profil

Ludzkie klony za wszelką cenę.

drukuj
poleca 85% 138 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Udało się! Sklonowaliśmy trzydzieści ludzkich zarodków - ogłosili w lutym 2004 roku koreańscy uczeni z Seulu. - Przepraszamy, że oszukaliśmy nasz kraj i ludzi, którzy nam zaufali - tłumaczyli się półtora roku później. O co tutaj chodzi?
Wszyscy myśleli, że to będą Amerykanie. Mają przecież mnóstwo pieniędzy, doskonałe ośrodki naukowe i kadr ę akademicką na najwyższym poziomie. Próbują też od wielu lat sklonować człowieka, w końcu im się uda. Już w 2001 roku naukowcy z firmy Advanced Cell Technology ogłosili, że jako pierwsi na świecie sklonowali człowieka. Entuzjazm był jednak przedwczesny - zarodki obumarły po kilku podziałach. - To tylko problem techniczny - zapewniał znany genetyk Robert P. Lanza. - Kiedyś na pewno go pokonamy. Tam, gdzie jedni upatrywali postępu w ludzkim klonowaniu, inni traktowali nieudane doświadczenie jako dowód na to, że człowieka nigdy nie da się sklonować. Mamy problem z małpami, mamy i z ludźmi. Do sklonowania człowieka potrzeba czegoś więcej niż przeniesienia tych samych procedur co u innych zwierząt. Postulowano, że do utworzenia prawidłowego zarodka potrzebny jest nie tylko materiał genetyczny zawarty w jądrze komórkowym, ale także substancje czy cząsteczki obecne w cytoplazmie komórki. - Nie wydaje mi się aby istniała jakaś szczególna bariera klonowania naczelnych - mówił w wywiadzie prof. Keith Campbell, jeden z twórców słynnej owcy Dolly. - Kłopot w tym, że te doświadczenia wymagają wykorzystania setek komórek jajowych, a w przypadku małp czy człowieka po prostu ich nie mamy. Są jednak miejsca na świecie, gdzie nietrudno o materiał do badań. Głowy naukowców zainteresowanych klonowaniem coraz częściej zwracały się w stronę Azji. Podczas gdy Amerykanie i Europejczycy tonęli w dyskusjach, co wolno, a czego nie wolno robić z ludzkimi zarodkami, Azjaci nie mieli takich problemów. Tam wolno było wszystko. No, prawie wszystko. Poza tym mieli to niezbędne coś nieosiągalne dla reszty uczestników klonowego wyścigu - ogromną liczbę komórek jajowych. Skąd je brali? Od ochotniczek, które legalnie, bez żadnej zapłaty oddawały dla dobra nauki własne jajeczka, by przyczynić się do wielkiego sukcesu swoich uczonych. Nietrudno było uwierzyć w tak duże poświęcenie azjatyckich kobiet.
Azjaci się klonują
Gdy tygodnik Science doniósł, że koreański zespół uczonych pod wodzą Woo Suk Hwanga wygrał wyścig w klonowaniu ludzkich zarodków, naukowy świat nie był zaskoczony. Kiedy rok później ten sam zespół udoskonalił technikę klonowania i dodatkowo wyprowadził z klonów linie komórek macierzystych, Gerald Schatten, amerykański wspólnik Koreańczyków, współautor pracy i osobisty przyjaciel Hwanga, śmiał się: "Jak oni to robią? Pracują 365 dni w roku z wyjątkiem lat przestępnych, kiedy robią to przez 366 dni" . Pół roku później nie było mu jednak do śmiechu. Ale na razie zajmijmy się techniką klonowania, niezmiernie ważną, by zrozumieć, o co tutaj właściwie chodzi. Po co klonować człowieka? Pasjonaci fantastycznych wizji świata pełnego ludzkich klonów pewnie poczują się zawiedzeni, ale w całej sprawie nie chodzi i nigdy nie chodziło o reprodukcyjne klonowanie ludzi czy - jak kto woli - tworzenie dzieci na zamówienie lub po to, by wyciągnąć z nich części zamienne dla "normalnych" osób. Z technicznego punktu widzenia klonowanie reprodukcyjne jest zapewne możliwe, ale absolutnie zakazane w krajach świata, nawet w Azji. Prawo pod tym względem jest tak restrykcyjne, że nikomu, nawet najbardziej szalonemu naukowcowi nie udałoby się bezkarnie klonować ludzi w tym celu. Zresztą, nie ma też publicznej zgody na takie eksperymenty - większość osób jest zdecydowanie przeciwna klonowaniu w celach reprodukcyjnych. Największym batem trzymającym w ryzach nawet najbardziej chętnych do powielania ludzi uczonych jest brak funduszy. Nikt nie da pieniędzy na taki cel, a potrzeba ich niemało. Firmy prywatne dotychczas nie były zbytnio zainteresowane udziałem w klonowaniu. W Stanach Zjednoczonych prezydent George W. Bush zakazał opłacania z państwowych pieniędzy jakichkolwiek badań nad klonowaniem, także terapeutycznym. A o ile z pierwszym zakazem zgadzają się prawie wszyscy, o tyle o klonowanie terapeutyczne toczy się etyczna walka. Co to jest klonowanie terapeutyczne? - Największa przyszłość medycyny, źródło cudownych komórek - powie w zachwycie niejeden uczony.
