profil

Piękne postawy młodzieży w walce z rusyfikacją - recytacja "Reduty Ordona" na lekcji języka polskiego ("Syzyfowe prace").

poleca 85% 114 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Nastaje zwykły, październikowy dzień. Błękitne i bezchmurne niebo rozpościera się nad głowami ludzi, a okrągłei błyszczące słońce ogrzewa ich ciała. Pod żadnym pozorem pogoda ta nie przypomina październikowej aury. Jedynie kolorowe liście spadające w drzew zdradzają, że to już jesień.
Nowo przyjętym uczniem klerykowskiego gimnazjum jest Bernard Zygier. O tym młodzieńcu wiadomo bardzo niewiele. Został wydalony ze szkół warszawskich za „konspirowanie”: czytanie literatury polskiej i poznawanie prawdziwej historii Polski. Gdyby nie recytacja wiersza, jego rówieśnicy z klas nie wiadomo, czy kiedykolwiek odkryliby, kim są naprawdę.
Trwa lekcja języka polskiego. Jest już godzina 15, więc uczniowie są zmęczeni i znudzeni nauką. Siedzą w obskurnych ławkach, na których większości widnieją różne podpisy i przedziwne obrazki. W pomieszczeniu panuje półmrok. Niektórzy układają się do drzemki, ziewają, inni wpatrują się zaparowane szyby okien. Do klasy wchodzi przygarbiony, średniego wzrostu mężczyzna z białym wąsikiem pod małym, zniekształconym nosem. Na jego obliczu widnieje grymas – często widywany przez uczniów wyraz twarzy. To pan Sztetter – nauczyciel języka polskiego. Siada do swojego nauczycielskiego biurka i z niechęcią zaczyna odpytywanie. Przebiegli młodzieńcy, chcąc uniknąć pytania, próbują zainteresować nauczyciela nowo przybyłym uczniem. Udaje im się to. Nauczyciel całkowicie skupia swoją uwagę na sylwetce Bernarda. Każe mu się przedstawić. Zainteresowanie profesora Zygierem umożliwia siódmoklasistom powrócić do swoich zajęć: jedni odrabiają zadanie domowe, inni wpatrują się w brunatne lamperie czy żółty stoliczek katedry, jeszcze inni śledzą przebieg lekcji. Po krótkiej rozmowie odbytej przez prowadzącego lekcję i młodzieńca, profesor nakazuje nastolatkowi zanalizować krótki tekst pt. „Pająk”. Nagle w klasie rozlegają się polskie słowa. To Zygier pełen patosu i wzniosłości, zaczyna recytować nieznany przez większość uczniów wiersz „reduta Ordona”. Jego dźwięczny jak szlachetny metal głos wydaje się być słyszalny z odległości parunastu metrów. Ale to nic bardziej mylnego. Zdenerwowany Sztetter wymachuje rękami, chce, by młodzieniec skończył recytować. Bernard nie daje za wygraną. W klasie nastaje piorunująca cisza. Wszystkie oczy są skierowane na recytującego. Uczeń wypowiada słowa równo, ze spokojem i umiarkowaniem. W pewnej chwili Zygier podnosi swój kojący zmysły głos o stopień wyżej. Po wyraźnym sygnale nauczyciela z ławki wstaje „Figa”, by sprawdzić, czy czasem w pobliżu, na szkolnym korytarzu nikogo nie ma. Młodzieniec nie przerywa. Teraz to już nie jest zwykły wiersz, lecz jego własny utwór, własna mowa. Każda emocja widoczna jest na twarzy recytującego: ból, nienawiść, złość, żal, wstręt. Każda osoba, która przebywa w tym pomieszczeniu, nasłuchuje wszystkich słów i zdań z wielkim przejęciem. Marcin Borowicz podpiera pięścią brodę. Wydaje mu się, że skądś zna ten utwór. W oczach pana Sztettera pojawiają się przeźroczyste łzy, które powoli spływają po jego bladej twarzy.
Recytacja wiersza Adama Mickiewicza pt. „Reduta Ordona” to moment oświecenia. Uczniowie zauważają wtedy własną przynależność do państwa polskiego, wyraźnie dostrzegają to, kim są i jacy są, ewoluują, kształtują się w nich uczucia patriotyczne, dlatego ta sytuacja wywarła na mnie największe wrażenie.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 2 minuty