii, na granicy stanów Pensylwania i New Jersey, znajduje się wiele rafinerii. Część rzeki została zamknięta dla statków. Wszczęto śledztwo, by ustalić przyczynę wycieku.

Sobota, 27 listopada 2004

Dwóch żołnierzy zabitych w Faludży
PAP 15:45
Dwóch żołnierzy piechoty morskiej USA zginęło w Faludży na zachód od Bagdadu, gdzie siły amerykańskie i irackie prowadzą operację pacyfikacyjną - podało amerykańskie wojsko.

Operacja, rozpoczęta 8 listopada przeciwko rebeliantom w sunnickim bastionie Faludży, 50 km od Bagdadu, straciła w ostatnich dniach impet, ale wciąż dochodzi tam do sporadycznych starć.

Piątek, 26 listopada 2004

Bush: społeczność międzynarodowa obserwuje Ukrainę
PAP 21:20
Prezydent USA George W. Bush ostrzegł, że społeczność międzynarodowa obserwuje uważnie, jak Ukraina radzi sobie z oskarżeniami o fałszerstwa wyborcze.

Jest wiele oskarżeń o oszustwa, które podważają prawomocność tych wyborów - powiedział dziennikarzom Bush, spędzający Święto Dziękczynienia na ranczo w Teksasie. Wspólnota międzynarodowa z wielką uwagą obserwuje wydarzenia [na Ukrainie] i ma nadzieję, że sytuacja zostanie rozwiązana w sposób, który przysporzy szacunku i zaufania rządowi ukraińskiemu - podkreślił prezydent USA.

Reuter przypomina, że kilka dni wcześniej sekretarz stanu USA Colin Powell powiedział, że wybory na Ukrainie nie spełniały międzynarodowych standardów, i ostrzegł przed możliwymi konsekwencjami, jeśli Ukraina nie rozwiąże obecnej sytuacji.

Piątek, 26 listopada 2004

Bush chce styczniowych wyborów w Iraku
PAP 20:35

Prezydent USA George W.Bush wyraził w nadzieję, że wybory w Iraku odbędą się w przewidzianym terminie w styczniu przyszłego roku.

Komisja wyborcza założyła, że wybory będą w styczniu i mam nadzieję, że odbędą się w styczniu - powiedział Bush dziennikarzom w Crawford w Teksasie, gdzie obecnie spędza wakacje.

AFP przypomina, że kilkanaście umiarkowanych partii irackich, w tym partia premiera Ijada Alawiego, w ogłoszonej w Bagdadzie wspólnej petycji zażądało odroczenia o sześć miesięcy wyborów przewidzianych na 30 stycznia 2005 roku.



Piątek, 26 listopada 2004

Ufamy USA, boimy się Rosji i Niemiec
PAP 14:45

Zdaniem ponad jednej czwartej Polaków (26%) na miano "prawdziwego sojusznika Polski" zasługują Stany Zjednoczone - wynika z sondażu Centrum Badań Opinii Społecznej. Według 44% ankietowanych, obawiać powinniśmy się Rosji; a w ocenie 35% - Niemiec.

CBOS podkreśla, że opinia o USA właściwie nie zmienia się od początku lat 90. W 1990 r. Stany Zjednoczone za "prawdziwego sojusznika Polski" uważało 23% badanych, a w 1992 r. - 32%.

1990 r. nie zmienia się też znacząco liczba osób uważających za "prawdziwego sojusznika Polski" Wielką Brytanię. W 1990 r. taką opinię wyraziło 10% badanych przez CBOS, w 1992 r. - 9%, w 2004 r. - 12%.

Według CBOS, na początku 1990 r. Francję do "prawdziwych sojuszników Polski" zaliczało 16% ankietowanych, w 1992 r. - 24%, a obecnie tylko 7% Polaków.

Tyle samo ankietowanych w 2004 r. (po 7%) za sojusznika Polski uznało Niemcy i Czechy.

Na początku 1990 roku niemal co piąty badany (18%) wymieniał wśród "prawdziwych sojuszników Polski" ówczesny ZSRR, a potem Rosję. Obecnie Rosję za sprzymierzeńca naszego kraju uważa tylko 2% ankietowanych

Niemal połowa badanych przez CBOS (49%) nie wymieniła żadnego państwa, które by zasługiwało na miano "prawdziwego sojusznika Polski". Co czwarty respondent jest przekonany, że takiego państwa nie ma, a 24% nie ma takiej pewności, ale też nie potrafi wymienić żadnego państwa odpowiadającego temu określeniu. W 1990 r. co trzeci badany uważał, że żadnego państwa nie można zaliczyć do sprzymierzeńców Polski.