Wielkie oszustwo
Zarodek ludzki na bardzo wczesnym etapie stworzony jest z komórek , które mogą wszystko. Mają one fantastyczną zdolność do przekształcania się w dowolną tkankę organizmu. Uczeni wierzą, że "cudowne" komórki naprawią uszkodzone tkanki w ciałach osób, dla których dziś nie ma ratunku. Zregenerują przerwane rdzenie kręgowe, naprawią zniszczone zawałem serce, odtworzą komórki nerwowe zanikające w chorobie Alzheimera. Jak widać, jest o co walczyć. Jak klonuje się zarodki? W dużym skrócie przebiega to tak. Najpierw trzeba uzyskać odpowiednią liczbę komórek jajowych pobranych od młodych kobiet. Z jajeczek usuwa się jądro komórkowe, a następnie wkłada się do jaja jądro wyjęte ze zwykłej komórki ciała, np. skóry. Taka komórka jajowa z "nie swoim" DNA zostaje następnie pobudzona do dalszego rozwoju za pomocą różnych substancji chemicznych. Jajeczko niejako myśli, że jest zapłodnione i rozwija się w zarodek. Oczywiście to nie jest takie łatwe. W pierwszej próbie udanego klonowania Koreańczycy wykorzystali 242 komórki jajowe, z czego wyhodowali tylko 30 ludzkich zarodków. Dotrwały one do stadium blastocysty, maleńkiego pęcherzyka zawierającego około sto komórek, po czym doświadczenie przerwano. W drugim podejściu uczeni poinformowali o ponownym sklonowaniu ludzkich zarodków. Tym razem jednak skuteczność tego doświadczenia byłą według autorów kilkanaście razy wyższa! Tym samym klonowanie człowieka stało się łatwiejsze, niż kopiowanie zwierząt. Jednak największym naukowym skarbem Woo Suk Hwanga było wyhodowanie jedenastu ludzkich linii komórek macierzystych wyciągniętych ze sklonowanych zarodków. DNA, które zastąpiło jądra komórek jajowych, pochodziło z komórek skóry chorych osób. Cudowne komórki w 100 procentach zgodne z materiałem genetycznym pacjentów, "skrojone na miarę" mamy już w zasięgu ręki! - zachwycali się uczeni. Teraz trzeba je tylko tak hodować, by zmieniły się w to, co chcemy. I wszystko byłoby wspaniale, ale... to nieprawda.
Hwang idzie na dno
Kilka miesięcy po opublikowaniu tych rewelacji Gerald Schatten, dotychczas wierny kibic wszystkich poczynań Koreańczyków wylał wszystkim i sobie zapewne też kubeł zimnej wody na głowę. - Mam podejrzenia, że prace Woo Suk Hwanga i jego zespołu mają poważne uchybienia etyczne. Hwangowi zarzucano, że komórki jajowe potrzebne do badań wcale nie pochodziły od ochotniczek. Jak się później okazało, część kobiet byłą pracownicami "wielkiego bohatera narodowego", jak w tych czasach nazywano Woo Suk Hwanga. Za komórki jajowe szef kliniki pobierającej jajeczka Roh Sung II płacił kobietom. Etyczne wątpliwości wokół pracy wstrząsnęły Hwangiem, ale go jeszcze nie powaliły. W świetle wspaniałych naukowych dokonań świat wybaczyłby mu te uchybienia. W końcu czego się nie poświęca dla nauki. Ale atmosfera wokół Koreańczyka wyraźnie się popsuła. Jeszcze bardziej po tym ,jak jedna z pracownic Hwanga powiedziała, że szef zmusił ją do oddania własnych komórek jajowych, gdy stłukła szalkę z drogocennymi jajeczkami innych pań. Wokół chluby Korei zrobiło się gorąco. Ten kajał się i przepraszał, mówił, że o niczym nie wiedział, że zbyt był pochłonięty pracą, by zauważyć, że za jego plecami dochodziło do moralnie wątpliwych zdarzeń. Wydawało się, że pracownicy chcą ochronić mistrza. W obliczu nowych dowodów dotyczących malwersacji Hwanga wykreślenia swojego nazwiska z prac o klonowaniu zażądał Gerald Schatten. - To nie są już tylko etyczne uchybienia. - mówił prasie. - Mam poważne dowody, by w ogóle nie wierzyć w prawdziwość tych prac. Po tych słowach Koreański Narodowy Uniwersytet w Seulu, na którym prowadzone były badania, postanowił dam sprawdzić te pomówienia. Niestety, okazały się prawdą. Specjalna komisja orzekła, że wprawdzie Hwang sklonował ludzkie zarodki, ale nie otrzymał z nich komórek macierzystych, które przecież są istotą klonowania terapeutycznego. Obie prace są zatem oszustwem.
