profil

Polska i Unia Europejska - różnice i podobieństwa po 2004, szanse i zagrożenia dla tożsamości narodowej

poleca 85% 101 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Unia Europejska

Polska historia posiada wiele ważnych i ważniejszych dat, te ważniejsze to na przykład 966, 1918, 1989. Uczy się ich w szkole, abyśmy mogli od najmłodszych lat wspólnie przeżywać święta państwowe, tak ważne dla patriotycznego ducha. Jedną ze stosunkowo niedawnych dat, jest data 1.04.2004, która zapisała się złotymi literami w ponad 1000-letniej historii Rzeczypospolitej. Jak każdy - załóżmy - Polak wie, wtedy dumnie wkroczyliśmy do Unii Europejskiej. Moim zdaniem, jest to data, która zasługuje na celebrę nie gorszą niż rocznice Grunwaldu, Warszawy 44' bądź Dzień Niepodległości. Można powiedzieć, było – minęło. Co z tego wynikło? Mija już wszak prawie 7 lat. Czy cokolwiek się zmieniło?
Na początek warto się zastanowić nad podobieństwami i różnicami w postrzeganiu Polski i Polaków po 2004 roku. Oczywiście nie jest tak, że z nocy 31 marca na 1 kwietnia nasze trawniki stały się zieleńsze, a sąsiad zaczął się do nas milej uśmiechać. Interesujące jest to, co zmieniło się, a co nie, od wstąpienia Polski do UE.
Najpierw zmiany. Pozytywnie zmienił się stosunek Europejczyków do narodu polskiego. Stereotypowe wyobrażenie Polaka przed 2004? Niewykształcony, brudny robotnik, koniecznie z wąsami. Wraz z otwarciem granic zaczęliśmy być postrzegani zupełnie inaczej. Dzięki drenażowi mózgów czyli migracji osób wykształconych do krajów lepiej rozwiniętych, staliśmy się znani od innej strony: jako pracowici, inteligentni i twórczy ludzie, na których warto stawiać. Warto wspomnieć o sukcesach naukowych : pomimo ogromnej różnicy w finansowaniu badań naukowych (w porównaniu do Zachodu), pomimo braku nowoczesnego sprzętu, polscy naukowcy są bardzo cenieni w Europie. Przed 2004 tak nie było.
Zmieniło się postrzeganie Polski na mapie Europy. Wydaje się, że Polska na dobre odrzuciła ciążącą na niej spuściznę komunistycznego bloku wschodniego. Gdy przegląda się dzisiejsze gazety, o Polsce nie pisze się już jako państwie leżącym w Europie Wschodniej. We wschodniej , czyli gorszej części Starego Kontynentu. Coraz częściej umiejscawia się nas w środkowej części, a nawet (jakaż nobilitacja!) w szacownym gronie państw Zachodu.
Jednakże nie o samo miejsce na mapie tu chodzi. Wstępując do Unii, Polska uzyskała wiarygodność jako państwo demokratyczne, jesteśmy traktowani poważnie, jako obiecujący gracz na arenie międzynarodowej. Mrzonką jest nazwanie Polskę „rosyjsko -niemieckim kondominium”. Poprzez sukcesywne zacieśnianie więzi dyplomatycznych i gospodarczych z państwami Unii Europejskiej chcemy i jesteśmy krajem z którym warto robić interesy. Ponadto, coraz częściej (w końcu usilnie o to zabiegamy) Polska jest traktowana jako pośrednik na osi Zachód-Wschód. Słowem, jest o niebo lepiej niż przed 2004.
A co się nie zmieniło? Szczerze mówiąc, mało jest kwestii które nie uległy zmianie. Niewątpliwie jesteśmy nadal uważani za katolicki kraj. Obok Hiszpanii mamy najwyższą ilość powołań wśród ludu, oficjalne dane także mówią o wysokim procencie praktykujących chrześcijan. Wciąż jesteśmy ostoją religii rzymskokatolickiej w Europie, nie zapominamy o chrześcijańskich korzeniach Starego Kontynentu. A przynajmniej tak nas widzą nasi sąsiedzi, bliżsi i dalsi.
Można także dodać, że nic nie zmieniło się w postrzeganiu naszego narodu w kwestii kontaktów towarzyskich. W gruncie rzeczy, jesteśmy przyjacielscy i znani z naszej gościnności. Z roku na rok przybywa co raz więcej turystów, jesteśmy więc krajem przyjaznym dla turystów, którzy mogą odnaleźć tutaj wiele atrakcji, przeżyć niezapomniane chwile czy po prostu cieszyć się urlopem.
Teraz skupmy się na szansach i zagrożeniach dla tożsamości narodowej w zjednoczonej Europie. Na sam początek warto zastanowić się nad samym pojęciem „tożsamości narodowej”. Ciekawe spostrzeżenia na ten temat serwuje nam E. Skotnicka-Illasiewicz w Czynniki formacji i deformacji tożsamości narodowej Polaków („Tożsamość narodowa Polaków w przyszłej Europie”, Warszawa 2002). Autorka rozróżnia dwa sposoby rozumienia pojęcia tożsamości narodowej: jako „obiektywnej cechy przypisanej przez innych” oraz „subiektywnej identyfikacji, świadectwem przynależności”. Czyli krótko mówiąc, mówimy o tożsamości wewnętrznej (do kogo moje „ja” chce przynależeć) i zewnętrznej (czy pobratymcy nas akceptują i pozwalają na asymilację). Powracając do meritum: co może zaoferować naszej tożsamości narodowej Zjednoczona Europa?