Z badań CBOS wynika, że w ciągu kilkunastu lat zmieniła się lokalizacja zagrożeń związanych z Rosją i Niemcami. Według CBOS, w 1990 r. niemal powszechny był lęk przed jednoczącymi się wtedy Niemcami. Jednak w ciągu dwóch lat, po traktatowym uregulowaniu stosunków polsko-niemieckich, lęk ten znacząco osłabł. Jednocześnie nasiliły się obawy przed Rosją.

W najnowszym badaniu CBOS pojawiło się nowe zagrożenie - terroryzm. Prawie jedna piąta Polaków (18%) pytana, których państw Polska powinna się najbardziej obawiać wymienia: Irak, "kraje arabskie", "kraje muzułmańskie, islamskie", "kraje gdzie szerzy się terroryzm".

40% Polaków, którzy nie ukończyli 25. roku życia uważa, że Polacy najbardziej powinni się obawiać Iraku, terrorystów lub Arabów. Ich zdaniem, jest to obecnie największe zagrożenie dla Polski, większe niż ze strony Niemiec (21%), czy Rosji (27%).

Także badani w wieku od 25 do 34 lat mają inną niż ludzie w średnim wieku i starsi hierarchię zagrożeń: najczęściej wymieniają Rosję (42%), ale już w drugiej kolejności Irak, Arabów lub terrorystów (25%), niemal tak często jak Niemcy - (23%)

6% ankietowanych stwierdziło, że "Polska nie ma wrogów", a 12% nie miała zdania w tej sprawie.

Sondaż przeprowadzono w dniach 17-21 września na reprezentatywnej, losowej próbie 935 dorosłych Polaków.

Piątek, 26 listopada 2004

Głodowa porcja ryżu na przyjęciu u ambasadora USA
PAP 12:30

Miseczki zimnego ryżu zamiast wykwintnych dań zaserwowano na przyjęciu, wydanym w Rzymie z okazji Święta Dziękczynienia przez ambasadora Stanów Zjednoczonych przy FAO. Amerykański dyplomata postanowił w ten sposób przypomnieć o problemie głodu na świecie.

Jak pisze piątkowa prasa włoska, gościom zaproszonym do Tony'ego Halla - ambasadora USA przy mieszczącej się w Rzymie Organizacji Narodów Zjednoczonych do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa - podano po garści ryżu, a wraz z nią ulotkę. Przeczytali w niej: "Dostaliście właśnie minimalną porcję kalorii, jakiej potrzebujecie".

Dyplomata, komentując reakcję swych gości, powiedział po przyjęciu: Myślę, że uznali kolację za interesującą.

Czwartek, 25 listopada 2004

Święto Dziękczynienia w Ameryce
PAP 14:50

Amerykańscy żołnierze w Iraku także zjedzą świątecznego indyka
(fot. AFP)
25 listopada Amerykanie obchodzą, jak w każdy czwarty czwartek tego miesiąca, Święto Dziękczynienia.

To jedno z najważniejszych amerykańskich świąt ma charakter tyleż rodzinny, co powszechny. Nie jest świętem związanym z konkretną religią, dlatego obchodzą je zarówno chrześcijanie, jak Żydzi czy muzułmanie.

Jego początki sięgają 1621 roku. Po raz pierwszy zostało formalnie ogłoszone świętem przez Kongres Kontynentalny w 1777 roku. Sam dzień obchodów z biegiem lat kilkakrotnie zmieniał się. W 1941 roku Kongres USA oficjalnie ogłosił dniem Święta Dziękczynienia czwarty czwartek listopada każdego roku.

Tradycja wywodzi się z czasów pierwszych osadników, którzy po przybyciu do Nowego Świata wśród wielu wyzwań musieli także uczyć się zagospodarowania płodów nieznanej ziemi. Szczególnie dramatyczna była pierwsza zima kilkuset kolonistów, którzy po przebyciu Atlantyku wylądowali w końcu 1620 roku w dzisiejszym stanie Massachusetts.

Dopiero następnej jesieni, dzięki naukom pobranym od Indian z plemienia Irokezów, przybysze mogli zebrać obfite plony kukurydzy, jęczmienia, fasoli i dyni. Naprawdę od śmierci głodowej uratowały ich jednak dzikie indyki, na które polować nauczyli ich także Indianie.

W dowód wdzięczności gubernator William Bradford ogłosił w końcu 1621 roku święto zbiorów, na które zaproszono także miejscowego wodza i 90 Indian, dziękując Bogu za sukces osiągnięty przez kolonię.