Klonowanie terapeutyczne jest passe
Korea Południowa długo nie mogła uwierzyć w werdykt komisji. Tym bardziej, że Hwang zaprzeczał oszustwom. Przepraszał za skandal, ale mówił, że ktoś zamienił stworzone przez jego zespół komórki, że ma nadzieję, iż prokuratura dojdzie kto to zrobił. Powoływał się na kolegów. - Przecież nie robiłem tych badań sam - mówił. - Mam sześciu współpracowników, którzy potwierdzą moje słowa. - Oni też kłamią - twierdzi komisja. Skąd w tym wszystkim prokuratura? Projekt wyprowadzania linii komórek macierzystych z zarodków był jednym z naukowych priorytetów Korei. Badania były zatem przeprowadzane za państwowe pieniądze. Rząd przeznaczył na nie ponad 40 mln dolarów. A Hwang jest teraz oskarżony o ich defraudację. Grozi mu wiele lat więzienia. Odarty z glorii, naukowych tytułów i wyrzucony z pracy wciąż jednak twierdzi, że jego kraj posiada technologię tworzenia ludzkich zarodków w celach terapeutycznych. Ale nikt mu już nie wierzy. Cokolwiek zrobi w przyszłości, żadne poważne czasopismo nie opublikuje jego prac - naczelni Science mocno przeżyli to, że Hwang wcisnął im nieprawdziwą publikację. Teraz gorączka klonowania terapeutycznego nieco opadła. Hwang był w przededniu stworzenia wielkiego, międzynarodowego banku komórek macierzystych robionych na zamówienie dla konkretnego pacjenta. W ostatnich dniach chwały został nawet jego prezesem. Były pieniądze i wielka misja uleczenia ludzkości. Pozostał niesmak i poczucie, że gdzieś w pędzie po sławę uczeni i decydenci zatracili etyczne wartości i zgubili prawdę. No cóż, nie po raz pierwszy, ale dla tych, którzy wierzą, że nie wszyscy naukowcy kłamią, pozostaje krzepiący fakt, że środowisko naukowe samo oczyściło się z brudu.
Skoro to wszystko to jeden wielki szwindel, po co o tym piszę? Po pierwsze, bo skandal wokół klonów jest określany jako największe oszustwo współczesnej nauki zakrojone na ogromną skalę - to nie był jeden uczony ogarnięty manią wielkości. Po drugie, ponieważ terapeutyczne klonowanie człowieka nadal jest możliwe. Wkrótce po drugiej pracy Hwanga Brytyjczycy poinformowali o sklonowaniu "własnego" ludzkiego zarodka. Klon żył pięć dni i tak jak u Koreańczyków posłużył do sprawdzenia możliwości komórek macierzystych. Wreszcie, po trzecie ponieważ oszustwa Hwanga nie pozostały bez echa. Może to tylko okres przejściowy, ale na naukowych forach pojawia się coraz więcej głosów, że klonowanie terapeutyczne jest passe. Że ten kierunek z racji ogromnych kontrowersji nie ma przyszłości. A jak widać na przykładzie Hwanga korzyści nie rekompensują moralnych wątpliwości związanych z tworzeniem ludzkich klonów. Niektórzy uczeni od dawna postulują, by z powrotem zwrócić się w stronę dorosłych komórek macierzystych, które ma każdy narząd w ludzkim ciele. Mają one co prawda znacznie mniejsze możliwości (komórka macierzysta wątroby nie stanie się tak łatwo neuronem), ale uczeni pilnie pracują, by komórki cofnąć do okresu niemowlęctwa - zrobić z nich pseudokomórki zarodkowe.


Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy