profil

Transformacja ustrojowa w Polsce – moja ocena przemian.

poleca 82% 842 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

„Upadając komunizm nie zakończył bynajmniej problemów świata, ale je otworzył. Porządek świata przez te pięćdziesiąt lat od wojny oparty był na dwubiegunowym układzie sił, walce i rywalizacji dwu światów. Ta walka dawała społeczeństwom i ludziom zbiorową motywację i ideologię, czyli religię. Jak mówi Toynbee, nie ma wielkiej cywilizacji bez wielkiej religii, czy inaczej mówiąc bez wielkich idei, wielkich wartości. Otóż w wyniku tej walki powszechnym mitem stały się prawa człowieka i obywatela.
Runął porządek pojałtański, a wraz z nim zbiorowe motywacje ludzkich działań, ideologie i wartości.
Dziś świat stanął wobec największego w dziejach, olbrzymiego kryzysu. Kryzysu, który nazwałbym brakiem religii, brakiem wielkich ideałów, które by go spajały. I świat musi sprostać temu gigantycznemu wyzwaniu, którym stać się musi walka o wyrównanie szans biednych i bogatych. Wielka walka, na miarę tej, jaka toczyła się między światem kapitalistycznym i komunistycznym.” napisał kiedyś Jacek Kuroń i ja całkowicie się z tymi słowami zgadzam. Nie można zaprzeczyć, iż upadek komunizmu rozpoczął się w Polsce i wszystko co się odnosiło do komunistycznego świata odnosiło się również do Polski.
Transformacja w Polsce rozpoczęła się pod koniec lat ’80 a jednym z pierwszych jej skutków było przywrócenie nazwy Rzeczpospolita Polska i godła w postaci orła w koronie zapoczątkowało w 1990 r. istnienie III Rzeczypospolitej. Jej powstanie i odtworzenie demokratycznych struktur państwa nie było jednoznaczne z umocnieniem się zasad demokracji w społeczeństwie polskim. Potwierdziły to w pewnym stopniu już następne po kontraktowych pierwsze w pełni wolne wybory prezydenckie z listopada 1990 r. Były one wynikiem popularności koncepcji prezydentury sprawowanej z woli narodu, czyli będącej wynikiem wyborów powszechnych. Kandydatami do fotela prezydenckiego byli: Roman Bartoszcze, Włodzimierz Cimoszewicz, Tadeusz Mazowiecki, Leszek Moczulski, Stanisław Tymiński i Lech Wałęsa, który je wygrał. Zmiany polityczne i ustrojowe, które zaszły w Polsce po 1989 r. wymagały uchwalenia nowej konstytucji. Nie udało się tego zrealizować w latach 1989-1991 ze względu na olbrzymie zróżnicowanie ówczesnych elit politycznych. Dopiero pierwszy Sejm III RP (1991-1993) utworzył Komisję Konstytucyjną i podjął działania zmierzające do rozwiązania tego problemu. Jednak udało mu się tylko uchwalić Małą Konstytucję - Ustawę konstytucyjną z dnia 17 października 1992 r. o wzajemnych stosunkach między władzą ustawodawczą i wykonawczą Rzeczypospolitej Polskiej oraz o samorządzie terytorialnym. Na jej mocy zostały uchylone przepisy Konstytucji PRL z 1952 r. dotyczące ustroju socjalistycznego i wprowadzone nowe stanowiące podstawę ustroju politycznego i gospodarki rynkowej. Stanowiła ona, że “organami Państwa w zakresie władzy ustawodawczej są Sejm i Senat Rzeczypospolitej Polskiej, w zakresie władzy wykonawczej - Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, w zakresie władzy sądowniczej - niezawisłe sądy”. Wcześniejsze rozwiązanie parlamentu (1993) przez prezydenta Lecha Wałęsę uniemożliwiło zakończenie prac nad nową konstytucją i spowodowało przełożenie tego zadania na nowy parlament. Droga rewolucyjna w Polsce okazała się skuteczna, jednak w pierwszych latach transformacji nie uniknięto drastycznego spadku dochodów realnych, wzrostu bezrobocia i znacznego spadku produkcji, a co za tym idzie wzrostu rozczarowania społecznego. To między innymi doprowadziło do częstych zmian ekip rządzących, a w końcu do zmiany koalicji rządzącej. To według mnie najważniejsze konsekwencje transformacji. Mechanizm który regulował działanie gospodarki centralnie planowanej musiał zostać zastąpiony mechanizmem wolnorynkowym. Ta zamiana miała niestety kilka aspektów:
Państwo - czyli główny podmiot gospodarczy w warunkach gospodarki centralnie planowanej zostaje zastąpione przez wiele niezależnych przedsiębiorstw, które mają odtąd takie same prawa i obowiązki i samodzielnie decydują o swojej działalności. Państwo nie może już oddziaływać na przedsiębiorstwa za pomocą odgórnych dyrektyw, ma jedynie stanowić prawo i przeciwdziałać zakłóceniom - np. monopolizacji.