Od tego czasu Święto Dziękczynienia jest w Stanach Zjednoczonych uroczystością rodzinną, wzbogaconą obfitym obiadem z daniem z indykiem, a także licznymi spotkaniami z krewnymi i przyjaciółmi. W ten dzień je się indyka prawie w każdym amerykańskim domu, także w wojsku i w więzieniach. W dużych miastach organizacje charytatywne rozkładają na ulicach stoły, na których oferują pieczonego indyka bezdomnym.

W miejscowości Burns w stanie Kansas rodzina Toma Grimwooda od wielu lat kontynuuje tradycję zapraszania do domu na obiad Święta Dziękczynienia zagranicznych studentów z Uniwersytetu Kansas. Zwyczaj ten rozprzestrzenił się na cały stan i w tym roku 24 rodziny z różnych miejscowości Kansas przyjmują studentów z Japonii, Indii, Chin i krajów Bliskiego Wschodu. Samo miasteczko Burns zostało uhonorowane przez władzą mianem "największej służby dyplomatycznej świata".

Czwartek, 25 listopada 2004

Pod Basrą aresztowano pięciu arabskich bojowników
PAP 10:45
Pięciu arabskich bojowników-uciekinierów z Faludży zatrzymała policja iracka w rejonie Basry na południu kraju.

Jak podał szef policji w Basrze, Mohammed Chazim, pięciu Arabów aresztowano w środę wieczorem w punkcie kontrolnym w Kurnah, 60 kilometrów od Basry. W samochodzie, którym jechali, znaleziono ich osobistą broń. Zatrzymani to Mohammed Faleh i Bassam Faleh z Arabii Saudyjskiej, Mohammed bin Hassan i Walid Mohammed z Tunezji oraz pochodzący z Libii Mohammed al-Hadi.

Powiedzieli oni irackiej policji, że przed czterema dniami uciekli z Faludży - sunnickiego miasta, kontrolowanego obecnie przez siły amerykańsko-irackie.

W drodze na południe pięciu Arabów zatrzymało się w Bagdadzie, gdzie "współpracowali" z inną grupą rebeliantów, organizującą zamachy w stolicy Iraku. Nie ujawnili jednak konkretnie, o jakie akcje chodziło.

Jechali do Basry z misją przeprowadzenia w tym mieście - pozostającym w brytyjskiej strefie odpowiedzialności - serii ataków na posterunki irackiej policji i bazy sił koalicji. Na miejscu mieli dołączyć do innej grupy rebeliantów, której już wcześniej udało się dostać do miasta. Powiedziano im, że broń potrzebna w czasie takich akcji znajduje się już ukryta w samej Basrze - ujawnił Chazim.

Na początku tygodnia iracki resort obrony informował, że w toku operacji zajęcia Faludży zatrzymano w tym mieście około 60 arabskich bojowników, walczących u boku rebeliantów irackich.


Środa, 24 listopada 2004



Świat o Ukrainie
RadioZET/PAP 19:59


Colin Powell (PAP)
Stany Zjednoczone nie uznają wyników wyborów na Ukrainie, NATO żąda ich rewizji, a Parlament Europejski zapowiedział, że ich nie zaakceptuje, jeśli nie dostanie dowodów, że zostały przeprowadzone prawidłowo.

„Stany Zjednoczone nie zaprzestaną nacisków na rząd ukraiński, by zweryfikował fałszerstwa i nadużycia wyborcze” – mówi amerykański sekretarz stanu Colin Powell. Podkreślił, że „nie jest jeszcze za późno, by władze Ukrainy znalazły rozwiązanie, które szanuje wolę narodu ukraińskiego”. Szef dyplomacji USA nie chciał jasno odpowiedzieć na pytanie, czy administracja Busha wini Rosję za mieszanie się w wewnętrzne sprawy suwerennego sąsiada.

NATO żąda rewizji wyników wyborów prezydenckich, a Parlament Europejski zapowiedział, że wstrzyma pożyczkę dla Ukrainy. Szef unijnej dyplomacji Javier Solana podkreślił, że Unia Europejska nie zaakceptuje sfałszowanych wyborów.


Środa, 24 listopada 2004

W Mosulu znaleziono kolejne 5 ciał
PAP 16:00
Amerykańskie władze wojskowe poinformowały o znalezieniu w Mosulu w północnym Iraku zwłok kolejnych pięciu mężczyzn, prawdopodobnie zamordowanych przez terrorystów.

Oznacza to, że w ciągu tygodnia odkryto w rejonie Mosulu zwłoki łącznie 20 ofiar egzekucji przeprowadzonych przez rebeliantów. Wśród nich było 10 żołnierzy z bazy al-Kisik, 50 kilometrów na zachód od Mosulu. Ciała pięciu osób, w tym czterech z odciętymi głowami, nie zostały dotąd zidentyfikowane.

