profil

Prawdziwe zaplecze You Can Dance

poleca 90% 102 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Błyskające swiatła, kolorowa scena, piękne makijaże, fryzury i stroje. Tak właśnie jawi nam się jeden z najpopularniejszych programów rozrywkowych dzisiejszych czasów. Jednak czy to co kreuje telewizja jest faktycznym odzwierciedleniem prawdziwych zmagań uczestników i choreografów? Na to pytanie pomogła mi odpowiedzieć jedna z uczestniczek IV edycji- Adrianna Piechówka.
To, co chyba na początek zainteresuje naszych czytelników, to oczywiście przebieg Twojej tanecznej kariery. Opowiedz jak to wszystko się zaczęło?
Na pierwsze zajęcia taneczne trafiłam będąc w drugiej klasie podstawówki, miałam wtedy zaledwie 8 lat. Do mojej szkoły przyjechał trener wraz z parą pokazową. Po występie zwyczajnie były zapisy na kurs, więc po prostu się zapisałam. Oczywiście to nie było nic zaawansowanego, zajęcia były raczej na zasadzie ogólnorozwojowej czy też zapoznawczej z krokami podstawowymi tańca towarzyskiego. I tak przetańczyłam 10 lat.
Jak to się stało, że jako ośmioletnie dziecko nie zrezygnowałaś z zajęć lecz wytrwałaś wylewając pot, krew i łzy na sali tanecznej?
Tak naprawdę wiele dzieci rezygnowało już po kilku miesiącach. Potem przychodziły nowe osoby, znów rezygnowały i tak to wyglądało cały czas, wieczna rotacja. W tym wieku jeżeli chodzi o jakikolwiek sport wiele zależy od rodziców. Zajęcia odbywały się w pięciu różnych miejscach, co tydzień był wyjazd na turniej, dzięki mojej mamie, która o to dbała, byłam w stanie to wszystko jakoś pogodzić ze szkołą.
Kiedy trener zauważył u Ciebie szczególny talent i to, że wyróżniasz się na zajęciach?
e nie było takiego momentu. Trenerom nie zdarzało się chwalić swoich uczniów. Prawda jest taka, że na początku byłam jedną z gorszych osób! Ale z czasem razem z partnerem zaczęliśmy wygrywać z najlepszą parą w klubie. Więc tak naprawdę do wszystkiego musieliśmy dojść ciężką pracą.
Wzięłaś udział w IV edycji You Can Dance- po prostu tańcz, jednak musiałaś pożegnać się z programem już w trzecim odcinku. Czy mimo to odczułaś jakieś pozytywne lub negatywne skutki chwilowej popularności?
Podczas trwania programu wyglądałam zupełnie inaczej niż jak odpadłam. Ja nie walczyłam o popularność. Nie jestem gwiazdą telewizyjną, a produkcja nie pokazywała mnie takiej, jaką jestem naprawdę, dlatego nienawidzę komercji. Dla mnie You Can Dance to niesamowita przygoda, z której wyniosłam wiele lekcji, nie tylko na temat tańca.
Co skłoniło cię do porzucenia tańca towarzyskiego dla takich styli jak: hip-hop wacking, ragga jam, dancehall czy nawet jazz? Czy była to trudna decyzja?
Program dał mi zamiłowanie do innych technik. Nie mogłabym tego pogodzić dlatego z czegoś musiałam zrezygnować. W tańcu towarzyskim zawsze wiązał mnie partner. Nie mogłabym na przykład wybrać warsztatów z Brian'em Friedman'em kiedy w tym samym czasie miałabym szkolenie z tańców latynoamerykańskich, ponieważ zawiodłabym partnera, a w tańcu towarzyskim w parze trzeba tworzyć jedność. Poza tym ten taniec jest bardzo przerysowany. Tipsy, sztuczne rzęsy, mocny makijaż, skąpe sukienki. Od małego musiałam kokietować partnera, który z czasem stawał się coraz bardziej wyżelowany i coraz mniej męski.
Powiedziałaś, że Twoi partnerzy stawali się "coraz mniej męscy", w takim razie, czy uważasz, zgodnie z panującą w Polsce opinią, że większość tancerzy płci męskiej to homoseksualiści?
Ale oczywiście, że tak! W świecie tanecznym jest ich naprawdę niesamowicie dużo, a w ostatnim czasie wielu z nich nawet się do tego przyznaje. Co jednak nie zmienia faktu, że to właśnie oni są w tym najlepsi...
Jak wygląda tydzień z życia uczestnika programu You Can Dance?
Zazwyczaj rano jechaliśmy do studia, żeby jak najbardziej obyć się ze sceną. Treningi na salach trwały nawet do dziewięciu godzin dziennie. Oprócz tego musieliśmy jeszcze znaleźć czas na solówki. We wtorki cały dzień trwały próby generalne, tak jak i w środy do godziny 16. A później to już szykowanie- makijaże, fryzury, przymiarki strojów.
