profil

Jeden dzień z życia nastolatki

poleca 84% 1177 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Godzina 7.00 . Bezczelnie dzwoni mój budzik, który wyrywa mnie z mojego błogiego snu. Z lenistwem przyciskam przycisk „drzemka” i nie przejmując się niczym śpię dalej. Po piętnastu minutach sytuacja powtarza się, a ja reaguje na nią dokładnie tak samo jak poprzednio.
O 7.20 wpada do pokoju mój tata. Przebywa szybko labirynt zbudowany ze stert moich brudnych ubrań . Po drodze potyka się o książki i ślizga na płytach CD walających się po podłodze . W Niemczech taki bałagan byłby niedopuszczalny. Oni pedanctwo mają we krwi. Gdy wreszcie dociera do mojego łóżka , trzęsie mną na wszystkie możliwe strony. Jak co rano myślę sobie w głowie „ Udało mu się! Ciekawe czy sprawiło mu to przyjemność?!”
Odkopuję się leniwie z pod mojej pierzyny pod którą śpię nawet w lato (bo zawsze mi zimno) . Stawiam nogi na podłodze (oczywiście zaczynając od prawej – nie żebym była przesądna ,ale nie chcę kusić losu) . Próbuję wstać ,ale wbrew pozorom to nie jest takie proste… Gdy udaje mi się stanąć na moich wielkich stopach zdaję sobie sprawę ,że przez zaklejone oczy nic nie widzę! Przechodzę więc na omacka przez przedpokój potykając się po drodze o klatkę świnki morskiej. Docieram do łazienki. Mało nie zabijam się o umywalkę . Myję oczy i rozczesuję włosy ( co znowu też nie jest łatwe ,bo moja szopa sięga gigantycznych rozmiarów). Gdy już ujarzmię swoje kudły ubieram się w moje wczorajsze ubrania czekające na mnie na stalowym wieszczku w łazience. Są nieco pogniecione ,ale co tam – i tak nikt nie zauważy… Teraz dopiero dostrzegam brudny prysznic, który powinnam umyć już jakieś dwa tygodnie temu ,ale i tak jeszcze pewnie trochę postoi zanim go umyję. Czasami się zastanawiam jakim cudem ja się nie brzydzę takich rzeczy.
Dostrzegam również różnorakie kolory kafelków łazienkowych i plamę na moich spodniach. Stwierdzam ,że plama nie rzuca się w oczy więc się tym nie przejmuje i idę dalej – na górę. A tam czeka już na mnie wściekła mama ze śniadaniem, którego już i tak nie zdążę zjeść . Pospieszam ojca bo już za piętnaście ósma! Chwytam nerwowo moją torbę i biegnę otwierać bramę.
Gdy wyjdę już z tatą z domu krzyczy na mnie ,że znowu to nie ja go budziłam tylko na odwrót.
Gdy już docieram do szkoły oczywiście jestem spóźniona pięć minut. Wpadam do szatni. Zrzucam z siebie tylko kurtkę ,bo nie mam czasy szukać butów. A ,że nie mam worka to pani sprzątająca wrzuca je do
jakiejkolwiek siatki… A szatnia jest duuuża , więc sami rozumiecie =)
Wbiegam do klasy ,a tam tam już siedzi wściekła Pani Drężek.
- Czemu się spóźniłaś?!
- Bo był korek.
- Korek na trasie ze Starej Miłosnej do Sulejówka?!
- Tak proszę Pani
- Przykro mi ,ale masz dzisiaj nieusprawiedliwioną nieobecność. SIADAJ!
Do odpowiedzi proszę… no właśnie Olę!
Jeszcze nawet nie zdążyłam wypakować książek, a ona już mnie z ławki wyrywa! W Anglii ludzie mają do siebie dużo większy szacunek niż ludzie w Polsce! Tam nikt nie pcha się na chama w kolejce. Wszyscy są dla siebie życzliwi!!!

- Oleńko! Pokaż mi na mapie Nizinę Nadkaspijską i scharakteryzuj jej klimat!
- Czułam ,że mnie pani wybierze… YYYY… no więc tak…
- No to dobrze ,że czułaś ,ale chyba się tym za bardzo nie przejęłaś! Jedynka, Siadaj.
Reszta lekcji wlokła się strasznie. W ogóle się nie przejęłam tą pałą . Moi rodzice się do tago przyzwyczaili =).
Następne lekcje. Dwie matmy. Oczywiście jest sprawdzian o którym kompletnie zapomniałam. Dostałam kartkę. Wszystko byłoby dobrze, tylko co to do jasnej ciasnej jest oś symetrii?!
Po 80 minutach oddałam kartkę. Oczywiście nie napisałam nic!
Nikt we Francji nie znęcałby się tak nad ludźmi!
Potem jest angielski. Pan Orlen wchodzi do klasy. Gdy klasa zobaczyła jego PKS-y parsknęła śmiechem. A on – biedak nie wiedział o co chodzi. Coś tam gada o „Past Simple” . I co z tego , jak ja i tak nic nie rozumiem!!!
- Z tydzień klasówka z całego działu – usłyszałam jego pewny i szczęśliwy głos- tylko przygotujcie się dobrze!!!
Tylko jak można się do czegoś dobrze przygotować , jeżeli się nic nie rozumie!!!???
Następna lekcja to polski. Do klasy wchodzi wściekła Pani Beata – nasza wychowawczyni.
- Chcę was poinformować ,że obniżam wam wszystkim oceny z zachowania! Ponieważ Pulpet wybił okno – oczywiście nie sam , a Bartek ma o 2 zęby mniej.
- Ale czemu? – odezwał się spłoszony Kasper- przecież ja nic nie zrobiłem!
- Jak nic?! Przecież trzymałeś Bartka jak mu pierwszego zęba wyrywali!!!
- A no tak! Zapomniałem…
Po języku polskim , który minął na obniżaniu ocen i analizowaniu zaistniałych sytuacji następuje technika. Pan Sadlej zaprasza mnie na środek żebym pokazała kilka węzłów ,a że jestem żeglarzem przyszło mi to z zadziwiająco wielką łatwością. DOSTAŁAM PIERWSZĄ POZYTYWNĄ OCENĘ W TYM ROKU!!!
Potem jedziemy na basen. W szatni jak zwykle panuje chaos i bałagan. Trzeba znaleźć swoją kurtkę ,bo butów rano nie zdążyłam zmienić i w rezultacie mam je na sobie. Teraz trzeba się dopchnąć do autokaru. Aga – moja najlepsiejsza przyjaciółka trzyma dla mnie miejscówkę.
Pan kierowca spoliczkował już mojego kolegę i wyrwał kilka włosów mojej koleżance , za co w Belgii siedziałby już dawno za kratkami. Teraz ten koleś tarabani nas tym rozwalającym się autokarem ,którego części są posklejane gumą do żucia przez Rembertów. Ta guma to pewnie nawet bez atestu Unii Europejskiej jest. Gdy dojedziemy na basen maluchy biegną na łeb na szyję aby tylko być pierwszym. Mi i moim znajomym, jakoś się nie spieszy. Gdy końcu dowleczemy się do budynku w którym są uwięziona setki hektolitrów wody i dojdziemy do szatni – przebieramy się. Wchodzimy na halę basenową. Jakiś koleś przez pół godziny się nad nami znęca, a potem pozwala nam wyjść . HURRA!!! JEDZIEMY DO DOMU!!! Przez cały dzień czekałam tylko na tą chwilę! Dojeżdżamy pod szkołę , a tam czeka już na mnie mama . Co prawda nieco spokojniejsza niż rano ,ale nadal pod wpływem silnych emocji.
- Ile dziś pał? – stwierdziłam ,że moja mama traktuje to jak jakiś nowy rodzaj przywitania.
- Tylko dwie.
- Mogłam się spodziewać…
- Ale dzisiaj dostałam też 5!!!
- Cud! Boże dziękuję ci!!!

Wracam do domu. Moja kochana siostrzyczka wita mnie „czułym” kopniakiem w brzuch. Tak to już mają trzylatki. Wykończona rewelacjami dzisiejszego dnia idę do mojego pokoju. Sprawdzam pocztę e-mail , wchodzę na kilka stron WWW patrzę na zegarek – już 23.00, a jutro do budy… Idę się myć i w końcu spać. Jak dobrze ,że niedługo weekend!!!

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 6 minut