Nieznani sprawcy ostrzelali również w Mosulu przejeżdżający konwój zastępcy gubernatora prowincji Niniwa Chasro Gurana. W ataku zginęli jeden z członków ochrony gubernatora i funkcjonariusz sił specjalnych irackiego MSW. Sam Guran, któremu nic się nie stało, wyraził przypuszczenie, że mogła to być omyłkowa strzelanina między siłami specjalnymi a jego ochroną.

Środa, 24 listopada 2004

CIA szuka agentów
PAP 05:55

Zatrudnienie większej liczby tajnych agentów i analityków informacji wywiadowczych nakazał dyrektorowi CIA Porterowi Gossowi prezydent USA George W. Bush - podał środowy "Washington Post".

Liczba nowych agentów i analityków ma wzrosnąć o 50%, co oznaczałoby konieczność przyjęcia do pracy w CIA i przeszkolenia dodatkowych kilku tysięcy ludzi w ciągu najbliższych lat. Oficjalnie nie podaje się ilu pracowników agencja liczy; szacuje się, że około 20.000, z czego ok. 4500 przypada na wydział tajnych operacji, najważniejszy w CIA.

O połowę - zgodnie z dyrektywą Busha - ma także wzrosnąć liczba agentów CIA znających biegle "języki szczególnie ważne do pełnienia misji", takie jak arabski. CIA powinna również podwoić personel wyspecjalizowany w walce z terroryzmem i sprawach proliferacji broni masowego rażenia.

W CIA trwają zmiany personalne na najwyższych szczeblach przeprowadzane przez Gossa. Kongres debatuje nad ostateczną wersją ustawy o reformie służb specjalnych.

Wtorek, 23 listopada 2004


Nieprawidłowości podczas amerykańskich wyborów?
PAP 01:25
Podejrzenia o nieprawidłowościach, które mogły mieć wpływ na prawidłowy przebieg niedawnych wyborów prezydenckich w USA będa przedmiotem dochodzenia federalnej instytucji kontrolnej Government Accountablility Office (GAO) - poinformowała grupa sześciu demokratycznych deputowanych do Izby Reprezentantów Kongresu USA, która wystąpiła z inicjatywą w tej sprawie.

GAO zbada warunki bezpieczeństwa i dokładność technik głosowania, dystrybucję maszyn do głosowania i proces liczenia głosów - głosi opublikowany komunikat.

Deputowani poinformowali, że do komisji prawnej Izby Reprezentantów napłynęło ponad 57 tys. zawiadomień o nieprawidłowościach i incydentach podczas wyborów.

Pokonany demokratyczny kandydat do prezydentury John Kerry uznał swoją porażkę ale wezwał do dokładnego zbadania prawidłowości procesu wyborczego. Obiecał, że będzie walczył o ustanowienie ogólnokrajowych norm wyborów federalnych.

Wtorek, 23 listopada 2004


Bush bez nowej broni nuklearnej
PAP 18:40

Uchwalając wydatki budżetowe Kongres nie przyznał administracji prezydenta Busha funduszy na badania nad bronią nuklearną nowej generacji, argumentując m.in., że zwiększyłoby to ryzyko wojny.

W ustawie o wydatkach wartości 388 miliardów dolarów nie znalazły się środki na badania i produkcję bomb atomowych o słabym ładunku, które miałyby np. niszczyć fabryki produkcji broni chemicznej i biologicznej, i małych pocisków nuklearnych, zdolnych do penetracji celów położonych pod ziemią, np. bunkrów.

Administracja Busha chciała na to przeznaczyć prawie pół miliarda dolarów w ciągu najbliższych pięciu lat, jeżeli program budowy nowej broni zostałby zatwierdzony. Kongres jednak odmówił wyasygnowania funduszyi, i to mimo republikańskiej większości w obu izbach.

Przeciwnicy "minibomb" nuklearnych argumentowali, że przyczyniłyby się one do nasilenia wyścigu zbrojeń na świecie i że informacje wywiadu mogą nie wystarczyć do uzyskania pewności, gdzie użyć nowej broni. Niektórzy mieli zastrzeżenia, że bomby te mogą się okazać zawodne.

Wtorek, 23 listopada 2004

Notowania Busha idą w górę
PAP 18:25

George Bush
(fot. AFP)
Aprobata Amerykanów dla poczynań prezydenta Busha zdaje się rosnąć, chociaż mają oni wątpliwości co do jego programu i wojny w Iraku - wynika z najnowszych sondaży po niedawnych wyborach prezydenckich w USA.

Według sondażu telewizji CNN i Instytutu Gallupa 55% mieszkańców USA ocenia Busha dobrze jako prezydenta. Oznacza to wzrost o kilka procent w porównaniu z okresem sprzed wyborów.