Niesprawne podmioty gospodarcze podlegały mechanizmom eliminacji. Wiele dużych przedsiębiorstw musiało przejść "kuracje odchudzające" - często odsprzedawały lub dzierżawiły one część swojego majątku sektorowi prywatnemu, przyspieszając tym jego rozwój. Część przedsiębiorstw została zlikwidowana lub zbankrutowała.
Gospodarka centralnie planowana oznaczała centralną dystrybucję siły roboczej. Teraz rynek pracy został zliberalizowany, pojawił się typowy dla gospodarki rynkowej wolny przepływ siły roboczej. Musiało to jednak pociągnąć za sobą pojawienie się bezrobocia. Zmiany instytucjonalne w polskiej gospodarce realizowane były głównie poprzez przekształcenia własnościowe. Spośród trzech metod przekształceń stosowanych w Polsce (prywatyzacja, reprywatyzacja, tworzenie nowych przedsiębiorstw) wyraźnie dominowała ta pierwsza. Prywatyzacja poprzez likwidację była łatwiejsza do przeprowadzenia i częściej ją stosowano z powodu słabych wyników finansowych większości przedsiębiorstw państwowych. Niosła ona jednak za sobą wysokie koszty społeczne (wzrost bezrobocia) i ekonomiczne (przewaga podaży nad popytem na likwidowane firmy). Dlatego też ten sposób prywatyzacji charakteryzował się niską skutecznością.
Lata 1990 - 91 były dla polskiej gospodarki okresem recesji - spadła przede wszystkim wielkość produkcji przemysłowej a także znacznie zmalała produkcja rolnicza i liczba budowanych mieszkań. Pojawiło się nie znane dotąd bezrobocie. Wzrosły ceny realne. Upadło wiele przedsiębiorstw. Słychać było głosy o drastycznym pogorszeniu się warunków bytowych dużych grup społeczeństwa...
Po roku ’89 po upadku Państwowych Gospodarstw Rolnych ludzie mieszkający na wsi, całe rodziny pracujące w PGR zostały bez środków do życia. Przyzwyczajeni nie tyle co do luksusu co do nie martwienia się o podstawowe środki niezbędne do życia nie mieli pojęcia co począć. To co kiedyś, za czasów tej „okropnej komuny”, było na porządku dziennym, powoli zaczęło się stawać szczytem marzeń. A radość z demokratycznej Polski zastąpiła gorycz porażki i świadomość o nieuniknionej katastrofie. Katastrofie, bo uważam, iż nie można inaczej nazwać dnia bez śniadania, obiadu, kolacji...Ojca pijanego pod sklepem żebrającego na następną Arizonę... Matki wieszającej się na pasku od spodni bo nie ma co dzieciom włożyć do garnka...Chłopca idącego do szkoły 5 km., bez książek, bez zeszytów, bez kromki suchego chleba...Dziewczynki lepiącej bałwana w sandałkach i letniej kurteczce...Już nawet życie kulturalne na wsi zamarło. Nie usłyszymy już w remizie strażackiej głośnej muzyki i radosnych krzyków, a kolorowe festyny nie mają już swoich „pierzastych kogucików”. I żaden Pstrowski nie jest już ideałem. Dlatego trudno jest się dziwić, że tylu ludzi poszło za Andrzejem Lepperem. Człowiekiem, który sytuację doskonale zna ze swojego przykładu, mówi to co myśli a prości rolnicy go rozumieją. W końcu pojawił się ktoś, kto pragnie czynem a nie słowem pomóc polskiej wsi. Na razie robi dużo zamieszania, ale przynajmniej o nim słychać. Mimo to pozostało wielu, którzy temu kraju nie wróżą nic dobremu. Było dobrze. Jest źle i będzie źle. Dopiero teraz, po12 latach stwierdzają, że jednak za komuny żyło im się lepiej.
Podobnie jest też w miastach, jednak tutaj zwolenników powrotu czasów PRL-u jest dużo mniej. Po likwidacji państwowych przedsiębiorstw wielu ludzi zostało bez środków do życia, niektórzy z nich jednak po przekwalifikowaniu się znalazli pracę w prywatnych firmach. Nie wszystkich niestety było stać na zmianę zawodu. A niektórzy do dzisiaj żyją bez pracy wierząc, że ktoś do nich przyjdzie z ofertą. Nie ma co gadać, PRL rozleniwił społeczeństwo.
Bardzo podoba mi się stwierdzenie Jerzego Urbana, dotyczące życia przed i po ’89. „Ciekawszą pracę miałem przed '89. Żyje mi się lepiej teraz. Ale zawsze dobrze żyłem - przed '80 też.” Ja rozumiem to tak: przed ’89 o pracę było łatwiej i praca była lżejsza. Pracowało się od tej ustalonej godziny 7:00 do 15:00 i nikt się nie martwił, że na jego stołek czeka 15 innych osób. Teraz żyję się łatwiej, nie ma cenzury, półki sklepowe są pełne i bez problemu mogę odwiedzić tą przysłowiową ciocię z Ameryki. Ale przecież i dziś i 20 lat temu ludzie mieli swoje radości i smutki, z tą różnicą że wtedy cieszyli się z drobnostek a dzisiaj z rzeczy większych. Ja mam dopiero 18 lat i jak wyglądało życie w komunistycznej Polsce znam z opowiadań rodziców, z filmów lub z przeróżnych opracowań. Wiem, że „świętowano” jak do sklepów dostarczono pomarańcze lub szynkę. Tato prowadzał synka do teatru aby pokazać mu baleron. Myślę jednak, iż te drobnostki sprawiały, iż życie było ciekawsze. I chociaż warunki do życia były gorsze to żył się szczęśliwiej.
Dzisiaj tak naprawdę niewiele nas cieszy. Coraz częściej wyznacznikiem szczęścia staje się lepszy samochód, wyższy stan konta...Jednak aby do tego dojść w dzisiejszych czasach trzeba się umieć ustawić lub dobrze wykształcić. A żeby się wykształcić, nie ma co ukrywać, trzeba mieć pieniądze. Wykształcenie podstawowe lub średnie nie zapewni nam życia na odpowiednim poziomie, dodatkowo Polska stoi na progu wejścia do Unii Europejskiej, toteż znajomość chociażby jednego języka obcego jest konieczna aby zdobyć pracę. A tego w szkole na poziomie wystarczającym się nie nauczymy. Więc znowu trzeba zapłacić, a i bezpłatne szkolnictwo wyższe jest mitem. I znowu nasuwają mi się na myśl słowa J. Urbana „W PRL-u dzieci nie były głodne i mogły się kształcić, nawet jeśli rodzice nie mieli pieniędzy”. No i jak mogę narzekać na PRL, skoro jak na razie w porównaniu z dzisiaj wypada, hmy, wspaniale. Po tych wszystkich przemianach pana Balcerowicza mamy demokratyczny kraj i coraz więcej patologii. Zestawienie może nie piękne, ale prawdziwe.
A przecież pierwszy nie komunistyczny rząd i premier cieszyli się na początku swego urzędowania ogromnym zaufaniem Polaków ( w sondażach opinii publicznej Tadeusz Mazowiecki posiadał poparcie ponad 70% ankietowanych). Istniało wyraźne przyzwolenie społeczne dla przeprowadzania reform. Był to istotny dla nowej ekipy czynnik, który mógł i powinien zostać wykorzystany. Ludzie jednak nie są ślepcami i bacznie obserwowali poczynania nowego rządu, który dość szybko ich rozczarował. Jednocześnie ciesząc się z wolności zrozumiali, iż teraz o wszystko trzeba będzie walczyć i kombinować jak tylko się da. I chociaż to przykre szybko nauczyli się załatwiać sprawy przy pomocy białej koperty. A poza tym nie bacząc na innych gnamy pędem ku karierze, sukcesom. Widoczne to było zwłaszcza w latach ’90, kiedy zapatrzeni w Amerykę zaczeliśmy sięgać po tzw. speed. Nowym symbolem wolności stała się Coca-Cola a młodzieńczego buntu Guns’n’Roses . Stare wartości poszły w kąt. Na szczęście dzisiaj z powrotem odzyskujemy własną tożsamość. Nowy wiek przyniósł powiew świeżego wiatru. Mimo to cały czas jesteśmy anonimowymi zawodnikami w maratonie życia pełnym napięcia i stresu. I już chyba nigdy nie zwolnimy...
Jednak nie o życiu w dżungli XXI wieku mam w tej pracy pisać ale o przemianach, jakie nastąpiły w Polsce po ’89 roku. Jedną z kolejnych istotnych zmian moim zdaniem są nasze stosunki z zagranicą, a dokładniej chodzi mi o zadłużenie jakie przekazał rząd PRL III RP . Zadłużenie zagraniczne było olbrzymim obciążeniem dla polskiej gospodarki. Narastało ono zwłaszcza w latach siedemdziesiątych (od 1 mld. $ w roku 1971, przez 8 mld. w roku 1975, aż do 25 mld. $ w roku 1980). Kredyty nie zostały wykorzystane we właściwy sposób –tylko 20% puli przeznaczano na inwestycje. Pod koniec 1989 roku nasz dług wynosił już 41 mld. $.
Tak więc ten dług tak narastał, narasta i narastać będzie. Taki już nasz los. Polska jest za biednym krajem, aby móc to spłacić, tym bardziej że przejęliśmy ten dług po rządzie komunistycznym. I uważam, że tu dzisiejsza Polska nie różni się niczym od tamtej, PRLowskiej. Z tą tylko różnicą, że my nie potrafimy zagospodarować pieniędzy, które daje Unia Europejska. Kiedyś szansę na uzyskanie pieniędzy odebrał nam Związek Radziecki, dzisiaj kiedy sami możemy decydować błądzimy jak dziecko we mgle. Dlatego też moim zdaniem w narodzie panuje niechęć do polityki, co za tym idzie niechęć do brania udziału wyborach. 20 lat temu nie mieliśmy możliwości głosu, decydowała partia. Co ustaliła, miało być. Dzisiaj, posiadając ten cenny głos wyborczy z własnej woli nie uczestniczymy w wyborach, ponieważ widzimy w sejmie te same twarze, które nic nowego już nie powiedzą. A jeśli już usłyszymy nowe hasła to zdajemy sobie sprawę, iż są to tylko puste słowa.
I tak w narodzie żyjącym w upragnionym demokratycznym kraju panuje kompletna znieczulica i obojętność.
Tak narzekałam w mojej pracy na skutki transformacji ustrojowej w Polsce. A przecież gdyby nie ona pewnie stałabym teraz w kolejce po pralkę lub telewizor. Łatwo mi było krytykować bo tak naprawdę nie żyłam w czasach komuny. Dla mnie jest na porządku dziennym czytanie wolnej gazety, słuchanie wolnego radia. Książki mogę czytać w wersji nie okrojonej przez cenzurę. Dlatego myślę, iż na koniec mojej pracy przytoczę słowa Tadeusza Mazowieckiego, które powiedział w przemówieniu sejmowym po objęciu urzędu premiera 24 sierpnia 1989 roku. „Rząd, który tworzę nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma jednak ona wpływ na okoliczności, w których przyszło nam działać. Przeszłość podkreślamy grubą linią.(...) Jestem świadom, że dla moich rodaków najważniejsze jest dziś pytanie, czy może być lepiej. Odpowiemy na to wszyscy”. Myślę, iż ta odpowiedź cały czas trwa.
bibliografia:
· Jacek Kuroń, Jacek Żakowski „PRL dla początkujących”
· pod red. K. A. Wojtaszczyka „Wiedza o społeczeństwie”
· pod red. J. Nenemana „Po dziesięciu latach – transformacja i ustrój w krajach postkomunistycznych
· Grzegorz Kołodko „Transformacja polskiej gospodarki. Sukces czy porażka?"
OCENA NAUCZYCIELA : BARDZO DOBRY

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 12 minuty