profil

Oceń priorytety polskiej polityki zagranicznej okresu międzywojennego

drukuj
poleca 85% 369 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

OCEŃ PRIORYTETY POLSKIEJ POLITYKI ZAGRANICZNEJ

II Rzeczpospolita powstała w 1918r. w wyniku rozpadu trzech mocarstw. Aby zachować integralność bez narażenia ze strony sąsiadów, należało z nimi współpracować, walczyć, albo starać się o zachowanie status quo w całym regionie. Serie konfliktów zapoczątkowanych jeszcze przed podpisaniem Traktatu Wersalskiego, spory przygraniczne i brak silnej pozycji na arenie międzynarodowej stawiały przed dyplomacją polską bardzo trudne zadanie. Z jednej strony w okresie dwudziestolecia międzywojennego udało się pozyskać zapewnienia pomocy i gwarancje od Imperium Brytyjskiego i Francji, podpisano pakty o nieagresji z Rosją Radziecką i Rzeszą Niemiecką. Z drugiej jednak strony, jak wiemy z perspektywy czasu, pakty te we wrześniu 1939r. na nic się nie zdały. Jaki wpływ miała na to polska polityka zagraniczna i jakie działania podjęła lub mogła podjąć, aby nie dopuścić do ponownej likwidacji państwa polskiego?

PIERWSZE LATA II RP

I Wojna Światowa zniszczyła panujący ład europejski. Załamał się zwłaszcza obowiązujący stan rzeczy w Europie Środkowo-Wschodniej i na Bałkanach. Polska, jako jedno z większych nowopowstałych państw tej części kontynentu z racji swoich rozmiarów była jednocześnie zaangażowana w kilka różnych konfliktów. W latach 1918-21 toczyła równocześnie sześć wojen:

Wojna ukraińska, która rozpoczęła się we Lwowie w listopadzie 1918r. i zakończyła się upadkiem ZURL w lipcu 1919r., ustanowiła władzę Polski na ziemiach Galicji Wschodniej aż po rzekę Zbrucz. Problem wojny w Wielkopolsce został rozwiązany przez Traktat Wersalski; natomiast wojna na Śląsku, prowadzona z przerwami jako seria trzech powstań – w dniach od 16 do 24 sierpnia 1919, od 19 do 25 sierpnia 1920 i od 2 maja do 5 lipca 1921 – zakończyła się dopiero po podpisaniu w Genewie w 1922 roku konwencji w sprawie Śląska. Wojna litewska, która toczyła się o Wilno, zaczęła się w lipcu 1919r. i trwała praktycznie do chwili zawarcia pokoju w październiku 1920r.; teoretycznie natomiast - wobec braku oficjalnego traktatu pokojowego – ciągnęła się przez cały okres międzywojenny. Wojna czechosłowacka, rozpoczęta 26 stycznia 1919r. zajęciem Cieszyna przez Czechów, którzy nie przyjęli lokalnego porozumienia, zakończyła się 28 lipca 1920r. arbitrażem państw sprzymierzonych. Drobne konflikty na Spiszu i w innych rejonach Karpat trwały aż do roku 1925.
(N. Davies, Boże Igrzysko. Historia Polski, t.2, Kraków 1991)

Sprawą priorytetową dla dyplomacji polskiej było zabezpieczenie granicy zachodniej,
aby wszystkie siły militarne skupić na wschodzie. W pertraktacjach dotyczących granicy z Niemcami oprócz kryteriów historycznych i etnicznych starano się wykorzystać fakt wybuchu powstań na Śląsku i Wielkopolsce, odbieranych jako przejaw poparcia miejscowej ludności dla sprawy polskiej. Dodatkowo narodowe ośrodki polityczne zdając sobie sprawę z chwiejnego stanowiska mocarstw zachodnich w sprawie Polski, przystąpiły do akcji propagandowych w Paryżu i Londynie jeszcze przed rozpoczęciem posiedzeń w Wersalu. Przykładem takich działań był wydany po angielsku w stolicy Wielkiej Brytanii memoriał dr Leona Litwińskiego, dotyczący Gdańska, ziem północnych i zachodnich. Również w Paryżu, lepiej nastawionym do Polaków, Polskie Biuro Wydawnictw Politycznych wydało na początku 1919r. broszurę Antoniego Chołoniewskiego, nakłaniającą opinię publiczną i sfery polityczne do bardziej stanowczego poparcia stanowiska polskiego. Ponadto od grudnia 1918r. w Paryżu toczyły się rozmowy z amerykańską komisją, która miała być delegacją na Konferencji Pokojowej, gdyż uważano, iż będzie ona miała decydujący głos jako reprezentant silnych Stanów Zjednoczonych wobec zniszczonej i osłabionej wojną Europy.
29 stycznia 1919r. przewodniczący Polskiego Komitetu Narodowego - Roman Dmowski przedstawił w imieniu rządu Radzie Najwyższej polskie postulaty terytorialne. Zakładały one włączenie do kraju części ziem na zachodzie, które przed 1772r. nie należały do Polski, ale zamieszkiwały je duże skupiska polskiej ludności. W zamian miała nastąpić rezygnacja z części Kresów Wschodnich. Postulatami tymi zajęła się utworzona 18 stycznia 1919r. Komisja do Spraw Polskich.
Niestety już 19 marca 1919r., kiedy Rada Najwyższa zebrała się w celu rozpatrzenia projektu Komisji, premier brytyjski David Lloyd George ostro zaatakował polskie postulaty jako niesprawiedliwe. Przede wszystkim przeciwny był przyłączeniu do Polski Gdańska. Jego nieustępliwe stanowisko potwierdzają jego słowa: "Moi panowie, jeśli damy Polsce Gdańsk, Niemcy nie podpiszą takiego traktatu, a jeśli nie podpiszą, to cała nasza praca tu pójdzie na marne". W ten sposób doszło do ostatecznego ujawnienia nieprzyjaznego stanowiska rządu Wielkiej Brytanii wobec polskich żądań. Minister francuski Tardieu i przewodniczący Komisji Cambon bronili raportu, za Polską opowiadał się także początkowo amerykański prezydent Thomas Woodrow Wilson.
Jednak Lloyd George opracował własny projekt postanowień konferencji, który godził w interesy Polski i był wyrazem poparcia dla Niemiec. Ignacy Paderewski - przedstawiciel władz Polski w Wersalu, usiłował przeciwdziałać oderwaniu Gdańska od Polski, jednak sprawa była już przesądzona – 28 czerwca 1919r. Traktat Wersalski wszedł w życie. Polska polityka zagraniczna nie odniosła oczekiwanego sukcesu, jednak stało się to głównie za sprawą brytyjskiego premiera. W wyniku jego decyzji Polska uzyskała na zachodzie znacznie mniej terytoriów i mieszkańców, niż wynikało to z ustaleń Komisji ds. Polskich.