Sondaż dziennika "New York Times" i telewizji CBS News wskazuje na nieco mniejsze poparcie - 51% - ale jest ono największe (w sondażach przeprowadzanych przez te media) od marca br. 56% społeczeństwa optymistycznie zapatruje się na najbliższe cztery lata pod dalszymi rządami Busha, podczas gdy pesymizm przejawia 39%.

Z badania "NYT-CBS" wynika, aż 82% uważa, że Bush prawomocnie wygrał wybory. Kontrastuje to z poglądami na temat wyborów w 2000 r. - bezpośrednio przed 2 listopada (tego dnia głosowano w wyborach tegorocznych) tylko 50% uznawało, że cztery lata temu Bush uzyskał legitymację do rządzenia po swym kontrowersyjnym zwycięstwie z Alem Gore'em.

W sondażu CNN i Gallupa 60% społeczeństwa ma pozytywną opinię o Bushu, natomiast negatywną - 39%. Opinia nadal jednak jest podzielona, jeśli chodzi o wojnę w Iraku. Według sondażu CNN 47% sądzi, że Bush popełnił błąd rozpoczynając tę wojnę, a 49% jest przeciwnego zdania. 49% wątpi w możliwość ustanowienia w Iraku demokratycznego rządu, a 46% wierzy, że jest to wykonalne.

Jeszcze bardziej sceptyczni są Amerykanie co do krajowego programu Busha. Jego kluczowym elementem są obniżki podatków, tymczasem prawie dwie trzecie respondentów w sondażu "NYT" uważa, że ważniejsze od redukcji podatków jest zmniejszenie deficytu budżetowego.

Wtorek, 23 listopada 2004

Pogawędka dyplomatyczna
RadioZET/PAP 09:42


Colin Powell (PAP)
Bezprecedensowa rozmowa szefów dyplomacji USA i Iranu, które nie utrzymują od 1979 roku stosunków dyplomatycznych, odbyła się w egipskim kurorcie Szarm el-Szejk, podczas konferencji o Iraku.

W czasie uroczystego obiadu Colin Powell został posadzony przez egipskich gospodarzy między ministrami spraw zagranicznych Iraku i Iranu, Hosziarem Zebarim i Kamalem Charrazim.

Rzecznik amerykańskiej delegacji powiedział później, że Powell prowadził uprzejmą konwersację ze swym irańskim sąsiadem. Rzecznik zaznaczył jednak, że rozmowa nie wykraczała poza salonowe uprzejmości. Także rzecznik irański bagatelizował spotkanie, zaznaczając, że strony nie planują konkretnych rozmów, tym Bardziej, że – jak podkreślił –Powell niedługo odchodzi ze stanowiska.

Dla prezydenta USA, George'a W. Busha Iran stanowi część „światowej osi zła”, dla Teheranu Stany Zjednoczone są „krajem Wielkiego Szatana”...


Wtorek, 23 listopada 2004

Bush nie dowierza Iranowi
PAP 02:10

Prezydent USA George W. Bush powiedział podczas 4-godzinnej wizyty w Kolumbii, że wstrzymanie przez Iran programu wzbogacania uranu może oznaczać postęp, ale należy ten fakt dokładnie sprawdzić.

Powiedzmy, że mam nadzieję, iż jest to prawda - powiedział Bush dziennikarzom podczas konferencji prasowej, w której uczestniczył wspólnie z kolumbijskim prezydentem Alvaro Uribe Velezem.

Dwa tygodnie temu Iran obiecał, że zrezygnuje z wzbogacania uranu. Porozumienie z UE o wstrzymaniu tego programu w zamian za uniknięcie sankcji ONZ miało wejść w życie w poniedziałek 22 listopada.
Wtorek, 23 listopada 2004

Wzrasta zaufanie do Busha
PAP 00:05

Prezydent USA George W. Bush cieszy się poparciem 55% Amerykanów - wynika z sondażu Instytutu Gallupa dla CNN i USA Today. Oznacza to, że poparcie dla Busha systematycznie wzrasta. W poprzednich badaniach, przeprowadzonych pomiędzy 7 a 11 listopada b.r., prezydent uzyskał 53% ocen pozytywnych, a w sondażu przeprowadzonym jeszcze przed wyborami prezydenckimi 2 listopada - 48%.

Poniedziałkowy sondaż pokazuje, że największą sympatią Amerykanów wśród członków administracji Busha cieszy się ustępujący sekretarz stanu Colin Powell, którego pozytywnie oceniło 87% badanych. Mającą go zastąpić Condoleezzę Rice popiera 63% badanych Amerykanów, ministra obrony Donalda Rumsfelda - 51%, a również ustępującego ministra sprawiedliwości (zarazem prokuratora generalnego) Johna Ashcrofta - 50%.