Czy mieliście czas na sen?
Tak oczywiście, jednak po takim wysiłku mieliśmy tak zmęczone ciała, że te parę godzin nie wystarczało by się zregenerować. Do tego ciągły stres, rozmowy kto odpadnie, to wszystko miało wpływ na nasz wypoczynek.
Czy uważasz, że któryś z jurorów jest niekompetentny i powinien zastąpić go ktoś inny?
To co mogę powiedzieć na pewno, to że nie znają się kompletnie na technikach hip-hopowych. Oceniają subiektywnie, ale po prostu pasują do tego programu. Michał i Augustin są już wiele lat w tej branży, więc potrafią wydać na ten temat opinię. Kobiety w jury natomiast oceniają bardziej wizerunek tancerza, co też jest bardzo ważne. Jednak prawda jest taka, że w największej części decyduje produkcja. Patrzą pod kontem "medialności" uczestnika- tego jak wygląda, jak mówi, czy jest interesujący dla widza, czy intryguje, czy ma ciekawą historię do opowiedzenia- czyli tak zwane chwyty telewizyjne. Są w stanie wziąć do programu dwie siostry, mimo że jedna z nich nie tańczy dobrze, ale na ekranie ciekawa będzie ich rywalizacja.
Czy zauważyłaś w programie jakąś reorganizację, czy też pewne niedociągnięcia?
Oczywiście, że tak. Praktycznie zawsze można było coś takiego zauważyć. Przede wszystkim treningi się przesuwały z braku czasu- albo naszego albo choreografa. Przykładem może być salsa Ani Kapery i Piotrka Jeznacha. Oni po prostu nie mieli gotowej choreografii jeszcze w środę rano.
Jednak okazało się, że program zostanie przełożony z powodu żałoby narodowej dzięki czemu zyskali jeszcze tydzień na ćwiczenia i zatańczyli tą salsę bardzo dobrze.
Czy uważasz, że któryś z uczestników na antenie nie był sobą?
Ja nie byłam sobą. Oni po prostu nie kupowali mojej osoby. Chcieli mnie wylansować na seksbombę w szpilkach, a ja zwyczajnie taka nie jestem. Nagrywali wiele naprawdę fajnych materiałów na mój temat, które nie ujrzały nigdy swiatła dziennego, a ja nie pchałam się przed kamery, żeby pokazać siebie. Dla mnie ona wręcz przeszkadzała mi i w tańcu i w byciu sobą. Kojarzyła mi się ze sztucznością- ciągle musiałam grać. Ja po prostu nie pasowałam do tego programu pod względem myślowym. Innym przykładem może też być Kaja Kudełko, która miała wtedy 16 lat. Próbowali ją wykreować na zupełnie niedojrzałe dziecko. Z tego co pamiętam chcieli nagrać materiał, jak bawi się w kulkach! Albo Łukasz, którego przedstawili na łodzi jako skrytego marzyciela. Więc jesli któryś z uczestników nie był sobą, to tylko z powodu wymagań programu.
Wiem, że najlepiej wspominasz występ z odcinka drugiego. Zatanczyłaś wtedy wacking z Kubą Werelem. Co spowodowało, że ten taniec stał się twoją wizytówką po programie?
Przede wszystkim, pierwszy raz w historii You Can Dance pojawiła się taka technika jak wacking. To było coś nowego, coć nieznanego dla widza, dlatego też zostało dobrze zapamiętane. Choreografia była łatwa, bardzo kobieca, ja się w tym dobrze czułam, a Kuba siedział w tym od lat, wbrew temu co powiedzieli w programie. A przy tym wszystkim bardzo dobrze nam się ze sobą pracowało, co też zapewne było widać później na scenie.
Dowiedziałam się też, że jak do tej pory byliście najbardziej zgraną "16-tką". Jak myślisz, co było czynnikiem spajającym?
Nie było chorej rywalizacji, pomagaliśmy sobie na każdym kroku. Ja pomogłam Elizie i Piotrkowi w rumbie, a w tym samym odcinku odpadłam! Były oczywiście osoby, które się wyłamywały, np. Maks czy Baśka. Jednak zawiązałam w programie takie przyjaźnie, które utrzymuję do tej pory mimo tego, że mieszkamy na różnych końcach Polski.
Czy uważasz, że to co widzimy w telewizji jest szczerą prawdą o tym jak wygląda program?
To co my przeżywamy, a to co z tego jest pokazane w telewizji to dwie różne rzeczy.
Tym akcentem chciałabym zakończyć wywiad i podziękować za rozmowę.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 7 minut

Więcej informacji
Typ pracy