profil

Jednak uważam, że literatura romantyczna...

drukuj
poleca 86% 101 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Ja jednak uważam, że literatura romantyczna była zbyt naiwna. Może brzmi to oskarżycielsko czy też obraźliwie w stosunku do wielkich dziś romantyków, jednak według mnie ideały całej epoki były zbyt piękne, aby mogły być prawdziwe. Nowe idee, które były priorytetami dla ówczesnych twórców gromadziły się wokół duszy ludzkiej, intuicji, wiary. Odrzucano kult nauki, rozumu. Według mnie to było jedna z głównych przyczyn wszelkich klęsk, które pojawiły się nas przełomie XVIII i XIX w. Wierzono w mesjanizm, wielkich wieszczy narodowych, genialnych indywidualistów. Wiele mówiono, nakłaniano do walki za ojczyznę. Ideały były piękne, jednak skutki – tragiczne. Literatura romantyczna „kipiała” od historyzmu, głównym tematem stały się wojny, ucisk, jaki zaborcy wywierali na polski na ród. Mickiewicz mówi w III cz. Dziadów:, „Kiedy miecze schowane”, wojnę „trzeba piórami prowadzić”. Przecież owa walka na „kartce papieru” agitowała do walki, ale sam poeta zostawał „bezpieczny”. Dopiero, gdy pojawiło się pojęcie tyrteizmu to o takich ludziach według mnie można powiedzieć, że prawdziwie walczą. W czasach romantyzmu wierzono w ogromną moc, jaka niosła ze sobą literatura. Niektórzy twierdzili nawet, że w pewnym sensie zastępowała państwo. Jednak zastanawiające jest czy wszyscy ludzie uczestniczący w powstaniu listopadowym czy styczniowym przeczytali „Ode do młodości” Mickiewicza, czy też „Grób Agamemnona” Słowackiego. Wątpię. Musiała uczynić to grupa ludzi, która uwierzyła w to, co przeczytali i nagle wzbierała w nich taka wola walki, że kończyło się to tragicznymi zrywami powstańczymi. Ideały przedstawiane przez poetów, prowidencjalizm, kult jednostki, to wszystko powodowało nagłe uniesienia w duszy ludzkiej prowadzące do klęski narodu, a przecież założenia były zupełnie inne. Co najciekawsze poeci w swych wierszach oprócz nakłaniania do walki i podnoszenia morali, powtarzali, iż polska jest „Jezusem narodów” i aby powstać najpierw musi upaść i zostać zdruzgotana przez liczne klęski. Osiągnęli swój cel, rzeczywiście została zdruzgotana, ale czy spełniła się główna myśl, to już sami możemy ocenić na podstawie dalszych dziejów Polski. Prawie przez cały czas trwania epoki wierzono w moc jednego człowieka, który rzekomo pojawi się i zmieni cały bieg historii, niczym mityczny Heros, czy ktoś na kształt Odyseusza z koniem trojańskim w kieszeni. Dla Polaków takim herosem był na początku Napoleon Bonaparte. Dawał on nadzieje na lepsze jutro i wyzwolenie spod pręgierza zaborcy, jednak zakończyło się to kolejnym zawodem, gdy okazało się, że wszelkie nadzieje pokładane w nim spełzły na niczym. Tacy bohaterowie romantyczni jak Kordian, Konrad, są idealnymi przykładami postaci stworzonych przez poetów ( tutaj akurat odpowiednio przez Słowackiego i Mickiewicza- zagorzałych mesjanistów) mieli być niejako czynnikami pobudzającymi wolę walki. Można jednak dostrzec pewien postęp w myśleniu Słowackiego, ponieważ jego „heros” próbował zgromadzić wokół siebie ludzi zdolnych do walki, natomiast Konrad jedyne, na co był w stanie się zdobyć t o było siedzenie w celi i rozmyślanie, rozmowa z Bogiem, który notabene i tak nie odpowiada. To, że idea genialnej jednostki była błędna zrozumiał Mickiewicz dopiero tworząc postać Jacka, Soplicy, który zrozumiał, że jednostka nie jest w stanie poprowadzić zrywu wyzwoleńczego. Wciąż jednak są to tylko postacie fikcyjne tworzone przez poetów. Co robili oni sami, gdy decydowały się losy ich ojczyzny?? Słowacki był zbyt słaby, aby móc uczestniczyć w jakiejkolwiek walce, dlatego posługiwał się tylko i wyłącznie piórem, a Mickiewicz na powstanie…nie zdążył, Krasińskiemu na udział w powstaniu nie pozwalało zbytnie przywiązanie do ojca i jego przekonań ( Norwidowi braku zaangażowania w powstanie listopadowe zarzucić nie mogę, gdyż jako dziecko dziewięcioletnie udziału w powstaniu brać nie powinien). Jednakże tu z kolei pojawia się kolejny problem dotyczący tego, czy inteligencja Polska powinna walczyć. Zazwyczaj było tak, że giną w walce jednostki wybitne a zostają ludzie przeciętni, ponieważ Ci nadzwyczajni byli przepojeni właśnie wspaniałymi ideami romantyzmu, wierzyli w swoja duszę, miłość do ojczyzny i opatrzność boską. Ich własne przekonania gnały ich na śmierć. Tak jak w latach późniejszych w „Kamieniach na Szaniec” mamy do czynienia z młodzieżą inteligentna, mogąca dokonać jakiś zmian w owych latach, która ginie za swoje ideały. Nawet ofiara lat minionych niczego nie nauczyła. Historia lubi się powtarzać, a to, że wszelkie zrywy i powstania są rozpoczynane przez osoby przebojowe i inteligentne, zauważył już Słowacki opisujący w „Kordianie” to jak zachowywali się zwykli prości ludzie, którzy nie mieli zbytniej odwagi ani siły przebicia, aby wykrzyczeć swoje racje.