Nieco ponad połowa Amerykanów (51%) wierzy, że wybory w Iraku odbędą się zgodnie z planem 30 stycznia 2005 roku, ale 52% badanych wątpi, aby Irakijczycy zaakceptowali ich wyniki. 42% Amerykanów ma wątpliwości co do tego, czy USA w ogóle powinny kierować Irak na drogę demokracji.

Prawie trzy czwarte deklaruje głębokie zaniepokojenie sytuacją w Iraku.

Także większość Amerykanów uważa, że Iran i Korea Północna mogą na dłuższą metę stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego.

Poniedziałek, 22 listopada 2004

USA nie wykluczają nałożenia sankcji na Ukrainę
PAP 20:20
Waszyngton jest zdania, że podczas wyborów prezydenckich na Ukrainie doszło po poważnych nieprawidłowości i nie wyklucza nałożenia sankcji na ten kraj - podał w poniedziałek niewymieniony z nazwiska wysoki urzędnik Departamentu Stanu.

Podczas głosowania były poważne nieprawidłowości i problemy. Zawsze mówiliśmy, że jeśli wybory będą sfałszowane, będzie to miało poważne konsekwencje w stosunkach między USA a Ukrainą - powiedział.

Dzień po wyborach wysłannik prezydenta USA na wybory prezydenckie na Ukrainie senator Richard Lugar potępił liczne naruszenia ordynacji wyborczej, oskarżając władze, że pomogły Wiktorowi Janukowyczowi w zwycięstwie.

W piątek prezydent USA George W.Bush ostrzegł ukraińskiego przywódcę Leonida Kuczmę, że Stany Zjednoczone zrewidują swoje stosunki z Ukrainą, jeżeli dojdzie do fałszerstw podczas drugiej tury wyborów prezydenckich.

"Będziemy zmuszeni dokonać rewizji naszych stosunków z Ukrainą i z ludźmi, którzy uczestniczyli w kłamstwach i manipulacjach" - napisał Bush w liście, który Lugar przywiózł do Kijowa.

Według Centralnej Komisji Wyborczej, obecny premier Wiktor Janukowycz wygrał wybory, zdobywając 49,7% głosów.


Poniedziałek, 22 listopada 2004

3 tys. dolarów za martwego Amerykanina
PAP 12:30

Brytyjski żołnierz Black Watch przeszukuje Irakijczyka
(fot. AFP)

Postawny duchowny szyicki Abu Kusaj zdejmuje swą czarną szatę i wkłada kombinezon sportowy, a biały turban zastępuje bejsbolówką, aby ukryć swą tożsamość podczas niebezpiecznej podróży przez region, który zyskał nazwę "trójkąta śmierci".

Teren ten stał się strefą śmierci dla szyitów, przybyszów z Zachodu i funkcjonariuszy irackich sił bezpieczeństwa. Wielu z nich padło tam ofiarą partyzantów sunnickich i uzbrojonych bandytów, z których część dostaje za zabijanie nagrody w wysokości kilku tysięcy dolarów.

Przez trójkąt, którego wierzchołki tworzą miasta Jusufija na północnym zachodzie, Latifija na południu i Mahmudija na wschodzie, przebiegają najszybsze szlaki drogowe prowadzące z Bagdadu na południe, do szyickich świątyń w Karbali i Nadżafie. Dla cudzoziemców jest to miejsce nie mniej groźne niż lepiej znane bastiony partyzantów sunnickich na zachód od stolicy, takie jak Faludża i Ramadi.

Cena za głowę

Francuscy dziennikarze Christian Chesnot i Georges Malbrunot zaginęli 20 sierpnia w drodze z Bagdadu do Nadżafu. Do dziś nie wiadomo, co się z nimi stało. Ich syryjskiego kierowcę, Mohammeda al-Dżundiego, żołnierze USA znaleźli dziesięć dni temu w Faludży.

W maju w ataku koło Mahmudii zginęli dwaj członkowie ekipy Telewizji Polskiej, Waldemar Milewicz i Mounir Bouamrane, a trzeci, Jerzy Ernst, został ranny. Cztery miesiące wcześniej zastrzelono podróżujących tamtędy dwóch Irakijczyków, którzy pracowali dla CNN.

Bajan Dżaber, działacz jednej z głównych szyickich partii religijnych powiedział, że dziesięć dni temu w "trójkącie śmierci" zatrzymano i zastrzelono pięciu szyitów jadących do Nadżafu z prowincji Dijala przy granicy irańskiej. Napastnicy zażądali - i otrzymali - od rodzin zabitych 15 tysięcy dolarów za wydanie im ciał.