Przede wszystkim, unowocześnienie naszego pojmowania patriotyzmu. W naszej świadomości narodowej istnieją wciąż wojenki, szabelka, i martyrologia. Miejsce aktywnych, społecznych działań na rzecz unowocześnienia i polepszenia polskiej rzeczywistości zajmują ciągłe spory, podziały na Polskę A i Polskę B (każda z nich uważa się za tą bardziej polską), nudne uroczystości upamiętniające minione tragedie (często bezsensowne, ale czcić trzeba bo tak tradycja nakazuje). Udział we wspólnocie europejskiej daje nam szansę na zwrot w relacjach polsko-polskich. Kiedyś musimy bowiem zrozumieć, że bycie Polakiem nie znaczy odcinania się grubą kreską od sąsiadów i budowanie pompatyczno-nadmuchanej wizji Polaka, nieustępliwego we wszelkich kontaktach z szerokim światem. Mamy szansę zrewolucjonizować podejście do nas samych. Jak mówił Jan Rokita w swoim wystąpieniu na konferencji „Tożsamość narodowa Polaków w przyszłej Europie”, ważne jest budowanie patriotyzmu nie w anachronicznym oparciu o samą ideę państwa, a w poczuciu miłości i przywiązania do naszej wspólnotowej kultury. Można się nie zgadzać z poglądami politycznymi posiadanymi przez tego polityka, ale należy oddać słuszność tez głoszonych w wykładzie. W połączeniu z pielęgnowaniem pozytywnej narodowej spuścizny byłoby to bardzo korzystne. Zmodernizowane podejście do patriotyzmu na pewno pomogłoby odnaleźć się Polakom w Zjednoczonej Europie.
Przywołałem osławiony już podział na Polskę A i B. Czy to pod względem ekonomicznym, czy jeśli chodzi o sympatie polityczne, Polska jest podzielona. Są oczywiście jeszcze inne podziały, które także nie wpływają dobrze na jednolitość państwa. Jednakże, jeśli chcemy być traktowani nie jako petent, lecz jako decydent, musimy odsunąć na bok narodowe niesnaski. Są one nie do uniknięcia - zdaję sobie sprawę, ale naprawdę, w Europie nie jest tak, że każde państwo to oaza spokoju i zgody. Wszędzie ścierają się odmienne zdania, odmienne przekonania, ale nie kłuje to w oczy tak jak w Polsce, bo nasi sąsiedzi potrafią się porozumieć. Zjednoczona Europa jest szansą dla Polski na zjednoczenie Polaków. Posiadając wspólną historię, kulturę, język i wiele innych więzi musimy być jednością, tym bardziej że Europa jawi się w przyszłości nie jako ponadnarodowa organizacja skupiająca lwią część państw Starego Kontynentu, a jako superpaństwo. Nie będzie w nim miejsca na cyrk, który obserwujemy dzisiaj nad Wisłą. Istnieje realna szansa na zmianę w naszych tożsamościach, gdzie nie będzie już łatek „A” czy „B”.
Nasz udział w Zjednoczonej Europie niesie za sobą też szereg zagrożeń. Po pierwsze: homogenizacja kultury. Zjednoczona Europa to także Europa Jednolita. Mieszanie się kultur, ogólnoświatowa moda, angielski jako globalny „language” - to może nie wpłynąć dobrze na bogactwo naszej kultury. Rodzime zwyczaje mogą być wyparte przez zagraniczne. Co gorsza, te zagraniczne możemy przyjąć jako rodzime, zapisać je w narodowej tradycji i tożsamości jako nasze.
Idąc krok dalej – coraz częściej może występować zjawisko kosmopolityzmu. Rozpatrując zagadnienia związane z tożsamością narodową, kosmopolityzm w tym kontekście jest jednoznacznie niekorzystny. Oznacza on zanegowanie tych podziałów społeczno-kulturowych, które definiują nas jako Polaków, Francuzów czy Holendrów. W erze galopującej globalizacji łatwiej niż kiedykolwiek poczuć się obywatelem świata. Odrzucenie poczucia własnej, narodowej przynależności, poczucia patriotyzmu, na rzecz nieskrępowanej pochwały braku granic jest niewątpliwym zagrożeniem dla narodowej tożsamości. Aż strach pomyśleć, co mogłoby się stać wtedy z naszą pielęgnowaną od setek lat kulturą i obyczajami.
Oczywiście wszystko to należy traktować jako mniej lub bardziej prawdopodobne scenariusze. Proces jednoczenia się Europy nadal trwa, i to od nas zależy, czy nasza tożsamość narodowa skorzysta na tym, czy straci. Do końca nie wiadomo, w którą stronę ujednolicanie Europy pójdzie. Nie mniej jednak, skoro przetrwaliśmy lata zaborów, okupację, komunizm, to i Unię przetrwamy.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 7 minut