profil

Wywiad ze Stanisławem Lemem na temat wkładu Czesława Miłosza do literatury polskiej

poleca 85% 714 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze


Grzegorz D......... : Chciałbym Panu serdecznie podziękować za przybycie i poświęcenie trochę czasu.
Stanisław Lem: Nie ma o czym mówić. Młodzież powinna się kształcić w tematyce kultury polskiej oraz ludziach, którzy zasłynęli w tej dziedzinie.
GD: Dobrze, w takim razie zacznijmy. Jak pan sądzi, co było przyczyną zasłynięcia Czesława Miłosza w dziedzinie polskiej literatury i eseistyki?
SL: Sama długowieczność nie jest osobistą zasługą; to sprawa dziedziczności, genów. Zasługą może być tylko to, czego się w danym nam czasie dokona. Stałość natężenia poetyckiej duszy Miłosza jest frapująca i odmienna na przykład od Mickiewiczowskiej. Mickiewicz miał kilka erupcji poetyckich, a później zamilkł jak wygasły wulkan. Dzieło Miłosza jest wciąż otwarte, pozostaje on w pełni duchowych sił.
GD: Jak Pan ocenia twórczość poety?
SL: Wiersze Czesława Miłosza są głęboko intelektualne, a metafory jakich używa – sugestywne. Jego twórczość z lat 30, przed II Wojną Światową jest przesycona katastrofizmem. Dominuje w niej rozmach, metaforyczność, rytmiczność, wizje apokalipsy. Wiersze pisane podczas wojny nie mają już w sobie tyle patosu. Są znacznie mniej ozdobne. Poeta stawia na komunikatywność wiersza – na zrozumiałość zawartych w nim treści filozoficznych i intelektualnych. Część z tych wierszy poświęca Miłosz okupowanej Warszawie, w której spędził prawie cały okres wojny („Miasto”, „Błądząc”). W twórczości Miłosz przypadającej na okres wojny do się również zauważyć świadome odchodzenie od tematyki wojennej. Znajdziemy wiersze opisujące zwykłe piękno świata, który – mogłoby się wydawać – nigdy nie zaznał wojny. Tak jest w wierszach „Piosenka Pasterska”, czy „Świat – poema naiwne” z 1943 roku. Po wojnie poeta podjął tematykę bardziej filozoficzną. Szczególnie lubował sobie formę traktatu.
GD: A samego poetę?
SL: Miłosz to gigantyczna postać naszej literatury. Naszej, bo światowej, ludzkiej, humanistycznej, bo nie tylko lokalnej, zaściankowej, bogo – ojczyźniano – polskiej. W kilku krótkich słowach małego epitafium nie sposób opisać wszystkich szczegółów jego portretu, ale być może wystarczy miejsca by istniejący już wizerunek uzupełnić o delikatny nieogolony zarost lub łagodne posrebrzane spojrzenie.
GD: Szkoda, że TACY ludzie odchodzą od nas na zawsze.
SL: Mnie też jest przykro z tego powodu, ale ciągle mam nadzieję, że miejsce Miłosza zajmie inny, może równie wielki pisarz.
GD: Które dzieła uważa Pan za jego szczyty możliwości pisarskich?
SL: Kiedyś wydawało mi się, że „Trzy zimy” i „Ocalenie”, a potem amerykański okres z „Widzeniami nad zatoką San Francisco” to już szczyt jego możliwości pisarskich. Ale nie – przecież „To” stanowi prawdziwy ewenement. Przedtem nie śmiałem się do Miłosza odzywać, ale po lekturze „To” nie mogłem się powstrzymać, by nie napisać do niego listu.
GD: Przeżył on dwie wojny światowe. Czy te wydarzenia wpłynęły na jego karierę pisarską?
SL: Za moich młodych przedwojennych lat nie znałem wierszy Miłosza, zresztą okres jego wspaniałego rozwoju przypadł w znacznej mierze na okres okupacji niemieckiej.
GD: A po wojnie?
SL: Po wojnie został w kraju – wtedy jeszcze nie był to PRL – co wiązało się zapewne z faktem, że zawsze był przeciw prawicowej, endekoidalnej formacji mocno zbuntowany. Kiedy wyskoczył za granicę jako dyplomata Polski Ludowej, a później wybrał emigrację, rozpoczęły się jego okropne zmagania, atakowany był z prawa i z lewa. Miłosz żywił wtedy dwa fałszywe, ale mocno i boleśnie ugruntowane przekonania: po pierwsze uwierzył w granitową, nie do skruszenia potęgę sowieckiego Wschodu, po drugie zaś sądził, że uchodząc z Polski i zrywając kontakt z żywym językiem, sam zabija swoją poezję. Na szczęście jedno i drugie okazało się nieprawdą.
GD: Co wtedy czuł?
SL: Przeżywał chwile zwykłej ludzkiej słabości i rozpaczy, zdawał się tracić wiarę i nadzieję. O epoce bombardowań przez emigrację podczas swego pobytu w Paryżu mało się jednak wypowiadał, podczas gdy Sołżenicyn w ostatnich numerach „Nowego Miru” szeroko rozpisuje się o oberwaniu podłości, jakie przeżywać musiał nie tylko w Rosji Sowieckiej, ale i potem, kiedy mieszkał już w Vermont. Z jednej strony wychodziły ku niemu macki sowieckie, z drugiej emigracja miała mu za złe to i tamto, wszyscy usiłowali wypić z niego krew.
GD: Więc dlaczego pisał? Czy to mu pomagało przeżyć trudne chwile?
SL: Jak najbardziej! Ja sam, siedząc w kraju, nie tak bardzo odczuwałem ciśnienia „Peerelu”, ponieważ byłem po uszy zanurzony w pisaniu. Był to rodzaj autoterapii i podejrzewam, że u Miłosza pisanie też taką funkcję pełniło, co broń Boże nie stanowi kwalifikacji dotyczącej kalibru uzdolnień. Pisząc, wypełniał sobie samemu postawione zadanie. Między Scyllą kapitalizmu i straszliwą Charybdą komunizmu udało mu się znaleźć właściwy kurs. W tych warunkach i w tej sytuacji lepiej chyba nie było można.
GD: To niesamowite! Mimo przeciwności losu, nie przestał pisać. Cóż za wytrwałość! Dlatego tak dużo „podarował” polskiej literaturze.
SL: Rzeczywiście. Wkład Miłosza w literaturę polską jest niewątpliwy. Pisał przepięknym, czystym językiem, który trudno znaleźć u jakiegokolwiek innego twórcy.
GD: Dziękuje Panu bardzo za rozmowę. Usłyszałem bardzo wiele ciekawych informacji i z dumą stwierdzam, że Czesław Miłosz, wybitny pisarz światowy, był moim rodakiem.
SL: Ja także dziękuje ci za mile spędzony czas i rozmowę.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 4 minuty

Więcej informacji