Według Dżabera, komendanci partyzanccy w tej okolicy dają nagrody pieniężne za zabicie pewnych kategorii osób: tysiąc dolarów za szyitę, 2000 dolarów za funkcjonariusza Irackiej Gwardii Narodowej i 3000 dolarów za Amerykanina.

Omijajcie Latifiję

Abu Kusaj, który w trosce o swe bezpieczeństwo poprosił, żeby nie podawać jego prawdziwego nazwiska, podróżuje przez "trójkąt śmierci" w drodze do Nadżafu, świętego miasta szyitów. Powiedział, że przebiera się, aby uniknąć losu swoich dwóch kolegów, szyickich duchownych Baszira al-Dżaziriego i Karima Bagdadiego.

Zastrzelono ich, gdy jechali, każdy osobno, do Nadżafu z okazji zakończenia muzułmańskiego świętego miesiąca ramadan, który trwał do połowy listopada.

Dziesiątki ludzi zginęły podczas ramadanu tylko z powodu swej przynależności religijnej - powiedział Husajn Szahristani, iracki naukowiec, doradca wielkiego ajatollaha Alego al-Sistaniego, w maju jeden z kandydatów na premiera Iraku. - Rząd ma obowiązek chronić swych obywateli i zapewniać bezpieczeństwo podróży.

W "trójkącie śmierci" działa amerykańska piechota morska, wzmocniona niedawno Brytyjczykami z pułku Black Watch. Wkrótce po przybyciu tam ze stosunkowo spokojnego południa Iraku, Black Watch stracił trzech żołnierzy i irackiego tłumacza, gdy zamachowiec-samobójca zdetonował swoje auto przy brytyjskim posterunku drogowym.

Dzień później partyzanci wysadzili w powietrze most koło Latifii, wskutek czego cztery autobusy wiozące do Karbali szyickich pielgrzymów wpadły do Eufratu. Zginęło 18 osób. Dwa dni później ekstremiści przebrani za policjantów uprowadzili i zamordowali 12 irackich gwardzistów narodowych wracających do Nadżafu.

Ponieważ wojska amerykańskie i irackie nie potrafią ukrócić tych napadów, wielu zawodowych kierowców jeździ z Bagdadu do Nadżafu okrężną drogą, dłuższą o 240 km, która omija Latifię od wschodu.

Bandy oplowskie

Taksówkarz z Nadżafu, który przedstawił się jako Abu Maki, powiedział, że mieszkańcy Latifii nazywają partyzantów "bandami oplowskimi", bo podczas napadów często poruszają się oni autami marki Opel, które rabują sprzed posterunków policyjnych.

Część Irakijczyków tłumaczy przemoc w "trójkącie śmierci" zmianami demograficznymi w latach 80. Wtedy to Saddam Husajn przesiedlił na te tradycyjne tereny szyickie znaczną liczbę sunnitów. Dyktator Iraku chciał obsadzić ludźmi ze swojej społeczności szlaki drogowe z Bagdadu do szyickiego matecznika na południu.

Saddam werbował członków sunnickich klanów i plemion do swojej Gwardii Republikańskiej i służb bezpieczeństwa. Nieudane powstanie szyitów w 1991 roku tłumili sunnici, głównie z plemienia Dżanabat.

Wielu sunnitów, których przesiedlono do "trójkąta śmierci", pochodzi z Anbaru, krnąbrnej prowincji sunnickiej na zachód od Bagdadu. Anbar jest matecznikiem partyzantki sunnickiej. Faludża, do niedawna główny jej bastion, leży w Anbarze, 55 km na zachód od Bagdadu.

Ludność "trójkąta śmierci" mówi, że partyzanci rozdają ulotki, w których pod groźbą śmierci wzywają sunnickich rolników, właścicieli ziemi, do zerwania umów z szyickimi dzierżawcami. Finansowana przez ONZ organizacja ReliefWeb podała w październiku, że z powodu pogróżek około 500 rodzin szyickich uciekło z okolic Latifii do Karbali.

Szyici nie tylko uciekają. Wobec nieskuteczności rządu i sił wielonarodowych zaczynają tworzyć własne milicje obronne. W Basrze pojawiło się ugrupowanie Brygady Gniewu, gotowe bronić szyitów przed wszelkimi wrogami. Przywódca brygad, Dheja al-Mahdi, powiedział Associated Press, że rozkaże swym podkomendnym mścić śmierć szyitów.

Mahdi uważa, że za napadami na szyitów stoją wahabici, sunniccy fundamentaliści, którzy sprawują władzę w Arabii Saudyjskiej. Twierdzi, że wahabici finansują operacje wymierzone w irackich szyitów.


