profil

List o niezwykłym wydarzeniu

poleca 83% 743 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Cześć Natalia!
Jestem w szoku. Jeszcze nigdy nie wydarzyło mi się coś tak dziwnego i fantastycznego jak TO. Muszę Ci o tym opowiedzieć.
Otóż: Szłam sobie przedwczoraj do szkoły. To był zimny, ale słoneczny dzień. Mama leżała chora w łóżku, a tata musiał dzisiaj pojechać do Poznania w służbowej sprawie. Zaczął padać śnieg. Przez chwilę poczułam przypływ ciepłego powietrza.
Po prawej stronie na chodniku zobaczyła smutną dziewczynkę. Siedziała na ziemi, a w ręce trzymała zapałki. To dziwne – pomyślałam – jeszcze nigdy jej nie widziałam. I te zapałki. O co chodzi? Zapytała ją, czy tu mieszka. A ona powiedziała, że nie. Mówiłam, że sprzedaje zapałki, ale jak na razie nikt nie kupił ani jednej. Wtedy zapaliło mi się czerwone światło. Znałam tą historię, Ty na pewno też. To ,,Dziewczynka z zapałkami”. Uśmiechnęłam się do niej i szybkim krokiem odeszłam.
Nie mogłam się pozbierać po tym dziwnym wydarzeniu. Ale wyobraź sobie, że to jeszcze nie koniec. Pogoda zmieniła się natychmiast. Śnieg przestał padać, ze schronień wyfrunęły ptaki. Było prześlicznie. Śnieg zaczął topnieć, wsiąkał w ziemię. Nie wiem jak to możliwe, w końcu ostatnio były duże mrozy. Usłyszałam przecudny śpiew. Podbiegł do mnie zajączek i sarna. Nie bały się! Za chwilę ujrzałam ładną dziewczynę, a może kobietę. Nie wiem dokładnie, bo w bajce o królewnie Śnieżce nie podali jej wieku. A skąd wiedziała że to Śnieżka? Bo obok niej dreptało parę krasnoludków. Kiedy mnie zobaczyły, schowały się za dziewczynę. Przywitałam się z nią i z krasnalami. Miały bardzo wesołe miny. Rozmawiałam chwilkę ze Śnieżką. Pytałam o te wszystkie zwierzęta, które w jednym momencie pojawiły się na ścieżce. Potem spojrzałam na zegarek. Do początku lekcji zostało jeszcze pięć minut, chociaż wyszłam z domu bardzo późno. Dopiero teraz zauważyłam, że cała droga jest pusta.
Pożegnałam się szybko ze Śnieżką i ruszyłam dalej.
Przeszłam parę kroków, obejrzałam się za siebie. Królewny ani krasnoludków nie było. Myślałam, że mi się przewidziało. No ale jak – przecież z nią rozmawiałam. Postanowiłam o tym nie myśleć i szłam dalej.
Kolejne zdziwienie. Kot w butach. Nie, tym razem nie zgadywałam – to BYŁ kot w butach. Taki sobie, ot domowy kot. Tylko miała małe, czerwone buty. Kiedy koło mnie przechodził, zdjął kapelusz, bo miał też kapelusz, niebieski. Nic nie mówił. Całe szczęście, bo chyba bym tego nie przeżyła. Tyle dziwnych rzeczy się wydarzyło.
Dalsza droga przebiegła bez przeszkód. Kiedy minęłam kota, ziemia znowu pokryta była śniegiem, panował mróz. Nie wiem jak przedtem mógł wiać ciepły wiatr. Może to też było bajkowe? Kiedy doszłam do szkoły nic nie było inne. Ci sami ludzie, te same klasy. Wszystko było normalne. Tylko ja taka przestraszona i zdziwiona.
Wiem, że mi nie uwierzysz. To w końcu niecodzienne wydarzenie. Ale może do Ciebie też dotrze Kot w butach, albo lepiej – zły Wilk z „Czerwonego Kapturka”. Aj, nie życzę ci tego… Ale jeśli jednak, jeżeli pojawi się coś magicznego, to od razu do mnie napisz – tylko ja uwierzę.

Pozdrawiam Cię gorąco, choć ostatnio jest zimno.
Marta

dostałam 6 ;)

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 3 minuty