POLITYKA POLSKI WOBEC ROSJI. WOJNA POLSKO-BOLSZEWICKA.

W przeciwieństwie do granicy zachodniej, wschodnia granica Polski opierała się co najwyżej o projekty. 7 lutego 1919r. Piłsudski powiedział do swego współpracownika, Władysława Baranowskiego, jak widzi obecne możliwości ustanowienia granic:

„W tej chwili Polska jest właściwie bez granic i wszystko co możemy w tej mierze zdobyć na zachodzie, to zależy od Ententy i o ile zechce mniej lub więcej ścisnąć Niemcy. Na wschodzie to inna sprawa; tu są drzwi, które się otwierają i zamykają, i zależy, kto i jak szeroko siłą je otworzy...”
(Marek Derwich, Polska XX wieku (1914-2005), Wrocław 2004)

Z powodu braku granicy wschodniej wybuchła wojna polsko-bolszewicka. Do pierwszych starć doszło pod Berezą Kartuską na Białorusi 14.02.1919r. W pierwszej fazie walk pogrążona w wojnie domowej Rosja ponosiła straty. W kwietniu Polacy zdobyli Wilno, w sierpniu – Mińsk. Jesienią, pomimo nalegań Ententy, Piłsudski wycofał swoje poparcie dla białych oddziałów Denikina walczących przeciwko bolszewikom. Negocjacje nie powiodły się głównie z powodu wzajemnej nieufności co do przyszłości Ukrainy i kształtu granicy polsko-rosyjskiej. Wkrótce Denikin przegrał z bolszewikami, a losy wojny zmieniły się na niekorzyść Polski. Pomimo zdobycia w maju 1920r. Kijowa, 20.05.1920 ruszyła potężna sowiecka kontrofensywa. W pierwszych dniach sierpnia pięć armii radzieckich zbliżało się do Warszawy. Zarówno Polacy, jak i Rosjanie odrzucili propozycję interwencji dyplomatycznej zaproponowaną przez rząd brytyjski – tzw. „Linia Curzona” nie mogła usatysfakcjonować żadnej ze stron. Ponadto Brytyjczycy odmówili udzielenia Polsce pomocy wojskowej, pomimo iż wcześniej wyraźnie się do tego zobowiązali. Podobnie uczynili Francuzi, którzy co prawda utrzymali niewielką misję wojskową na terytorium IIRP, lecz wstrzymali francuskie kredyty militarne dla naszego kraju. Jednakże Warszawa obroniła się - 16 sierpnia ofensywa znad Wieprza przełamała linie Tuchaczewskiego, a on sam 18 sierpnia został okrążony. Gdy jego armia poniosła klęskę, a 31 sierpnia pod Komarowem stoczono ostatnią wielka bitwę wojsk kawaleryjskich w historii Europy, w wyniku której pokonana została konarmia Budionnego, Lenin nagle wystąpił o pokój. Dyplomacja polska w osobie Jana Dąbskiego podjęła rozmowy z Adolfem Joffe i 12 października podpisano rozejm.
Ostateczne warunki zatwierdził traktat pokojowy podpisany w Rydze 18 marca 1921r. Ponieważ w tym czasie to już nie Piłsudski przewodził państwu polskiemu, warunki pokoju rozczarowały go. Był on zwolennikiem planu federacyjnego, tj. takiego, w którym obok niepodległej Polski istnieje niepodległa Litwa, Białoruś i Ukraina, związane sojuszem bądź unią z państwem polskim. Tą ideą kierowała się polska polityka zagraniczna w negocjacjach z Rosją Radziecką do czasu, gdy ster rządów przejęła endecja z Romanem Dmowskim na czele. Rozmowy w Rydze prowadził już Leon Wasilewski forsując plan inkorporacyjny, który zakładał wcielenie do Polski wszystkich tych ziem, które da się spolonizować, bez konieczności tworzenia niepodległej Białorusi czy Ukrainy. Znacznie popsuło to stosunki polsko-ukraińskie, zwłaszcza że jeszcze rok wcześniej, a konkretnie 21 kwietnia 1920r., Polska oficjalnie uznała niepodległość Ukrainy. Jej istnienie zakończyło się wraz z emigracją jej przywódcy, Semena Petluri, po pokoju w Rydze.
Z jednej strony Traktat Ryski był sukcesem – zakończyła się wojna polsko-bolszewicka, Polska w końcu mogła odetchnąć i zająć się odbudową wyniszczonego państwa. Jednak z drugiej strony pogorszenie stosunków z Ukraińcami miało w późniejszych latach niebagatelny wpływ na tendencje nacjonalistyczne w tej grupie, która była niemal pięciomilionową mniejszością narodową w II Rzeczpospolitej. Jednak mało kto mógł przewidzieć taki rozwój wypadków w tamtym czasie, a zwłaszcza rządząca endecja, która liczyła na spolonizowanie Kresów.