Poniedziałek, 22 listopada 2004

Powell łagodzi nastroje w Izraelu
PAP 11:50

Colin Powell i Silwan Szalom
(fot. AFP)

Planowane na styczeń wybory nowego lidera Autonomii Palestyńskiej są nową szansą dla całego regionu - oświadczył sekretarz stanu USA Colin Powell, prowadzący rozmowy w Jerozolimie z władzami izraelskimi. Dodał, że rząd USA postara się wykorzystać tę szansę.

Powell, który rozmawiał z premierem Izraela Arielem Szaronem i szefem dyplomacji izraelskiej Silwanem Szalomem, opowiedział się za udziałem Palestyńczyków z Jerozolimy schodniej w styczniowych wyborach nowego szefa Autonomii Palestyńskiej. Rząd izraelski, który wcześniej zapowiadał, iż nie zezwoli na uczestnictwo w wyborach następcy Arafata palestyńskich mieszkańców Jerozolimy Wschodniej, po rozmowach z Powellem nieoczekiwanie zadeklarował, że może zgodzić się na ich udział w planowanej na styczeń elekcji.

W komunikacie biura premiera Izraela, opublikowanym po rozmowie Szaron-Powell, podano, że strony "były zgodne" co do uczestnictwa Palestyńczyków z Jerozolimy Wschodniej w wyborach. Przypomniano, że palestyńskim mieszkańcom tej części miasta już wcześniej zezwalano na uczestnictwo w wyborach palestyńskich (w 1996 r.).

W komunikacie zastrzeżono jednak, że ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła i zostanie podjęta po przedyskutowaniu sprawy przez "odpowiednie gremia". Izrael uczyni jednak wszystko, by wesprzeć władze Autonomii w toku wyborów - podano w komunikacie.

Według Associated Press, Izraelczycy zapewnili też Powella, że gotowi są wznowić rokowania z nowym kierownictwem palestyńskim - przede wszystkim na temat kwestii bezpieczeństwa.

Po rozmowach w Izraelu Powell udał się do Jerycha na Zachodnim Brzegu Jordanu na spotkanie z przywódcami palestyńskimi.


Poniedziałek, 22 listopada 2004

Amerykanie zatrzymali przywódcę rebeliantów
PAP 09:45
Amerykańscy żołnierze zatrzymali w niedzielę wieczorem w zachodnioirackiej prowincji Anbar grupę rebeliantów, wśród których znalazł się jeden wysokiej rangi dowódca sił opozycji irackiej.

Rebeliancki dowódca był w grupie sześciu ludzi, schwytanych przez Amerykanów w miejscowości Haklanija w prowincji Anbar. W amerykańskim komunikacie nie podano szczegółów.

W prowincji Anbar znajdują się takie miasta jak Faludża i Ramadi - główne ośrodki antyamerykańskiej rebelii irackich sunnitów.

Poniedziałek, 22 listopada 2004

Miejsca tortur w Faludży
PAP 07:28
Około 20 miejsc tortur wykorzystywanych przez rebeliantów islamskich do przetrzymywania, torturowania i zabijania zakładników znaleźli w Faludży żołnierze amerykańscy - powiedział major piechoty morskiej USA Jim West.

W pomieszczeniach odkrytych przez Amerykanów znaleziono noże i czarne kaptury, na których widniały ślady krwi. Jedno z pomieszczeń było całe we krwi - powiedział West. Znaleziono też liczne zamaskowane magazyny broni. West nie chciał jednak podać żadnych szczegółów.

W tym roku w Iraku zamordowano co najmniej 34 cudzoziemców, w tym 3 Amerykanów. Ich egzekucje często pokazywano w Internecie.

West poinformował,, że podczas i po zakończeniu walk w Faludży - głównym bastionie sunnickich rebeliantów - zatrzymano 1400 osób, z których - po przesłuchaniu zwolniono dotychczas 400.


Obserwując wydarzenia w Stanach Zjednoczonych, od 22.11 – 06.12.2004, oraz śledząc losy tego kraju w takich źródłach jak: prasa (Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, Głos Pomorza) oraz Internet (wp.pl i onet.pl) dochodzę do następujących wniosków:
- sekretarz stanu USA Colin Powell ma duży wpływ na politykę międzynarodową
- prezydent Georgie W. Bush cieszy się coraz większym poparciem i zaufaniem wśród Amerykanów
- ambasador USA przy ONZ podał się do dymisji
- po szturmie na konsulat USA - terroryści zostali zabici i aresztowani
- amerykańscy żołnierze giną masowo (ilość zabitych wynosi około 95 osób od dnia 22.11 – 06.12 2004)



Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 58 minut

Gramatyka i formy wypowiedzi