Romantycy rozczytywali się w literaturze średniowiecznej. Niekiedy swoja miłość do tej epoki przelewali na papier i umieszczali swoich bohaterów. Jednak nie potrafili powrócić do epoki renesansu i wczytać się choćby w „Pieśń V” Jana Kochanowskiego. Już wtedy zauważono, że z ojczyzną dzieje się coś nie tak. Czytając powyższy wiersz Kochanowskiego i zestawiając go z jakimkolwiek innym utworem patriotycznym z epoki romantyzmu, dostrzegam ciekawą rzecz. „Pieśń V” uderza prosto w głąb duszy, porusza, natomiast wiersz poety romantycznego, najpierw zostaje dokładnie „obłożony” ogromem opisów, porównań, powiązań i nareszcie „dochodzimy” do sedna. Ludzie XVIII w. mieli chyba podobne uczucia, ponieważ większości poetów romantycznych została „odkryta” o wiele później, po swojej śmierci. Analizując dalej losy poezji romantycznej, zatrzymać się można dopiero w okolicach początków wieku XX, gdzie zostaje ona ponownie odkryta i wówczas dopiero zostają dostrzeżone wszelkie ukryte treści zagrzewające do walki, ale przecież to jakieś 200 lat za późno.

Cały romantyzm przepojony jest walką, pogonią za czymś nieuchwytnym. Według mnie to epoka chora. Na przykład słynna „Weltschmerz” zwana inaczej „chorobą duszy” ciągłe zamartwianie się, pesymizm…większość bohaterów romantycznych cierpiało na ową chorobą. Myślę też, że ludzie czytając o uniesieniach miłosnych, a potem zwodach bez reszty pogrążali się w reneiźmie. Skutkiem był zapewne wieczny smutek i melancholia. Więc jak tu walczyć o ojczyznę umartwiając się nad sobą i nad swoim losem. Jak można walczyć, myśląc wciąż o niespełnionej miłości. Żeby mieć energie i chęć do walki potrzeba siły wewnętrznej, mocnej psychiki ( optymizmem tego nie nazwę, gdyż chyba, żaden żołnierz nie idzie na front z uśmiechem na twarzy), ale przynajmniej trzeba być mocnym samym w sobie. A taki romantyk-chucherko niczym Wertep Goethego w niebieskiej marynarce i żółtej kamizelce iść naprzeciw wrogowi. Niekiedy sama gubiłam się wgłębiając się w literaturę romantyczną. W dzisiejszych czasach postawa typowego romantyka tamtych czasów jest nie do zaakceptowania. Każdy, kto zajmowałby się tak bardzo swoimi sercowymi i duchowymi rozterkami zostałby wyalienowany. Idea ponadnaturalnego człowieka-herosa nie istnieje. Młodzi ludzie czytający „Pana Tadeusza”, „Kordiana”, zupełnie inaczej postrzegają tamte realia. Teraz nie potrzebne są tamte wzniosłe ideały. Wszystko stało się prostsze. Mało, kto potrafi teraz udać się na skraj lasu, usiąść pod drzewem i rozmyślać o swojej duszy, a co dopiero o ojczyźnie. Romantyczne uniesienia stały się tonami „Harleqinów” wydanych na