Od tej pory, tj. od 1921r., wszystkie działania polskiej dyplomacji sprowadzały się do przestrzegania przez Rosję (od 1922r. ZSRR) Traktatu Ryskiego. Jednym z ciekawszych epizodów kontaktów polsko-sowieckich był pewien incydent z 1927r., nazwany później „rajdem na Acros”. Rząd ZSRR bezustannie wmawiał sobie, że lada moment zaatakują go państwa kapitalistyczne połączone w jedną, anty-radziecką koalicję. "Acros" było to biuro sowieckiej centrali handlowej w Londynie, pod przykrywką którego działał sowiecki wywiad. W maju 1927r. angielska policja dokonała rewizji w pomieszczeniach firmy, znajdując mnóstwo kompromitujących sowietów materiałów. Rząd brytyjski oskarżył ZSRR o szpiegostwo i natychmiast zerwał z nim stosunki dyplomatyczne. Zbiegło się to w czasie z wpłynięciem eskadry brytyjskiej marynarki wojennej na Bałtyk i Przewrotem Majowym w Polsce. Dodatkowo Czang Kaj – Szek, do tej pory popierany przez ZSRR, po zdobyciu Szanghaju morduje chińskich komunistów. Działania te przypisywane były wywiadowi Wielkiej Brytanii. Oliwy do ognia dolało zabójstwo sowieckiego dyplomaty w Polsce, Piotra Wojkowa, 07.06.1927r. Był on członkiem plutonu egzekucyjnego, który w 1918r. wymordował cara Mikołaja II wraz z rodziną w Jekaterynburgu. Mordercą okazał się być 18-letni syn rosyjskiego monarchisty - Borys Kowerda. Sowieci uznali jednak, że jest to początek wojny. W jednostkach wojskowych nie wypuszczano żołnierzy na przepustki, oficerowie musieli natychmiast się zameldować przy swoich oddziałach. Na domiar złego zawieszono rozmowy o zwrocie polskiego mienia przez ZSRR. Polacy byli zaskoczeni przebiegiem zdarzeń, i mimo iż wysłali kilka uspokajających i pojednawczych not, to sowieci nie mogli się uspokoić. Piłsudski musiał wysłać do Moskwy swojego zaufanego adwokata Stanisława Patka, żeby uspokoić nastroje i załagodzić sprawę (m.in. zaoferowano rodzinie Wojkowa spore odszkodowanie, ale sowieci je odrzucili). Zabójca został szybko osądzony i skazany na dożywocie, ale dla ZSRR to wciąż było za mało. W końcu Piłsudski zeźlił się i stwierdził:

"Próbując upokorzyć Polskę ryzykujecie, że upokorzycie samych siebie, gdyż nie macie dostatecznej siły, by zrealizować swoje groźby, o czym wiecie równie dobrze jak my. Zrobiliśmy wszystko w granicach rozsądku, by dać wam satysfakcję, a teraz musimy uprzejmie prosić, byście zakończyli z tą sprawą, jeśli bowiem dojdzie do jakichś pożałowania godnych wypadków, to wyłącznie wy będziecie za nie odpowiedzialni".

Sowieci momentalnie wyciszyli całą sprawę. Nieco ponad rok później, 9.02.1929r. podpisali z Polską traktat delegalizujący wojnę między obydwoma państwami, zwany Traktatem Litwinowa (od Maksima Litwinowa, sowieckiego dyplomaty podpisującego ten traktat).

POLITYKA POLSKI WOBEC KRAJÓW BAŁTYCKICH

Wszystkie kręgi rządzące w IIRP, niezależnie od opcji politycznych, zdawały sobie sprawę z ciągłego zagrożenia, jakie niesie za sobą sąsiedztwo z Rosją Radziecką. Aby pozyskać sojuszników, dyplomacja Polska wystąpiła wobec państw bałtyckich z poważniejszą propozycją w czasie toczącej się wojny polsko-bolszewickiej. Chodziło o stworzenie antyradzieckiego bloku państw bałtyckich. Rozmowy w tej sprawie prowadził, bez powodzenia, z Estończykami, Finami i Łotyszami Leon Wasilewski. 3 stycznia 1920 wojska polskie, po dłuższej przerwie w działaniach wojennych, uderzyły wspólnie z Łotyszami na Dźwińsk, a opanowawszy miasto przekazały je Łotyszom. Nie skłoniło ich to niestety do trwałej współpracy z Polakami przeciw bolszewikom.
Mimo to kontynuowano wysiłki przedsięwzięte w latach 1919 – 1920 i dalej dążono do utworzenia bloku państw bałtyckich graniczących z Rosją Radziecką. Pobudką do wzmożenia wysiłków prowadzących do owego przedsięwzięcia stała się inicjatywa Lloyda George’a zwołania w Genui światowej konferencji ekonomicznej, na którą zaproszono pokonane Niemcy oraz Rosję Radziecką. Krótko przed konferencją genueńską odbyło się w Warszawie spotkanie ministrów spraw zagranicznych Estonii, Finlandii, Łotwy i Polski – i 17 marca 1922 roku zawarto tak zwany pakt bałtycki, zobowiązujący do życzliwej postawy w razie wojny. W Finlandii jednak wkrótce upadł rząd, który podpisał ów pakt, i w rezultacie odmówiła ona jego ratyfikacji. Tym samym nie doszedł on do skutku. Przyczyną niepowodzenia starań polskich o utworzenie bloku państw bałtyckich było dążenie mniejszych państw do neutralności na wypadek wojny między Polską a Rosją Radziecką lub Niemcami, brak Litwy w tym bloku, zainteresowanie Estonii i Łotwy pośredniczeniem w handlu radzieckim nad Bałtykiem, wreszcie ścisła zależność wszystkich tych krajów bałtyckich od handlu z Niemcami. Polska sama będąc krajem w głównej mierze rolniczym, miała niewiele do ofiarowania tym państwom, które mogły eksportować jedynie produkty swojego rolnictwa i leśnictwa.


POLITYKA POLSKI WOBEC LITWY. PROBLEM WILNA.

