profil

Wywiad z psychologiem na temat bohatera „Zbrodni i kary” – Rodiona Raskolnikowa.

poleca 85% 289 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

„Zbrodnia i kara”, mimo iż napisana ponad sto lat temu, zawsze będzie książką aktualną. Zmieniają się realia, jednak zarówno psychika ludzka, jak i sumienie pozostają niezmienne. Arcydzieło Dostojewskiego jest wnikliwym studium tych dwóch aspektów istnienia i właśnie dlatego po dziś dzień daje nam aktualny obraz zmagań bohaterów z własnymi myślami. To właśnie ta książka, a w szczególności jej główny bohater był przyczyną mojej rozmowy z psychologiem, jej fragment zamieszczam poniżej.

Rodion Raskolnikow zapewne nigdy nie korzystał z wizyty u psychologa – czy byłoby coś, o czym chciałaby pani z nim porozmawiać?
- Tematów do rozmów z pewnością by nam nie zabrakło. Raskolnikow jest postacią barwną, złożoną, no i oczywiście młodym, inteligentnym, sprytnym i niezwykle odważnym człowiekiem. Chciałabym się dowiedzieć skąd, w jego głowie wziął się pomysł dokonania morderstwa, co lub kto był źródłem jego teorii zbrodni i oczywiście porozmawiać z zabójcą po jego przemianie. To byłby wyjątkowo interesujący rozmówca.

Czy człowiek rodzi się zbrodniarzem?
- W żadnym wypadku. W momencie przyjścia dziecka na świat nie możemy z góry założyć, że właśnie to ono będzie przyszłym mordercą. Jestem zdania, że każdy człowiek ma w sobie zarówno pierwiastki dobra jak i zła- sposób wychowania, środowisko, sytuacja materialna no i my sami mamy wpływ na to, co zawładnie naszym życiem, która część naszej osobowości okaże się silniejsza.

W jakim środowisku żyje człowiek zdolny do popełnienia zbrodni?
- Mordercą może być bogaty, zazdrosny kochanek, człowiek biedny, który posunie się do zbrodni by dobyć środki do życia, osoba chora psychicznie- możliwości jest wiele.
Raskolnikow akurat mieszkał w ubogiej części Petersburga. Obraz tego miasta, ukazany przez pryzmat warunków życia jego mieszkańców, jest przytłaczający. Dzielnice nędzy- to obskurne kamienice, których właściciele wynajmują pojedyncze pokoje i całe skromnie umeblowane mieszkania, odrażające podwórka z umorusanymi dziećmi i nieprzyjemnymi stróżami, to także specyficzne zasady moralne, którymi kierują się ludzie zniszczeni przez biedę. W tak przedstawionych miejscach nie zaskakują pijacy, prostytutki i złodzieje. Tu może się zrodzić i urzeczywistnić pomysł zbrodni. Szynki, traktiernie, domy publiczne, spelunki, podrzędne hoteliki, mieszkanie lichwiarki, ulice, zaułki, podwórze, plac Sienny i „rynsztok”, wszystko to jakby stwarza przestępczy zamysł Raskolnikowa i wykreśla kolejne etapy jego skomplikowanej walki wewnętrznej.

Czy więc powodem morderstwa stała się tylko bieda i otoczenie nie pozostawiające nadziei na przyszłość?
- Raskolnikow był dwudziestotrzyletnim studentem, którego problemy finansowe zmusiły do przerwania studiów prawniczych. Jego mieszkanie było ciasne, ciemne, przytłaczające i równie nieprzyjemne co trumna. Pojedyncze meble, wskazujące na długi i niedbały stan użytkowania, wypełniały ten niezwykle mały pokój, którego ubogi i zaniedbany właściciel wybitnie pasował do tego obskurnego wnętrza. Ale to nie bieda zrodziła w nim myśl o morderstwie, to kiełkowało w jego umyśle od dawna. Morderstwo było formą sprawdzenia się.

Chciał sprawdzić, czy będzie w stanie dokonać zbrodni doskonałej?
- Poniekąd tak. Już w czasie studiów opublikował on artykuł „O zbrodni”, w którym stwierdza, że ludzie dzielą się na zwyczajnych i na jednostki niezwykłe, wybitne - zdolne do złamania wszelkich praw i zasad moralnych w dążeniu do wyższego celu, działając na korzyść ogółu- dla szczęścia ludzkości. Tekst ten wyrósł z buntu przeciwko cierpieniu niewinnych, z troski o ich przyszłość. Tu właśnie powstaje centralny konflikt- zderzenie racji rozumu i wiary, z którą wiąże się imperatyw moralny – nie zabijaj!
Raskolnikow rozmyśla o nikczemności staruchy (lichwiarka- Alona Iwanowna) żerującej na ludzkiej nędzy, o tym, że gromadzi pieniądze bez potrzeby, nie wydaje ich. Na te rozmyślania nakładają się refleksje o biedzie, wiecznych problemach finansowych wielu ludzi. Planując morderstwo widzi siebie jako zbawcę ludzkości –„Zabij ją i weź jej pieniądze, z tym, że następnie z ich pomocą poświęcisz się służbie dla całej ludzkości, dla dobra powszechnego: jak sądzisz, czy tysiące dobrych czynów nie zmażą tej jednej drobniuteńkiej zbrodni? Za jedno życie ...tysiące uratowanych od gnicia i rozkładu. Jedna śmierć w zamian za sto żywotów, przecież to prosty rachunek. Zresztą co waży na ogólnej szali życie tego suchotniczego, głupiego babsztyla? Nie więcej niźli życie wszy, karalucha a nawet mniej bo to sekutnica szkodliwa.”- takie myśli prawdopodobnie układały się w jego głowie.