papierze niemalże toaletowym, a ideały walecznych ludzi i herosów kończą się na „Harrym Porterze”. Chociaż takie książki z pewnością „zbójeckimi” nie są. Powracając do „chorej epoki”, nie tylko kult weltschmerz prześladował romantyków. Można powiedzieć, że modą ówczesnych czasów było posiadanie jakiejś śmiertelnej choroby. „Najciekawszą” i najbardziej „pożądaną” była gruźlica, którą to z zapałem nawet zarażano się (przykładem mogą być siostry Bronte z Wichrowych Wzgórz). Choroba taka gwarantowała mizerny wygląd, podkrążone oczy i alabastrową cerę, co było wielce poszukiwane, niczym współczesny kult kobiety-wieszaka. Inną dość ciekawą modą, lub tez niezamierzonym naśladownictwem, są cztery charakterystyczne etapy w życiu prawie każdego polskiego romantyka. Rozpoczynamy od nieszczęśliwej miłości ( ach, znów weltschmerz). Oczywiście zawsze kończyło się na tym, że winna całemu rozstaniu i odrzuceniu była kobieta, ponieważ atrybutem poety romantycznego było ciągłe zakochiwanie się w „nieosiągalnych celach”. Kolejnym etapem wiążącym życiorysy romantyków był etap samotności. Przebywający na emigracji, niemogący powrócić do kraju, pełni tęsknoty i miłości do ojczyzny. W tym okresie zazwyczaj pisarze byli „najpłodniejsi”. Następnie wszyscy romantycy przebywający na emigracji doświadczali jej trudów, czego nie można powiedzieć o Krasińskim,który był bogatym arystokrata i podróże były dla niego przyjemnością. Ostatnim okresem wiążącym życie polskich romantyków była czas podróży. Norwid „za chlebem” udał się nawet do Stanów Zjednoczonych, dzisiejszej utopii.

Mimo tego, że romantyzm polski jest przesycony historią i patriotyzmem, to na całe szczęście romantycy mieli jeszcze jakiś cel w życiu i zainteresowania poza umartwianiem się. Była to inspiracja ludowością i orientalizmem. Zainteresowanie kulturą Wschodu pozostawiło trwały ślad w dziełach wielu romantyków polskich, a dzięki zainteresowaniem ludowością i obrzędami ludowymi, możemy dzisiaj łatwością odtworzyć je i dowiedzieć się jak dokładnie wyglądały. Są to akurat te elementy w literaturze romantycznej, którym niczego zarzucić nie mogę. Oprócz tych motywów, inspiracja były niekiedy postacie fikcyjne, ponadnaturalne. Lubię fantastykę, a w szczególności grafiki fantastyczne, dlatego akurat tym elemencie „przydaje się” zmysł romantyczny i opisy pisarzy są bardzo pomocne w wyobrażeniu sobie danej postaci.. Zainteresowanie przeróżnymi zjawami zaowocowało wgłębianiem się w kulturę gotycką, co odbiło się również na sztuce, kulturze za to jestem wdzięczna, gdyż możemy podziwiać takie piękne obrazy jak np. „Opactwo w Dąbrowie”.

