(...) Zostawiłam Korę na łące, nad brzegiem oceanu, bawiącą się z wodnymi nimfami. Odchodząc, zabroniłam jej zbierać narcyzów. Kwiaty te bowiem poddane były bóstwom podziemnym. Persefona była posłusznym dzieckiem i słuchałam mnie zawsze, więc nie obawiałam się, że zerwie kwiat. Zrywała żółte i purpurowe tulipany, hiacynty z duszami pięknych młodzieńców, dobre i ciche fiołki oraz niezapominajki, a narcyzy moja córka omijała z daleka. Nagle, zniknęła! (...) Na darmo pytałam o nią każdego boga i przechodnia. Ani żaden bóg, ani człowiek, a nawet zwierzę nie widziało mojej córeczki. (...) Okryłam wszystkie pola żałobą. Przeklęłam ,,łanów zieloną chałwę”. Oto przeze mnie zmarniały pola a trzoda nie miała karmy. (...) I dalej szukałam Kory. (...) W końcu trafiłam na wszystko wiedzące słońce. Gdy tylko dowiedziałam się całej prawdy, zezłościłam się na bogów i ukryłam się tak, że nie mógł znaleźć mnie nikt! Byłam tylko ja i moja żałoba. (...) Po pewnym czasie odnalazł mnie Hermes. Zeus wysłał do mnie muzy i charyty. Nie słuchałam ich w ogóle. Wtedy kazał mojemu drugiemu bratu - Hadesowi, wypuścić moją Korę. Jakaż była moja radość, gdy Hermes zgodził się wypuścić Persefonę! (...) Jednak, jak się później okazało, mój brat był chytry. Dał mojej córce do zjedzenia owoc granatu, którego pestki powiązały Korę z krainą umarłych na zawsze. Od tej pory Persefona wracała do Hadesa raz do roku na trzy miesiące. Gdy wracała - cieszyłam się, pola były zielone i wydawały obfite plony. Gdy jednak musiała iść do podziemi - okrywałam się żałobą, ziemia zaś obumierała.