Zdaje się jednak, że pomimo dokładnego zaplanowania morderstwa, zapomniał o wielu rzeczach. Niespodziewany świadek, którego musiał zabić, no i najważniejsze : wyrzuty sumienia. Tego nie było w jego chłodnej kalkulacji przeprowadzonej z matematyczną precyzją.
- Dokładnie. Jedno i zaplanowane morderstwo „wszy” nie ciążyło na jego sumieniu tak bardzo, jak fakt zabicia dobrej, uczciwej i niewinnej kobiety (Lizawieta). To właśnie z tego powodu nazywa później i siebie wszą- uważa, że nie zabił człowieka, ale zasadę. Łagodność, ofiarność i uległość Lizawiety zapewne kojarzył z Sonią, którą przecież darzył uczuciem. Po morderstwie idzie nad Newę. Wydarzenie znad rzeki dowodzi jego głębokiej wiary. Raskolnikow chce utopić siekierę w rzece, co ma jednocześnie zmyć z niego grzech, jaki popełnił. Widzimy tu związek z biblijną rzeką, gdzie św. Jan Chrzciciel po raz pierwszy zmywa z ludzi grzech pierworodny. Po dokonaniu zbrodni widać nieprzystosowanie psychiki Rodiona do podobnych zadań- śpi, traci poczucie rzeczywistości, zastanawia się nad sposobem pozbycia się pieniędzy (zapomina, że ukradł je, by zrobić z nich społeczny użytek). Swoimi urojeniami sam wpędza siebie w chorobę, żyje w przekonaniu, że policja na pewno już wie, że pewnie zostawił po sobie jakiś ślad. Jego zachowanie wzbudza podejrzenia, sam sprowadza na siebie uwagę śledczego. Ciekawe w zachowaniu każdego człowieka, nie tylko Raskolnikowa, jest to, że im ważniejsze jest dochowanie tajemnicy, tym większą mamy ochotę opowiedzenia o tym całemu światu.


Czy można powiedzieć, że morderca stał się ofiarą własnej zbrodni?
- Po dokonaniu zbrodni, planowanej długo i dokładnie, Raskolnikow popadł w paranoję, psychiczne rozterki, ciągłe wspomnienia prowadziły go w stan duchowych katuszy. Podwójne zabójstwo stało się towarzyskim tematem nr jeden, co przysparzało Rodionowi jeszcze więcej cierpień i pogłębiało depresję. Był zły na samego siebie, że nie wytrzymał psychicznie i poddał się sile swojego sumienia. Konieczność prowadzenia misternej gry z policją i zachowania tajemnicy przekraczała jego psychiczną wytrzymałość. Tak, można powiedzieć , że stał się ofiarą własnej zbrodni. Został zburzony porządek jego życia. On sam gardził swoją osobą, rozważał nawet samobójstwo. Można powiedzieć, że jego dusza stała się pusta.

Jaki dokładnie wpływ miała na Raskolnikowa Sonia
- Sonia przelała uczucie do pustej duszy zabójcy. To ona w głównej mierze przyczyniła się do jego przyznania się do winy. Raskolnikow cierpiał, pragnął, by ktoś wziął od niego przynajmniej część tego bólu i cierpienia. Sonia chciała wziąć na siebie wszystko – to poświęcenie- poświęcenie kobiety, która uważa się za wielką grzesznicę i chciałaby obdarzyć wszystkich troską, miłością, uczuciem, poświęcić się, aby Bóg jej wybaczył - sprawia, że Rodia odczuwa jeszcze większy ucisk na sercu. Ale to dzięki Soni postanawia zadośćuczynić, odkupić swoje grzechy. Prawdziwa przemiana w nim następuje poprzez miłość do Soni. Odrodzenie duchowe jest wynikiem czytania Ewangelii i postawy Soni wobec niego. Miłość tej kobiety staje się źródłem jego ocalenia duchowego. Poprzez uczucie stał się człowiekiem prawym, zdolnym do funkcjonowania w społeczeństwie

Czy pani jako psycholog wierzy w taką przemianę człowieka, który dokonał zbrodni, czy uważa ją jedynie za fikcję literacką?
- Wierzę, że takie rzeczy się zdarzają, ale nie wydaje mi się, by miały miejsce często. Większość ludzi po prostu odsiedzi w więzieniu swoje, ale zdarzają się tacy, którzy zrozumieją swoją winę i będą chcieli za nią odpokutować, postanowią poprawę i po opuszczeniu murów aresztu staną się nowymi, prawymi ludźmi - ludźmi zdolnymi do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Aby nastąpiła taka przemiana, potrzeba drugiej osoby, która będzie wspierać, mobilizować i jednocześnie będzie celem , dobrem jakie może spotkać człowieka, który naprawdę chce naprawić wyrządzone zło i się zmienić.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 7 minut