Listę tego, co lubię w romantyzmie zamyka Aleksander Fredro, który według mnie był niesłusznie tępiony przez krytykę, za to, że nie pisał kulturze sprawach narodowych. Tworząc komedie przynajmniej wywoływał uśmiech na twarzach, co bardzo cenię. Faktem jest, że niekiedy jego żarty były, co najmniej nieprzyzwoite, ale zawsze było to miłe urozmaicenie wśród monotematycznych utworów innych poetów.
W kulturze współczesnej możemy wyszukać odniesień do kultury romantyzmu. Są to jednak zazwyczaj utwory niepochlebiające tej epoce, czy też wykorzystujące dzieła tamtych lat, jak np. znany każdemu młodemu człowiekowi Kazik Staszewski wykorzystujący fragment z „Dziadów” Adama Mickiewicza, do utworu „Baranek”. Cofając się do epoki Młodej Polski, sam Wyspiański w „Chłopach” w zakończeniu zawiera słynne: „Miałeś chamie złoty róg…”, co jest niczym innym jak krytyka ideałów romantycznych. Mało tego… nawet u schyłku romantyzmu, najmłodszy z epoki, czyli Norwid, krytykuje romantyków. W wierszu rozpoczynającym się od słów: „Klaskaniem mając obrzękłe prawice” ostatni z romantyków, krytykuje, można powiedzieć, swoich nauczycieli, ojców epoki. Inna jeszcze krytyce ideałów romantycznych możemy odszukać w „Kordianie” Słowackiego, jednakże tam są potępione tylko niektóre z nich, jak mesjanizm, czy wiarę w silną jednostkę. Jednak Słowacki dochodzi tutaj również do ciekawego wniosku, a mianowicie, że trzeba mierzyć siły na zamiary – podupada idea herosa. Dzięki tym paru przykładom możemy zauważyć, że sami romantycy wątpili w założenia romantyczne.

aktualnie idea tamtej epoki nie jest w stanie przebić się ponad kulturę masową dzisiejszych czasów, gdyż jest zbyt, jak to określają młodzi, „rozlazła”, „nudna” . Opisy, tak niegdyś cenione, są „zbyt długie”. Obecna sytuacja i styl bycia wymaga od nas szybkiego tempa, nie ma czasu na rozdrabnianie się, wypatrywanie szczegółów jak to niegdyś robili romantycy. Jednak romantyzm ma na swoja obronę wiele, mimo tego, iż uważam, że była to dziwna i jak wcześniej określiłam ją „chora” epoka, to zdołała wykształcić tożsamość narodową. Dzięki temu, że pisano te „nudne” rzeczy i kolejne powstania upadały, to w czasach klęski i zatracania odrębności narodowej, poeci starali się ogarniać rozpierzchającą się „polskość”, choć może z niewielkim skutkiem wtedy, jednak później zasiane nasionko wydało plon.

Nie ukrywam, że idee romantyczne bynajmniej nie są mi bliskie i mogłabym obyć się bez tej epoki to jednak muszę przyznać, iż trzeba oddać pokłon ówczesnym twórcom za to, kim dzisiaj jesteśmy. A tymczasem: „ Życie – czy zgonu chwilką?.....



Polecasz? Tak Nie
Komentarze (1) Brak komentarzy
11.2.2008 (19:10)

Nie zle^^ Widze,ze to Twoje zdanie;) Dzieki,przyda sie jako baza do pracy na ciut inny temat ^^ Pozdrawiam:)

Teksty kultury