Po I Wojnie Światowej Litwa, wbrew oczekiwaniom Piłsudskiego, nie miała ochoty na federację z Polską. Obawiała się polonizacji i podporządkowania swojego kraju interesom Rzeczpospolitej. Podobnie jak granica z Rosją, tak i w tym wypadku podział terytoriów opierał się jedynie o plany. Jednakże tzw. Linia Foche’a, sytuująca Wilno po stronie Polskiej, była nie do przyjęcia dla Litwinów. Tak rozpoczął się konflikt, trwający przez całe 20-lecie międzywojenne.
16 lutego 1918r. Litewska Rada Państwowa proklamowała niepodległość. Wkrótce jednak wymówienie traktatu brzeskiego przez Rosję i marsz armii czerwonej na zachód spowodował ewakuację ludności litewskiej z Wileńszczyzny. Gdy w kwietniu 1919r. polskie wojska weszły do Wilna, Piłsudski mając na uwadze promowaną przez Zachód zasadę samostanowienia narodów, zapowiedział przeprowadzenie plebiscytu. Spotkało się to z protestem rządu Litwy w Kownie. Protest ten wynikał bezpośrednio z obaw o wynik plebiscytu, bowiem wg spisu ludności z końca 1916r. Wilno zamieszkiwało zaledwie 2% Litwinów, przy aż 53% Polaków! O ważności miasta w ówczesnych czasach świadczyć mogą uczucia towarzyszące wyzwalającej go armii polskiej:

Wielki szloch tego tłumu, klęczącego na ulicy. Spojrzałem na Komendanta. Stał twarzą zwrócony do obrazu, oparty na szabli, nasrożony i... spod nasrożonych brwi ciężka łza spływała mu na wąsy. Śmigły za nim miał jakiś nerwowy tick na twarzy. Twarz drgała i też łzy ciekły mu po twarzy. A Belina beczał po prostu jak smarkacz...
(Bohdan Skaradziński, Sąd Boży, Warszawa 2001)

Niestety, radość nie trwała długo. Losy wojny wkrótce się odwróciły i Rosja przejęła inicjatywę. W lipcu 1920r. zajęła Wilno. Ówczesna sytuacja nie była dla Polski korzystna, o czym świadczą choćby namowy Lloyda George'a w czasie lipcowej konferencji w Spa na przyjęcie linii Curzona jako przyszłej granicy polsko-radzieckiej. Jednym z celów polityki zagranicznej Polski stało się zapewnienie neutralności Litwy w trwającej wojnie. 4 lipca 1920r. uznano niepodległość tego kraju, wraz z Wilnem po litewskiej stronie (zgodnie ze stanowiskiem W. Grabskiego ze Spa), lecz nie doprowadziło to do zmiany sytuacji. 12 lipca doszło do zawarcia pokoju między Litwą a Rosją Radziecką, w którym m.in. ustalono przebieg ich nowej granicy. Całość Wileńszczyzny przyznano Litwinom, w zamian za zgodę na przemarsz Armii Czerwonej przez jej terytorium. Znacznie skomplikowało to sytuację.
Chwilowym rozwiązaniem było zawarcie umowy o tymczasowej linii demarkacyjnej w Suwałkach, gdy ścigający bolszewików pochód polski spotkał się z wojskami litewskimi. Wileńszczyzna wg przyjętych w czasie rozmów kryteriów historycznych pozostawała wciąż po stronie litewskiej. Stało to jednak w sprzeczności z przyjętymi w Wersalu kryteriami etnicznymi. Z powodu braku zgody strony litewskiej na przeprowadzenie plebiscytu Piłsudski postanowił zorganizować w październiku 1920r. pozorowany bunt Lucjana Żeligowskiego. Po przejęciu władzy na Wileńszczyźnie utworzył on Litwę Środkową, którą w 1922r. w wyniku plebiscytu włączono do IIRP.
To pogrzebało szanse na nawiązanie zdrowych stosunków z Litwą. Mimo iż teoretycznie wszystkie argumenty przemawiały za stroną polską, to jednak rząd kowieński ani na moment nie pogodził się z obowiązującym stanem rzeczy - Wilno było nawet konstytucyjną stolicą Litwy. Litwini zburzyli mosty – dosłownie i w przenośni – łączące oba kraje, poprzerywali linie telegraficzne i nie zgodzili się na nawiązanie żadnych stosunków dyplomatycznych. Polska polityka zagraniczna poniosła dotkliwy cios – nie było już absolutnie żadnych szans na urzeczywistnienie koncepcji federacyjnej ani międzymorza w pełnym wymiarze, lansowanych przez Józefa Piłsudskiego jako fundamentalne projekty bezpieczeństwa państwa. Polska utraciła wielowiekowego sojusznika, sprzymierzeńca niedoli zaborczej, a zyskała wrogo nastawione nacjonalistyczne państwo, widzące w IIRP jedynie zagrożenie.


SOJUSZNICY – FRANCJA I RUMUNIA

Niepowodzenia w polityce wschodniej zmuszały Polskę do poszukiwania nowych partnerów w dyplomacji i zacieśniania stosunków z dotychczasowymi sprzymierzeńcami. Pierwszym, jak gdyby naturalnym sojusznikiem była Francja, z racji defensywnej polityki zagranicznej IIRP i ciągłego poszukiwania gwarancji bezpieczeństwa. Ważne były też wspólne interesy obu krajów, polegające na utrzymaniu słabych Niemiec, niezagrażających żadnej ze stron. Przez pierwsze 7 lat po wojnie mogliśmy być niemal pewni, że rząd francuski będzie na forum mocarstw sprzymierzonych reprezentował również stanowisko polskie, dlatego w lutym 1921 r. w Paryżu doszło do podpisania polsko-francuskiej deklaracji o przyjaźni i układu politycznego wraz z konwencją wojskową, zgodnie z którą państwa zobowiązywały się do udzielenia pomocy w razie napaści Niemiec na którąś ze stron. Francja tym samym znalazła sojusznika przeciwko Niemcom w miejsce osłabionej Rosji.
Drugim ważnym strategicznie partnerem była Rumunia. Nie stanowiła ona co prawda aż tak istotnego sojusznika jak Francja, niemniej ważny był fakt, że była dla nas jedyną pomocą w razie ewentualnej wojny z Rosją Radziecką. Sojusz z Rumunią, podpisany 3 marca 1921r. pozwolił nawiązać zarówno stosunki ekonomiczne (otworzenie komunikacji Morze Bałtyckie – Morze Czarne), jak i polityczne, poprzez układ o wzajemnej pomocy w razie sowieckiej agresji. Nie był to bynajmniej oszałamiający sukces dyplomacji polskiej – można powiedzieć, że Rumuni zostali wybrani z tej prozaicznej przyczyny, iż nie było nikogo lepszego. O ówczesnym stosunku Rumunów do Rzeczpospolitej może świadczyć wspomnienie Mikołaja, syna króla Rumunii, o wizycie Piłsudskiego w tym kraju:

„Miałem wrażenie, że ojciec mój ma zamiar przyjąć swego gościa serdecznie, ale z pewną nonszalancją. Pomimo wszystko Naczelnik Państwa to nie król (...). Po chwili ukazał się [Piłsudski] lekko pochylony naprzód i patrzył na naszą grupę. Potem wolno, bardzo wolno zaczął schodzić. Spojrzałem na swego ojca i nie zapomnę nigdy: skonstatowałem, że zanim Piłsudski zdążył wejść, ojciec mój rzucił papierosa i stanął na baczność.”

Bilateralną umowę obu państw próbowano rozciągnąć również i na Francję tworząc trójstronny układ polsko-rumuńsko-francuski, jednak podejmowane w tym celu próby z lat 1923-1924 nie powiodły się.
W 1925r. ze strony Francji nadszedł cios. 16 października przy jej udziale oraz Belgii, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Włoch doszło do podpisania serii układów, które wyraźnie godziły w interesy Polski. Co gorsza, minister spraw zagranicznych Aleksander Skrzyński oraz jego czeski odpowiednik Edvard Benes musieli wręcz wprosić się na obrady. Najważniejsze założenia z Locarno mówiły o nienaruszalności zachodniej granicy Niemiec, bez poruszania kwestii granicy wschodniej. Polska mogła więc spodziewać się przyszłego zbrojenia Niemiec i podjęcia przez nich próby zrewidowania granicy wschodniej. Był to wyraźny znak ostrzegawczy, że Ententa sama umożliwia Niemcom podważanie postanowień Traktatu Wersalskiego. Jedynym osiągnięciem polskiego dyplomaty podczas konferencji było podpisanie z Francją wzajemnych gwarancji, co w odniesieniu do sojuszu z 1921r. bynajmniej nie miało większego znaczenia.


POLITYKA ZAGRANICZNA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO I SANACJI

W maju 1926r. w wyniku przewrotu wojskowego do władzy w Polsce doszedł Józef Piłsudski. Zmieniło to w pewien sposób prowadzenie polityki zagranicznej przez II Rzeczpospolitą, która od tej pory obrała jeden kierunek, w swoich głównych założeniach niezmienny aż do wybuchu wojny w 1939r.
Piłsudski, gdy był jeszcze naczelnikiem państwa w latach 1918-1922, próbował zabezpieczyć pozycję Polski w Europie poprzez utworzenie bloku międzymorza. Miał to być luźny związek państw neutralnych, których wzajemna współpraca mogła doprowadzić do polepszenia ich sytuacji międzynarodowej i wzmocnienia ich siły w relacjach z Rosją oraz Niemcami. Jednak konflikty poszczególnych państw, a także niechęć do angażowania się w pakt przeciwko obu krajom na raz, doprowadziły do upadku tego pomysłu. Po ponownym objęciu sterów władzy Piłsudski nie wracał już do tego pomysłu; zaognione stosunki z Litwą, a także z Czechosłowacją, która siłą zajęła w 1920r. Śląsk Cieszyński i wbrew postanowieniom międzynarodowym nie miała zamiaru przeprowadzać tam plebiscytu, nie pozostawiały wątpliwości, co do pomyślności realizacji międzymorza.
Marszałek porzucił więc wyidealizowane wizje bloków i układów na rzecz realistycznego spojrzenia na arenę międzynarodową i chłodnej oceny sytuacji. W przeciwieństwie do wielu poprzednich obozów potrafił patrzeć dalekowzrocznie. Przewidział dokładnie koniec Wielkiej Wojny, mówiąc o upadku państw centralnych. Mimo że, jak twierdził, „Zachód jest parszywieńki” starał się o poparcie Francji. Jednak Francja wykazywała widoczne znaki odsunięcia się od Polski. Generał Dupont tak mówił o Piłsudskim:

"Długo jeszcze i dopóki u władzy będzie Piłsudski, sytuacja tutaj nie polepszy się i nie będziemy mogli stawiać na polskie wojsko"
A w raporcie do marszałka Ferdynanda Focha tak pisał:
"Piłsudski głęboko wierzy, że jest wielkim wodzem. W rzeczywistości jest to zaledwie dowódca partyzantów. Zachowuje ciągle konspiracyjne metody działania i chce pracować tylko ze "swoimi oficerami" i ze "swoimi ludźmi". Poza tym jest to człowiek ogromnej pychy, który nie może nam wybaczyć, że w 1920 roku wyratowaliśmy go z opresji. Znosi nas wyłącznie dlatego, że odwołanie francuskiej misji wojskowej wywarłoby złe wrażenie na polskiej opinii publicznej. Czy możemy spodziewać się jakiejkolwiek współpracy z jego strony? Nie wierzę w to."
(Pascal Krop, Sekrety wywiadu francuskiego, Warszawa 1999)

Rząd francuski wysyłał liczne sygnały dążące do podjęcia rozmów na temat "wyjaśnienia" znaczenia polsko-francuskiego traktatu z 1921 roku w świetle ustaleń z Locarno – Polacy jednak nie chcieli o tym nawet słyszeć.
Główne założenia polityki zagranicznej nie zmieniły się: Polska nie miała żadnych znaczących roszczeń terytorialnych; pragnęła tylko zachować niepodległość i ochronić istniejące granice. W rozmowie z przedstawicielem rządu rumuńskiego Piłsudski stwierdził: "Nie chcę denerwować Związku Sowieckiego. Chcę żyć w pokoju z całym światem i jestem usatysfakcjonowany naszymi obecnymi granicami, które i tak są zbyt rozciągnięte i których muszę bronić". Zdecydowana postawa marszałka znalazła swoje odbicie podczas kolejnego zaognienia stosunków z Litwą, do którego doszło pod koniec 1926., po dojściu do władzy skrajnie antypolskiego Voldemarasa. Stwierdził on, że oba kraje pozostaną w stanie wojny tak długo, aż Polacy nie zwrócą Litwinom Wilna. Rok później doszło podczas posiedzenia Rady Ligi Narodów do konfrontacji stanowiska polskiego i litewskiego. Podczas wygłaszania mowy przez Voldemarasa Piłsudski uderzył pięścią w stół i wykrzyknął: "Nie przyjechałem tu kawał drogi z Warszawy do Genewy, by słuchać pańskich długich przemówień. Ja chcę wiedzieć i usłyszeć, czego pan chce i czy jest pokój, czy wojna". Przyparty do muru Voldemaras wybrał pokój, jednak nie poszły za tym normalizacje stosunków.
Inną taktykę przyjął Piłsudski w stosunku do dwóch najgroźniejszych przeciwników: Niemiec, w których stopniowo rosła popularność partii faszystowskiej oraz Rosji Radzieckiej, ideologicznie nastawionej przeciwko wszystkim krajom kapitalistycznym i wciąż pamiętającej gorycz porażki z 1920r. Przyjął więc on tzw. zasadę równej odległości, która polegała na trzymaniu takiego samego dystansu między Berlinem i Moskwą. Przejawem tego było nie wchodzenie w układy z żadną ze stron, który to układ mógłby być wymierzony w stronę drugą.
Działania te były w zgodzie z polityką zagraniczną Polski, której priorytetem było zmazanie wizerunku IIRP z pierwszych lat powojennych jako państwa agresywnego, wojowniczego i burzącego europejski pokój. Dlatego współpraca międzynarodowa toczyła się głównie w oparciu o Ligę Narodów, która tak jak i nasz kraj była owocem Traktatu Wersalskiego i tak jak on szukała wszelkich możliwych rozwiązań zmierzających do utrzymania powojennego stanu rzeczy. W myśl takich wartości jak pokój i współpraca narodów podpisano pakt Brianda-Kelloga. Ten pakt, zwany również paryskim, począwszy od sierpnia 1928r. ratyfikowały 62 państwa, wyrzekając się wojny jako instrumentu polityki narodowej. Zawierał on bezwzględny zakaz wojny agresywnej między kontrahentami, zezwalał jednak na prowadzenie wojny obronnej. Piłsudski miał poważne wątpliwości, co do powodzenia takich założeń. Wciąż kontynuował politykę równej odległości, podpisując rok później podobny pakt z ZSRR, Rumunią, Estonią i Łotwą, nazwany protokołem Litwinowa. Identyczna sytuacja nastąpiła, gdy 25 lipca 1932r. Józef Beck podpisał pakt o nieagresji ze Związkiem Sowieckim. Po niespełna półtora roku, 16 stycznia 1934r., podobny pakt podpisał on z III Rzeszą. Jednak Piłsudski nie miał złudzeń:

„Mając te dwa pakty – mówił – siedzimy na dwóch stołkach. To nie może trwać długo. Musimy wiedzieć, z którego najpierw spadniemy i kiedy”.
22.04.1934r. odwiedził go w Belwederze MSZ Francji Louis Barthou i zaprezentował ostry kurs wobec Rzeszy. Marszałek z powątpiewaniem mówił o francuskiej woli oporu. Gdy Barthou powiedział, że ma dosyć ustępstw i Niemcy muszą odczuć, że Francja nie ustąpi, Piłsudski odpowiedział:
"Ustąpicie, panowie, ustąpicie, nie bylibyście sobą".
Pół roku później otwarcie wyrażał swoje obawy co do Niemiec:
„Ja nikomu prawie nie wierzę, a cóż dopiero Niemcom. Muszę jednak grać, bo Zachód jest obecnie parszywieńki. Jeżeli niebawem nie przejrzy i nie stwardnieje, trzeba będzie przestawić się w pracach”.
(T. Serwatka, Józef Piłsudski a Niemcy, Wrocław 1997)
Marszałek sam o sobie mówił, że posiada dar inwencji odwleczenia lub postawienia sprawy inaczej, gdy jest taka potrzeba. W styczniu 1935r. Piłsudski przyjął Hermanna Göringa. Kiedy Göring zaczął mówić o antysowieckim porozumieniu, Marszałek uciął rozmowę, stwierdzając, że prowadzona polityka musi uwzględniać położenie Polski i sąsiedztwo ze Związkiem Radzieckim: "Nie można doprowadzić się do takiego stanu, ażeby spać z karabinem w łóżku. Karabin powinien być w składzie mobilizacyjnym". Ta stanowcza odpowiedź była konsekwencją polityki Wodza. Co prawda sondował u Francuzów możliwość wojny prewencyjnej w celu obalenia Hitlera, jednak w obliczu braku zainteresowania nie podjął samodzielnie żadnych działań zmierzających do zmiany kursu. Wszystkie jego kroki były ukierunkowane na zachowanie przez Polskę suwerenności bez obcego zwierzchnictwa czy zależności.


DROGA KU WOJNIE.
POLITYKA SANACJI PO ŚMIERCI PIŁSUDSKIEGO.

Marszałek Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935r. Pomimo rozłamu w obozie sanacji dość dużą niezależność zachował minister spraw zagranicznych Józef Beck. Stał on przed niezwykle trudną sytuacją. W owym czasie już otwarcie mówiło się w Europie o „dyktacie czterech mocarstw”- Wielka Brytania i Francja, Włochy oraz Niemcy, czyli potencjalni wrogowie, szukali pojednania i dążyli do narzucania swoich postanowień innym. Nikt nie mógł przewidzieć zwłaszcza ruchów Hitlera, kanclerza i wodza Rzeszy. Z jednej strony częste wizyty Goebbelsa w Warszawie, rozmowy Lipskiego z Führerem i próby nakłonienia Polski do wspólnego uderzenia na ZSRR pokazywały, że widzi on w II Rzeczpospolitej sojusznika w walce z komunizmem. Z drugiej jednak strony doktryna nazistowska i coraz śmielsze poczynania Hitlera wbrew wszelkim ogólnie przyjętym postanowieniom były wyraźnym sygnałem dla sfer rządzących.
Józef Beck postanowił sumiennie wykonywać zalecenia Marszałka, nawet po jego śmierci. Kontynuował on więc politykę równej odległości, mimo pogarszających się stosunków zarówno z III Rzeszą, jak ze Związkiem Radzieckim. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że był to już najwyższy czas na porzucenie polityki Piłsudskiego, gdyż przestała się sprawdzać po roku 1935. Nasi dotychczasowi sojusznicy zaczęli traktować nas przedmiotowo.
Najlepszym tego wyrazem była konferencja monachijska z 1938r. Złożyło się na nią wiele czynników: wejście do zdemilitaryzowanej strefy Nadrenii przez Niemcy w 1936r., Anszlus Austrii z marca 1938r. i ugodowa postawa Zachodu przez cały ten czas. Gdy jesienią 1938r. Włochy, Wielka Brytania i Francja oddały III Rzeszy Sudety należące do Czechosłowacji, Polska mogła być niemal pewna, że będzie następna. Sprawę pogorszył fakt odrzucenia not rządu czeskiego proponującego Polakom podział Zaolzia i zapis w postanowieniach końcowych układu monachijskiego, który przewidywał „zwołanie nowej konferencji obecnych tu szefów rządów czterech mocarstw jeżeli zagadnienie polskiej i węgierskiej mniejszości w Czechosłowacji nie zostanie załatwione w ciągu trzech miesięcy w drodze porozumienia pomiędzy zainteresowanymi Rządami”. Polska nie czekając na zwołanie kolejnej konferencji siłą odebrała zabrane jej 19 lat wcześniej Zaolzie, czym pogorszyła swoją opinię w oczach Europy. Gdy dołoży się do tego również fakt wystosowania haniebnego ultimatum wobec Litwy w celu nawiązania stosunków dyplomatycznych i otrzymania od Hitlera tzw. „propozycji” otrzymujemy katastrofę.
Józef Beck dążył do wzmocnienia pozycji II Rzeczpospolitej na arenie międzynarodowej, jednak staczał się coraz bardziej dół po równi pochyłej. Próbując pokazać siłę naszego kraju stosował metody gróźb i zbrojnych działań, przez co postrzegano go jako sojusznika Hitlera. Dopiero gdy jasne było już, że Polska nie pozwoli przymuszać się do niczego Niemcom i odrzuci dwukrotnie wysunięte wobec niej propozycje nazistów, Zachód przejrzał na oczy. Zbiegło się to w czasie z upadkiem Czecho-Słowacji: utworzono Protektorat Czech i Moraw oraz teoretycznie niepodległą Słowację. Niemcy zajęły również litewską Kłajpedę. Skończyła się polityka appeasementu Wielkiej Brytanii: 31 marca premier Neville Chamberlain oświadczył w Izbie Gmin, że w razie jakiejkolwiek akcji zagrażającej niepodległości Polski, Wielka Brytania udzieli jej pomocy wszelkimi koniecznymi środkami. Dodał także, że podobne stanowisko zajmuje rząd francuski. Francuzi nie mieli nic do dodania, w pełni podzielali opinię Brytyjczyków. 28 kwietnia o 11:45 Niemcy poinformowały stronę polską, że ze względu na układ polsko-brytyjski deklaracja polsko-niemiecka ze stycznia 1934 przestała obowiązywać. Wojna wisiała w powietrzu.
W tej atmosferze Józef Beck na posiedzeniu sejmu 5 maja 1939r. wygłosił mowę, w której stwierdził konieczność zachowania dotychczasowego statusu Gdańska i podkreślił wolę stawienia oporu niemieckim żądaniom, nawet za cenę konfliktu zbrojnego:

„Słyszę żądanie aneksji Gdańska do Rzeszy, z chwilą, kiedy na naszą propozycję, złożoną dn. 26 marca wspólnego gwarantowania istnienia i praw Wolnego Miasta nie otrzymuję odpowiedzi, a natomiast dowiaduje się następnie, że została ona uznana za odrzucenie rokowań – to muszę sobie postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Czy o swobodę ludności niemieckiej Gdańska, która nie jest zagrożona, czy o sprawy prestiżowe, czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, od którego Polska odepchnąć się nie da! (...) Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na okres pokoju zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”

Przemowa była owacyjnie przyjęta przez wszystkich obecnych w sejmie, niezależnie od orientacji politycznej. 5 dni później do Warszawy przyjechał Władimir Potiomkin, wicekomisarz spraw zagranicznych ZSRR. W rozmowie z nim Beck oświadczył, że wszelkie informacje o rzekomym przymierzu polsko-niemieckim przeciwko ZSRR są nieprawdziwe. W odpowiedzi Potemkin stwierdził, że w przypadku napaści na Polskę z zachodu, II Rzeczpospolita może liczyć na „przychylną postawę Związku Radzieckiego.” Mniej więcej w tym samym czasie sztab wojskowy Hitlera przygotowywał plan inwazji na Polskę.
Od 16 sierpnia trwały w Londynie rozmowy na temat formalnego zawarcia sojuszu polsko-brytyjskiego. 23 sierpnia 1939 zawarto w Moskwie układ pomiędzy ZSRR i Niemcami, który przeszedł do historii jako pakt Ribbentrop-Mołotow – niewielu wówczas jeszcze wiedziało o tajnym protokole, zakładającym kolejny rozbiór państwa polskiego. 25 sierpnia podpisano porozumienie Polski i Wielkiej Brytanii. Uczynili to Halifax i ambasador Edward Raczyński. Hitler natychmiast przesunął datę inwazji na Rzeczpospolitą z 26 sierpnia na 1 września, by upewnić się, iż jest to tylko blef Brytyjczyków i nie udzielą pomocy swoim sojusznikom. 29 sierpnia prezydent Mościcki ogłosił mobilizację powszechną. Jednak naciski ambasadorów francuskiego oraz brytyjskiego, którzy naiwnie jeszcze wierzyli w złagodzenie sytuacji doprowadziły do odłożenia jej o jeden dzień. 1 września na nie w pełni zmobilizowane wojsko runęła hitlerowska ofensywa. 17 września nóż w plecy Polakom wbił Związek Radziecki, ukazując swoją „przychylną postawę” i atakując nasz kraj od wschodu. Większość rządu, w tym i Józef Beck, wyemigrowało z kraju.
OCENA KOŃCOWA

Pierwsze lata w powojennej historii Polski były niezwykle zawiłe, a działalność dyplomatyczna z racji prowadzenia przez państwo wielu wojen jednocześnie była niezwykle aktywna. Konieczność poświęcania czasu wielu sprawom na raz – Wersal, Śląsk, Wielkopolska, sprawy wschodnie, południowe i rozmowy z sąsiadami wymagały od działaczy spraw zagranicznych nie lada poświęcenia. Dlatego większość swojej pracy poświęciłem na ten fragment dziejów, który obejmował lata 1919-1925. Przełomem było niewątpliwie Locarno, które jednoznacznie można odebrać za porażkę polskiej dyplomacji. Jednak czy aby na pewno? Polska nie miała właściwie nic do powiedzenia przy podpisywaniu tych układów, ani nie posiadała przekonujących argumentów, by wystarczająco dobitnie uświadomić państwom zachodnim, że idąc na ustępstwa Niemcom sami niszczą powojenny ład ustanowiony w Traktacie Wersalskim.
Na szczęście przyjęta przez Marszałka Józefa Piłsudskiego taktyka defensywna, polegająca na próbie utrzymania trwającego stanu rzeczy i działania w oparciu o współpracę międzynarodową okazała się przebłyskiem geniuszu Wodza. Pomimo osobistej niechęci Komendanta do Francji i Anglii podpisywał kolejne układy – jak np. pakt Brianda-Kelloga. Dzięki temu Polska przestała być postrzegana jako państwo agresywne, ekspansywne i zagrażające pokojowi w Europie. Utrzymał sojusz z Francją, a jego polityka równych odległości sprawdzała się doskonale.
Niestety, do czasu. Gdy Wódz umarł, a stery polityki zagranicznej przejął we własne ręce Józef Beck, kontynuował on taktykę równych odległości. Lecz nie była ona już efektywna, Polska nie mogła dłużej odcinać się od tego, co dzieje się wokół niej, zwłaszcza, gdy dana sprawa mogła w przyszłości odbić się czkawką w stosunkach z Rzeszą lub ZSRR. Dopiero na rok przed wojną Beck podjął bardziej zdecydowane kroki. Stanowcza odmowa wobec niemieckich żądań otworzyła aliantom oczy, co doprowadziło do ustanowienia sojuszu i uczestnictwa Polski w grupie państw alianckich.
Nie przyszło nam z tego zbyt wiele. We wrześniu 1939r. alianci zostawili nas samym sobie, a po wojnie sprzedali bolszewikom. Ci, którzy walczyli za Polskę podczas wojny mogli czuć się zawiedzeni i oszukani. Jednak mimo wszystko uważam, że gdyby nie te w sumie symboliczne sojusze, Francja i Imperium Brytyjskie nie wypowiedziałyby wojny Hitlerowi od razu. Być może w ogóle nie zainteresowałyby się „lokalną wojną o Gdańsk”, a początek drugiej wojny światowej datowano by na rok 1940r., gdy Niemcy zaatakowały kolejno Danię, Norwegię i ruszyły na zachód. Może gdyby nie zobowiązania aliantów zachodnich wobec nas po wojnie bylibyśmy zaledwie sowiecką republiką, tak jak państwa bałtyckie. W moim przekonaniu polska polityka zagraniczna spisała się najlepiej jak umiała, a sytuacja geopolityczna, w jakiej się znajdowała, nie przewidywała dla naszego kraju lepszego scenariusza. Dyplomacja II RP cechowała się konsekwencją i uporem, by przywrócić państwu polskiemu należne miejsce w Europie. Wszystkie kolejne rządy, a zwłaszcza czas, w którym narodowi polskiemu przewodził marszałek Józef Piłsudski, robiły wszystko, by Polska zachowała niepodległość i przetrwała w tym ciężkim dla Europy okresie, jakim było dwudziestolecie międzywojenne.



BIBLIOGRAFIA


• Norman Davies, Boże Igrzysko. Historia Polski, Kraków 1991
• Przegląd Reader’s Digest, Burzliwy Wiek XX, Warszawa 1999
• D. Banaszak, T. Biber, M. Leszczyński, Ilustrowane Dzieje Polski, Poznań 1990
• Norman Davies, Europa Walczy 1939-1945, Kraków 2008
• Robert Śniegocki, Historia. Burzliwy Wiek XX, Warszawa 2008
• Bohdan Skaradziński, Sąd Boży, Warszawa 2001
• T. Serwatka, Józef Piłsudski a Niemcy, Wrocław 1997
• Bohdan Urbankowski, monografia Józefa Piłsudskiego
• Pascal Krop, Sekrety wywiadu francuskiego, Warszawa 1999
• Marek Derwich, Polska XX wieku (1914-2005), Wrocław 2004
• Anna Piernikarczyk - artykuły z portalu polskiedzieje.pl
• kpbc.umk.pl
• historycy.org
• podprad.knp.lublin.pl
• ibidem.com.pl/zrodla/
• historia.gazeta.pl
• pl.wikipedia.org
• pl.wikisource.org
• pl.wikiquote.org


Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy