Jak co piątek szykował się kolejny melanż (dla niekumatych-biba, popijawa, libacja). Głównymi (i jedynymi) inicjatorami tego zajścia byli jak zwykle: Kubuś, Prosiaczek, Królik i Tygrysek. Natomiast miejscem tego jakże spektakularnego zjawiska był dom Krzysia, bo ktos musiał posprzątać burdel pozostawiony przez naszych bohaterów. Jak zawsze czekali tylko na to, aż Krzys pójdzie spać. Wiedzieli, że gówniarz nawet by nie tknął ich "ekwipunku", ale mógł pójść po starych i byłaby lipa. W końcu "PIPA"(bo tak nazwali Krzysia nasi milusińscy) poszła spać. Zaraz gdy zamknęły się drzwi, Prosiaczek zaczął wyładowywać "prowiant" z plecaków. W tym tygodniu było "tego" mniej niż ostatnio, gdyż trzeba było zapłacić za pogrzeb paru osób, ale to już inna historia. Więc standardowo była skrzynka browców, dwie 0,7 "ognistej wody", pyszniutkie malibu, słodziutka lipa z miodem domowej produkcji Kubusia i 4 komandosy, po jednym na łepa. Po 15 minutach wszyscy byli juz w stanie wskazującym, a wypili dopiero połowe. Gdy po następnych 15 minutach kończyli opróżniać ostatnią butelkę, Tygrysek zaczął brykać po lampie. Wszystkim się to wydało dziwne, gdy po chwili zrozumieli, że lampa spadła do nich na impreze. Królik, jak to Królik zaczął obierać kartofle, a potem moczył je w wannie, a w końcu sam wszedł do wanny, ale jego zachowaniu nikt się już nie dziwił. Jedynie Kubuś i Prosiaczek jako jedyni mieli niedosyt. I wtem jak spod ziemi pojawił się Świstak z wieeeeelgachnym Bongiem, czyli rurą wodną. Wtedy przypomnieli sobie, że mieli jeszcze stuff przy sobie i od razu postanowili zagrać ze Świstakiem w zielone. Szli łeb w łeb, ale pierwszy odpadł Prosiaczek bo przypomniał sobie, że musi czyścić komin na wieżowcu i zaczął myc wieżę stereo Krzyśka. Niedługo po nim odpadł Kubuś bo miał lęk wyskości i bał się, że spadnie (na podłoge) i położył się obok Świstaka, który jako wytrwały gracz kontynuował grę. Nagle przybył Pan Sowa zwabiony zapachem "Boskiego Ziela", gdyż zawsze brał od innych bo straszny był z niego cwaniak. Gdy wszedł przywitał się słowami:
-Witam Was, ja jestem Pan Sowa i słyszałem, że częstujecie czymś.
Na te słowa spod stołu wyturlał się Kubuś i grzecznie odpowiedział:
-Ty tu jesteś Pan Pedał, niczym nie częstujemy więc jeżeli jesteś łaskaw, spier mi stąd !
Pan Sowa rozdziawił paszcze na te słowa i chciał coś powiedzieć, gdy ktos zaczął się dobijać do domku i wrzeszczeć, żeby wszyscy wyszli z rękami do góry bo jest juz cisza nocna.
Koniec częsci I
P.S.1-to jest opowiadanie ktore oddałem do oceny w szkole (1 klasa liceum), nie poprawiałem błędów i za to co widzicie powyżej dostalem 1(pałę, bombę) więc uwazajcie komu to chcecie dać:]
P.S.2-piszcie opinie!(jezeli jest taka opcja :D)