profil

Recenzja filmu Psychol

poleca 85% 101 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

"Przerażać ludzi tak, jak jest to tylko możliwe". Te słowa wypowiedział słynny reżyser Alfred Hitchcock mistrz grozy filmowej. Reżyserem filmu "Psychol" nie jest jednak on, lecz znany lepiej jako twórca filmu "Buntownik z wyboru" czy "Moje własne Idaho" Gus Van Sant. Dlaczego więc moją recenzję zaczynam właśnie od słów mistrza Hitchcocka. Ponieważ przez prawie czterdzieści lat pojęcie napięcia w filmie i tworzenie atmosfery niepewności było jednoznacznie kojarzone z tytułem "Psychoza". Kiedy Alfred Hitchcock nakręcił "Psychozę" w 1960 roku, był to najbardziej przepełniony przemocą film jaki kiedykolwiek nakręcono w Hollywood Widzowie byli oszołomieni skrajnym przedstawieniem portretu maniakalnego zabójcy, a po obejrzeniu filmu, każdy długo zastanawiał się, zanim wszedł pod prysznic. Od tego czasu, stosowane przez Hitchcocka techniki, za pomocą których widzowie ze strachu tkwili wciśnięci w kinowe krzesła były często naśladowane. Żaden jednak film nie by w stanie osiągnąć takiego efektu jakie przyniosło oglądanie "Psychozy".

Młoda kobieta po wyjeździe z miasta zatrzymuje się wieczorem w przydrożnym motelu. Prowadzi go opiekującym się chorą matką syn. Ich zachowanie początkowo nie budzi podejrzeń. Tak zaczyna się akcja filmu "Psychol", ale zaraz, przecież to już gdzieś było. Tak, tak! Powyższy akapit odnosi się do dzieła Hitchcocka. Mamy tu po prostu klasyczny przykład remaku filmu mistrza. Pomysł, aby pogrzebać w filmowym dziele i przerobić w nim parę elementów, jest równie gwiazdorski i zarozumiały co głupawy. Dlaczego więc Gus Van Sant podjął się zrobienia repliki "Psychozy" Alfreda Hitchcocka? Chyba nie dlatego, że chciał zmierzyć się z mistrzem i zrobić inna, własną wersję. Film Van Santa usiłuje już od początku ujęcie po ujęciu odwzorować pierwowzór z 1960 roku, nawet przy podkładzie muzycznym dokładnie tym samym. Pomysł ten jest głupi w założeniu. Van Sant zdaje sobie z tego sprawę i niekiedy wprowadza drobne zmiany w kadrach. W paru miejscach umieszcza swoje pomysły. Na przykład w scenie zabójstwa detektywa, która przecinana jest stopklatkami jak gdyby wyjętymi z głowy naćpanego człowieka. Pomysł tip top, ale znany z wcześniejszych filmów Van Santa i dość często używany przez innych twórców filmowych. Czy zatem film miałby być imitacją wierną, acz poprawioną w paru detalach niedopatrzonych przez twórcę oryginału? Czy poprawki warte były zrobienia nowej wersji? Chyba nieliczne detale, które Van Sant usiłuje zrobić po swojemu okazują się wsypą.

Podstawową zmianą, jaką Van Sant wprowadził do nowej Psychozy jest kolor. Jedynym uzasadnieniem tej operacji są powszechnie obowiązujące ustalenia. Bo czy znalazłby się neptek, który poszedłby w dzisiejszych czasach na czarno-biały film. Chyba nie. Dzisiejszych widzów przyciąga kolor i tak widoczne w nim krwawe sceny. Żadna jednak jakość artystyczna nie wyłoniła się z tej nowości, a koszty jej są znaczne. Przecież Hitchcock realizował filmy kolorowe przed "Psychozą", a w swoim arcydziele świadomie powrócił do czarno-białej gamy, która jest istotnym narzędziem budowania jego tak mrocznego i tajemniczego świata. Chociaż ostatnie zdanie nie jest tak do końca bezpieczne, bo możliwe jest, że nie użył kolorów bojąc się ocenzurowania jakże drastycznych scen jak na tamte czasy. Dzisiaj widza podnieca widok krwi, zabójstw. Ale pozostają jednak

Podoba się? Tak Nie
Podobne teksty:
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 2 minuty

Gramatyka i formy wypowiedzi